środa, 24 maja 2017

Pustynny czas cz. 5

Pustynny czas cz. 5 

Konsekwencją błędu polegającego na próbie budowanie relacji z Bogiem tylko w oparciu o emocje może być nie odróżnianie, czy wręcz mylenie ''Bożej wszechobecności'' od ''manifestacji Bożej obecności''. ''Boża wszechobecność'', to obiektywny i niepodważalny fakt, a naszym zadaniem jest przyjąć to przez wiarę, mimo, że czasem pozornie jej nie odczuwamy. To jest Boża obietnica, a ON jest WIERNY. Pan Bóg jest zawsze obecny w naszym życiu, nawet wtedy gdy tego nie odczuwamy zmysłami. Jego obecność jest zbyt doniosła, byśmy byli w stanie zmierzyć ją za pomocą naszych odczuć. Natomiast ''manifestacja Bożej obecności'' jest osobistym i subiektywnym odczuciem, w odbiorze którego posługujemy się naszymi uczuciami. Można czasem zauważyć, że ewangeliści, czy kaznodzieje potrafią tak ''podgrzać atmosferę'' zwiastowania w zgromadzeniach, iż trzeba dużej dojrzałości chrześcijańskiej, żeby odróżnić prawdziwą Bożą obecność od jej manifestacji. W zgromadzeniach, jeżeli jest Boża obecność, to jedni manifestują ją bardziej inni mniej. Nie ma oczywiście na to żadnej recepty. Duch Święty działa kiedy chce i jak chce. Ale to dojrzałość chrześcijańska pozwala nam ''wyłączyć uczucia'' i nie polegać jedynie na naszych emocjach w czasie prawdziwej Bożej obecności. Pan Bóg na pewno chce abyśmy odczuwali Jego obecność. Jeżeli Bóg pragnie manifestować SWOJĄ obecność, to przynosi MU także zadowolenie, jeżeli wyrażamy radość z JEGO obecności. Ale na pewno dużo bardziej Bogu zależy na naszym zaufaniu do NIEGO, niż na manifestacji przez nasze uczucia i emocje. Pan Bóg w SWOIM SŁOWIE wyraźnie przekazał, że bardziej podoba MU się nasza wiara, niż nasze wyrażanie emocji, np. w Liście do Hebrajczyków 11,6: Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu; kto bowiem przystępuje do Boga, musi uwierzyć, że On istnieje i że nagradza tych, którzy go szukają”. 

Wbrew pozorom to sytuacje, w których tracimy poczucie Bożej obecności w naszym życiu mogą najbardziej przyczynić się do rozwoju naszej wiary i osiągania coraz większej dojrzałości chrześcijańskiej. Bardzo wymownym przykładem utraty poczucia Bożej obecności w swoim życiu jest historia Joba. Jednego dnia, nie znając przyczyny stracił wszystko – rodzinę, zdrowie, środki do życia i co równie ważne – przyjaciół, którzy okazali się tylko doradcami. Gdyby zrobić ''statystykę Bożej'' obecności w Księdze Joba, to Pan Bóg nie wypowiedział do niego ani jednego słowa w 37 z wszystkich 42 rozdziałów. Wygląda na to, że w jego spisanej historii aż 88% czasu Bóg milczał i nie manifestował swojej obecności. Ale za to ile Job nasłuchał się rad swoich przyjaciół! Czy taka statystyka może nas pocieszyć? Może! Jednak wolałbym, żeby Bóg nie wystawiał mnie aż na taką próbę cierpliwości. 

W jaki sposób wielbimy Pana Boga, gdy nie rozumiemy, co się aktualnie dzieje w naszym życiu, a Bóg przy tym uparcie milczy? Jak usiłujemy utrzymać kontakt z Bogiem, mimo, że nie słyszymy i nie widzimy od NIEGO żadnej odpowiedzi? Czy zwracamy oczy na swojego Zbawiciela, Pana Jezusa Chrystusa nawet wtedy, gdy mamy problemy, by w ogóle przejrzeć na oczy w wyniku duchowej ślepoty i zagubienia? Jest na te pytania odpowiedź. Nie patrzmy na problemy, ale na to, co jest ponad tymi problemami. Patrzmy duchowym wzrokiem na Chrystusa, który jest w nas, a my jesteś w NIM. To nie jest biblijny slogan. To jest duchowa rzeczywistość. 

Przyjrzyjmy się bliżej przykładowi Joba. Jako wierzący wyszedł wzmocniony w wierze ze swojego okresu pustynnego. Co Job zrobił najpierw? Przede wszystkim ukorzył się i uwielbił Boga. Czytamy o tym w Księdze Joba 1,20-22:Wtedy Job powstał, rozdarł szaty i ogolił głowę; potem padł na ziemię i oddał pokłon, i rzekł: Nagi wyszedłem z łona matki mojej i nagi stąd odejdę. Pan dał, Pan wziął, niech będzie imię Pańskie błogosławione. W tym wszystkim nie zgrzeszył Job i nie wypowiedział nic niestosownego przeciwko Panu”. W tym i innych fragmentach są konkretne wskazówki dla nas, w jaki sposób postępować, kiedy musimy przejść w swoim życiu taki pustynny czas. Jedną z nich jest ''wylanie przed Bogiem swojego serca'' i powiedzenie MU dokładnie tego, co czujemy. Wyrzućmy z siebie wszelkie emocje. Nie obawiajmy się, że możemy tym obciążyć Pana Boga. On oczekuje od nas szczerości. Wyraźnie czytamy o tym w Księdze Joba 7,11-18: Dlatego też nie mogę dłużej powstrzymać ust swoich, będę mówił w utrapieniu mojego ducha, będę narzekał w goryczy mojej duszy. Czyż jestem morzem lub potworem morskim, że straż ustawiasz dokoła mnie? Gdy pomyślę: Pocieszy mnie moje łoże, ulży narzekaniu memu moje posłanie, wtedy straszysz mnie snami i trwożysz mnie widziadłami, tak że wolałbym być uduszony i raczej ujrzeć śmierć niż moje boleści. Uprzykrzyło mi się życie, nie chcę żyć dłużej. Zaniechaj mnie, bo moje dni są tylko tchnieniem! Czymże jest człowiek, że go tak bardzo cenisz i że nań zwracasz uwagę, że go nawiedzasz każdego poranku i każdej chwili go doświadczasz?”. Pan Bóg bez wątpienia poradzi sobie z naszymi zwątpieniami, obawami, rozczarowaniami, pytaniami, żalami, a nawet gniewem. Lecz najważniejsze jest to, żebyśmy byli szczerzy wobec Boga, a nie tylko zagniewani na Niego.

