środa, 7 marca 2018

Poddanie Bogu cz. 4

Poddanie Bogu cz. 4

Ważną zasadą pełnego poddania się Panu Bogu jest unikanie bliskich relacji z ludźmi, którzy mają negatywny wpływ na nasze życie. ''Toksyczne'' relacje mogą mieć destrukcyjne oddziaływanie na nasze życie duchowe. Jednoznacznie przestrzega nas przed tym apostoł Paweł w 2. Liście do Koryntian 6,14: „Nie chodźcie w obcym jarzmie z niewiernymi; bo co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością albo jakaż społeczność między światłością a ciemnością?”. Duchowa ciemność sprzyja rozwijaniu się negatywnych rzeczy w naszym życiu, w odróżnieniu od życia w pełnej Bożej zależności. W 1. Liście Jana 1,7 czytamy: „Jeśli zaś chodzimy w światłości, jak On sam jest w światłości, społeczność mamy z sobą, i krew Jezusa Chrystusa, Syna Jego, oczyszcza nas od wszelkiego grzechu”. Możemy mówić innym, że nie mamy upodobania w systemie tego świata. Możemy nawet wmówić sobie, że nie miłujemy świata. Jednak jeżeli wracamy do naszej niezależności w dziedzinach, które już zdecydowaliśmy poddać Panu Bogu, to także do nas skierowane są słowa w Liście Jakuba 1,6-8: „Ale niech prosi z wiarą, bez powątpiewania; kto bowiem wątpi, podobny jest do fali morskiej, przez wiatr tu i tam miotanej. Przeto niechaj nie mniema taki człowiek, że coś od Pana otrzyma, człowiek o rozdwojonej duszy, chwiejny w całym swoim postępowaniu”.

Wolą Bożą dla każdego człowieka jest poddanie każdego aspektu jego życia pod pełną Bożą zależność. Także Boży dar dla nas, czyli JEGO MIŁOŚĆ musi być wyłączona z naszej dowolności dysponowania nią. Perspektywy Bożej i ludzkiej miłości nie powinny, ale mogą mieć dwa różne punkty odniesienia w naszym osobistym, czy społecznym chrześcijaństwie. Czytamy o tym w 1. Liście Jana 2,15-17: „Nie miłujcie świata ani tych rzeczy, które są na świecie. Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. Bo wszystko, co jest na świecie, pożądliwość ciała i pożądliwość oczu, i pycha życia, nie jest z Ojca, ale ze świata. I świat przemija wraz z pożądliwością swoją; ale kto pełni wolę Bożą, trwa na wieki”. Bożym celem jest wypełnienie nas JEGO ŻYCIEM i JEGO MIŁOŚCIĄ. Pan Bóg bardzo poważnie traktuje problem lokowania naszych uczuć. W 5. Księdze Mojżeszowej 4,24 czytamy: „Gdyż Pan, twój Bóg, jest ogniem trawiącym. On jest Bogiem zazdrosnym”. Utrzymywanie relacji z ludźmi, którzy mogą nas odwieść od Bożej woli dla naszego życia może być przeszkodą w naszej duchowej relacji z Chrystusem. Pisze o tym apostoł w Liście Jakuba 4,3-4: „Prosicie, a nie otrzymujecie, dlatego że źle prosicie, zamyślając to zużyć na zaspokojenie swoich namiętności. Wiarołomni, czy nie wiecie, że przyjaźń ze światem, to wrogość wobec Boga? Jeśli więc kto chce być przyjacielem świata, staje się nieprzyjacielem Boga”.

Nie możemy uzurpować sobie prawa do wypełniania Bożej woli w życiu innych ludzi, nawet jeśli mamy poczucie JEGO obietnic dla czyjegoś życia. Jeżeli Pan Bóg zechce użyć nas do zaingerowania w czyjeś życie, to na pewno będziemy o tym wyraźnie poinformowani. Nadmierna chęć do oglądania rezultatów Bożego działania w czyimś życiu może wręcz spowolnić realizację Bożej obietnicy. Może nawet przybrać formę kontroli nad życiem drugiego człowieka, bardzo dobrze zamaskowanej naszymi dobrymi motywacjami. Diabeł jest mistrzem w podsuwaniu nam swoich myśli, jako podróbki Bożej woli. On doskonale wie, że nasz umysł jest polem walki i może być dla niego przyczółkiem do kontroli nad życiem człowieka. Z jednej strony może nam podsuwać myśli o niezrywaniu złych relacji, a z drugiej strony zachęca do odwracania się od dobrych relacji, w tym chrześcijańskich. Oczywiście "dobrych" lub "złych" z Bożego punktu widzenia dla rozwoju naszego osobistego i społecznego chrześcijaństwa. Czy w przypadku "toksycznych relacji'', nie słyszymy czasem w naszym umyśle podszeptów typu: ''Jaki z ciebie chrześcijanin, że się odwracasz od tego człowieka''? Natomiast w przypadku ''dobrych relacji'', czy nie słyszymy usłużnych porad typu: ''Zostaw go w spokoju, zajmij się czymś ciekawszym''? Nasz umysł będzie polem walki dobra i zła, dopóki nie zostanie całkowicie przemieniony nasz charakter na Chrystusowy. Pan Bóg bardzo wyraźnie określił granice SWOJEJ JURYSDYKCJI, a właściwie ich brak w Liście Jakuba 4,12: „Jeden jest ZAKONODAWCA i SĘDZIA. Ten, który może zbawić i zatracić”. Tylko w pełnej relacji z Duchem Chrystusowym będziemy dokładnie wiedzieć do jakiego momentu możemy i mamy być włączeni w JEGO DZIEŁO w innym człowieku. Tylko, czy słuchamy JEGO głosu? Czy nie za często ulegamy swojej ambicji, nawet wtedy gdy jest zbudowana na ''naszych dobrych'' motywacjach?

