wtorek, 6 czerwca 2017

Jedność w KPJCH cz. 3

Jedność w KPJCH cz. 3 

Uwaga wstępna – rozszyfrowanie skrótu KPJCH jest na początku 1. części artykułu. 

Drugie z serii pytań na temat jedności w lokalnym kościele: Na czym koncentrujemy się we wzajemnych relacjach?

Kierujmy naszą uwagę na to, co nas łączy, a nie na to, co nas dzieli. Aureliusz Augustyn z Hippony, znany bardziej jako św. Augustyn pozostawił po sobie bardzo praktyczną radę: "w sprawach zasadniczych – jedność, w sprawach drugorzędnych – wolność, a we wszystkim – miłość". O ile łatwiejsze byłoby nasze osobiste i wspólnotowe chrześcijaństwo, gdyby ta sentencja stała się rzeczywistą zasadą w indywidualnych, społecznych i ''między wspólnotowych'' relacjach chrześcijańskich. Apostoł Paweł pisze w Liście do Rzymian 14,19: „Dążmy więc do tego, co służy ku pokojowi i ku wzajemnemu zbudowaniu”. W jednym z dynamicznych tłumaczeń tego fragmentu czytamy: „Skoncentrujcie się na rzeczach, które prowadzą do zgody i wzajemnie troszczcie się o swój rozwój duchowy”. Jako wierzący i ''członkowie'' KPJCH w takim rozumieniu, jak to ująłem na początku tego rozważania mamy udział w tym samym zbawieniu i ten fakt powinien kierować naszą uwagę nie na różnice między nami, ale na Pana Jezusa Chrystusa, który jest gwarancją naszej jedności. 

Jednak Pan Bóg oczekuje od nas jedności, ale nie identyczności. W Liście do Rzymian [mój dopisek: warszawiaków, poznaniaków, czy mieszkańców każdej innej miejscowości] apostoł Paweł pisze w fragmencie 12,3-5: „Powiadam bowiem każdemu spośród was, mocą danej mi łaski, by nie rozumiał o sobie więcej, niż należy rozumieć, lecz by rozumiał z umiarem stosownie do wiary, jakiej Bóg każdemu udzielił. Jak bowiem w jednym ciele wiele mamy członków, a nie wszystkie członki tę samą czynność wykonują, tak my wszyscy jesteśmy jednym ciałem w Chrystusie, a z osobna jesteśmy członkami jedni drugich”. Bóg dał nam odmienne osobowości po to, byśmy nie tylko je tolerowali, ale cenili i czerpali z nich to, co najlepsze do budowania społeczności ze sobą na bazie Słowa Bożego. Jednak dla dobra tej jedności nigdy nie możemy pozwolić, by zdominowały nas mało istotne różnice. Powinniśmy skupić swoją uwagę na takich celach, które uznamy za najważniejsze dla lokalnej społeczności. Jednak przede wszystkim powinniśmy mieć te cele jasno wyznaczone i wyraźnie zakomunikowane. Do różnic i w konsekwencji nawet do podziałów w społecznościach dochodzi przeważnie wtedy, gdy skupiamy naszą uwagę na osobowościach lub metodach działania, a nie na wspólnych celach. To jest najstarsza strategia Bożego przeciwnika. Odwrócenie naszej uwagi od Chrystusa, który nas jednoczy powoduje to, że dajemy mu miejsce na to, by koncentrował naszą uwagę na rzeczach mniej ważnych. Jedność i pewnego rodzaju harmonia w życiu wspólnotowym może być w pełni dostrzegalna tylko wtedy, gdy skoncentrujemy się na osiąganiu celów zbieżnych z Bożymi celami. To właśnie podkreśla Paweł w 1. Liście do Koryntian 1,10: „A proszę was, bracia [mój dopisek: siostry], w imieniu Pana naszego, Jezusa Chrystusa, abyście wszyscy byli jednomyślni i aby nie było między wami rozłamów, lecz abyście byli zespoleni jednością myśli i jednością zdania”.

Dalszy ciąg w części 4.

Bogdan Podlecki

Poprzednia część                                 Następna część

Jedność w KPJCH cz. 2

Jedność w KPJCH cz. 2 

Uwaga wstępna – rozszyfrowanie skrótu KPJCH jest na początku 1. części artykułu.

Jedności dzieci Bożych nie osiąga się tylko przez poznanie PRAWD BOŻYCH, ani też przez tworzenie i przestrzeganie odpowiednich przepisów kościelnych. Apostoł Paweł pisze w Liście do Kolosan 2,8: „Baczcie, aby was kto nie sprowadził na manowce filozofią i czczym urojeniem, opartym na podaniach ludzkich i na żywiołach świata, a nie na Chrystusie”. Pan Bóg wyraźnie napomina, żeby jedności nie zastępować ustanawianiem wspólnych ''rytuałów wiary'', innymi słowy formowaniem własnego ustroju wspólnotowego. Naszym zadaniem jest chronić jedność ustanowioną przez Boga. W SWOIM SŁOWIE Bóg wielokrotnie powtarza, jak ważna jest dla NIEGO jedność w Kościele Pana Jezusa Chrystusa, za którą została zapłacona najwyższa cena. Boży Mesjasz, Jezus Chrystus upoważnił nas do zrobienia wszystkiego, by jedność zachować. Wyraźnie przypomina nam o tym Paweł w Liście do Efezjan 4,1-6: „Napominam was tedy ja, więzień w Panu, abyście postępowali, jak przystoi na powołanie wasze, z wszelką pokorą i łagodnością, z cierpliwością, znosząc jedni drugich w miłości, starając się zachować jedność Ducha w spójni pokoju: jedno ciało i jeden Duch, jak też powołani jesteście do jednej nadziei, która należy do waszego powołania; jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest; jeden Bóg i Ojciec wszystkich, który jest ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich”.