Dalszy ciąg w części 6.

Bogdan Podlecki

Poprzednia część                                 Następna część

wtorek, 23 maja 2017

Pustynny czas cz. 4

Pustynny czas cz. 4 

Nie wiem jakie jest twoje świadectwo, ale z perspektywy czasu dostrzegam, że na początku mojej drogi chrześcijańskiej Pan Bóg otaczał mnie swoją szczególną protekcją i odpowiadał na niedojrzałe, a nawet na ''egocentryczne'' modlitwy. W każdym razie dziś tak bym je określił. Kiedy jednak wzrastamy w wierze, to Bóg chce, aby wraz ze ''stażem chrześcijańskim'' szedł także rozwój naszej duchowej dojrzałości. Jednak wymaga to kształcenia i doświadczania. To taki cykl Bożych lekcji, gdzie NAUCZYCIEL nie uznaje żadnych protekcji. Co prawda nieraz okazuje wyrozumiałość wobec naszego lenistwa i niezdyscyplinowania. Być może nawet przymknie oko na nasze wpadki, czy nawet sporadyczne ucieczki z lekcji. Wie jednak ile może od każdego z nas wymagać, czyli pracuje z nami w toku indywidualnym. Bardzo często jednak wymaga pracy zespołowej, która kształtuje nasze charaktery. Zawsze jednak przychodzi ten moment, kiedy musimy zaliczyć test, którego wynik decyduje o tym, czy pójdziemy dalej w rozwoju naszego osobistego lub społecznego chrześcijaństwa, czy też będziemy powtarzać poprzednie lekcje. Pan Bóg jest konsekwentny i to ON ocenia. Boga nie można oszukać. Jeżeli w wyniku cyklu lekcji nie osiągniemy Bożego celu, to nie liczmy na to, że przepuści nas dalej w Bożej edukacji. Tę lekcję trzeba będzie powtarzać, aż do pozytywnego skutku. Bóg jest konsekwentnym NAUCZYCIELEM i pracuje nad naszymi charakterami według swojego planu nauczania. Jego kryteria oceniania są niezmienne – ocenia nasze postępy przez pryzmat Bożego charakteru, który jest w Jezusie Chrystusie.

Nie będę porównywał tu moich doświadczeń pedagogicznych, ale wiem, że dobry nauczyciel najbardziej docenia uczciwość, pracowitość i wytrwałość. Najwygodniej oczywiście pracuje się z uczniami pilnymi i uległymi. Mogą być jednak wyjątki od reguły, kiedy uczniowie wybitnie zdolni mogą być prowadzeni indywidualnie. Jednak to nie my, lecz Bóg decyduje, czy powinniśmy dla swojego dobra pracować w grupie, czy też jesteśmy gotowi na to, by pracować nieco szybciej, np. na czele grupy. Boży program nauczania jest tylko jeden, tak jak DROGA do zbawienia jest tylko jedna. Ta droga jest po linii prostej, a więc siłą rzeczy jest najkrótsza. Każde nasze pójście tzw. skrótem może ją tylko wydłużyć. Jednak tempo w którym pokonujemy tę drogę może być różne i bardzo często zależy także od naszych możliwości, oczywiście w Bożej ocenie. Pan Bóg wie o tym, że musimy czasem odpocząć, ale też my sami nie nazywajmy lenistwa odpoczynkiem. Najczęstszą lekcją, którą musimy powtarzać w Bożym programie nauczania jest odrzucenie pychy. Pan Bóg obdarzył nas wolną wolą i to od nas często zależy ile razy będziemy nasze lekcje powtarzać. Jeżeli pycha gości jeszcze w naszym sercu, to nawet jeśli wydaje nam się, że ukryjemy to przed innymi wierzącymi, to Bóg i tak objawi to stawiając nas ponownie w sytuacjach doświadczeń. Od naszego posłuszeństwa i pokory będzie zależało ile razy będziemy musieli te lekcje powtarzać, by móc pójść dalej w rozwoju dojrzałości chrześcijańskiej.

To wcale nie jest dziwne, że na ludzki sposób próbujemy skrócić pustynny czas w naszym życiu, poszukując czegoś w zamian. Jednak możemy wtedy wpaść w pułapkę duchową polegającą na tym, że przestaniemy odróżniać własne odczucia od prawdziwej Bożej obecności. Dochodzenie do dojrzałości chrześcijańskiej, to szukanie prawdziwej i szczerej relacji z Panem Jezusem Chrystusem. Czyli szczere szukanie Bożej obecności w naszym życiu. Jednak powinniśmy przy tym pamiętać o tym, żeby nie popaść w pokuszenie pójścia na pozorne skróty. Musimy mieć świadomość tego, że łatwo jest popełnić błędy bazując tylko na odczuciach i emocjach. Bardzo częstym błędem jaki możemy popełnić jest zadowalanie się doznaniami duchowymi zamiast cierpliwego poszukiwania prawdziwej Bożej obecności. Jeśli mamy poczucie pustki, to często zadowalamy się doświadczeniami emocjonalnymi, np. uczuciowy płacz, czy inne entuzjastyczne reakcje. Kiedy te doznania pojawią się, to uważamy, że oddajemy tym w pełni chwałę Bogu. Płacz, który zmienia nasze życie, to wspaniałe oddanie chwały Panu Bogu. Lecz jeżeli płaczemy przed Bogiem, a w dalszym ciągu zachowujemy pychę w sercu i brak nam konsekwencji w zaakceptowaniu dobrych zmian w naszym życiu chrześcijańskim, to Bóg nie może wziąć z tego chwały. Szczere uczucia, to bardzo dobra rzecz w naszym życiu, ale wiedzmy też, że Pan Bóg może nas celowo pozbawić pewnych uczuć, by nauczyć nas, żeby nie polegać tylko na nich. Zabieganie o doznania emocjonalne, czy zastępowanie szczerego uwielbienia naszymi uczuciami mogą czasami imitować prawdziwe poczucie bliskości z Panem Jezusem Chrystusem. Bardziej poszukujmy samego Boga, a mniej duchowych doznań. Pisze o tym apostoł Chrystusa w Liście Jakuba 4,8: Zbliżcie się do Boga, a zbliży się do was. Obmyjcie ręce, grzesznicy, i oczyśćcie serca, ludzie o rozdwojonej duszy”. Często najlepszym wyjściem jest po prostu szczerość i cierpliwość w poszukiwaniu prawdziwej Bożej obecności. Pan Bóg jest wierny i nagrodzi naszą szczerość i cierpliwość. Każde wyjście z sytuacji poczucia oddalenia wymaga szczerej woli obu zaprzyjaźnionych stron. Jednak to Bóg czasem musi być inicjatorem odnowienia bliskiej społeczności z nami, jako strona bardziej doświadczona w utrzymywaniu i pielęgnowaniu przyjaźni.