Dalszy ciąg w cz. 5

Bogdan Podlecki


Poprzednia część                                 Następna część

wtorek, 6 marca 2018

Poddanie Bogu cz. 3

Poddanie Bogu cz. 3

Zasadą dobrowolnego poddania się Bogu jest to, że w jego wyniku Pan Jezus Chrystus jest na pierwszym miejscu w całym naszym życiu. Taka zabawna historia z morałem chrześcijańskim. Pewien człowiek zaprosił Pana Jezusa do swojego mieszkania. Oddał MU do dyspozycji jeden pokój. Jednak po jakimś czasie jego gościnność przygasła, więc obecność Jezusa w mieszkaniu ograniczyła się do pobytu w przydzielonym mu pomieszczeniu. Pewnego dnia do mieszkania wdarł się diabeł. Zdemolował wszystkie pomieszczenia, zostawiając nienaruszony tylko ten pokój, w którym mieszkał Jezus. Po wyjściu agresora, właściciel mieszkania zwrócił się do Jezusa: ''Dlaczego pozwoliłeś na to Panie?'' Chrystus odpowiedział: ''Oddałeś mi do dyspozycji tylko jeden pokój i tam mogłem dopilnować porządku''. Właściciel mieszkania pokutował z tego: ''Wybacz Panie, oddaję całe mieszkanie do TWOJEJ dyspozycji”. Po jakimś czasie diabeł uchylił drzwi do mieszkania i natychmiast wycofał się ze słowami: ''O przepraszam, nic tu po mnie. Jednak wpadnę tu jeszcze kiedyś, sprawdzić kto tu rządzi…''. Morał chrześcijański jest taki, że te dziedziny naszego życia, które oddamy pod Bożą zależność będą bezpieczne pod JEGO zarządem. Pan Jezus powiedział w Ewangelii Jana 12,31-32: „Teraz odbywa się sąd nad tym światem; teraz władca tego świata będzie wyrzucony. A gdy Ja będę wywyższony ponad ziemię, wszystkich do siebie pociągnę”. Chrystus na KRZYŻU GOLGOTY został wywyższony wobec świata. Pan Jezus pragnie pociągnąć do SIEBIE wszystkich. Jednak chce to zrobić także poprzez świadectwo naszego przemienionego życia. Jeżeli my nie wywyższymy Chrystusa, czyli nie damy MU pierwszego miejsca w naszym życiu wobec wierzących i niewierzących, to możemy ograniczyć im szansę na zbliżenie się do Pana Boga.

Kolejnym aspektem poddania się pod pełną Bożą zależność jest zachowanie istotnej kolejności. Najpierw powinniśmy poddać swoje życie Chrystusowi, a potem w ''tej wolności'' służyć innym. Nie tylko do niewierzących, ale także do wszystkich, którzy uważają się za wierzących skierowane są słowa w Liście Jakuba 4,8: „Zbliżcie się do Boga, a zbliży się do was. Obmyjcie ręce, grzesznicy, i oczyśćcie serca, ludzie o rozdwojonej duszy”. Często mamy fałszywe przekonanie, że nasza wartość jest w ''robieniu czegoś'' dla Pana Boga, w tym także dla innych wierzących, czy dla wspólnoty. Prawdziwym przekonaniem jest to, że nasze uczynki są wyrazem tego kim jesteśmy w Bożych oczach. SŁOWO BOŻE mówi bardzo wyraźnie, że istotna jest kolejność. Najpierw wiara w osobistej relacji z Panem Jezusem Chrystusem, a potem uczynki wynikające z przyjęcia Bożej wiary do naszego osobistego i społecznego chrześcijaństwa. Czytamy o tym w Liście Jakuba 2,26: „Bo jak ciało bez ducha jest martwe, tak i wiara bez uczynków jest martwa”. Czyli najpierw poddanie całego naszego życia pod Bożą zależność i w wyniku tego nasza służba chrześcijańska. Prawdziwą naszą wartością jest to, że możemy mieć bliską relację z Panem Jezusem Chrystusem. Bóg ma zawsze dobre zdanie o nas ze względu na Chrystusa. W 1. Liście Piotra 5,5-7 czytamy: „Wszyscy zaś przyobleczcie się w szatę pokory względem siebie, gdyż Bóg pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje. Ukórzcie się więc pod mocną rękę Bożą, aby was wywyższył czasu swego. Wszelką troskę swoją złóżcie na Niego, gdyż On ma o was staranie”. Pan Bóg oczekuje od nas pokornej postawy w służeniu innym. ON dba o nasze zaopatrzenie w SWOJĄ MOC do ''życia i pobożności''. Jednak nasza siła jest w Chrystusie i najczęściej przejawia się w naszej słabości w oczach innych ludzi.