Przyjrzyjmy się praktycznym wskazówkom, które daje SŁOWO BOŻE w kwestii zachowania jedności w kościele lokalnym. Skupię się na pięciu wybranych zagadnieniach dotyczących wzajemnych relacji członków lokalnej wspólnoty. 
1. Jakie mamy wzajemne oczekiwania wobec siebie?
2. Na czym koncentrujemy się we wzajemnych relacjach?
3. Czy odróżniamy napominanie i wspieranie się od krytykanctwa i plotkowania?
4. Jakie są biblijne metody rozwiązywania konfliktów?
5. W jaki sposób wspieramy liderów i przywódców w lokalnej wspólnocie?
Są to jednocześnie pytania, na które indywidualnie powinniśmy sobie szczerze odpowiedzieć. 

Pierwsze pytanie z serii ''Jedność w KPJCH'': Jakie mamy wzajemne oczekiwania wobec siebie?

Bądźmy realistami w naszych wzajemnych oczekiwaniach wobec siebie. Nie ma społeczności idealnych, bo stanowią je przecież ludzie. Jednak dążenie do tego, co zaplanował Bóg dla społeczności jest podstawowym zadaniem każdego wierzącego. Apostoł Paweł pisze w Liście do Rzymian 12,3: „Powiadam bowiem każdemu spośród was, mocą danej mi łaski, by nie rozumiał o sobie więcej, niż należy rozumieć, lecz by rozumiał z umiarem stosownie do wiary, jakiej Bóg każdemu udzielił”. Zawsze powinniśmy mieć świadomość tego, że jeszcze sporo pracy przed nami, by osiągnąć ideał społeczności, jaki opisuje Biblia. Oczywiście, o ile w Biblii jest jakiś idealny wzorzec. Łatwo jest popaść w zniechęcenie widząc różnice między ''chrześcijaństwem z Dziejów Apostolskich'', a sytuacjami, których jesteśmy uczestnikami lub świadkami. Jednak tęsknota i dążenie do osiągnięcia pewnych wzorców biblijnych powinna być pozytywnym motorem do zmian. Każdego z nas powinna cechować aktywna miłość do społeczności lokalnej, mimo dostrzegalnych braków i niedoskonałości zarówno w nas, jak i w społeczności. Czytamy o tym w Liście do Efezjan 4,2-3: „Z wszelką pokorą i łagodnością, z cierpliwością, znosząc jedni drugich w miłości, starając się zachować jedność Ducha w spójni pokoju”. 

Jeżeli tęsknimy do ideału, ograniczając się tylko do krytykowania istniejącej sytuacji w społeczności lokalnej, to raczej jest to przejawem naszej niedojrzałości chrześcijańskiej. Także poprzestawanie na tym, co jest obecnie, bez dążenia do dobrych zmian, to raczej negatywny objaw samozadowolenia wśród wierzących. No chyba, że nasza lokalna społeczność już jest ideałem. Bądźmy raczej realistami. Oczekujmy i dążmy do tego, co lepsze, jednocześnie doceniając to, co mamy. Taka postawa jest bliższa dojrzałości chrześcijańskiej. Bądźmy w takim pozytywnym twórczym napięciu w pracy dla dobra społeczności lokalnej. Na pewno spotkamy się z sytuacją, gdy inni wierzący będą nam sprawiać przykrość swoją postawą. Lecz nie może to być pretekstem do zerwania społeczności, czy wyizolowania się z niej.

Można odczuwać rozczarowanie kościołem lokalnym z różnych powodów, np. zbytniego legalizmu, braku troski o słabszych w wierze, poczucia niedoceniania, czy nawet krzywdy. Powinniśmy jednak pamiętać, że Kościół Pana Jezusa Chrystusa budowany jest na bazie nawróconych grzeszników. Jesteśmy tylko ludźmi i nieraz nieświadomie ranimy innych, bo taka jest natura grzechu. Wyjściem z sytuacji jest pojednanie, a nie odizolowanie się lub nawet opuszczenie wspólnoty. Nie istnieje doskonały ''kościół'', do którego można by odejść. Każdy ma jakieś swoje słabości i problemy. Jest dobrze, jeśli dążymy do doskonałości przez uczniostwo i naśladowanie Pana Jezusa Chrystusa. Jednak jest źle, jeśli nasze poczucie doskonałości powoduje, że skupiamy się na wadach lokalnej społeczności. Jeżeli kościół lokalny ma być idealny dla zaspokojenia naszego poczucia doskonałości, to ta sama doskonałość wyklucza nas z członkostwa w tej wspólnocie, ponieważ my sami nie jesteśmy doskonali. Niemiecki pastor z czasów hitlerowskich Dietrich Bonhoeffer powiedział: ''Rozczarowanie wspólnotą, do której się należy jest zjawiskiem pozytywnym, ponieważ niszczy złudne oczekiwanie, że znajdzie się w niej doskonałość. Im szybciej pozbędziemy się iluzji, że nasz zbór musi być doskonały, by można się było z nim utożsamiać, tym szybciej przestaniemy udawać i przyznamy, że wszyscy jesteśmy niedoskonali i potrzebujemy łaski. Taki jest początek prawdziwej społeczności. Jeżeli codziennie nie dziękujemy Bogu za jedność zboru, w którym nas umieścił, mimo, że jest w nim dużo słabości, małej wiary oraz problemów, to utrudniamy Bogu wpływanie na rozwój prawdziwej społeczności''. Ciekawe i godne przemyślenia i zastosowania słowa dla każdego, kto jest świadomy swojego osobistego i społecznego chrześcijaństwa.

