poniedziałek, 1 maja 2017

Religijny duch Izebel cz. 2

Religijny duch Izebel cz. 2

Jakie były motywacje Achaba w kwestii transakcji kupna winnicy od Nabota? Działka była blisko pałacu. Więc to, co chciał było w zasięgu wzroku i przynosiło owoce. To było wygodne. Nie musiał się wysilać, by szukać dalej, więc logicznym było, że mógł to mieć. Zastosowanie dla nas? Mamy zadanie do wykonania, ale po pewnym czasie nieco nam się znudziła ta praca. Więc znajdujemy pretekst, żeby zająć się czymś innym, co nie wymaga takiego wysiłku. Podjęliśmy się jakiejś służby w społeczności, jednak to, co robimy już nam tak spowszedniało, że chcemy robić coś innego. A jeszcze lepiej jak przejmiemy czyjąś służbę, tym bardziej, że wcześniej widzieliśmy owoce pracy tej osoby. Oczywiście zmieniamy, czy przejmujemy służbę w dobrej wierze! Achab proponował Nabotowi zamianę winnicy na inną działkę lub odkupienie za dobrą cenę. W szukaniu wygody zawsze znajdziemy dobre argumenty, a i ostatecznie jesteśmy gotowi dobrze zapłacić. Jednak duchowa cena takiej wygodnej transakcji może być destrukcyjna dla naszego życia. 

Jako ilustrację problemu wierności w małym napiszę teraz coś o mnie, a właściwie o nas. Jakiś czas temu razem z żoną zainicjowaliśmy w naszej społeczności i przyłączyliśmy się do inicjatywy ''Modlitwa 24/7" za Polskę i nie tylko. To było świadome zobowiązanie do modlitwy przez jedną godzinę w tygodniu w wyznaczonej porze. Teraz chwilę tylko o mnie. Przez pierwszy rok było super. Pełna dyscyplina w dzień, czy w nocy. Potem było coraz gorzej. Przyszły wewnętrzne pytania. Gdzie tam ja w jakiejś godzince modlitewnej? Przecież mam inne powołanie. W tym czasie może coś napiszę, przecież w tej dziedzinie widzę jakieś owoce. A tu co? Modliłem się o Tuska, to wyniósł się do Brukseli. Modliłem się o ''swojego'' prezydenta, a wygrał Andrzej Duda. Nie tak miało być! Przyszły wewnętrzne myśli. Nie, to jest chyba jednak ''działka'' tylko dla mojej żony. Tym bardziej, że skoro ona to zainicjowała, to niech ciągnie dalej. Ja w tym czasie ''dokupię'' coś blisko – przecież pisanie i publikowanie na Bożą chwałę, to prawie jak modlitwa. Jesteśmy ludźmi i mamy swoje kryzysy. Moja żona też je miała, ale była w tym dłużej wierna. Ja miałem większe kryzysy, ale momentami wracałem do starej ''działki''. W końcu oboje mieliśmy pokusę sprzedać tę ''działkę'' innym i może kupić gdzieś blisko jakieś nowe ''pole''. Pokusa była bardzo realna. W końcu to tylko jedna godzina na 24 i w jednym dniu na 7. Przecież to tylko 0,6% tygodniowego czasu ''Modlitwy 24/7''. Na pewno w tym wyznaczonym czasie jeszcze ktoś się modli. Jednak prawda jest taka, że w tym czasie rzeczywiście możemy robić coś nowego lub też możemy nie robić nic. To tak, jak w pewnym dowcipie sytuacyjnym: ''Jak mam czas, to siedzę i myślę. Jak nie mam czasu, to tylko siedzę''. To, że wydaje nam się, iż rozwiązaniem jest "kupienie sobie czegoś nowego" może być i przeważnie jest zwiedzeniem. Tylko dzięki wierności w małym Pan Bóg może nam powierzyć coraz to większe rzeczy. Ciekawi was, jak rozwiązał się problem? W naszej lokalnej społeczności ta inicjatywa wygasła. Czy stało się dobrze? Raczej nie. Niezbyt udanym usprawiedliwieniem jest także to, że modlimy się o Polskę poza harmonogramem ''Modlitwy 24/7''.

Wróćmy jeszcze do Achaba. On chętnie zgodził się na pomoc żony. To było dla niego wygodne, ponieważ nie musiał nic robić. Oddał pole do działania żonie. Wycofał się i umożliwił jej przejęcie inicjatywy. Jego wycofanie nie polegało na rezygnacji z zachcianki, ale na świadomym oddaniu inicjatywy. Wiedział na co się decyduje, bo Izebel wyraźnie określiła, że jego zachcianka zostanie spełniona. O Achabie czytamy w 1. Księdze Królewskiej 21,25-29: „Nie było doprawdy takiego jak Achab, który by tak się zaprzedał, czyniąc to, co złe w oczach Pana, do czego przywiodła go Izebel, jego żona. Postępował nader ohydnie, chodząc za bałwanami, podobnie jak to czynili Amorejczycy, których Pan wypędził przed synami izraelskimi. A gdy Achab usłyszał te słowa, rozdarł swoje szaty, wdział wór na swoje ciało i pościł, i sypiał w worze, i chodził przygnębiony. Toteż doszło Eliasza Tiszbity słowo Pana tej treści: Czy widziałeś, że Achab ukorzył się przede mną? Dlatego, że ukorzył się przede mną, nie sprowadzę nieszczęścia na jego życie, ale za życia jego syna sprowadzę nieszczęście na jego ród”. No cóż, początek tego fragmentu, to bardzo negatywna opinia o Achabie. Jednak Achab ukorzył się przed Bogiem na skutek karcących słów skierowanych do niego przez proroka Eliasza. Czy była to szczera pokuta? Pewnie tak, ponieważ Bóg zmienił decyzję w stosunku do jego osoby. Jednak Achab nie wytrwał w przemianie swojego charakteru. Czytamy o nim dalej w Biblii, że czynił "zło w oczach Pana". Wygląda na to, że w tym krytycznym momencie rozdarł szaty, ale później już nie "rozdarł serca". Pan Bóg patrzy na serce. Ważna jest pokuta, ale równie ważne jest wytrwanie w odwróceniu się od grzechu.

Ciąg dalszy w części 3.

Bogdan Podlecki

Poprzednia część                                 Następna część

Religijny duch Izebel cz. 1

Religijny duch Izebel cz. 1

W tym artykule rozważę pewną historię opisaną w 21. rozdziale 1. Księdze Królewskiej. Jej uzupełnienie znajduje się też w innych fragmentach w Biblii. To jest biblijna historia królewskiego małżeństwa Izebel i Achaba, a właściwie pewien epizod z ich życia. Jednak ta historia miała i w dalszym ciągu ma duchowe konsekwencje nie tylko w relacjach małżeńskich. Przeczytajmy 1. werset naszego kluczowego dla tego rozważania fragmentu: „Po tych wydarzeniach miała miejsce następująca sprawa:”. Po jakich wydarzeniach? Chodzi o zapowiedzianą przez Eliasza długotrwałą suszę, która potem była bezpośrednim powodem do konfrontacji duchowej z bałwochwalstwem Izraela, także poprzez wpływ Izebel. Jednak w tym artykule nie będę się tym aspektem zajmował. Przeczytajmy dwa kolejne wersety: „Jezreelczyk Nabot miał w Jezreel winnicę tuż obok pałacu Achaba króla Samarii. I rzekł Achab do Nabota: Odstąp mi swoją winnicę, a ja urządzę sobie tam ogród warzywny, gdyż jest ona tuż obok mojego pałacu; ja zaś dam ci za nią winnicę lepszą od niej albo - jeśli wolisz - zapłacę ci za nią cenę kupna w srebrze. Lecz Nabot odpowiedział Achabowi: Niech mnie Pan ustrzeże, abym ci miał odstąpić dziedzictwo po moich ojcach”. Zwróćmy uwagę na fakt, że król chciał odkupić ''działkę'' wbrew obowiązującemu prawu. Dziedzictwo ziemi w Izraelu musiało zostać w obrębie rodziny z danego plemienia Izraela.