Dalszy ciąg w cz. 4

Bogdan Podlecki


Poprzednia część                                 Następna część

niedziela, 4 marca 2018

Poddanie Bogu cz. 2

Poddanie Bogu cz. 2

Praktycznym aspektem poddania Panu Bogu naszego osobistego, czy społecznego chrześcijaństwa jest pełne posłuszeństwo w każdej dziedzinie naszego życia. Między poddaniem, a posłuszeństwem Panu Bogu w prawdziwym chrześcijaństwie nie powinno być żadnej różnicy. Jednak nie zawsze w ślad za decyzją poddania życia Bogu idzie nasze pełne posłuszeństwo. Apostoł Paweł wyraźnie motywuje do wykazania się czynną wiarą w przemianie przez odnowienie umysłu w Liście do Rzymian 12,2: „A nie upodabniajcie się do tego świata, ale się przemieńcie przez odnowienie umysłu swego, abyście umieli rozróżnić, co jest wolą Bożą, co jest dobre, miłe i doskonałe”. Pan Bóg wyraźnie chce, żebyśmy czynili wysiłki w kierunku przemiany naszego myślenia. W 2. Liście do Koryntian 10,5 czytamy: „zmuszamy wszelką myśl do poddania się w posłuszeństwo Chrystusowi”. W kontekście tego fragmentu możemy powiedzieć, że czynna wiara jest zmuszaniem nieustannej niewiary do milczenia. Niewiara, to nie jest brak wiary. To jest duch przeciwny Panu Bogu. Więc wiara jako Boży dar jest w nieustannej opozycji wobec niewiary. Chrystus jest PRAWDĄ, więc czynna wiara jest poznaniem i aprobatą PRAWDY w każdej dziedzinie naszego życia. Raczej nie jest Bożą wolą żebyśmy biernie czekali na swoją przemianę. Jeżeli w jakiejś dziedzinie naszego życia upadamy, to Pan Bóg dał nam wspaniałe i skuteczne wyjście z takiego stanu. W 1. Liście Jana 1,8-10 czytamy: „Jeśli mówimy, że grzechu nie mamy, sami siebie zwodzimy, i prawdy w nas nie ma. Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości. Jeśli mówimy, że nie zgrzeszyliśmy, kłamcę z Niego robimy i nie ma w nas Słowa Jego”.

Pana Boga nie można oszukać udając przed innymi ludźmi, że już wszystkie dziedziny naszego życia są MU poddane. Do pewnego czasu można zamaskować się przed innymi. Można nawet po dłuższym czasie oszukać samego siebie. Jednak przed Bogiem żadna zasłona nie będzie skuteczna. Paweł pisze w 2. Liście do Koryntian 3,17-4,2: „A Pan jest Duchem; gdzie zaś Duch Pański, tam wolność. My wszyscy tedy, z odsłoniętym obliczem, oglądając jak w zwierciadle chwałę Pana, zostajemy przemienieni w ten sam obraz, z chwały w chwałę, jak to sprawia Pan, który jest Duchem. Dlatego, mając tę służbę, która nam została poruczona z miłosierdzia, nie upadamy na duchu, lecz wyrzekliśmy się tego, co ludzie wstydliwie ukrywają, i nie postępujemy przebiegle ani nie fałszujemy Słowa Bożego, ale przez składanie dowodu prawdy polecamy siebie samych sumieniu wszystkich ludzi przed Bogiem”. Pan Bóg wymaga bezwzględnego posłuszeństwa i pełnej szczerości we wszystkich dziedzinach naszego życia. Duch Święty stale przekonuje o grzechu, sprawiedliwości i sądzie. Pokazuje te dziedziny naszego życia, które jeszcze nie poddaliśmy pod pełną Bożą zależność. Jednak do nas należy decyzja, czy zrezygnujemy z naszej niezależności i poddamy się Panu Bogu. Utrzymywanie niezależności od Boga w pewnych dziedzinach naszego życia jest tak naprawdę poddaniem ich pod kontrolę diabła. On szuka i znajduje miejsca swojego schronienia w nas. Tak samo, jak znalazł je w Piotrze w czasie jego objawionego przez OJCA wyznania wskazującego na Chrystusa, jako SYNA BOGA ŻYWEGO i to w obecności Pana Jezusa. Tak, możemy i powinniśmy wyznawać Jezusa naszym Panem. Jednak jeżeli nie podporządkujemy jakiejś dziedziny naszego życia pod Bożą zależność, to możemy uczynić ją miejscem schronienia dla diabła. Nie możemy się oszukiwać, że jest coś takiego jak duchowa neutralność. Jesteśmy albo pod Bożym autorytetem, albo wchodzimy pod autorytet Bożego przeciwnika.