Dalszy ciąg w części 5.

Bogdan Podlecki

Poprzednia część                                 Następna część

poniedziałek, 22 maja 2017

Pustynny czas cz. 3

Pustynny czas cz. 3 

Pan Bóg nie obiecywał tego, że będziemy stale odczuwali JEGO obecność. Wręcz zapowiedział przez proroka, że nie zawsze będzie ONA dla nas odczuwalna. Czytamy o tym w Księdze Izajasza 45,15: „Zaprawdę, jesteś Bogiem ukrytym, Boże Izraela, Wybawicielu!”. Człowiek jest istotą duchową. Jednak powinniśmy się dobrze zastanowić, czy to, co tak pragniemy odczuwać w obecności Bożej, czyli pewien nastrój uduchowienia, nie wynika czasem z naszych emocji lub po prostu z religijności, którą rutynowo już w sobie wykształtowaliśmy, ale być może nie do końca sobie to uświadamiamy. Duchowość jest naturalną i pozytywną cechą człowieka pod warunkiem, że jest szczera, a przede wszystkim nieobłudna. Natomiast religijność jest efektem działania ducha przeciwnego Bogu, który jest imitacją Ducha Świętego. Więcej o tej warowni demonicznej piszę w artykule pt. ''Duch religijności'', który jest opublikowany na moim blogu. Jeśli w ślad za duchowością nie idzie szczera wiara, dyscyplina, wytrwałość i konsekwencja w działaniu według osobistego Bożego Słowa, to mam niezbyt dobrą wiadomość, to może już być religijność.

Pisarz chrześcijański Floyd Mc Cluny bardzo ciekawie opisał pewne odczucia, z którymi może się zetknąć każdy wierzący: ''Budzisz się pewnego ranka i widzisz, że twój uduchowiony nastrój gdzieś prysł. Modlisz się, lecz nic się nie dzieje. Gromisz szatana, ale nic się nie zmienia. Stosujesz różne duchowe ćwiczenia …, prosisz przyjaciół o modlitwę …, wyznajesz każdy grzech, który potrafisz sobie przypomnieć, później prosisz o wybaczenie każdego kogo znasz. Pościsz … i nadal nic. Zastanawiasz się, jak długo będzie trwała ta duchowa ciemność. Dni? Tygodnie? Miesiące? Czy to się kiedyś skończy? Masz wrażenie, że twoje modlitwy odbijają się od sufitu i wracają do ciebie. W całkowitej rozpaczy wołasz: Co się ze mną dzieje?''. Tym razem mam pocieszającą wiadomość. Jeżeli to, co oddzieliło nas od Boga nie jest grzechem, to wszystko może być w porządku. Ten czas pustyni w naszym życiu prędzej, czy później się skończy. To co się dzieje jest częścią normalnego testowania i doprowadzania naszej przyjaźni z Bogiem do dojrzałości. Na podstawie moich doświadczeń i świadectw innych ludzi wierzących uważam, że każdy chrześcijanin powinien to przejść co najmniej raz, a zwykle kilka razy w swoim życiu. Niestety, bywa to bolesne, sam tego doświadczyłem. Bywa też i niepokojące, głównie dla tych którzy są obok ciebie. Ale są to doświadczenia niezbędne w rozwoju naszego osobistego chrześcijaństwa. 

Takie doświadczenia natchnęły nadzieją znanego męża Bożego Starego Testamentu. W Księdze Joba 23,8-24,1 czytamy:Oto, gdy idę naprzód - nie ma Go, a gdy się cofam - nie zauważam Go. Gdy szukam Go po lewej stronie, nie dostrzegam Go, gdy się ukrywa po prawej, też Go nie widzę. Zna bowiem drogę, którą postępuję; gdyby mnie wypróbował, wyszedłbym czysty jak złoto. Moja noga trzymała się mocno Jego śladu; Jego drogą szedłem i z niej nie zbaczałem. Od przykazań Jego warg nie odstępowałem, zachowywałem w sercu słowa pochodzące z Jego ust. Lecz On jest zawsze ten sam, któż go odmieni? Czego On pragnie, to czyni. On też wykona, co mi jest przeznaczone; a takich przeznaczeń jest u Niego wiele. Dlatego trwożę się przed Jego obliczem i gdy to rozważam, drżę przed Nim. Bóg pozbawił odwagi moje serce, a Wszechmocny przeraził mnie. Bo nie z powodu ciemności muszę milczeć ani z powodu mroku, który okrył moją twarz. Dlaczego Wszechmocny nie określił czasów karania i ci, którzy go znają, nie widzą jego dni?”. Nie zawsze powodem odczuwania braku obecności Bożej w określonym czasie jest grzech lub domniemane przez nas karcenie za jakiś grzech. 