Przeczytajmy dalszy fragment do 16. wersetu: „Achab odszedł do swojego domu posępny i gniewny z powodu odpowiedzi, jaką mu dał Jezreelczyk Nabot, mówiąc: Nie odstąpię ci dziedzictwa po moich ojcach. Potem położył się na łożu swoim i odwrócił się twarzą do ściany i nie przyjmował posiłku. A gdy przyszła do niego Izebel, jego żona, zapytała go: Czemu jesteś taki posępny i nie przyjmujesz posiłków? Odezwał się do niej: Rozmawiałem z Nabotem Jezreelczykiem i rzekłem do niego: Odstąp mi swoją winnicę za pieniądze lub - jeśli wolisz - dam ci także w zamian winnicę. A on na to: Nie odstąpię ci mojej winnicy. Izebel, jego żona, rzekła do niego: To ty sprawujesz władzę królewską w Izraelu? Wstań, przyjmij posiłek i bądź dobrej myśli. Ja dam ci winnicę Nabota Jezreelczyka. Potem napisała w imieniu Achaba listy i opatrzyła je jego pieczęcią, i wysłała te listy do starszyzny i przedniejszych obywateli, którzy mieszkali w jego mieście razem z Nabotem. W listach tych zaś napisała tak: Ogłoście post, a Nabota postawcie wśród ludu na przedzie. Wysuńcie przeciwko niemu dwóch nikczemnych ludzi, którzy złożą świadectwo tej treści: Bluźniłeś przeciwko Bogu i królowi. Potem wyprowadźcie go i ukamienujcie go na śmierć. Obywatele jego miasta, mianowicie starszyzna i przedniejsi obywatele, którzy mieszkali w jego mieście, uczynili według rozkazu Izebel, zawartego w listach, które ona przysłała do nich. Ogłosili post i postawili Nabota wśród ludu na przedzie. Potem przyszli dwaj nikczemni ludzie, zasiedli na przeciw niego i ci nikczemni ludzie złożyli wobec ludu takie świadectwo przeciwko Nabotowi: Nabot bluźnił przeciwko Bogu i królowi. Wyprowadzili go tedy poza miasto i ukamienowali, i umarł. Następnie posłali do Izebel wiadomość, że Nabot został ukamienowany i nie żyje. Gdy więc Izebel dowiedziała się, iż Nabot został ukamienowany i nie żyje, rzekła do Achaba: Wstań! Weź w posiadanie winnicę Nabota Jezreelczyka, której nie chciał ci odstąpić za pieniądze, Nabot bowiem nie żyje, gdyż umarł. Toteż Achab, usłyszawszy, że Nabot nie żyje, wstał, aby pójść do winnicy Nabota Jezreelczyka i objąć ją w posiadanie”.

Taka sobie historia. Nie będę dyskutował na temat innego niż tu podanego rozwiązania problemu sprzedaży ziemi. Nie będę też dyskutował o zachowaniu poddanego Nabota wobec propozycji króla Achaba. Każda dyskusja na temat sytuacji opisanej w Biblii ze współczesnej perspektywy jest bezsensowna. W tej historii mamy realia ok. IX wieku przed Chrystusem, czyli jest to perspektywa ok. 3000 lat wstecz. Natomiast będę analizował zastosowanie pewnych uniwersalnych zasad w naszym życiu w kontekście tej historii. Spojrzymy na ten epizod z punktu widzenia relacji małżeńskich w czasie rozwiązywania mniej, czy bardziej złożonego problemu. A właściwie przyjrzymy się bliżej wzajemnemu oddziaływaniu duchowych postaw małżonków na siebie.

Przyjrzyjmy się najpierw postawie Achaba. Miał zachciankę, którą chciał spełnić w dobrej wierze i metodami pokojowymi. Czy my mężczyźni nie miewamy zachcianek, które chcemy realizować, oczywiście w dobrej wierze? Ten problem dotyczy także kobiet, ponieważ role mogą być odwrócone i nie jest to ''biblijny gender'' … . Achab spotkał się z odmową ze strony Nabota. Na marginesie, jedno ze znaczeń imienia "Nabot", to "przynosić owoce". Motywacja Achaba była taka – kupić coś, co widać, że przynosi owoce i jest blisko. Nie można od razu i jednoznacznie potępić tego jako złą motywację.

Jako przerywnik, taki mini quiz biblijny. Czy Jezus wypowiedział słowa: "nabądź złota w ogniu wypróbowanego"? Jeśli tak, to gdzie jest ten fragment w Biblii? Nie wiem czy i jak odpowiedziałeś(aś) na to pytanie. Może odpowiedzią było milczenie. Niektórzy mówią, że "milczenie jest znakiem zgody", a nawet mówi się, że "milczenie jest złotem". Teraz moja odpowiedź. Brzmi ona – PRAWIE TAK. Cały werset, o który chodziło z Księgi Objawienia 3,18 w tłumaczeniu Biblii Warszawskiej brzmi tak: „radzę ci, abyś nabył u mnie złota w ogniu wypróbowanego, abyś się wzbogacił i abyś przyodział szaty białe, aby nie wystąpiła na jaw haniebna nagość twoja, oraz maści, by nią namaścić oczy twoje, abyś przejrzał”. Okazuje się, że "prawie tak" czyni wielką różnicę! Pan Jezus mówił: "nabądź u MNIE złota w ogniu wypróbowanego". Istotne jest źródło, czyli gdzie nabywamy! Nawet jeśli chodzi o złoto. Jeżeli ktoś decyduje się na zakup złota, to o ile to jest możliwe powinien sprawdzić ''legalność'' jego pochodzenia, a przynajmniej jego jakość. No chyba, że nabywamy w sprawdzonym miejscu, np. u licencjonowanego jubilera. Tylko Pan Jezus Chrystus jest pewnym ŹRÓDŁEM ZŁOTA W OGNIU WYPRÓBOWANEGO. I niekoniecznie chodzi tu o ten cenny kruszec, zwany złotem. W naszym osobistym i społecznym chrześcijaństwie nabywamy "duchowe skarby". W osobistym życiu z Bogiem ponosimy także cenę naszego chrześcijaństwa. Także przez próby i doświadczenia testujące naszą przyjaźń z Bogiem. Nie wiem jakie masz doświadczenia z przyjaźniami w życiu? Faktem jest to, że te prawdziwe przyjaźnie muszą przejść próby wierności. Jest taka handlowa zasada: "Im mniej pośredników, tym niższa cena za tę samą jakość". Coś w tym jest, także w duchowym życiu. Więc zdecydowanie lepiej jest ''nabywać złoto" bezpośrednio u Chrystusa. Wspomniane wcześniej "prawie TAK", czyli "prawie prawda", czy inaczej "półprawda" może być po prostu kłamstwem. Diabeł jest mistrzem w manipulowaniu półprawdami, które w rzeczywistości są po prostu kłamstwami. On interpretuje także Boże Słowo na swoją korzyść. Próbował nawet wmanipulować Pana Jezusa w akceptację pokusy niezależności słowami w Ewangelii Łukasza 4,6: „Dam ci tę całą władzę i chwałę ich, ponieważ została mi przekazana, i daję ją, komu chcę”. Jego wypowiedź sugerowała to, że władzę otrzymał od Pana Boga. Prawdą w tym stwierdzeniu jest to, że przejął władzę na ziemi. Jednak kłamstwem jest to, że otrzymał ją od Pana Boga. Przejął autorytet w wyniku zwiedzenia pierwszych ludzi i w konsekwencji wyboru przez nich niezależności od Boga. Natomiast chwały domaga się jako uzurpator. To kłamstwo zostało zdemaskowane przez Chrystusa słowami w Ewangelii Łukasza 4,8: „Panu Bogu swemu pokłon oddawać i tylko jemu będziesz służył”.