Pokuta jest ciągłą ewangeliczną łaską, a nie tylko jednorazowym aktem w momencie nawrócenia od niezależności do Pana Boga. Duch Święty stale prowadzi nas do pokuty. Tylko czy my chcemy poddawać się przemianie dzięki BOŻEJ ŁASCE? Diabeł jest mistrzem w manipulowaniu półprawdami, które w rzeczywistości są po prostu kłamstwami. Interpretuje BOŻE SŁOWO na swoją korzyść. Próbował nawet wmanipulować Pana Jezusa w akceptację pokusy niezależności. Czytamy o tym w Ewangelii Łukasza 4,6: „Dam ci tę całą władzę i chwałę ich, ponieważ została mi przekazana, i daję ją, komu chcę”. Prawdą jest to, że otrzymał władzę na świecie, ale kłamstwem jest to, że otrzymał ją od Pana Boga. To oszustwo zostało zdemaskowane przez Chrystusa słowami w kolejnym 8. wersecie tego fragmentu: „Panu Bogu swemu pokłon oddawać i tylko jemu będziesz służył”. Prawda jest taka, że diabeł zyskał taką władzę w wyniku poddania się pokusie i wyboru niezależności od Boga przez pierwszego Adama. Jednak OSTATNI ADAM, czyli Pan Jezus Chrystus przyszedł po to, by być DROGĄ do przywrócenia pełnego poddania i posłuszeństwa Bogu w każdej dziedzinie naszego życia. Chrystus wykupił nas spod władzy diabelskiej. Problemem jest to, czy w pełni akceptujmy ODKUPICIELA każdej dziedziny naszego życia. Nie pozostawiajmy diabłu i jego demonom miejsca schronienia w nas. To z takich przyczółków słyszymy nieraz uporczywe oskarżenia typu: ''Daj sobie spokój z tym twoim chrześcijaństwem. Przecież tyle już było prób, żeby to zmienić i co? Daj już sobie z nim (z nią) spokój''. Jednak Pan Bóg mówi co innego w SWOIM SŁOWIE. W Ewangelii Mateusza 18,21-22 czytamy: „Wtedy przystąpił Piotr do niego i rzekł mu: Panie, ile razy mam odpuścić bratu memu, jeżeli przeciwko mnie zgrzeszy? Czy aż do siedmiu razy? Mówi mu Jezus: Nie powiadam ci: do siedmiu razy, lecz do siedemdziesięciu siedmiu razy”. Przebaczenie uwalnia olbrzymią BOŻĄ MOC do przemiany, która rozwiązuje wszelkie więzy diabelskie. Jednak do tego niezbędna jest nasza decyzja dobrze rozumianej rezygnacji z naszej niezależności oraz poddanie się w posłuszeństwo Chrystusowi w każdej dziedziny naszego życia.

Dalszy ciąg w cz. 3

Bogdan Podlecki

Poprzednia część                                Następna część

sobota, 3 marca 2018

Poddanie Bogu cz. 1

Poddanie Bogu cz. 1

Co to znaczy być poddanym Panu Bogu? Wbrew pozorom dosyć trudno jest zdefiniować to obejmujące wiele aspektów pojęcie. Jednocześnie jednak możemy to ująć dosyć zgrabnym określeniem. Jest to podporządkowanie całego naszego życia pod Bożą zależność, czyli świadoma rezygnacja z naszej niezależności. Poddanie Bogu naszego życia jest jednocześnie akceptacją JEGO życia w nas. W takim też kontekście możemy rozumieć wyznanie apostoła Pawła w Liście do Galacjan 2,20: „Z Chrystusem jestem ukrzyżowany; żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus; a obecne życie moje w ciele jest życiem w wierze w Syna Bożego, który mnie umiłował i wydał Samego Siebie za mnie”. W tym rozważaniu piszę o sześciu wybranych aspektach związanych z poddaniem Panu Bogu naszego osobistego i społecznego chrześcijaństwa.
1. Poddanie każdej dziedziny naszego życia.
2. Pełne posłuszeństwo w każdej dziedzinie naszego życia.
3. Pan Jezus Chrystus na pierwszym miejscu w całym naszym życiu.
4. Ważna kolejność: poddać się Chrystusowi i służyć innym.
5. Unikanie ''toksycznych'' relacji.
6. Uśmiercanie swojej ''cielesności'' i życie w duchowej dyscyplinie.