Tak naprawdę, to Biblia mówi, że grzech w wyniku ulegania pokusom tego świata oddziela nas od bliskiej społeczności z Bogiem. Apostoł Paweł pisze w Liście do Efezjan 4,30:A nie zasmucajcie Bożego Ducha Świętego, którym jesteście zapieczętowani na dzień odkupienia”. Czytamy o tym także w 1. Liście do Tesaloniczan 5,19-24: Ducha nie gaście. Proroctw nie lekceważcie. Wszystkiego doświadczajcie, co dobre, tego się trzymajcie. Od wszelkiego rodzaju zła z dala się trzymajcie. A sam Bóg pokoju niechaj was w zupełności poświęci, a cały duch wasz i dusza, i ciało niech będą zachowane bez nagany na przyjście Pana naszego, Jezusa Chrystusa. Wierny jest ten, który was powołuje; On też tego dokona”. Poczucie oddalenia lub nawet opuszczenia przez Pana Boga może towarzyszyć naszej próbie wiary, przez którą wszyscy musimy przejść. Taka próba ma wykazać, czy pomimo oddalenia i poczucia braku społeczności z Bogiem, w dalszym ciągu potrafimy być MU posłusznymi i czcić GO, a przede wszystkim MU ufać. To, co Pan Bóg zrobił dla nas do tej pory jest dostatecznym powodem, by być MU wiernym bez względu na aktualną sytuację w jakiej się znaleźliśmy.

Dalszy ciąg w części 4.

Bogdan Podlecki

Poprzednia część                                 Następna część

niedziela, 21 maja 2017

Pustynny czas cz. 2

Pustynny czas cz. 2 

Wzorcową relację z OJCEM ma BOŻY SYN, Jezus Chrystus, a przecież był taki czas, w którym Pan Bóg odwrócił się od NIEGO z powodu grzechów jakie wziął na siebie na KRZYŻ. Czytamy o tym w 2. Liście do Koryntian 5,21: „On tego, który nie znał grzechu, za nas grzechem uczynił, abyśmy w nim stali się sprawiedliwością Bożą”. Czy możemy sobie wyobrazić sytuację, gdy zmaltretowany SYN CZŁOWIECZY na KRZYŻU odczuwał oddalenie od Ojca? Chrystus wyraźnie zawołał: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?”. Tak wołał TEN, który mógł uratować SIEBIE, ale gdyby tak zrobił, to nie byłoby ratunku dla nas! Czy łatwiej jest nam teraz zaakceptować sytuację, że czasem mamy wrażenie pustki wokół siebie? Jeśli przeżył to Jezus, to dlaczego ja i ty nie mamy tego doświadczyć. Musimy przechodzić takie sytuacje, bo są one elementem naszego kształcenia. Jednak zawsze wtedy wspomnijmy, co przeżywał Pan Jezus Chrystus, abyśmy my mogli mieć osobistą relację z Bogiem. 

Prawdziwa przyjaźń to bardzo dojrzałe uczucie. Dlatego Bóg musi je wypróbować, by móc nazwać nas prawdziwymi przyjaciółmi. Pustynny czas, to jest taka próba, która może przybierać formę pozornego oddalenia od Boga. To taki czas, gdy wydaje nam się, że Pan Bóg zapomniał o nas, a nawet możemy mieć poczucie, iż nas opuścił. Świadectwo Biblii daje podstawę do stwierdzenia, że Dawid był w bardzo bliskiej relacji z Bogiem. Potwierdzenie tego faktu znajdujemy, np. w Dziejach Apostolskich 13,22: „powołał im na króla Dawida i wystawił mu świadectwo w słowach: Znalazłem Dawida, syna Jessego, męża według serca mego, który wykona całkowicie wolę moją”. Jednak ten sam Dawid często skarżył się na pozorną, ale także czasem rzeczywistą, spowodowaną grzechem nieobecność Boga w jego życiu. Poniżej tylko kilka z wielu fragmentów, które to potwierdzają. 

1. (Psalm 10,1): „Czemu, o Panie, stoisz z daleka, ukrywasz się w czasach niedoli?”. 

2. (Psalm 22,2-3):Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił ...? Czemuś tak daleki od wybawienia mego, od słów krzyku mojego? Boże mój! Wołam co dnia, a nie odpowiadasz, i w nocy, a nie mam spokoju”. 

3. (Psalm 43,2):Ponieważ ty jesteś Bogiem moim, ostoją moją, dlaczego mnie odrzuciłeś? Dlaczego mam chodzić smutny, gdy nieprzyjaciel mnie dręczy?”. 

4. (Psalm 44,24-27): Obudź się! Dlaczego śpisz, Panie? Przebudź się, nie odrzucaj nas na wieki! Dlaczego zakrywasz oblicze twoje, zapominasz o nędzy i udręce naszej? Powalona bowiem w proch jest dusza nasza, przylgnęło do ziemi ciało nasze. Powstań, przyjdź nam z pomocą i wyzwól nas dla łaski swojej!”. 

5. (Psalm 88,14-19): „Lecz ja, Panie, do ciebie wołam, a rankiem wita cię modlitwa moja: Dlaczego, Panie, odtrącasz duszę moją, ukrywasz przede mną oblicze swoje? Jam biedny i bliski śmierci do młodości mojej, zawisła nade mną groza twoja, jestem zrozpaczony. Przewaliły się nade mną ciosy gniewu twego, niszczą mnie strachy twoje. Ogarniają mnie nieustannie jak woda, otaczają mię wszystkie naraz. Odstręczyłeś ode mnie przyjaciela i towarzysza, moimi zaufanymi - to mroki”. 

6. (Psalm 89,50): „Gdzież są, o Panie, twe pradawne łaski, któreś w wierności swej zaprzysiągł Dawidowi?”.

Nie robiłem dokładnej statystyki, ale wydaje się, że tematem dużej części Psalmów autorstwa Dawida jest tęsknota za odczuwalną Bożą obecnością. Dla Dawida to były bardzo ciężkie chwile, ale dla mnie i dla ciebie sama świadomość tego, że także mąż według BOŻEGO SERCA przechodził takie doświadczenia może być zachętą do wytrwałości i wiary. Pocieszeniem dla nas jest także to, że Bóg nie opuścił Dawida i nie opuści mnie i ciebie. Zagwarantował to SWOIM SŁOWEM. Poniżej tylko kilka z wielu biblijnych fragmentów, które to potwierdzają.