Dalszy ciąg w części 3.

Bogdan Podlecki

Poprzednia część                                 Następna część

niedziela, 4 czerwca 2017

Jedność w KPJCH cz. 1

Jedność w KPJCH cz. 1 

Ten intrygujący skrót w tytule artykułu, to nie jest nazwa jednej z wielu struktur kościelnych. Rozwinięcie tego skrótu, to Kościół Pana Jezusa Chrystusa, rozumiany jako ogół ludzi wierzących i wyznających Jezusa Chrystusa rzeczywistym Panem całego swojego życia. O jedności powinniśmy też mówić w znacznie szerszym wymiarze. Mam tu na myśli oczywiście biblijne rozumienie jedności, czyli JEDNOŚĆ w CHRYSTUSIE, a nie poza Chrystusem. Mam na myśli dobrze, czyli biblijnie rozumiany ''ekumenizm''. To słowo pochodzi od greckiego terminu ''oikumene'', czyli ''cała zamieszkana ziemia''. W duchowym znaczeniu, to ''cała Boża ziemia''. Pan Bóg od początku mówił w 2. Księdze Mojżeszowej 19,5: „A teraz, jeżeli pilnie słuchać będziecie głosu mojego i przestrzegać mojego przymierza, będziecie szczególną moją własnością pośród wszystkich ludów, bo moja jest cała ziemia”. Na temat jedności w kościele rozumianym jak powyżej, ale także w kościele jako społeczności lokalnej, regionalnej, krajowej, czy nawet światowej możemy mówić w dwóch wymiarach.
1. W wymiarze zewnętrznym, jako jedność, która powstała z wierzących Żydów i pogan. Czytamy o tym w 1. Liście do Koryntian 12,12-13: „Albowiem jak ciało jest jedno, a członków ma wiele, ale wszystkie członki ciała, chociaż ich jest wiele, tworzą jedno ciało, tak i Chrystus; bo też w jednym Duchu wszyscy zostaliśmy ochrzczeni w jedno ciało - czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni, i wszyscy zostaliśmy napojeni jednym Duchem”.
2. W wymiarze wewnętrznym, jako zwycięstwo nowej natury człowieka nad starą i stworzenie nowego człowieka dla Królestwa Bożego dzięki doskonałej ofierze Pana Jezusa Chrystusa. Pisze o tym apostoł Paweł w Liście do Efezjan 2,13-16: „Ale teraz wy, którzy niegdyś byliście dalecy, staliście się w Chrystusie Jezusie bliscy przez krew Chrystusową. Albowiem On jest pokojem naszym, On sprawił, że z dwojga jedność powstała, i zburzył w ciele swoim stojącą pośrodku przegrodę z muru nieprzyjaźni, On zniósł zakon przykazań i przepisów, aby czyniąc pokój, stworzyć w sobie samym z dwóch jednego nowego człowieka i pojednać obydwóch z Bogiem w jednym ciele przez krzyż, zniweczywszy na nim nieprzyjaźń”.

Pierwszy człowiek – Adam, jako reprezentant ludzkości uległ pokusie niezależności od Boga. Dobrowolne wyjście człowieka spod Bożego autorytetu zostało naprawione według Bożego planu zbawienia przez dobrowolną ofiarę OSTATNIEGO ADAMA, czyli Pana Jezusa Chrystusa. Wyraźnie czytamy o tym w 1. Liście do Koryntian 15,45: „Tak też napisano: Pierwszy człowiek Adam stał się istotą żywą, ostatni Adam stał się duchem ożywiającym”. Karą za świadomy wybór niezależności od Boga była i dalej jest śmierć duchowa. Jednak przez wiarę w Pana Jezusa Chrystusa każdy człowiek może wrócić do społeczności z Panem Bogiem. Także i dzisiaj, to nie grzech jest głównym problemem człowieka. Grzech został pokonany na Krzyżu Golgoty w BOŻYM WIECZNYM TERAZ. Problemem w dalszym ciągu jest nasza wolna wola, która może prowadzić do niezależności, czyli wyjścia spod Bożego autorytetu. Żyjemy w ciele, więc uleganie starej naturze powoduje to, że mamy tendencję do samowoli. Jesteśmy różni, także w zakresie podporządkowania naszego życia pod Bożą zależność. Dlatego chwała Bogu za jedność w różnorodności w Kościele Pana Jezusa Chrystusa.

To, na czym chciałbym się skupić w tym tekście, to zachowanie jedności w Kościele Pana Jezusa Chrystusa. W filmie pt. ''Walka o ogień'', w reżyserii Jeana - Jacques'a Annauda, który powstał w 1981 roku można było zauważyć, że tytułowa walka toczyła się na dwóch poziomach: posiadania i podtrzymania, czyli ochrony ognia. Pan Bóg ustanowił JEDNOŚĆ i powołał nas do jedności z SOBĄ w Chrystusie. Czytamy o tym w Liście do Galacjan 3,28: „Nie masz Żyda ani Greka, nie masz niewolnika ani wolnego, nie masz mężczyzny ani kobiety; albowiem wy wszyscy jedno jesteście w Jezusie Chrystusie”. Kiedyś na transparentach można było znaleźć komunistyczne hasło: ''Jedność to nasz zbiorowy obowiązek''. Dzisiaj chrześcijańska parafraza tego hasła powinna brzmieć: ''Jedność to nasz zborowy obowiązek''. Naszym zadaniem jest tę jedność chronić i pielęgnować. Biblia jednoznacznie przedstawia to, że jedność jest Bożą odpowiedzią na modlitwę wstawienniczą Pana Jezusa Chrystusa zapisaną w Ewangelii Jana 17,20-23: „A nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy przez ich słowo uwierzą we mnie. Aby wszyscy byli jedno, jak Ty, Ojcze, we mnie, a Ja w tobie, aby i oni w nas jedno byli, aby świat uwierzył, że Ty mnie posłałeś. A Ja dałem im chwałę, którą mi dałeś, aby byli jedno, jak my jedno jesteśmy. Ja w nich, a Ty we mnie, aby byli doskonali w jedności, żeby świat poznał, że Ty mnie posłałeś i że ich umiłowałeś, jak i mnie umiłowałeś”. 