Pierwszym zagadnieniem jest poddanie Panu Bogu każdej dziedziny naszego życia. W Ewangelii Jana 1,11-13 czytamy: „Do swej własności przyszedł, ale swoi Go nie przyjęli. Tym zaś, którzy Go przyjęli, dał prawo stać się dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w Imię Jego, którzy narodzili się nie z krwi ani z cielesnej woli, ani z woli mężczyzny, lecz z Boga”. Czy jest możliwe być pełnoprawnym dzieckiem Bożym, jeżeli nie powierzymy się w pełni Panu Bogu? No cóż, nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na tak ogólnie postawione pytanie. Bóg jest SUWERENNY, a JEGO MIŁOŚĆ jest bezwarunkowa. Jeżeli przyjmujemy szczerze gościa, to oddamy mu do dyspozycji wszystko, co mamy w domu. Jeśli nasza gościnność nie będzie szczera, to nasz gość szybko znajdzie powód, by zmienić dom. No, chyba, że o to nam chodziło i były to tylko pozory gościnności, czyli nazywając to po imieniu – obłuda. Oczywiście, że prawdziwa gościnność jest owocem Ducha Świętego w naszym osobistym, czy społecznym chrześcijaństwie. Jednak wymaga też wysiłku z naszej strony tak, jak i wiele innych dziedzin naszego życia. Jednak zadajmy sobie pytanie. Co w naszym życiu nie wymaga wysiłku? Małżeństwo? Rodzina? Kościół? Praca? Jeżeli nie włożymy wysiłku w funkcjonowanie tych wymienionych i innych nie wymienionych dziedzin naszego życia, to prędzej, czy później będą problemy. Wysiłek będzie skuteczny jeżeli będą dobre motywacje i relacje z ludźmi. Dotyczy to każdej dziedziny naszego życia. Więc tym bardziej musimy mieć szczerą i bliską więź z Jezusem Chrystusem, którego ogłaszamy Panem każdej dziedziny naszego życia.

W Biblii relacje w małżeństwie przyrównane są do Kościoła Bożego. Nauczanie na temat relacji małżeńskich w odniesieniu do Chrystusa i JEGO KOŚCIOŁA przedstawił apostoł Paweł w Liście do Efezjan 5,22-33: „Żony, bądźcie uległe mężom swoim jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak Chrystus Głową Kościoła, ciała, którego jest Zbawicielem. Ale jak Kościół podlega Chrystusowi, tak i żony mężom swoim we wszystkim. Mężowie, miłujcie żony swoje, jak i Chrystus umiłował Kościół i wydał zań Samego Siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy go kąpielą wodną przez Słowo, aby Sam Sobie przysposobić Kościół pełen chwały, bez zmazy lub skazy lub czegoś w tym rodzaju, ale żeby był święty i niepokalany. Tak też mężowie powinni miłować żony swoje, jak własne ciała. Kto miłuje żonę swoją, samego siebie miłuje. Albowiem nikt nigdy ciała swego nie miał w nienawiści, ale je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus Kościół, gdyż członkami ciała jego jesteśmy. Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, i połączy się z żoną swoją, a tych dwoje będzie jednym ciałem. Tajemnica to wielka, ale ja odnoszę to do Chrystusa i Kościoła. A zatem niechaj i każdy z was miłuje żonę swoją, jak siebie samego, a żona niechaj poważa męża swego”. Wniosek z tego nauczania jest taki, że jeżeli spoiwem małżeństwa jest bliska więź małżonków, to najważniejszym celem Bożego Kościoła musi być utrzymywanie jak najbliższej więzi z Panem Jezusem Chrystusem. Jeżeli rodzina rozrasta się na skutek miłości wynikającej z bliskiej więzi małżonków, to wzrost liczebny Kościoła powinien być także wynikiem bliskiej więzi z Jezusem. Gdyby celem Kościoła było tylko ''zdobywanie dusz'', to przez porównanie z małżeństwem istniałyby tylko bezdzietne małżeństwa – kościoły z ''adoptowanymi – zdobytymi'' dziećmi. Jeżeli Kościół trwa w bliskiej relacji z Chrystusem, to ta bliska więź przyniesie życie i ''rodzą się'' nowi członkowie lokalnych społeczności. Nowi ludzie narodzą się na nowo w Bożym Kościele na skutek emanacji na zewnątrz świadectwa miłości Chrystusa i JEGO CIAŁA, którym jest Kościół Boży.

Pan Jezus wyraźnie przestrzega, że interesuje GO tylko poddanie MU całego naszego życia. Żadna uduchowiona specjalizacja nie przejdzie Bożej weryfikacji. Czytamy o tym w Ewangelii Mateusza 7,21-27: „Nie każdy, kto do mnie mówi: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios; lecz tylko ten, kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie. W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów? A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie. Każdy więc, kto słucha tych słów moich i wykonuje je, będzie przyrównany do męża mądrego, który zbudował dom swój na opoce. I spadł deszcz ulewny, i wezbrały rzeki, i powiały wiatry, i uderzyły na ów dom, ale on nie runął, gdyż był zbudowany na opoce. A każdy, kto słucha tych słów moich, lecz nie wykonuje ich, przyrównany będzie do męża głupiego, który zbudował swój dom na piasku. I spadł ulewny deszcz, i wezbrały rzeki, i powiały wiatry, i uderzyły na ów dom, i runął, a upadek jego był wielki”. Można być bardzo czynnym duchowo chrześcijaninem, zafascynowanym używaniem BOŻEJ MOCY. Jednak w tym fragmencie wyraźnie czytamy, że Pan Jezus przyzna się tylko do tych, którzy poddali MU wszystko w swoim życiu. Pan Bóg przyzna się do tych, którzy słuchają głosu Ducha Świętego i poddają się działaniu BOŻEJ ŁASKI w nich, współpracując z NIM w przemianie charakteru na Chrystusowy.