1. (5. Księga Mojżeszowa 31,8): Pan sam pójdzie przed tobą i będzie z tobą. Nie zawiedzie i nie opuści cię; nie bój się więc i nie trwóż się!”. 

2. (Psalm 37,28-29):Bo Pan miłuje prawo i nie opuszcza swoich wiernych, na wieki ich strzeże; potomstwo bezbożnych zaś będzie wytępione. Sprawiedliwi posiądą ziemię i zamieszkają w niej na wieki”. 

3. (Ewangelia Jana 14,16-18):Ja prosić będę Ojca i da wam innego Pocieszyciela, aby był z wami na wieki - Ducha prawdy, którego świat przyjąć nie może, bo go nie widzi i nie zna; wy go znacie, bo przebywa wśród was i w was będzie. Nie zostawię was sierotami, przyjdę do was”. 

4. (List do Hebrajczyków 13,5-6): „Niech życie wasze będzie wolne od chciwości; poprzestawajcie na tym, co posiadacie; sam bowiem powiedział: Nie porzucę cię ani cię nie opuszczę. Tak więc z ufnością możemy mówić: Pan jest pomocnikiem moim, nie będę się lękał; cóż może mi uczynić człowiek?”.

Dalszy ciąg w części 3.

Bogdan Podlecki

Poprzednia część                                 Następna część

Pustynny czas cz. 1

Pustynny czas cz. 1

Bardzo dobrze wychodzi nam uwielbianie Pana Boga, gdy wszystko wokół nas układa się pomyślnie. Gdy dobrze dzieje się nam w relacjach rodzinnych, w pracy, w szkole, w kościele. Jeżeli mamy świadomość, że Bóg nam błogosławi i jest blisko nas, to łatwiej też zaangażować się w służbę chrześcijańską. Chyba raczej wszyscy doświadczyliśmy tego, że im bliższą mamy społeczność z Panem Jezusem Chrystusem, tym to poczucie bliskości BOGA i JEGO błogosławieństwa przekłada się na nasze życie. Jednak co robić, gdy okoliczności przestają być tak sprzyjające? Jak wtedy wygląda nasze uwielbienie Boga? Co robimy, gdy wydaje się nam, że Pan Bóg oddalił się od nas? Co robimy, gdy musimy zawołać tak, jak Jeremiasz w Trenach 3,44: Okryłeś się obłokiem, tak, że modlitwa do ciebie nie dochodzi”? Jak uwielbiamy Pana Boga, gdy wydaje nam się, że zostawił nas z naszymi problemami? Jest odpowiedź na te pytania i nie może ona być sloganem w naszym osobistym i społecznym chrześcijaństwie. Bez względu na to, jakie jest nasze poczucie bliskości, czy oddalenia od Boga, to jest ON JEST ZAWSZE REALNY w naszym życiu. Zapowiedział to w 5. Księdze Mojżeszowej 4,31: gdyż Pan, twój Bóg, jest Bogiem miłosiernym, nie opuści cię ani cię nie zniszczy i nie zapomni o przymierzu z ojcami twoimi, które im zaprzysiągł”. Pewien polski pastor mieszkający i usługujący społeczności w jednym z państw europejskich publikuje na ''facebooku'' posty z fragmentami biblijnymi, podpisując je: ''jestem realny, a nie wirtualny''. Bóg jest realny, a nie tylko wirtualny w życiu bez względu na nasze odczucia.

Całe nauczanie Biblii daje bardzo wyraźne wskazówki, że najwyższym poziomem dojrzałości chrześcijańskiej w uwielbianiu Boga jest chwalenie GO i dziękowanie MU bez względu na okoliczności. Jednak ta sama dojrzałość chrześcijańska nakazuje nam najpierw upewnić się, że poczucie ''zerwania'' społeczności z Bogiem nie nastąpiło na skutek naszego grzechu. Jeżeli to grzech oddziela nas od Boga, to nie czyńmy GO winnym za to ''oddalenie'', ale wyznajmy to przed NIM. Bo to jedyna droga do odnowienia społeczności z Panem Bogiem. Sam przechodziłem już dłuższe lub krótsze okresy pustynne w moim życiu chrześcijańskim. Wiem, co to jest poczucie oddalenia od Boga z powodu grzechu i jak skuteczna jest droga powrotu do społeczności z NIM przez szczerą pokutę i naprawianie spustoszeń w życiu spowodowanych grzechem. Wiem także, co to jest próba wiary i zaufania w BOŻĄ OBECNOŚĆ w moim życiu, mimo, że grzech nie oddzielał mnie od społeczności z NIM. W obu wypadkach Bóg zawsze jest wierny i pozwala wrócić do społeczności z SOBĄ pod warunkiem, że my tego szczerze chcemy, a nie obrażamy się na Pana Boga. Z okresu pustynnego, który Bóg dopuszcza do naszego życia powinniśmy wyjść jeszcze bardziej umocnieni w wierze. Jednak nie wszyscy od razu przechodzą takie próby zwycięsko. Oczywiście Pan Bóg wie ile możemy znieść i sam zakończy próbę w odpowiednim czasie. Powinniśmy jednak liczyć się z tym, że jeśli z próby wiary nie wyjdziemy zwycięsko, czyli umocnieni w wierze, to Bóg może tę próbę powtarzać. Zwycięsko, to nie zawsze znaczy efektownie dla nas i dla innych obserwatorów naszego życia. Czasem wychodzimy z próby wiary jako zwycięzcy w Bożych oczach, a jednocześnie wyglądając na pokonanych w ocenie innych ludzi.