Wróćmy jednak do Achaba. On chciał nabyć winnicę w niewłaściwym źródle zaopatrzenia. Prawda jest taka, że w wyniku jego uległości wobec pokusy poddał się pod autorytet duchowych zwierzchności, które nie omieszkały wykorzystać osoby mu bliskiej – jego żony Izebel. Trochę informacji historycznych o tym małżeństwie. Ojciec Achaba Omri zawarł przymierze z królem Tyru – Etbaalem I, którego córka, Izebel została żoną jego syna. Następca Omriego – Achab w zgodnej opinii autorów biblijnych był najgorszym władcą w dziejach Izraela. Zarzucane jest mu odstępstwo od wiary i pociągnięcie kraju w bałwochwalstwo, także w wyniku chwiejnego charakteru i nadmiernej uległości wobec swojej żony – Izebel.

Ciąg dalszy w części 2.

Bogdan Podlecki

wtorek, 25 kwietnia 2017

Duch ubóstwa, a ubóstwo w duchu cz. 8

Duch ubóstwa, a ubóstwo w duchu cz. 8 

Mam trochę doświadczeń dydaktycznych i wiem, że jednym z podstawowych celów sprawdzianów i testów w szkole, czyli ogólniej – prób jest szeroko rozumiana promocja ucznia na wyższy poziom edukacji. To, że nauczyciel jest zły, czy zawzięty, to są tylko mity … . Jednak fundamentalną zasadą w edukacji jest to, że oprócz poznania teorii trzeba zdobytą wiedzę zastosować w praktyce. Pan Bóg jest najlepszym NAUCZYCIELEM, ale też bardzo wymagającym, a przy tym niezwykle cierpliwym. Zasadą, także w Bożej edukacji jest: ''Nie zdasz dzisiaj, to pracuj nad tym dalej, zdasz następnym razem, może nawet jeszcze dzisiaj!''. Dla Pana Boga zawsze jest DZISIAJ. On żyje w WIECZNYM BOŻYM TERAZ. Czas jest tylko naszym, ludzkim ograniczeniem. Dla mnie taką dobrą ilustracją tej zasady jest przypadek pewnej mojej znajomej. Miała duży problem ze zdaniem egzaminu na prawo jazdy w ruchu prawostronnym w Polsce, to nauczyła się i uzyskała te uprawnienia w ruchu "pod prąd", czyli lewostronnym w jednym z krajów europejskich. Jednak musimy pracować, czy uczyć się, bo promocja sama nie przyjdzie. Najlepiej pracować ucząc się jednocześnie, ponieważ uczymy się całe życie. Oczekiwanie na rezultat bez pracy, to ''samopromocja''!

Tak, jak mamy ''poddawać wszelką myśl w posłuszeństwo Chrystusowi'', tak musimy pracować nad sobą także w celu osiągnięcia niezależności finansowej. Jednak ważna jest tu kolejność. Najpierw praca nad sobą, a potem nad finansami. Nigdy na odwrót. Jednak zawsze powinniśmy pamiętać o tym, że niezależność finansowa nie może być celem samym w sobie. Musi być środkiem do osiągnięcia celu, jakim jest wypełnianie woli Bożej dla naszego życia w Królestwie Bożym już tu i teraz. Osiągnięcie niezależności finansowej bez rozpoznania naszego osobistego przeznaczenia w Bogu, to tylko doraźny, często ulotny sukces. To tak, jakbym kupił sobie markowy zestaw do nurkowania i bał się w nim wskoczyć, nawet do jakiegoś bezpiecznego basenu. To tak, jakbym dostał, czy kupił sobie samochód i trzymał go w garażu, czy na parkingu, ponieważ boję się nim jeździć. W tym przypadku zdecydowanie lepiej jest oddać ten samochód komuś, kto potrafi zrobić z tego dobry użytek dla Bożego Królestwa. Uwolnienie od wpływu duchowej warowni, jaką jest duch ubóstwa ma na celu wyposażenie nas do pełnienia Bożej woli na każdym etapie naszego życia, tym obfitym i tym mniej obfitym. Jednak musimy mieć pełną świadomość nadrzędnego celu. Tym celem jest wierność wobec osobistego Słowa Bożego, bez względu na to, czy na aktualnym etapie naszego życia dotyczy ona niedostatku, czy obfitości. 

Jeżeli mamy świadomość, że jesteśmy pod wpływem ducha ubóstwa, to jedynym wyjściem dla nas jest uwolnienie. Taką świadomość zyskał Gedeon dzięki osobistemu objawieniu od Boga. Gedeon pytał Anioła Pana w Księdze Sędziów 6,13: „Jeżeli Pan jest z nami, to dlaczego spotkało nas to wszystko?”. Czy to pytanie wynikało z jego wiary? Czy raczej z tego, że mógł być kontrolowany przez warownię ducha ubóstwa? To pytanie Gedeona poddawało raczej w wątpliwość to, czy Pan jest z nami w tej próbie? Czy my nie zadajemy Bogu podobnych pytań? Czy my zadajemy pytania Bogu i zawsze robimy to w pełni wiary? Ja zadaję Bogu takie pytania i delikatnie mówiąc, nie zawsze w pełni wiary. Próba polegająca na przeciwstawieniu się duchowi ubóstwa jest po to, byśmy jeszcze bardziej zbliżyli się do Pana Boga. Warownia ducha ubóstwa w najtrudniejszym momencie podpowie nam usłużnie i często bardzo subtelnie: "Bóg cię opuścił w twojej próbie". To kłamstwo! Ponieważ Bóg powiedział, że nigdy nas nie opuści! Więc komu wierzymy? 