Dalszy ciąg w cz. 2

Bogdan Podlecki


poniedziałek, 5 lutego 2018

Sądowa kara cz. 3

Sądowa kara cz. 3 

Biblia przekazuje nam bardzo wyraźne przesłanie. Osądzenie jest Bożą kompetencją i wszyscy, czyli wierzący i niewierzący mu podlegają zgodnie z tym, co czytamy w Liście do Rzymian 3,23: „gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej”. Paweł pisze w tym samym Liście 14,12: „Tak więc każdy z nas za samego siebie zda sprawę Bogu”. Ciekawe, że dosłowne tłumaczenie tego wersetu brzmi: „Zatem więc każdy z nas o sobie samym słowo da Bogu”. Myślę, że apostoł Chrystusa zwraca tu szczególną uwagę na wypełnienie się Bożej obietnicy w naszym osobistym chrześcijaństwie, sformułowanej w Księdze Izajasza 55,11: „tak jest z moim słowem, które wychodzi z moich ust: Nie wraca do mnie puste, lecz wykonuje moją wolę i spełnia pomyślnie to, z czym je wysłałem”. Jednak dalej w 13. wersecie Paweł pisze: Przeto nie osądzajmy już jedni drugich, ale raczej baczcie, aby nie dawać bratu powodu do upadku lub zgorszenia”. Wersja Biblii Warszawskiej nie jest tu zbyt precyzyjna w stosunku do oryginału greckiego i używa słów ''osądzajmy'' i trochę zapomnianego ''baczcie'' na tłumaczenie tego samego słowa ''krinete''. W wersji dosłownej ten werset brzmi: „Nie osądzajmy więc już siebie nawzajem, ale raczej rozsądźmy, by nie dawać bratu powodu do potknięcia lub do zgorszenia”. To jednoznacznie potwierdza, że kompetencją człowieka jest rozsądzanie ''krinete'', czyli oddzielenie, odróżnienie, wyjaśnienie, czy badanie w sensie duchowym w zgodzie ze SŁOWEM BOŻYM. Każdy za siebie będzie musiał zdać sprawę z wierności lub niewierności wobec Pana Boga. Apostoł Paweł pisze, że ostateczne znaczenie ma tylko rozsądzenie przed Panem Jezusem Chrystusem. Czytamy o tym w 1. Liście do Koryntian 4,3-4: „Lecz co się mnie tyczy, nie ma najmniejszego znaczenia, czy wy mnie sądzić będziecie, czy jakiś inny sąd ludzki, bo nawet ja sam siebie nie sądzę. Albowiem do niczego się nie poczuwam, lecz to mnie jeszcze nie usprawiedliwia, bo tym, który mię sądzi, jest Pan”. Konkluzję tego nauczania Pawła znajdujemy w Liście do Rzymian 8,1: „Przeto teraz nie ma żadnego potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie.

Świadomość nieuchronnego wyroku Bożego sądu nad człowiekiem, także wierzącym powinna być motywacją. Musimy wrócić do trochę zapomnianego pojęcia bojaźni Bożej ku upamiętaniu, czyli takiego sądu ''online'' w naszym osobistym chrześcijaństwie. Czytamy o tym w 2. Liście do Koryntian 5,11: „Wiedząc tedy, co to jest bojaźń Pańska, staramy się przekonywać ludzi; a przed Bogiem wszystko w nas jest jawne, spodziewam się też, że i w sumieniach waszych jest to jawne”. Bojaźń Boża przejawia się także w szczerości i przejrzystości naszego życia przed Panem Bogiem i przed ludźmi. Jeżeli chcemy żyć już teraz w BOŻEJ OBECNOŚCI, to zdajmy też sobie sprawę z tego, że BOŻA MIŁOŚĆ współdziała z JEGO MIŁOSIERNYM SĄDEM. Rozdwojenie nie jest rozwiązaniem dla naszego życia. Pan Bóg jest JEDNOŚCIĄ w MIŁOŚCI i SĄDZIE. Zwięzły wykład o wejściu w Bożą obecność, która łączy się z JEGO sądem w naszym życiu znajdujemy w Liście Jakuba. W fragmencie 4,8 czytamy: „Zbliżcie się do Boga, a zbliży się do was. Obmyjcie ręce, grzesznicy, i oczyśćcie serca, ludzie o rozdwojonej duszy”. Jednak zdecydowaną zachętę mamy w 2,13: „Nad tym, który nie okazał miłosierdzia, odbywa się sąd bez miłosierdzia, miłosierdzie góruje nad sądem”. Ludzki osąd prowadzi do pogardy. Pan Bóg zawsze przeciwstawi się pysze w życiu człowieka. Wszelki sąd jest w BOŻYCH RĘKACH. Przyjmijmy ten Boży podział kompetencji w naszym osobistym i społecznym chrześcijaństwie, przekazany przez apostoła Chrystusa w Liście do Rzymian 14,10-11: „Ty zaś czemu osądzasz swego brata? Albo i ty, czemu pogardzasz swoim bratem? Wszak wszyscy staniemy przed sądem Bożym. Bo napisano: Jakom żyw, mówi Pan, ugnie się przede mną wszelkie kolano i wszelki język wyznawać będzie Boga”.