Pan Bóg odpowiada na modlitwę, która jest zgodna z JEGO wolą. W szczególności zawsze wysłuchuje modlitw wstawienniczych Pana Jezusa Chrystusa, który JEST z NIM w pełnej jedności. Potwierdza to Biblia w Ewangelii Jana 10,30: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy”. Potwierdzają to także słowa Chrystusa w 42. wersecie 11. rozdziału Ewangelii Jana: „A Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz, ale powiedziałem to ze względu na lud stojący wkoło, aby uwierzyli, żeś Ty mnie posłał”. O jedności Bożego ludu prorokowali nawet religijni przywódcy, którzy nie rozpoznali Bożego Mesjasza. Wzmiankę o tym znajdujemy w także w Ewangelii Jana 11,51-52: „A tego nie mówił sam z siebie, ale jako arcykapłan w owym roku prorokował, że Jezus miał umrzeć za naród. A nie tylko za naród, lecz też aby zebrać w jedno rozproszone dzieci Boże”.


Dalszy ciąg w części 2.

Bogdan Podlecki

sobota, 3 czerwca 2017

Wrażliwość Samarytanina cz. 5

Wrażliwość Samarytanina cz. 5

Po usłyszeniu ''Przypowieści o miłosiernym Samarytaninie'' skoncentrowany na sobie uczony musiał odpowiedzieć na pytanie Chrystusa, które mamy w Ewangelii Łukasza 10,36: „Który z tych trzech, zdaniem twoim, był bliźnim temu, który wpadł w ręce zbójców?”. Istotne jest to, że nie odpowiedział krótko – Samarytanin, lecz dokonał pozytywnej oceny jego postawy. Odpowiedział słowami, które potwierdzały zmianę jego myślenia. Jego odpowiedź znajdujemy w 37. wersecie: Ten, który się ulitował nad nim”. Samarytanin nie był już dla niego pogardzanym odstępcą, lecz "tym, który się ulitował". Myślę, że uczony dostrzegł, iż tożsamość Samarytanina uległa zmianie i w wyniku tego wydarzenia stał się duchowym "dawcą". Stał się wykonawcą BOŻEGO PRAWA. Kapłan i Lewita nie zmienili swojej tożsamości, pozostali w postawie "duchowe JA". Pozostali znawcami, ale nie wykonawcami BOŻEGO PRAWA.

Każde pytanie i każda odpowiedź Pana Jezusa miały podtekst duchowy, zmuszający pytającego lub odpowiadającego do refleksji. Uczony chciał uzyskać odpowiedź na bardzo konkretne pytanie: "Nauczycielu, co mam czynić, aby dostąpić żywota wiecznego?''. Otrzymał nie tylko jednoznaczną odpowiedź, ale także dzięki temu, że samodzielnie wyciągnął wnioski, to zyskał motywację do jej zastosowania w swoim życiu. Odpowiedź Chrystusa znajdujemy w dalszej części 37. wersetu: Rzekł mu Jezus: Idź, i ty czyń podobnie”. Pan Jezus nakierował naszą uwagę na to, że uczynki są ważne, lecz są tylko konsekwencją tego, co Bóg włożył w serce każdego człowieka. Czytamy o tym także w Księdze Kaznodziei Salomona 3,9-11: „Jaki pożytek ma pracujący z tego, że się trudzi? Widziałem żmudne zadania, które Bóg zadał ludziom, aby się nimi trudzili. Wszystko pięknie uczynił w swoim czasie, nawet wieczność włożył w ich serca; a jednak człowiek nie może pojąć dzieła, którego dokonał Bóg od początku do końca”. Opowiedziana przez Jezusa ''Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie'' powinna zwrócić naszą uwagę na to, że szatan wykrada z serca człowieka to, co najcenniejsze, pozostawiając go obrabowanym duchowo. Zadaniem każdego wierzącego jest przyjść takiemu człowiekowi z pomocą. Głoszenie dobrej nowiny o ratunku, to bardzo ważny element służby chrześcijańskiej, lecz ponoszenie kosztów i zapewnienie opieki uratowanemu musi być jej dopełnieniem.