W Liście Jakuba 4,7-8 czytamy: „Przeto poddajcie się Bogu, przeciwstawcie się diabłu, a ucieknie od was. Zbliżcie się do Boga, a zbliży się do was. Obmyjcie ręce, grzesznicy, i oczyśćcie serca, ludzie o rozdwojonej duszy”. Z reguły pasuje nam 7. werset. Brzmi tak bohatersko! Jednak już gorzej się z tym czujemy, gdy czytamy go w kontekście następnego 8. wersetu. Obmycie i oczyszczenie, to szczera pokuta przed Świętym Bogiem. Nie może być w nas tzw. "podwójnej moralności chrześcijańskiej". Apostoł Piotr pociesza i zachęca nas, bo sam przez takie próby przechodził. W 1. Liście Piotra 5,9 czytamy: „Przeciwstawcie mu się, mocni w wierze, wiedząc, że te same cierpienia są udziałem braci waszych w świecie”. Pan Bóg dopuszcza próby w naszym życiu, abyśmy przeciwstawili się warowni ducha ubóstwa i zyskali prawidłową na gruncie Bożego Słowa świadomość praktycznego życia w postawie "ubogiego w duchu". 

Wiara jest Bożym darem. Dzisiaj funkcjonują nawet chrześcijańskie szkoły wiary. Nie krytykuję żadnego nauczania, ani miejsc, w których się ono odbywa. Oczywiście pod warunkiem, że nauczanie jest w pełni biblijne. Jeśli już, to nie nazywałbym tego ''szkołą wiary'', skoro jest ona Bożym darem. Jakaś nazwa musi być, więc nazwałbym to ''biblijnym kursem używania Bożej wiary''. Powinniśmy uczyć się przyjmowania i używania tego Bożego daru w naszym osobistym i społecznym chrześcijaństwie. Zastrzegam, że nie uczestniczyłem w tego typu szkole, więc nie znam programu i metod nauczania. Jednak myślę, że w ''szkołach wiary'' uczy się, a w każdym razie powinno uczyć się praktycznego używania wiary na gruncie Bożego Słowa. Jesteśmy ludźmi i mamy swoje oczekiwania, bez względu na to, czy się do tego przyznajemy, czy też nie. Duch ubóstwa wykorzystuje pragmatyzm ludzi, w tym szczególnie nasze oczekiwania. Jednak celem duchowej walki z warownią ducha ubóstwa jest także to, byśmy wyszli z takich prób zwycięsko z jeszcze mocniejszą Bożą wiarą i całkowicie poddani Bogu. 

Celem pokonania, czy też wyparcia warowni ducha ubóstwa jest wyjście na wolność. W Liście do Galacjan 5,1 czytamy: „Chrystus wyzwolił nas, abyśmy w tej wolności żyli. Stójcie więc niezachwianie i nie poddawajcie się znowu pod jarzmo niewoli”. To są słowa skierowane nie tylko do Galacjan, ale do każdego, kto uważa się za wierzącego. Pan Jezus Chrystus powiedział w Ewangelii Mateusza 11,28-30: „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a JA wam dam ukojenie. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest miłe, a brzemię moje lekkie”. Jarzmo jest elementem zniewolenia. Strategia działania warowni ducha ubóstwa polega na zniewoleniu człowieka. Jarzmem tego świata jest robienie czegoś pod presją ducha tego świata, który tylko stwarza pozory wolności. Chrystus mówi o innym jarzmie. Takie jarzmo z pozoru wygląda jak niewola, jednak chodzenie w nim prowadzi do największej wolności w Chrystusie. Tu na ziemi nigdy nie będziemy wolni od jarzma. Albo jesteśmy pod jarzmem pana tego świata, albo wybierzemy jarzmo PANA NIE TEGO ŚWIATA. To będzie zawsze nasza dobrowolna decyzja. W Ewangelii Łukasza 16,13 znajdujemy słowa Chrystusa skierowane do wszystkich ludzi: „Żaden sługa nie może dwóm panom służyć, gdyż albo jednego nienawidzić będzie, a drugiego miłować, albo jednego trzymać się będzie, a drugim pogardzi. Nie możecie Bogu służyć i mamonie”. Pan Bóg udzielił wierzącym SWOJEGO autorytetu. Jednak ze sprawowaniem autorytetu, czy jak kto woli z szafarstwem wiąże się odpowiedzialność. Im większy autorytet, tym większa odpowiedzialność. Jednak przedwczesna odpowiedzialność może rodzić powierzchowność. Powinniśmy mieć świadomość, że jako dojrzali wierzący, czyli ''żyjący z wiary'' mamy wielką odpowiedzialność przed Bogiem i ludźmi. Taka odpowiedzialność jest rzeczywistą światłością w sferze duchowej, która nie może być zakryta. Apostoł Paweł pisze w 1. Liście do Koryntian 11,31-32: „Bo gdybyśmy sami siebie osądzali, nie podlegalibyśmy sądowi. Gdy zaś jesteśmy sądzeni przez Pana, znaczy to, że nas wychowuje, abyśmy wraz ze światem nie zostali potępieni”. Oczywiście te słowa zostały napisane w kontekście nauczania o Wieczerzy Pańskiej. Jednak Pawłowi raczej nie chodziło o ustalanie zasad ceremonii religijnej, ale o zwrócenie uwagi na ''sacrum'' (proszę nie mylić z sakramentem), czyli dążeniem do uświęcenia życia, które daje wolność w Chrystusie. W tym kontekście możemy mówić o zwyciężaniu wszelkich duchowych warowni, w tym ducha ubóstwa w naszym osobistym i społecznym chrześcijaństwie. 

Można określić zwycięską strategię walki duchowej, w tym także z duchem ubóstwa. 
1. Miejmy świadomość zagrożenia i wyraźną wizję dla naszego życia, a niekoniecznie dla życia kogoś, o kim myślimy, że ma duchowy problem. 
2. Skoncentrujmy się na swoim osobistym celu w Królestwie Bożym ''tu i teraz'', a nie ''kiedyś i gdzieś tam''. 
3. Zyskujmy mądrość z BOŻEGO SŁOWA i determinację, by ją stosować w swoim osobistym chrześcijaństwie. 
4. Unikajmy ''złych'' kontaktów z ludźmi skoncentrowanymi tylko na swoich problemach, a szukajmy ''dobrych'' relacji z ludźmi skoncentrowanymi na Bożych rozwiązaniach problemów duchowych. 
5. Nie dajmy się zatrzymać na drodze swojego rozwoju chrześcijańskiego. Boży prorok napisał w Księdze Izajasza 40,28-31: „Czy nie wiesz? Czy nie słyszałeś? Bogiem wiecznym jest Pan, Stwórcą krańców ziemi. On się nie męczy i nie ustaje, niezgłębiona jest jego mądrość. Zmęczonemu daje siłę, a bezsilnemu moc w obfitości. Młodzieńcy ustają i mdleją, a pacholęta potykają się i upadają, lecz ci, którzy ufają Panu, nabierają siły, wzbijają się w górę na skrzydłach jak orły, biegną, a nie mdleją, idą, a nie ustają”. Wykorzystujmy sprzyjające, ale także przeciwne wiatry po to, by wzbić się ponad problemy i zyskać lepszą perspektywę Bożych sposobów ich rozwiązania. 