Pan Bóg potrzebuje wypróbowanych w wierze naczyń, których będzie mógł użyć. Faktem jest, że z moich okresów pustynnych wychodziłem mocniejszy w wierze. Nie zawsze mogłem powiedzieć, że już jako dojrzały, ale na pewno jako dojrzalszy chrześcijanin. Nie mogę też powiedzieć, że próba nie zostanie już powtórzona, bo nie do mnie należy decyzja. Bardzo łatwo jest dawać komuś tzw. wskazówki chrześcijańskie: ''uwielbiaj Boga bez względu na ból jaki odczuwasz'', ''dziękuj MU, gdy cię doświadcza'', ''ufaj Panu, mimo, że wokół ciebie tyle pokus'', ''zawierz Bogu, nawet gdy cierpisz z jakiegoś powodu'', czy ''kochaj GO, gdy nawet wydaje ci się, że jest w tej chwili bardzo daleko od ciebie''. Jednak właśnie takie wskazówki daje SŁOWO BOŻE. Ale też to samo SŁOWO mówi, że mamy możliwość spodziewania się pomocy w społeczności z innymi wierzącymi, którzy nawet jeśli o tym nie mówią, to przechodzili, przechodzą lub będą przechodzić podobne doświadczenia.

Pan Jezus nazwał tych, którzy swoje życie podporządkowali Bożej woli swoimi przyjaciółmi. Wierzę, że nazywa przyjacielem ciebie i mnie. Chrystus mówi w Ewangelii Jana 15,14-15: „Jesteście przyjaciółmi moimi, jeśli czynić będziecie, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego; lecz nazwałem was przyjaciółmi, bo wszystko, co słyszałem od Ojca mojego, oznajmiłem wam”. Każdy z nas ma jakieś doświadczenia wynikające z przyjaźni z ludźmi i wiemy, że często przyjaźń jest poddawana próbom poprzez oddalenie, czy wręcz oddzielenie z niemożnością osobistego porozumiewania się. Także małżeństwo, czy inne bliskie więzi rodzinne podlegają takim próbom. W naszej przyjaźni z Jezusem nie zawsze będziemy odczuwać komfort poczucia JEGO bliskości. Mimo, że zdajemy sobie sprawę, iż ON nas nie opuścił, to będziemy tak po ludzku doszukiwać się przyczyn takiego oddalenia. Pisarz chrześcijański Philips Yancey, w jednej ze swoich książek napisał: ''Każda relacja z drugim człowiekiem ma swoje okresy bliskości i oddalenia. Podobnie jest w naszej relacji z Bogiem''.

Dalszy ciąg w części 2.

Bogdan Podlecki

poniedziałek, 15 maja 2017

Milczenie kobiet

Milczenie kobiet

W tym artykule przedstawiam moje refleksje na temat fragmentu z 1. Listu do Koryntian 14,34-36: „Jak we wszystkich zborach świętych niech niewiasty na zgromadzeniach milczą, bo nie pozwala się im mówić; lecz niech będą poddane, jak i zakon mówi. A jeśli chcą się czegoś dowiedzieć, niech pytają w domu swoich mężów; bo nie przystoi kobiecie w zborze mówić. Czy Słowo Boże od was wyszło albo czy tylko do was samych dotarło?”. To rozważanie odzwierciedla moje osobiste poglądy na tę kwestię. Publikuję ten tekst nie dlatego, że uważam, iż ktokolwiek ma z tym problem, lecz dlatego, że zainspirowała mnie różnorodność nauczań na ten temat. Przyjrzyjmy się temu fragmentowi na temat milczenia kobiet w zgromadzeniu chrześcijańskim w szerokim kontekście kulturowym miejsca i czasów, w których padły te słowa. W pierwszej kolejności powinniśmy rozumieć pierwotne znaczenie tego kluczowego dla tego rozważania biblijnego fragmentu, ponieważ ważnym kontekstem była sytuacja kobiet w I wieku w kulturze bliskowschodniej, żydowskiej, greckiej, czy też ogólniej – pogańskiej. Filozof i pisarz grecki Sofokles powiedział: ''Milczenie udziela łaski niewieście''. Takie zachowanie kobiet było przyjmowane jako norma. Niewiasty greckie, z wyjątkiem bardzo biednych lub bardzo rozwiązłych moralnie, prowadziły bardzo samotny tryb życia. Raczej zgodzimy się z tym, że człowiekowi trudno jest przerastać pojęcia i zasady czasu (wieku), w którym urodził się i wychował. Tak samo mogło być z apostołem Pawłem odnośnie poglądu na miejsce niewiasty w zborze chrześcijańskim. Paweł, wcześniej ortodoksyjny Żyd i faryzeusz napisał ten tekst żyjąc przez 18 miesięcy w Koryncie. Najprawdopodobniej brał pod uwagę rozwiązłość moralną w tym mieście i chciał uchronić młody zbór chrześcijański przed podejrzeniami otoczenia o brak skromności. Jeszcze więcej historycznych i kulturowych argumentów przytoczyłem w artykule pt. ''Kobieta w nakryciu głowy'', do którego link zamieszczam na końcu tego tekstu. Słów Pawła o "milczeniu kobiet" nie należy wyjmować z kontekstu kulturowego, w jakim zostały napisane i czynić z nich powszechną zasadę w kościele. Jest to więc fragment, który miał zastosowanie w czasach, kiedy Paweł zakładał zbór w Koryncie i raczej nie można go dokładnie przekładać na czasy teraźniejsze w Polsce.

W oryginalnym nowotestamentowym tekście greckim nie ma znaków interpunkcyjnych. Nie ma kropek, przecinków, znaków zapytania. Więc trudno jest odróżnić zdanie oznajmujące od zdania pytającego, czy rozkazującego. Charakter zdania zależy od intonacji głosu. Mogę powiedzieć do kogoś w sposób oznajmujący: ''Tam są drzwi''. Mogę zapytać kogoś: ''Tam są drzwi?''. Jednak, gdy ten ktoś mnie zdenerwuje, oczywiście tak po chrześcijańsku ..., to mogę, ale nie powinienem mu powiedzieć: ''Tam są drzwi!''. Wyobraźmy sobie wygłaszającego ten fragment apostoła Pawła lub kogokolwiek innego, czytającego ten list, który w tonie lekkiego sarkazmu mówi zadając pytania: „Niech niewiasty na zgromadzeniach milczą?, bo nie pozwala się im mówić?; lecz niech będą poddane, jak i zakon mówi? A jeśli chcą się czegoś dowiedzieć, niech pytają w domu swoich mężów?; bo nie przystoi kobiecie w zborze mówić? Czy Słowo Boże od was wyszło? albo czy tylko do was samych dotarło?”. To mogły być zdania w formie pytającej skierowane do mężczyzn Żydów, którzy mieli określone stanowisko w sprawie kobiet.