Byłem w Izraelu i widziałem z bliska odcinek tej wąskiej górskiej drogi, która wiedzie z Jerozolimy do Jerycha. Nie sposób nie zauważyć na niej, czy w jej pobliżu leżącego człowieka. Ciekawą rzeczą jest to, że wybudowano tam klasztor ''obrządku ormiańskiego'', który przegradza tę drogę. Żyją tam ludzie, którzy uważają się za Boże sługi. Być może jest to pewien symbol tego, że życie w izolacji nie spowoduje już wśród literalnych "następców kapłanów i Lewitów" zachowania opisanego w Ewangelii Łukasza 10,31-32: „Przypadkiem szedł tą drogą jakiś kapłan i zobaczywszy go, przeszedł mimo. Podobnie i Lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, przeszedł mimo”. Chwała Bogu za to, że powołał także duchowych następców kapłanów i jak czytamy w 2. Liście do Koryntian 3,6: „uzdolnił nas, abyśmy byli sługami nowego przymierza, nie litery, lecz ducha, bo litera zabija, duch zaś ożywia”. Ważną lekcją dla nas może być także to, że będziemy rozliczeni przed Bogiem z tego, co zrobiliśmy dla bliźniego, ale także z tego, czego dla niego nie zrobiliśmy. W Liście Jakuba 4,17 czytamy: „Kto więc umie dobrze czynić, a nie czyni, dopuszcza się grzechu”. Jeszcze wyraźniej wypowiedział tę zasadę Pan Jezus Chrystus w Ewangelii Łukasza 6,49: „Kto zaś słucha, a nie czyni, podobny jest do człowieka, który zbudował dom na ziemi bez fundamentu, i uderzyły weń wody, i wnet runął, a upadek domu owego był zupełny”. Nie chciałbym zakończyć tego rozważania takim zasmucającym akcentem, chociaż jest on jednocześnie zachęcający do dobrych zmian w naszym osobistym, czy społecznym chrześcijaństwie. Dlatego już bez żadnego komentarza zostawiam ciebie, drogi czytelniku z fragmentem z Listu Jakuba 2,13: „Nad tym, który nie okazał miłosierdzia, odbywa się sąd bez miłosierdzia, miłosierdzie góruje nad sądem”.

Bogdan Podlecki

piątek, 2 czerwca 2017

Wrażliwość Samarytanina cz. 4

Wrażliwość Samarytanina cz. 4

Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie mówi o sferze duchowej widocznej w postawach ludzkich. Człowiek może sprawiać wrażenie mocno stąpającego po ziemi, czyli pewnego siebie, lecz jego dusza woła o pomoc. W oczach leżącego, poranionego oraz obrabowanego duchowo, fizycznie i materialnie człowieka jest wołanie o pomoc, o uwolnienie i ożywienie jego ducha. Biblia w wielu miejscach mówi o "oczach serca" i "oczach duszy". W tej przypowieści mamy do czynienia z trzema duchowymi postawami wobec potrzebującego pomocy człowieka.

1. Postawa "zbójcy". Taki człowiek swoją postawą i uczynkami okrada innych, co nawet może doprowadzić do śmierci duchowej. Pan Jezus Chrystus powiedział w Ewangelii Jana 10,10: „Złodziej przychodzi tylko po to, by kraść, zarzynać i wytracać. Ja przyszedłem, aby miały życie i obfitowały”. Bóg włożył w serce człowieka wieczność, natomiast diabeł chce go z tego okraść i duchowo zabić. To może być duchowa postawa człowieka, którego diabeł używa, żeby zająć nasz umysł i odwieść od Bożej woli dla naszego życia. Jednak to może być także postawa człowieka, który ciągle ''leży'' i potrzebuje duchowej pomocy, ale nie leży w jego zamiarze poddać się Bogu. Okrada nas z czasu, który możemy lepiej spożytkować dla Bożego Królestwa.

2. Kapłan i Lewita reprezentują postawę – "duchowe JA". Jest to postawa religijności, która nie pozbawia duchowego wzroku. Oni zobaczyli leżącego i poszli dalej. Jest to postawa – "moje zbawienie". To może być także postawa – "od nabożeństwa do nabożeństwa", a po ich zakończeniu przechodzimy obok problemów duchowych innych ludzi, koncentrując się na własnych. W Biblii co prawda czytamy o tym, żeby każdy dbał o swoje zbawienie. Jednak dokładnie to apostoł Paweł napisał w Liście do Filipian 2,12-13: „Przeto, umiłowani moi, jak zawsze, nie tylko w mojej obecności, ale jeszcze bardziej teraz pod moją nieobecność byliście posłuszni; z bojaźnią i ze drżeniem zbawienie swoje sprawujcie. Albowiem Bóg to według upodobania sprawia w was i chcenie i wykonanie”. To sprawia w nas Bóg, kiedy MU jesteśmy posłuszni we wszystkim. Biblia także mówi o tym, że jesteśmy "królewskim kapłaństwem". Współuczestnicząc w takim kapłaństwie BOGA ŻYWEGO, jako wierzący i usługujący innym w każdej sytuacji nie możemy mieć postawy "co moje, to moje".

3. Samarytanin reprezentuje duchową postawę – "dawcy". To postawa dzielenia się BOŻĄ MIŁOŚCIĄ w praktyczny i bezwarunkowy sposób. Dwa denary, które wydał Samarytanin na zleconą opiekę nad poszkodowanym, to w tamtych czasach suma przewyższająca koszty utrzymania człowieka przez dwa dni. Denara płacono wtedy za "dniówkę" wykwalifikowanego robotnika. Samarytanin poświęcił swój czas i poniósł koszty pomocy. Tak, jak Pan Bóg podzielił się z człowiekiem dając mu zbawienie w Chrystusie do życia wiecznego.

Z takich duchowych postaw będziemy rozliczeni przed Panem Bogiem. Rozwój dojrzałości chrześcijańskiej zależy od naszej postawy duchowej. Diabeł zawsze dąży do tego byśmy przyjmowali postawę inną niż "dawca". Diabłu zależy na naszej śmierci duchowej. Będzie nas usiłował zniszczyć, czy zubożyć duchowo przez oddziaływanie na nas ludzi z postawą "zbójcy". Będzie także prowokował sytuacje, żebyśmy zamknęli się w postawie "duchowe JA". Obie postawy powodują zamknięcie się i koncentrację na sobie. Jednak przede wszystkim Bóg oczekuje od nas zmiany myślenia.