Podsumowując to rozważanie o konfrontacji ''ducha ubóstwa'' z ''ubóstwem w duchu''. Bardzo dobrze, kiedy jesteśmy ubodzy w duchu. Oczywiście dobrze rozumianym, czyli kiedy wręcz żebrzemy u Boga o Ducha. Jeżeli robimy to szczerze, to paradoksalnie żebrzemy u Pana Boga o bogactwo w duchu. Bardzo źle, kiedy jesteśmy pod wpływem, czyli autorytetem warowni ducha ubóstwa. Bądźmy "ubodzy w duchu", bo w takiej postawie serca nie damy się oszukać duchowi ubóstwa. Bogactwo duchowe, które może też przekładać się na obfitość materialną nie służy naszej wygodzie, ale ma na celu rozwijanie Królestwa Bożego, także w nas. W jednej z poprzednich części tego rozważania składałem tobie i sobie życzenia. Bądź bogata i szczęśliwa. Bądź bogaty i szczęśliwy. Bądźmy bogaci i szczęśliwi. Świat mówi, że możliwe jest jedno albo drugie. Jednak Boże zasady są inne. Pan Jezus Chrystus powiedział w Ewangelii Mateusza 19,26: „U ludzi to rzecz niemożliwa, ale u Boga wszystko jest możliwe”.

Bogdan Podlecki

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Duch ubóstwa, a ubóstwo w duchu cz. 7

Duch ubóstwa, a ubóstwo w duchu cz. 7 

''Chrześcijańskie bogactwo'' nie oznacza tego, że mamy za dużo w stosunku do naszych potrzeb. Bożą wolą nie jest byśmy mieli "za mało", ale Bożą wolą jest, byśmy mieli obfitość, mniejszą lub większą. Jaki werset mam na myśli? Tak, to strzał w "10", a nawet jednocześnie w dwie "10". W Ewangelii Jana 10,10 czytamy: Złodziej przychodzi tylko po to, by kraść, zarzynać i wytracać. Ja przyszedłem, aby miały życie i obfitowały. Jednak obfitość z kolei nie oznacza, byśmy mieli za dużo, w stosunku do tego, co jesteśmy w stanie ''unieść'' bez uszczerbku dla naszej kondycji duchowej. Obfitość jest zawsze mierzona w stosunku do miary i potrzeb Królestwa Bożego, a w mniejszym stopniu do naszych osobistych oczekiwań. Kiedy będziemy żyć w dobrze pojętej Bożej obfitości, to będziemy dla świata świadectwem życia w wolności od związań materialnych i duchowych. Nasze dobre świadectwo życia w wolności dzieci Bożych powinno być na tyle widoczne, że ludzie zniewoleni będą u nas szukać wskazówek i odpowiedzi na swoje problemy. W tym szczególnie odpowiedzi na pytanie: Jak można wyjść na wolność w sferze ducha, duszy i ciała?

Gdy jesteśmy wyzwalani z więzienia ducha ubóstwa, to objawia się to zarówno w sferze duchowej, w tym w uwolnieniu do służby, czy uzdrowieniu, jak i w sferze naturalnej, w tym materialnej, czy finansowej. Duchowy autorytet Chrystusa na ziemi objawiał się w uzdrowieniach, wskrzeszeniach zmarłych, ale także w pomnażaniu jedzenia, czy nawet w znajdywaniu finansów na określony cel. Mam tu na myśli np. historię opisaną w Ewangelii Mateusza 17,24-27, gdy Piotr wyjął "statera" z pyszczka złowionej ryby wskazanej przez Jezusa. Stater, to była równowartość 4 "drachm". To nie było mało pieniędzy. Podatek świątynny wynosił 2 drachmy od osoby. Natomiast "drachma", to była równowartość dziennego zarobku wykwalifikowanego robotnika.

Chrystus udzielił autorytetu SWOJEMU KOŚCIOŁOWI, a przez to i każdemu wierzącemu. Więc w Bożym autorytecie oraz wbrew duchowi ubóstwa możemy wpływać na rzeczywistość duchową i dzięki temu przemieniać rzeczywistość naturalną, w tym także materialną. To jest życie w wolności dzieci Bożych, także w sferze finansów dla celów Bożego Królestwa. Przejawem tego, że jesteśmy uwolnieni spod wpływu ducha ubóstwa może być niezależność finansowa. Proszę nie mylić z niezależnością od Boga. Ponieważ ta pierwsza jest Bożym darem, a ta druga jest duchem przeciwnym Bogu. Twierdzenie, że jest się niezależnym od Boga i od diabła jest kolejną duchową warownią. Nie ma neutralnego autorytetu. Jesteśmy albo pod Bożym autorytetem, albo pod wpływem duchowej warowni Bożego przeciwnika. Niezależność finansowa niekoniecznie musi oznaczać tego, że możemy sobie kupić cokolwiek chcemy. Niezależność finansowa oznacza, że jesteśmy wolni w podejmowaniu decyzji finansowych, zgodnych z wolą Bożą dla naszego życia. Innymi słowy jesteśmy wolni od finansowego jarzma i możemy podejmować decyzje nie tylko na podstawie tego, ile mamy pieniędzy.

W różnych etapach życia każdego z nas wolą Bożą może być posiadanie dużo, jak i niewiele środków finansowych. Przykładem jest tu apostoł Paweł, który w Liście do Filipian 4,12-13 pisze: Umiem się ograniczyć, umiem też żyć w obfitości; wszędzie i we wszystkim jestem wyćwiczony; umiem być nasycony, jak i głód cierpieć, obfitować i znosić niedostatek. Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie. Zazwyczaj naszą uwagę przykuwa 13. werset. Parafrazując: "wszystko mogę w Chrystusie". Jednak jest on w kontekście 12. wersetu. Parafrazując: "umiem się ograniczyć i żyć w niedostatku lub w obfitości". Jeżeli rozszerzymy kontekst tego fragmentu do całego Listu do Filipian, to kluczem jest tam podporządkowanie się woli Bożej w każdej sytuacji, czyli w dostatku i niedostatku. Nie chcemy żyć w niedostatku, jeżeli nie jest to wolą Bożą. W każdym razie ja nie chcę. Nie wiem jak ty? Może ty jednak chcesz? Jednak chcemy żyć w obfitości, jeśli jest to Bożą wolą. Ja chcę. Nie wiem jak ty? Może ty jednak nie chcesz?

Kluczem do wolności od wpływu ducha ubóstwa jest więc poznanie szczegółowej woli Bożej w każdym etapie naszego życia. Jednak pamiętajmy, że ogólną wolą Bożą dla każdego dziecka Bożego jest wejście w Boże dziedzictwo, w którym jest życie w obfitości! Przede wszystkim w duchowej obfitości. W Księdze Objawienia jest napisane, że w czasach ostatecznych przychodzą duże próby ekonomiczne w życiu wierzących i niewierzących. Celowo piszę, że przychodzą, a nie przyjdą, ponieważ już żyjemy w czasach ostatecznych. Jeżeli pomyślałeś(aś) w tym momencie, że w życiu chrześcijan od zawsze są czasy ostateczne i ciągle przechodzą próby niedostatku, to być może na twoje życie ma wpływ warownia ducha ubóstwa. Jednak jest też napisane w Biblii, że wierzący będą te próby przechodzić zwycięsko, o ile będą stać na gruncie Bożego Słowa. Wielu dzisiaj przechodzi te próby. Ja też. Jednak mają one jeden zasadniczy Boży cel – uwolnienie spod wpływu ducha ubóstwa i przejście do życia w obfitości Królestwa Bożego już "tu i teraz", a w dalszej kolejności "kiedyś i gdzieś tam".