Przeanalizujmy te trzy zestawy pytań zadane w tym fragmencie. Pierwszy zestaw pytań: „Niech niewiasty na zgromadzeniach milczą?, bo nie pozwala się im mówić?; lecz niech będą poddane, jak i zakon mówi?”. O jaki zakon chodzi? Oczywiście o ten spisany w Torze. Gdzie w Pięcioksięgu Mojżeszowym jest napisane o milczeniu kobiet? Nigdzie! O poddaniu kobiety mężczyźnie – owszem tak. Czy milczenie jest zasadniczym elementem poddania? Nie wiem, pozostawię to bez odpowiedzi. Jest natomiast napisane o milczeniu i izolacji kobiet w synagodze w innych pismach żydowskich, np. komentarzach rabinicznych. Jednak fakt milczenia kobiet nie ma źródła ani w Torze, czyli w Pięcioksięgu Mojżeszowym, ani w pozostałych pismach Starego Testamentu. Jest tylko w ustnej i spisanej tradycji żydowskiej. Drugi zestaw pytań: „A jeśli chcą się czegoś dowiedzieć, niech pytają w domu swoich mężów?; bo nie przystoi kobiecie w zborze mówić?”. Pozostawię to na razie bez komentarza i spróbuję zinterpretować w dalszej części artykułu. Jednak jest to czasem przydatne, zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn. Wreszcie trzeci zestaw pytań: Czy Słowo Boże od was wyszło? albo czy tylko do was samych dotarło?”. O jakie Słowo Boże tu chodzi? O Chrystusa? Raczej nie, ponieważ Żydzi wiedzieli, że Mesjasz będzie z Izraela i większość z nich nie rozpoznała go w Jezusie z Nazaretu. Więc raczej chodzi także o Pismo, czyli Pisma Starego Testamentu. Apostoł Paweł wyraźnie zarzuca Żydom to, że traktują swoją tradycję religijną na równi ze Słowem Bożym! Dlatego podkreśla, że Słowo Boże nie może wyjść od ludzi i nie dociera tylko do Izraela, lecz także do nawróconych pogan. Problem jest stary jak świat. Dzisiaj w niektórych kościołach tradycja jest traktowana na równi z Biblią. Dzisiaj w katechizmach niektórych wyznań są zapisy typu: "w sprawach wątpliwych, pierwszeństwo w interpretacji tekstu biblijnego ma tradycyjne nauczanie kościelne". 

Nie jestem i nie mogę być tego pewien, ale mam także swoją bardziej bezpośrednią interpretację naszego kluczowego fragmentu o ''milczeniu kobiet'', a zwłaszcza słów: „A jeśli chcą się czegoś dowiedzieć, niech pytają w domu swoich mężów; bo nie przystoi kobiecie w zborze mówić”. Szerszym kontekstem tego tekstu Pawła jest problem porządku na zgromadzeniu chrześcijańskim. No cóż, być może Paweł natknął się w zborze korynckim na manifestację ducha Izebel w postawach nadmiernie dyskutujących kobiet? W Koryncie funkcjonowały tzw. hetery, czyli kobiety do towarzystwa, znane ze swojej zawodowej gadatliwości. Szerzej o tej warowni demonicznej piszę w artykule pt. ''Religijny duch Izebel'', do którego link zamieszczam na końcu tego artykułu. Doświadczeni apostołowie, czy nauczający pastorzy powinni wiedzieć, że publiczna konfrontacja z duchem przeciwnym Bogu niekoniecznie jest najlepszą reakcją. Najczęściej wystarczy uciszyć ducha, a konfrontację i uwolnienie można przenieść ''do domu''. Tym bardziej, że w tamtych czasach ''siedziby'' zborów chrześcijańskich były także w prywatnych domach. Czytamy o tym, np. w Liście do Filemona 1,1-2: „Paweł, więzień Chrystusa Jezusa, i Tymoteusz, brat, do umiłowanego Filemona, współpracownika naszego, i do Appii, siostry, i do Archippa, współbojownika naszego, i do zboru, który jest w twoim domu”.

Każda prawdziwa doktryna powinna wynikać z całego nauczania Biblii, czyli ze Starego i Nowego Testamentu. Tak jak roślina, która ma korzeń, łodygę, liście, kwiaty, a potem owoce, tak poprawna teologicznie doktryna powinna mieć mocne korzenie w Starym Testamencie i dalej rozwijać się przez całe nauczanie w Nowym Testamencie i w efekcie owocować, czyli rozwijać, a nie gasić ducha. Problem milczenia kobiet w zgromadzeniu chrześcijańskim nie ma korzeni w nauczaniu Starego Testamentu i ogranicza się do jednego miejsca w Nowym Testamencie. Na tej samej zasadzie można by uznać i stosować jako doktrynę nauczanie o ''pocałunkach miłości''. Ma ono bardzo mocne korzenie w Starym Testamencie i przewija się przez wiele miejsc w Nowym Testamencie. Kończę ten artykuł słowami apostoła Pawła z 1. Listu do Koryntian 10,15: „Przemawiam jak do rozsądnych: Rozsądźcie sami, co mówię”. Lecz zróbcie to na podstawie Pisma, czyli Biblii. Słowo Boże, czy jak kto woli Pismo Święte ma bezwzględne pierwszeństwo przed jakąkolwiek tradycją – katolicką, protestancką, czy nawet w szczególności zielonoświątkową.