Kiedy uczony zapytał o to, kto jest jego bliźnim, to zapewne chciał określić zakres swoich prawnych zobowiązań. Chciał wiedzieć, co powinien zrobić, a czego robić nie musi. Jednocześnie samo pytanie stawiało go w centrum. W pytaniu zawarte jest założenie, że mamy już bliźnich i powinniśmy jedynie określić, kim oni są dla nas. Tymczasem odpowiedź Jezusa, której udziela poprzez opis postępowania Samarytanina, wprowadza go w nowy obszar – bliźnimi stali się Samarytanin, który działał w oparciu o miłosierdzie oraz człowiek potrzebujący pomocy. W tekście kluczowego dla tego rozważania fragmentu czytamy, że Samarytanin "ulitował się nad potrzebującym" i udzielił mu pierwszej pomocy, czyli opatrzył rany, zdezynfekował je oliwą i winem. Opiekował się nim i poniósł koszty opieki. Taka odpowiedź postawiła w centrum człowieka potrzebującego pomocy. Prawdziwe współczucie zmienia, a nieraz niweczy nasze plany i prowadzi nas w nieoczekiwane miejsca naszego chrześcijaństwa. Jeśli zdobędziemy się na odwagę dostrzeżenia potrzeby udzielenia pomocy, to nieraz możemy nie przewidzieć, jakie wynikną dla nas z tego konsekwencje. To są także koszty naszego osobistego i społecznego chrześcijaństwa.

Dalszy ciąg w części 5.

Bogdan Podlecki

Poprzednia część                                 Następna część

Wrażliwość Samarytanina cz. 3

Wrażliwość Samarytanina cz. 3

Każdego Izraelitę, w tym także kapłana i Lewitę obowiązywało prawo oczyszczenia zapisane w 4. Księdze Mojżeszowej 19,11-13: „Kto dotknie jakiegokolwiek zmarłego człowieka, będzie nieczysty przez siedem dni. Powinien on oczyścić się wodą oczyszczenia trzeciego dnia i siódmego dnia i wtedy będzie czysty. A jeżeli się nie oczyści trzeciego i siódmego dnia, nie będzie czysty. Każdy, kto dotknie umarłego, to jest człowieka, który umarł, a nie oczyści się, ten skala przybytek Pana. Taki człowiek będzie wytracony z Izraela. Ponieważ nie został skropiony wodą oczyszczenia, jest nieczysty i jego nieczystość pozostaje na stałe na nim”. Pan Bóg zawsze wymagał uświęcenia, ale też dawał możliwość oczyszczenia się. W "Nowym Przymierzu" też obowiązuje swoista zasada oczyszczenia zapisana w 1. Liście Jana 1,9: „Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości”.

Literalne i wybiórcze przestrzeganie zasad prawa może stać się usprawiedliwieniem dla każdego ludzkiego postępowania. Kapłan i Lewita chcieli uniknąć zanieczyszczenia uznając leżącego człowieka za nieżyjącego bez sprawdzenia tego faktu. Nie chcę, żeby brzmiało to jako ocena ich zachowania w stosunku do potrzebującego pomocy człowieka. Bóg wydzielił z Izraela Lewitów, a z nich kapłaństwo. Ustanowił dla nich szczególne przepisy świętości. Jednak nie przepisy miały być celem, lecz ich przestrzeganie w bezpośredniej służbie w Bożej obecności. Oni mieli możliwość oczyszczenia się, nawet gdyby okazało się, że dotknęli zwłok. Odległość pomiędzy Jerozolimą i Jerychem, to ok. 30 kilometrów i można było ją pokonać w ciągu jednego dnia nawet pieszo. W takim razie możliwe było dotrzymanie wszystkich wskazanych przez ''prawo'' terminów oczyszczenia.

Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie jest odpowiedzią na pytanie: kto jest moim bliźnim? Szczera odpowiedź na to pytanie jest jednoznaczna – każdy, kto potrzebuje pomocy. Historia opowiada o podróży z Jerozolimy do Jerycha. Ciekawą rzeczą jest to, że greckie słowo użyte w odniesieniu do podróży jest tym samym słowem, którego używa się w Nowym Testamencie w odniesieniu do osobistego chrześcijaństwa, jako drogi. Przypowieść jest więc opowiadaniem o drodze, która przemienia nasze pojmowanie Boga i człowieka. Użyte przez Jezusa określenia w stosunku do występujących w przypowieści postaci, czyli "pewien" lub "jakiś" sugerują, że nie należy przywiązywać zbytniej wagi do ich aktualnej roli w tym opowiadaniu. Każdy z nas może być tym, który potrzebuje pomocy. Tym, który tej pomocy udzieli lub tym, który nie udzieli pomocy potrzebującemu. Ta przypowieść dotyczy duchowych postaw ludzi. Samarytanin jest przykładem duchowej postawy człowieka, dla którego "prawo" nie stało się barierą w udzieleniu pomocy innemu człowiekowi. W przeciwieństwie do duchowej postawy kapłana i Lewity, którzy zaistniałą sytuację postrzegali tylko jako powód do zanieczyszczenia. Ktoś, gdzieś, kiedyś sparafrazował znany fragment z Listu Jakuba 1,27: "prawdziwą pobożnością jest przyjść z pomocą, a nie pozostawać niesplamionym zasłaniając się niemocą". 