Dalszy ciąg w części 8.

Bogdan Podlecki

Poprzednia część                                 Następna część

niedziela, 23 kwietnia 2017

Duch ubóstwa, a ubóstwo w duchu cz. 6

Duch ubóstwa, a ubóstwo w duchu cz. 6

Bóg wyposażył nas w potężną broń do burzenia warowni duchowych w naszych umysłach. Pisze o tym apostoł Paweł w 2. Liście do Koryntian 10,3-5: Bo chociaż żyjemy w ciele, nie walczymy cielesnymi środkami. Gdyż oręż nasz, którym walczymy, nie jest cielesny, lecz ma moc burzenia warowni dla sprawy Bożej; nim też unicestwiamy złe zamysły i wszelką pychę, podnoszącą się przeciw poznaniu Boga, i zmuszamy wszelką myśl do poddania się w posłuszeństwo Chrystusowi. Duchowe warownie w człowieku, a taką jest duch ubóstwa są umacniane przez duchowe zwierzchności, które są wyżej w hierarchii mocy ciemności. Biblia wyraźnie mówi o tym, że demony może wyganiać każdy wierzący człowiek. Można by podać wiele fragmentów biblijnych na uzasadnienie tego faktu. Wystarczą nam słowa Pana Jezusa Chrystusa w Ewangelii Marka 16,17: A takie znaki będą towarzyszyły tym, którzy uwierzyli: w imieniu moim demony wyganiać będą, nowymi językami mówić będą”. Duchowe zwierzchności można przemóc żyjąc w światłości tylko dzięki Bożemu wyposażeniu i Bożej mocy. Pisze o tym Paweł w Liście do Efezjan 6,10-12: W końcu, bracia moi, umacniajcie się w Panu i w potężnej mocy jego. Przywdziejcie całą zbroję Bożą, abyście mogli ostać się przed zasadzkami diabelskimi. Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich. Jednak wiele świadectw o duchowych zmaganiach wskazuje na to, że przemożenie duchowej warowni raczej polega na wyparciu jej z danego miejsca. Diabeł nie jest wszechobecny, tak jak Pan Bóg. Duchowa warownia w wyniku modlitwy wstawienniczej zmienia miejsce pobytu.

Jeśli chodzi o wojnę duchową z warownią religijną, to znaną i dobrze udokumentowaną jest pewna historia z udziałem Any Mendez, która usługuje w zakresie szeroko rozumianego ''uwolnienia duchowego''. Nie chodzi mi o ocenę jej osoby i służby w Polsce. Na pewno chciała dobrze, tak samo jak wielu z nas robi lub nie robi pewnych rzeczy w dobrej wierze. Jest potwierdzone świadectwo z pewnej miejscowości w Meksyku, gdzie w wyniku ''wojny wstawienniczej'' pod jej przywództwem została wyparta warownia ducha religijności, która domagała się kultu dla siebie i wybudowania jej budynku katedry. Lokalna prasa pisała wtedy o dużej liczbie nawróceń w tym mieście, w tym także z władz lokalnych w wyniku zwycięskiej batalii duchowej. Jednak warownia przeniosła się do innej miejscowości, gdzie taką katedrę jej wybudowano, ponieważ nie było już przychylności władz świeckich dla walczących w duchu chrześcijan. Pewnych rzeczy nie można bezkrytycznie powielać w Polsce. Chociaż wobec wielowiekowej aktywności warowni ducha religijnego - królowej niebios, która domaga się kultu dla siebie od bardzo dawna, to mamy w naszym kraju "niezły Meksyk". Może kiedyś nie był to jeszcze czas na usługę Any Mendez w Polsce, a może trochę zabrakło dojrzałości wśród wierzących, a szczególnie wśród ich przywódców. Jestem jednak przekonany, że o ile już teraz nie nadszedł, to niebawem nastanie czas na skutecznych polskich ''wstawienników''. 

Wypieranie warowni ducha ubóstwa, to jest duchowa wojna, w której możemy staczać zwycięskie potyczki. Bo jeśli unikamy walki, to możemy nie ostać się przed zasadzkami diabelskimi. Można powiedzieć, że jest to wojna podjazdowa, której wynik jest ostatecznie przesądzony, ale ona trwa online. Zmaganie się ze zwierzchnościami jest pewną formą walki, polegającą raczej na utrzymaniu zdobyczy w Chrystusie i zwyciężaniu światłością życia, nawet wtedy, gdy przeciwnik wciągnie nas w zasadzkę. Demony uciekają przed Słowem Bożym wypowiadanym przez poddanego Chrystusowi bojownika. Jednak duchowe zwierzchności nie uciekną tylko dlatego, że my tak chcemy, a nawet wtedy, kiedy im tak rozkażemy. Duchową zwierzchność, w tym także ducha ubóstwa możemy wyprzeć przez chodzenie w światłości na co dzień, nie tylko ''od święta'', np. w niedzielę. To szczere świadectwo naszego życia, czyli "światłość dla świata" obnaża i pokonuje duchowe warownie. Tylko BOŻA ŁASKA może powodować to, że PRAWDA wypowiadana w namaszczeniu i uświęceniu życia ma moc burzenia warowni. Jednak trudno jest o namaszczenie bez uświęcenia życia. To także o tym mówił Chrystus w Ewangelii Mateusza 16,18: A ja ci powiadam, że ty jesteś Piotr, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go. Bramy piekielne bardzo szybko przemogły Piotra, np. przy zaparciu się Jezusa, ponieważ on nie był i nie jest "skałą", tylko "kamieniem" i to jednym z wielu. SKAŁĄ jest Chrystus. Natomiast ważnym elementem duchowego budowania było objawione wyznanie Piotra o Chrystusie i może nim być nasze wyznanie Chrystusa rzeczywistym Panem naszego życia oraz wypowiadanie Bożego Słowa w światłości i namaszczeniu. Wtedy bramy piekielne, czyli duchowe warownie, w tym i duch ubóstwa nie przemogą naszego życia. A nasze życie w zwycięstwie nad duchem ubóstwa przekłada się na zwycięskie życie kościoła. 

Celem w uwalnianiu się od wpływu ducha ubóstwa na nasze życie nie powinno być posiadanie rzeczy, czy zasobów finansowych, które możemy lub chcemy mieć. Bożym, a przez to i naszym celem jest mieć te rzeczy, czy finanse do wypełnienia Bożej woli dla naszego życia tu na ziemi. Natomiast celem warowni ducha ubóstwa jest przeszkodzić w realizacji Bożego celu w naszym życiu. Innymi słowy Bóg chce nas w SWOIM KRÓLESTWIE już "tu i teraz", a nie "kiedyś i gdzieś tam". Natomiast Boży przeciwnik zrobi wszystko, by nas oszukać przestawiając te priorytety. Wmawia nam, że Boże Królestwo, to jakaś odległa perspektywa "kiedyś i gdzieś tam", zajmując nas przy tym problemami "tu i teraz". Istotą wojny duchowej z warowniami, w tym z duchem ubóstwa jest to, żeby świat zobaczył w nas Bożą wolność i bogactwo duchowe, chociaż niekoniecznie, ale również dostatek materialny w naszym życiu. Wolność w duchu może być wielkim bogactwem, jeśli robimy z niej dobry użytek. Apostoł Paweł pisze w Liście do Galacjan 5,13: Bo wy do wolności powołani zostaliście, bracia [mój dopisek: i siostry]; tylko pod pozorem tej wolności nie pobłażajcie ciału, ale służcie jedni drugim w miłości. Bożą wolność możemy mieć mając dużo, ale też mając niewiele.