Bogdan Podlecki

niedziela, 4 lutego 2018

Sądowa kara cz. 2

Sądowa kara cz. 2 

W nieco innym sensie Biblia używa terminu ''sąd Boży'', w znaczeniu szczególnego miejsca i czasu ogłaszania wyroku. Na określenie ''podwyższenia'', czy też ''trybuny sądowej'' używa się trzech greckich słów. Pierwsze, to "bematos", czyli ''krzesło sędziowskie''. Drugie, to "thronos", w znaczeniu ''krzesło z podpórkami dla rąk'', czyli ''tron sędziowski''. I trzecie, to "kathedral", czyli ''mównica sędziowska''. Ciekawe, że w średniowieczu został sformułowany dogmat o nieomylności papieża, znany jako ''ogłoszenie ex kathedra''. Oto fragment tego dogmatu katolickiego, ogłoszonego w 1870 roku: ''(…) gdy [papież] sprawując urząd pasterza i nauczyciela wszystkich wiernych, swą najwyższą apostolską władzą określa zobowiązującą cały Kościół naukę w sprawach wiary i moralności (…)''. Jednak te trzy słowa oznaczały niezależność sędziego. Jedynie Pan Bóg jest w pełni niezależny, więc trudno odnosić je dogmatycznie do człowieka, który deklaruje zależność od NIEGO. W 19. rozdziale Ewangelii Jana jest opis osądzenia Jezusa. Piłat zasiadł na ''krześle sędziowskim'' [bematos], co wskazywało na niezawisłość sędziego wśród ludzi. W Dziejach Apostolskich 12,21-23 czytamy: „W oznaczonym dniu Herod, odziany w szatę królewską, zasiadł na tronie [bematos] i w obecności ludu wygłaszał do nich mowę; lud zaś wołał: Boży to głos, a nie ludzki. W tej samej chwili poraził go anioł Pański za to, że nie oddał chwały Bogu; potem stoczony przez robactwo, wyzionął ducha”. No cóż, tak może się skończyć wchodzenie człowieka w Boże kompetencje. Apostoł Paweł pisze w 2. Liście do Koryntian 5,10: „Albowiem my wszyscy musimy stanąć przed sądem Chrystusowym, aby każdy odebrał zapłatę za uczynki swoje, dokonane w ciele, dobre czy złe”. Dosłownie użyty jest tu zwrot ''tou bematos tou Chrystou'', czyli ''tym krzesłem tego Chrystusa'', co jednoznacznie wskazuje na Pana Jezusa, jako JEDYNEGO SĘDZIEGO. Ten zwrot został przetłumaczony w różnych polskich przekładach jako ''sądowa stolica Chrystusowa'' w Biblii Gdańskiej, czy też ''trybunał Chrystusowy'' w Biblii Tysiąclecia.

W Nowym Testamencie można znaleźć trzy greckie określenia kary, która jest wynikiem Bożego sądu. Pierwszym z nich jest "paideia", którego podstawowym znaczeniem jest "ojcowskie karcenie". W Liście do Hebrajczyków 12,5-6 czytamy: „i zapomnieliście o napomnieniu, które się zwraca do was jak do synów: Synu mój, nie lekceważ karania [paideia] Pańskiego ani nie upadaj na duchu, gdy On cię doświadcza; bo kogo Pan miłuje, tego karze [paideia], i chłoszcze każdego syna, którego przyjmuje”. Drugim słowem jest "elegchein" i występuje ono też w ostatnim fragmencie: „gdy On cię doświadcza [elegchein]”. Podstawowym znaczeniem tego słowa jest ''karcenie przez upominanie lub zawstydzenie''. Przykładem równoległego użycia obu słów jest werset w Księdze Objawienia 3,19: „Wszystkich, których miłuję, karcę [elegchein] i smagam [paideia]; bądź tedy gorliwy i upamiętaj się”. W tłumaczeniu interlinearnym mamy: „Ja tych, których kocham, poprawiam (upominam, zawstydzam) i wychowuję (koryguję, dyscyplinuję); obudź więc w sobie zapał i opamiętaj się”. Na podstawie całego nauczania Biblii można powiedzieć, że ten rodzaj kary określony greckimi słowami "paideia" i "elegchein" jest dla tych, którzy poznali wcześniej Pana Boga, jednak "chybiają celu" w swoim osobistym i społecznym chrześcijaństwie, czyli po prostu grzeszą, ale w wyniku pokuty wracają pod pełną Bożą zależność. Wreszcie trzecie greckie słowo określające karę, to "ekdikesin". W 2. Liście do Tesaloniczan 1,5-8 czytamy: „Jest to dowodem sprawiedliwego sądu [krisin] Bożego i tego, że zostaliście uznani za godnych Królestwa Bożego, za które też cierpicie, gdyż sprawiedliwa to rzecz u Boga odpłacić uciskiem tym, którzy was uciskają, a wam, uciskanym, dać odpocznienie wespół z nami, gdy się objawi Pan Jezus z nieba ze zwiastunami mocy swojej, w ogniu płomienistym, wymierzając karę [ekdikesin] tym, którzy nie znają Boga, oraz tym, którzy nie są posłuszni ewangelii Pana naszego Jezusa”. W tłumaczeniu interlinearnym ostatniego 8. wersetu tego fragmentu mamy: „W ogniu płomienistym, jako Tego, który wymierzy odpłatę [ekdikesin] tym, którzy nie uznali Boga oraz tym, którzy nie okazują posłuszeństwa ewangelii Pana naszego Jezusa Chrystusa”. Apostoł Paweł wskazuje w tym fragmencie, że wynikiem sądu Chrystusowego [krisin] będzie ostateczny wyrok [ekdikesin], czyli wieczna kara dla tych, którzy nie chcieli uznać swojej zależności od Pana Boga lub okazujących świadome nieposłuszeństwo Chrystusowi. Boży sąd nad prawdziwie wierzącymi będzie miał wynik w postaci Bożego karcenia ("paideia" lub "elegchein") i wiecznej nagrody przebywania w Bożej obecności. Sąd nad niewierzącymi lub "udającymi wierzących" zakończy się wyrokiem "ekdikesin" za odrzucenie BOŻEJ ŁASKI w wyniku świadomego życia w niezależności od Pana Boga.