Raczej nie doszukiwałbym się alegorycznych interpretacji postaci z tej przypowieści. Także nie utożsamiałbym postaci z konkretnymi osobami. W tym szczególnie postaci Samarytanina z osobą Pana Jezusa. Chrystus zawsze kończył SWOJE dzieła na Bożą chwałę. Gdy do zmarłych mówił wstań, to od razu powstawali do życia. Gdy uzdrawiał chorych, to od razu wstawali i szli za NIM, np. teściowa Szymona po uzdrowieniu od razu usługiwała MU. W historii opisanej w Ewangelii Łukasza 17,12-19 Chrystus uzdrowił dziesięciu trędowatych. Nawet wtedy JEGO dzieło było skończone. Przyjęcie uzdrowienia i oddanie Bogu chwały zależało już tylko od ich wiary, a nie od tego, że coś było niedokończone w ich uzdrowieniu. Na marginesie, wykorzystał swoją szansę i oddał chwałę Bogu tylko jeden z dziesięciu i był to Samarytanin. Może jednak ta dziesięcina, czyli 10% jest jakąś ilustracją statystyki w Królestwie Bożym? Może ta biblijna ''wąska" i "szeroka" droga, czy brama pozostają w "duchowej proporcji" 1 : 9?

Jeśli już doszukujemy się postaci Pana Jezusa Chrystusa w tej przypowieści, to widziałbym ją w leżącym człowieku. Tym bardziej, że ON sam powiedział w Ewangelii Mateusza 25,31-46: „A gdy przyjdzie Syn Człowieczy w chwale swojej (…), wtedy zasiądzie na tronie swej chwały. I będą zgromadzone przed nim wszystkie narody, i odłączy jedne od drugich, jak pasterz odłącza owce od kozłów. I ustawi owce po swojej prawicy, a kozły po lewicy. Wtedy powie król tym po swojej prawicy: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mego, odziedziczcie Królestwo, przygotowane dla was od założenia świata. Albowiem łaknąłem, a daliście mi jeść, pragnąłem, a daliście mi pić, byłem przychodniem, a przyjęliście mnie, byłem nagi, a przyodzialiście mnie, byłem chory, a odwiedzaliście mnie, byłem w więzieniu, a przychodziliście do mnie. (…) A król, odpowiadając, powie im: Zaprawdę powiadam wam, cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych moich braci, mnie uczyniliście. (…) Wtedy powie i tym po lewicy: Idźcie precz ode mnie, przeklęci, w ogień wieczny, zgotowany diabłu i jego aniołom. Albowiem łaknąłem, a nie daliście mi jeść, pragnąłem, a nie daliście mi pić. Byłem przychodniem, a nie przyjęliście mnie, nagim, a nie przyodzialiście mnie, chorym i w więzieniu i nie odwiedziliście mnie. (…) Wtedy im odpowie tymi słowy: Zaprawdę powiadam wam, czegokolwiek nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, i mnie nie uczyniliście. I odejdą ci na kaźń wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego”. Jeżeli zestawimy te ważne słowa Pana Jezusa z ''Przypowieścią o miłosiernym Samarytaninie'', to widzimy wyraźnie, że jej pierwotnym znaczeniem jest po prostu okazywanie miłosierdzia wobec potrzebującego pomocy człowieka i jest to ''śmiertelnie ważna'' duchowa zasada.

Dalszy ciąg w części 4.

Bogdan Podlecki

Poprzednia część                                 Następna część

czwartek, 1 czerwca 2017

Wrażliwość Samarytanina cz. 2

Wrażliwość Samarytanina cz. 2

Lekcją pokory dla nas jest ''Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie'', którą znajdujemy w Ewangelii Łukasza 10,25-37. W tym fragmencie Łukasz relacjonuje pewną sytuację, w której cytuje słowa Pana Jezusa i pewnego uczonego w zakonie. Chrystus zareagował tą przypowieścią w odpowiedzi na prowokacyjne pytanie uczonego. To pytanie mamy w 25. wersecie tego fragmentu: „A oto pewien uczony w zakonie wystąpił i wystawiając go na próbę, rzekł: Nauczycielu, co mam czynić, aby dostąpić żywota wiecznego?”. Pan Jezus zmotywował go do samodzielnego poszukiwania odpowiedzi stawiając mu pytanie, które jest w następnym 26. wersecie: „Co napisano w zakonie? Jak czytasz?”. Uczony odpowiedział na swoje pytanie znanymi mu dwoma fragmentami Tory. Pierwszy z 5. Księgi Mojżeszowej 6,5: „Będziesz tedy miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej siły swojej”. Drugi fragment jest z 3. Księgi Mojżeszowej 19,18: „będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. Jam jest Pan!”. On doskonale znał te słowa i wiedział, że były one Bożym nakazem i jednocześnie streszczeniem DEKALOGU. Pan Jezus potwierdził jego znajomość litery prawa. Czytamy o tym w Ewangelii Łukasza 10,28: „Rzekł mu więc: Dobrze odpowiedziałeś”. Wskazał jednak wyraźnie na dające życie wykonywanie BOŻEGO SŁOWA w dalszej części tego wersetu: „czyń to, a będziesz żył”. W Bożym zamyśle była znajomość i wykonywanie PRAWA. Wyraźnie czytamy o tym w 5. Księdze Mojżeszowej 6,6: „Niechaj słowa te, które Ja ci dziś nakazuję, będą w twoim sercu”.