Dalszy ciąg w części 7.

Bogdan Podlecki

Poprzednia część                                 Następna część

sobota, 22 kwietnia 2017

Duch ubóstwa, a ubóstwo w duchu cz. 5

Duch ubóstwa, a ubóstwo w duchu cz. 5

Kontynuujemy temat konfrontacji "ducha ubóstwa" i ''ubóstwa w duchu''. Duch ubóstwa jest warownią demoniczną przeciwną Panu Bogu. Ubóstwo w duchu, to pełna zależność od Boga. Duch ludzki tęskni do pełnej społeczności z Bogiem, zerwanej przez upadek człowieka i jego wybór niezależności od Boga w wyniku zwiedzenia pod ''drzewem poznania dobra i zła'' . Siedliskiem niezależności jest nasz umysł i tu toczy się walka o nasze życie duchowe. Diabeł buduje warownie w naszym umyśle, w tym szczególnie przez ducha ubóstwa. Dla człowieka wierzącego wielkim atutem wyjścia spod wpływu duchowych warowni jest modlitwa w duchu, w tym modlitwa na językach, ponieważ ona dzieje się poza umysłem. Dla człowieka niewierzącego lub ''inaczej wierzącego'' jedynym wyjściem jest pełne poddanie się pod Boży autorytet, czyli szczere nawrócenie do Chrystusa. 

Trzy pytania biblijne wprowadzające do dalszej części tego rozważania. Pierwsze: Kogo Pan Jezus nazwał światłością świata? W Ewangelii Jana 8,12 czytamy: „A Jezus znowu przemówił do nich tymi słowy: Ja jestem światłością świata; kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności, ale będzie miał światłość żywota”. Więc Pan Jezus Chrystus nazywa SIEBIE światłością świata. Jednak nazwał też światłością świata SWÓJ KOŚCIÓŁ w Ewangelii Mateusza 5,14: „Wy jesteście światłością świata; nie może się ukryć miasto położone na górze”. Drugie pytanie: Po co Chrystus przyszedł na świat? Zbyt ogólne? To szybko sam odpowiem. W 1. Liście Jana 3,8 czytamy: „Kto popełnia grzech, z diabła jest, gdyż diabeł od początku grzeszy. A Syn Boży na to się objawił, aby zniweczyć dzieła diabelskie”. Trzecie pytanie: Co to znaczy zniweczyć dzieła diabelskie? To oznacza doprowadzenie do takiej sytuacji, że jeśli coś złego ma wpływ na nas, to po skonfrontowaniu i odwróceniu się od tego przestaje to oddziaływać na nasze życie. To może też oznaczać to, że jeśli coś dobrego zostaje duchowo zablokowane w naszym życiu, to następuje jego odblokowanie. Jednak to przede wszystkim oznacza, że jeżeli coś jest ''związane'', to powinno zostać ''rozwiązane''. To może także oznaczać, że to, co jest uwięzione wychodzi na wolność. Wreszcie to oznacza, że ciemność zostaje pokonana przez światłość w nas. Jednym z wielu synonimów słowa ''zniweczyć'' jest ''zaprzepaścić''. Jednak logicznie i ''biblijnie'', to nie muszą być pokrewne określenia. ''Zniweczyć'', to znaczy zatrzymać niszczycielskie działania i ich skutki. Gdy tak się nie dzieje w naszym życiu duchowym, to mamy do czynienia z ''zaprzepaszczeniem'' szansy wyjścia na wolność, czy wejścia w światłość.

Chrystus przyszedł na świat, żeby zniweczyć dzieła diabelskie. To była oczekiwana odpowiedź na drugie pytanie, ale przede wszystkim to było najbardziej oczekiwane wydarzenie w duchowym świecie. Jeszcze jedno pytanie: Jak to Chrystus uczynił? Będąc DOSKONAŁĄ ŚWIATŁOŚCIĄ stał się DOSKONAŁĄ OFIARĄ za grzechy świata i w konsekwencji stał się światłością przez SWÓJ KOŚCIÓŁ. W takim kontekście Kościół Pana Jezusa Chrystusa uczestniczy w niweczeniu dzieł diabelskich. Diabeł kontroluje ludzi, a przez to także i kościół poprzez oddziaływanie ducha ubóstwa. Taka kontrola nie pozwala ludziom wejść w swoje powołanie. Jednak przecież jest napisane "wy jesteście światłością świata". Więc to może oznaczać, że jesteśmy, ale być może nie widzimy tego. Albo inaczej, to światło w nas może być niewidoczne dla innych.

Destrukcyjna działalność ducha ubóstwa jest najlepiej widoczna w świetle BOŻEGO SŁOWA . Dlatego jego konfrontacja z dobrze rozumianą postawą ubóstwa w duchu odbywa się w światłości. W świecie fizycznym jest tak, że jeśli przebywamy w ciemności, to dostrzegamy każdą jasność wokół siebie. Przebywając w jasności dostrzegamy tylko coś, co jest jeszcze jaśniejsze. To nazywa się kontrastem. Do ''ŚWIATŁOŚCI'' prowadzi tylko JEDNA DROGA, czyli nawrócenie do Chrystusa. Dzieje się tak wtedy, gdy dostrzeżemy kontrast pomiędzy naszym dotychczasowym życiem, a BOŻĄ ŚWIATŁOŚCIĄ. Bardzo dobrze, gdy jednorazowo nawracamy ze wszystkiego, co było złe w naszym życiu i już cały czas żyjemy w światłości. Jednak często trzeba nawracać się z czegoś w swoim życiu wielokrotnie. Nasz Pan jest Bogiem wielu szans na dobre zmiany w naszym życiu.

Jak działa światło? Rozprasza lub inaczej ''wypiera'' ciemność. Jeżeli włączymy światło w pomieszczeniu, to ciemność jest w odwrocie. Ciemność nie wypiera światła. Noc nastaje dlatego, że źródło światła, czyli np. słońce przestaje być widoczne dla nas. W różny sposób światło jest opisane w Biblii. Jednym z nich jest ''ogólne Boże światło'', czyli MIŁOŚĆ AGAPE - Boża bezwarunkowa miłość dla wszystkich wierzących i niewierzących. Istnieje jednak pewien rodzaj światła, który jest widoczny tylko dla wierzących. Obrazem tego jest sytuacja opisana, np. w 10. rozdziale 2. Księgi Mojżeszowej. W tym samym czasie Izrael widział światło, a Egipt był pogrążony w ciemności. Musimy pozwolić na wzniecenie światła w sobie, by rozproszyć ciemność i dzielić się tym światłem. Musimy dzielić się światłem BOŻEGO SŁOWA. Naturą światła jest jego powszechna widoczność. Nienaturalne jest ukrywanie światła, nawet z powodu strachu. Pan Jezus powiedział w Ewangelii Łukasza 11,33: „Nikt nie zapala świecy i nie stawia jej w ukryciu ani pod korcem, ale na świeczniku, ażeby ci, którzy wchodzą, widzieli światło”. Korzec, to była miara objętości ciał sypkich, np. mąki, przeważnie w formie nieprzeźroczystego naczynia. Jaki jest sens ukrywania pod nim zapalonej świecy? Jednak jest też inny rodzaj światła, bardzo istotny w naszym osobistym i społecznym chrześcijaństwie. To rzeczywiste świadectwo mojego i twojego przemienionego życia. Ono powinno zawsze i wszędzie ''świecić'', czyli być widoczne dla innych ludzi.