Bogdan Podlecki

Linki do powiżzanych tematycznie artykułów:


niedziela, 14 maja 2017

Kobieta z nakrytą głową cz. 3

Kobieta z nakrytą głową cz. 3

W 10. wersecie kluczowego dla tego rozważania fragmentu, czyli 11. rozdziału 1. Listu do Koryntian napotykamy na dosyć dziwne wyrażenie, które mówi o nakryciu głowy przez niewiastę jako ''oznakę uległości ze względu na aniołów''. Prawdopodobnie jest to odwołanie do ''niezwykłego'' tekstu w 1. Księdze Mojżeszowej 6,1-2. Może to oznaczać, że odsłonięta niewiasta stanowi skuteczną pokusę nawet dla aniołów. Stara żydowska tradycja rabiniczna mówi, że to piękno długich włosów niewieścich stanowiło pokusę dla aniołów. Ciekawe są różne przekłady tego wersetu w polskich tłumaczeniach:

(Biblia Warszawsko-Praska): „Oto dlaczego kobieta winna mieć na głowie znak poddania, ze względu na aniołów”.

(Biblia Brzeska): „A przetoż niewiasta ma mieć znak mocy na głowie dla Aniołów”.

(Biblia Gdańska): „A przetoż niewiasta powinna mieć władzę na głowie dla Aniołów”.

(Biblia Poznańska): „Dlatego kobieta powinna nosić na głowie nakrycie na znak zależności od władzy - ze względu na aniołów”.

(Biblia Tysiąclecia): „Oto dlaczego kobieta winna mieć na głowie znak poddania, ze względu na aniołów”.

W interlinearnym tłumaczeniu z oryginału greckiego czytamy dosłownie: „niewiasta powinna zachować zwierzchność na swojej głowie”. Jest to raczej trudny fragment do skomentowania, choćby ze względu na różnorodność przekładu greckiego słowa, które w różnych wersjach przetłumaczono, jako ''zwierzchność'', ''uległość'', ''poddanie'', ''moc'', ''władza'', czy też ''zależność''.

W kolejnych 11. i 12. wersecie czytamy: „Zresztą, w Panu kobieta jest równie ważna dla mężczyzny, jak mężczyzna dla kobiety. Albowiem jak kobieta jest z mężczyzny, tak też mężczyzna przez kobietę, a wszystko jest z Boga”. W objawionym w Biblii BOŻYM PLANIE ZBAWIENIA, kobieta – Ewa jest obrazem Kościoła Pana Jezusa Chrystusa, czyli społeczności wierzących. Pierwszy mężczyzna – Adam jest obrazem Chrystusa i każdego wierzącego w pełnej i osobistej społeczności z Bogiem. Kościół jest równie ważny dla wierzącego, jak poszczególni wierzący dla Kościoła [w Panu kobieta jest równie ważna dla mężczyzny, jak mężczyzna dla kobiety]. Tak, jak Kościół Pana Jezusa Chrystusa powstał przez wiarę i pełną osobistą społeczność z Bogiem, tak każdy wierzący w KOŚCIELE może czerpać z BOŻEJ ŁASKI [jak kobieta jest z mężczyzny, tak też mężczyzna przez kobietę, a wszystko jest z Boga].

Spróbujmy podsumować analizę kluczowego dla tego rozważania fragmentu Bożego Słowa, czyli z 1. Listu do Koryntian 11,3-16. Powinniśmy czytać ten tekst nie w świetle XXI wieku, lecz w świetle I wieku. Trzeba pamiętać o tym, że sytuacja ta zaistniała w Koryncie, który był jednym z najbardziej rozpustnych miast w ówczesnym świecie. Do zboru mogły przychodzić dopiero co nawrócone prostytutki świątynne, np. z kultu greckiej "bogini miłości" Afrodyty, które mogły być ogolone. Mogli też przychodzić dopiero co nawróceni mężczyźni z pogańskich kultów, często z długimi włosami. W takiej sytuacji apostoł Paweł wolał być bardziej surowym i wymagającym, niż zachowywać pozory liberalizmu. Nie chciał dawać poganom powodu do zarzutów wobec chrześcijan, ani też dostarczać chrześcijanom precedensu do lekceważenia grzechu. W tym kontekście brak jest podstaw bezwzględnego domagania się stosowania tego tekstu dzisiaj przez wszystkich chrześcijan. Jednak mimo lokalnego charakteru ten tekst zawiera pewne ogólne zasady.

1. Często lepiej jest być zbyt surowym, niż zbyt pobłażliwym na gorszące zachowanie.

2. Lepiej jest zrezygnować ze swoich uprawnień, o ile są one zgorszeniem dla innych, niż uparcie ich się domagać. 

3. Paweł zwraca uwagę na bezpośrednie partnerstwo kobiety i mężczyzny, w którym poddanie zostało ustanowione przez Boga w celu utrwalenia pełnej jedności w Kościele Pana Jezusa Chrystusa. 

4. Mamy prawo do własnego zdania i możemy różnić się w swoich poglądach, a jednocześnie żyć ze sobą w pokoju.

Apostoł Paweł kończy ten fragment skarceniem tych, którzy bezpodstawnie upierają się przy swoich poglądach. W społecznościach ludzi wierzących nie ma miejsca na załatwianie spornych spraw, a szczególnie spraw stawianych przez osoby skłonne do kłótni. Każda prawdziwa doktryna powinna wynikać z całego nauczania Biblii, czyli ze Starego i Nowego Testamentu. Tak jak roślina, która ma korzeń, łodygę, liście, kwiaty, a potem owoce, tak poprawna teologicznie doktryna powinna mieć mocne korzenie w Starym Testamencie i dalej rozwijać się przez całe nauczanie w Nowym Testamencie i w efekcie owocować, czyli rozwijać, a nie gasić ducha. Problem nakrywania głowy przez kobiety przy modlitwie i prorokowaniu w zgromadzeniu, co prawda ma pewne ukorzenienie w Starym Testamencie, ale w nauczaniu Nowego Testamentu występuje tylko w jednym, lokalnym miejscu. Tym argumentem kończę to rozważanie, które odzwierciedla moje osobiste poglądy na tę kwestię.

Bogdan Podlecki