Pan Jezus kierował uwagę tego uczonego na praktyczną wartość PRAWA MIŁOŚCI, które bez uczynków miłosierdzia staje się martwe. Warto zwrócić uwagę na to, że Chrystus odniósł się od razu do Pisma, pytając: "jak czytasz?", a nie do tradycji żydowskiej, czy też innych źródeł wiedzy. Jakie może być zastosowanie dla nas? Szukając odpowiedzi na pytania dotyczące naszego życia, nawet te najtrudniejsze, zawsze najpierw sięgajmy do żywego SŁOWA BOŻEGO zawartego w Biblii, a nie do jakiś utartych tradycji kościelnych. Próbą usprawiedliwienia się uczonego było kolejne prowokacyjne pytanie, które znajdujemy w Ewangelii Łukasza 10,29: „A kto jest bliźnim moim?”. Odpowiedź na poprzednie pytanie była dla niego zbyt prosta. Jako uczony w żądał prawnej odpowiedzi. Dosłowne znaczenie wyrazu "bliźni" oznacza kogoś, kto jest blisko. Interpretacja prawna sugeruje, że im jesteśmy "bliżej" człowieka, tym więcej mamy wobec niego zobowiązań. Skoro tak, to niektórzy ludzie mogą być od nas tak bardzo "oddaleni", że przestajemy już ich postrzegać jako naszych bliźnich.

Zamieszanie spowodowane koncentrowaniem się na literze PRAWA powodowało rażące odstępstwa od Bożej intencji nawet w zakresie więzi rodzinnych. Wyraźnie mówił o tym Pan Jezus Chrystus w Ewangelii Mateusza 15,4-6: „Wszak Bóg powiedział: Czcij ojca i matkę, oraz: Kto złorzeczy ojcu lub matce, niech poniesie śmierć. A wy powiadacie: Ktokolwiek by rzekł ojcu lub matce: To, co się ode mnie jako pomoc należy, jest darem na ofiarę, nie musi czcić ani ojca swego, ani matki swojej; tak to unieważniliście słowo Boże przez naukę swoją”. Takie prawne rozumowanie skutkowało jednak przede wszystkim relacjami Żydów w stosunku do ludzi z innych narodów, np. Samarytan. Nie pozostawiającą niedomówień odpowiedzią Pana Jezusa na "praktykę ludzką" była ''Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie''. Dała nowe światło na pojęcie "bliskości" i "bliźniego" bez względu na ich ludzkie pojmowanie, np. jako miarę ''blisko – daleko'' w relacjach rodzinnych, czy społecznych.

Kapłani i Lewici byli sprawującymi służbę świątynną w Jerozolimie. Nie wszyscy z nich mieszkali w Jerozolimie. Np. kapłan Zachariasz mieszkał w innym mieście w górach Judy. Informację o tym znajdujemy w Ewangelii Łukasza 1,39. Źródła historyczne podają, że wielu kapłanów mieszkało w Jerychu. To może być ważnym kontekstem, ponieważ według "zakonu" służba kapłańska była skoncentrowana na kulcie świątynnym. Czytamy o tym w 4. Księdze Mojżeszowej 18,5-7: „Wy będziecie wykonywali służbę w świątyni i służbę przy ołtarzu, aby nie było już gniewu na synów izraelskich. A oto Ja wybrałem spośród synów izraelskich waszych braci Lewitów. Oni są wam oddani jako dar dla Pana, aby pełnili służbę przy Namiocie Zgromadzenia. Ty zaś ze swoimi synami będziecie pilnowali waszego kapłaństwa w każdej sprawie dotyczącej ołtarza i tego, co jest poza zasłoną. Przy tym będziecie usługiwali. Służbę waszego kapłaństwa daję wam jako wolny dar. Obcy zaś, który się zbliży, poniesie śmierć”. Pan Jezus opowiada, że kapłan i Lewita byli w drodze z Jerozolimy do Jerycha, więc nie byli bezpośrednio w służbie świątynnej. Nie twierdzę, że kapłanem było się tylko w świątyni, ale Biblia mówi, że przepisy dotyczące kapłaństwa obowiązywały w służbie świątynnej. Powszechne kapłaństwo "Nowego Przymierza" także dotyczy służby w świątyni BOGA ŻYWEGO, jednak zupełnie inaczej rozumianej. Pisze o tym apostoł Chrystusa w 1. Liście Piotra 2,5: „I wy sami jako kamienie żywe budujcie się w dom duchowy, w kapłaństwo święte, aby składać duchowe ofiary przyjemne Bogu przez Jezusa Chrystusa”. Czytamy o tym także w 1. Liście do Koryntian 6,19: „Albo czy nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który jest w was i którego macie od Boga, i że nie należycie też do siebie samych?”.

Kapłan i Lewita przeszli obok leżącego i prawdopodobnie nie dającego oznak życia człowieka. Przepisy zakonu zakazywały zanieczyszczania się przy zwłokach. Potwierdza to zapis w 3. Księdze Mojżeszowej 21,1-2: „I rzekł Pan do Mojżesza: Przemów do kapłanów, synów Aarona, i powiedz im: Niechaj się nikt z nich nie zanieczyści z powodu zmarłego z jego ludu, a tylko z powodu swojego najbliższego krewnego”. ''Kapłani w urzędzie'', czyli arcykapłani, jako przełożeni pełniący bezpośrednio służbę świątynną mieli jeszcze bardziej zaostrzone prawo. Czytamy o tym w 10. - 12. wierszu tego samego rozdziału: „A kapłan w gronie swoich braci najwyższy godnością, na którego głowę została wylana oliwa namaszczenia i którego ręce zostały upoważnione przez włożenie na niego świętych szat, nie będzie rozwichrzał włosów głowy swojej ani swoich szat rozdzierał. Nie przystąpi do zwłok żadnego zmarłego (…) Nie wyjdzie ze świątyni, by nie zbezcześcić świątyni swego Boga, gdyż jest poświęcony oliwą namaszczenia swego Boga”. Jednak nie czytamy w tej przypowieści o tym, że kapłan i Lewita sprawdzili czy leżący człowiek żyje.


Dalszy ciąg w części 3.

Bogdan Podlecki

Poprzednia część                                 Następna część