Dalszy ciąg w części 6.

Bogdan Podlecki

Poprzednia część                                 Następna część

piątek, 21 kwietnia 2017

Duch ubóstwa, a ubóstwo w duchu cz. 4

Duch ubóstwa, a ubóstwo w duchu cz. 4

Możemy mówić o dwóch krokach do wykonania przez nas w kierunku pokonania warowni ducha ubóstwa w naszym umyśle. Pierwszym krokiem, banalnie prostym, ale jakże skomplikowanym jest uświadomienie sobie, że jesteśmy pod jego wpływem. Zdecydowanie ułatwi nam to zrozumienie, jakie są mechanizmy jego oddziaływania na nasze życie. Czyli inaczej "samowykrycie'' naszego myślenia, a tak naprawdę to myślenia, które przyjęliśmy od Bożego przeciwnika i stało się ono diabelską warownią w naszym umyśle. Drugim krokiem jest zmiana myślenia, czyli nawrócenie się z takiego myślenia i odwrócenie się od działań tego ducha w naszym życiu. Czyli inaczej zastąpienie naszych przekonań – Bożymi przekonaniami. Boży autorytet jest w światłości. Autorytet diabła jest w ciemności lub jak kto woli – w braku światłości. Nie bez powodu apostoł Paweł napisał ku przestrodze w 2. Liście do Koryntian 11,14: „I nic dziwnego; wszak i szatan przybiera postać anioła światłości”. On tylko może imitować Bożą światłość. Dlatego głównym celem Bożego przeciwnika jest przeszkodzenie nam w dostrzeżeniu światła Bożego Słowa. Jeżeli zastępujemy nasze błędne myślenie przyjęte w wyniku wpływu demonicznego ducha ubóstwa – Bożymi przekonaniami, wynikającymi z Bożego Słowa, to wtedy następuje uwolnienie i wyjście spod diabelskiego autorytetu w tej dziedzinie.

Nie możemy oszukiwać się, że istnieje coś takiego, jak neutralny autorytet, czy światopogląd. Jesteśmy albo pod Bożym autorytetem, albo pod autorytetem Bożego przeciwnika. Nie ma ziemi neutralnej. Nawet ateiści muszą mieć ''wiarę w nieistnienie Boga''. Diabeł może panować tam, gdzie jest akceptacja kłamstwa ducha ubóstwa, czyli tam, gdzie nie ma poznania BOŻEJ PRAWDY. Jeżeli poznamy i zaakceptujemy osobiście objawioną prawdę wynikającą z Bożego Słowa, to w tym samym momencie wychodzimy na wolność. To jest to, o czym mówi Pan Jezus Chrystus w Ewangelii Jana 8,31-32: „Jeżeli wytrwacie w słowie moim, prawdziwie uczniami moimi będziecie i poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi”. Często wyrywamy tylko jeden werset z kontekstu tego fragmentu: „i poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi”. Jednak w poprzednim wersecie jest napisane – kiedy poznamy prawdę, która nas wyswobodzi. To ważne! Kiedy? Gdy wytrwamy w SŁOWIE, czyli gdy będziemy postępować w Duchu Chrystusowym w swoim życiu. Czytamy tam także o tym, że będziemy prawdziwie uczniami Chrystusa. Co to może oznaczać? To znaczy, że można być nieprawdziwie uczniem Chrystusa lub jak kto woli – nieprawdziwym uczniem. Kiedy tak jest? Wtedy, gdy jesteśmy tylko słuchaczami, ale nie wykonawcami SŁOWA skierowanego do naszego życia.

Przeczytaj uważnie to zdanie: "Większości ludzi trudność sprawiają te fragmenty Biblii, których nie potrafią zrozumieć, dla mnie natomiast najtrudniejsze są te słowa, które rozumiem". Ta myśl, to nie jest moje spostrzeżenie. Ja nie jestem taki mądry. To są słowa Marka Twain'a, amerykańskiego pisarza, autora np. powieści pt. "Przygody Tomka Sawyera". Jest w tej sentencji dużo mądrości, prawdopodobnie praktycznie nabytej w jego życiu. Najtrudniej jest być wykonawcą tego, co już zaakceptowaliśmy, ale jeszcze mamy problem, żeby to uczciwie zastosować w swoim życiu. O tym właśnie pisze apostoł w Liście Jakuba 1,22: „A bądźcie wykonawcami Słowa, a nie tylko słuchaczami, oszukującymi samych siebie”. W tym samym Liście Jakuba 4,17 czytamy też: „Kto więc umie dobrze czynić, a nie czyni, dopuszcza się grzechu”. Jeszcze dobitniej wypowiedział to Jezus w Ewangelii Łukasza 6,49: „Kto zaś słucha, a nie czyni, podobny jest do człowieka, który zbudował dom na ziemi bez fundamentu, i uderzyły weń wody, i wnet runął, a upadek domu owego był zupełny”. Te ostatnie trzy fragmenty, to też są praktyczne lekcje dla nas o ubóstwie w duchu w konfrontacji z duchem ubóstwa.

Podsumujmy tę część rozważania. Jest dobrze, a nawet bardzo dobrze, kiedy jesteśmy ubodzy w duchu, czyli żebrzący u Boga o Ducha. Jest źle, a nawet bardzo źle, kiedy jesteśmy pod wpływem, czy nawet autorytetem ducha ubóstwa. Bądźmy zawsze w dobrze rozumianym "ubóstwie w duchu", ale nie dajmy oszukać się duchowi ubóstwa. Na koniec tej części coś z objawienia z Facebooka.

1. "Zadowolony z czegoś lub kogoś", to nie jest to samo, co "zadowalający się czymś lub kimś".

2. Bogaty – to ktoś, kto jest zadowolony z tego co już ma.

3. Szczęśliwy – jest ten, kto jest zadowolony z tego, kim jest. [Moje dopowiedzenie: w Bogu]

W powyższym sensie moje życzenie dla ciebie, ale też i dla mnie.

BĄDŹ BOGATA I SZCZĘŚLIWA!
BĄDŹ BOGATY I SZCZĘŚLIWY!
BĄDŹCIE BOGACI I SZCZĘŚLIWI!

Są tacy, co powiedzą, że to nie jest możliwe lub skrajnie trudne do osiągnięcia. Niektórzy powiedzą nawet, że albo bogactwo, albo szczęście. W Bogu wszystko jest możliwe! Zwłaszcza dla wierzącego!
 

Dalszy ciąg w części 5.

Bogdan Podlecki


Poprzednia część                                 Następna część