Dalszy ciąg w części 3.

Bogdan Podlecki

Poprzednia część                                 Następna część

sobota, 3 lutego 2018

Sądowa kara cz. 1

Sądowa kara cz. 1

To rozważanie jest o tym, że orzeczenie kary jest zawsze wynikiem Bożego sądu. Czy Pan Bóg karze? No cóż, jeżeli nauczanie całej Biblii jednoznacznie stwierdza, że sąd jest wyłącznie Bożą kompetencją, to tylko ON może ogłosić wyrok. Po co został przysłany Duch Święty na świat? Na to pytanie odpowiada Pan Jezus Chrystus w Ewangelii Jana 16,8-11: A On, gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu i o sprawiedliwości, i o sądzie; o grzechu, gdyż nie uwierzyli we mnie; o sprawiedliwości, gdyż odchodzę do Ojca i już mnie nie ujrzycie; o sądzie zaś, gdyż książę tego świata został osądzony. Pan Bóg nie karze nas za grzech, bo karę za nasz grzech poniósł Pan Jezus Chrystus. Dla Boga grzech człowieka nie jest problemem, bo jest on tylko konsekwencją wolnej woli w wyborze niezależności od NIEGO. Boży sąd przychodzi do naszego życia, jeżeli wybieramy niezależność od STWÓRCY. Pan Bóg przychodzi do naszego życia z sądem dla naszego dobra, ponieważ przez nowo narodzenie zdecydowaliśmy się na życie w WIECZNYM BOŻYM TERAZ. A życie w obecności ŚWIĘTEGO BOGA wiąże się z JEGO SĄDEM. 

Niezmiennym Bożym standardem dla naszego osobistego i społecznego chrześcijaństwa jest to, o czym przypomina apostoł Chrystusa w 1. Liście Piotra 1,16: „ponieważ napisano: Świętymi bądźcie, bo JA JESTEM ŚWIĘTY”. Kara zawsze wiąże się z Bożym sądem. Nie ma kary bez sądu. Kara bez sądu, to samosąd. Osądzenie jest wyłącznie Bożą kompetencją. Mówi o tym Chrystus w Ewangelii Łukasza 6,37: I nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni, i nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni, odpuszczajcie, a dostąpicie odpuszczenia. W Biblii są także fragmenty o sądzeniu człowieka przez człowieka. W Ewangelii Jana 7,24 czytamy: Nie sądźcie z pozoru, ale sądźcie sprawiedliwie. Jednak kontekstem tego fragmentu jest przebaczenie, także w rozsądzaniu spraw spornych pomiędzy wierzącymi. Przed pochopnym osądem przestrzega apostoł Paweł w 1. Liście do Koryntian 4,5: Przeto nie sądźcie przed czasem, dopóki nie przyjdzie Pan, który ujawni to, co ukryte w ciemności, i objawi zamysły serc; a wtedy każdy otrzyma pochwałę od Boga.

W Nowym Testamencie najczęściej używane są trzy greckie słowa, które przetłumaczono jako ''sądzić'' lub "osądzić" w odniesieniu do ludzi. Pierwszym z nich jest ''krinein'', którego znaczenia, to ''oddzielić'', ''odróżnić'', ''rozstrzygać'', ''rozsądzać'', ''wyjaśniać'', czy ''badać''. To słowo jest użyte w liczbie mnogiej, jako ''krinete'' w powyższych trzech ostatnich fragmentach biblijnych. W wielu miejscach jest ono używane w odniesieniu do moralnej oceny wyników prób i doświadczeń w życiu człowieka w sprawach niekoniecznie zakończonych wyrokiem sądowym. Drugim słowem jest ''krisin'', którego znaczenia, to ''sprawa sądowa'', ''śledztwo'', ''proces'', czy ''zasądzenie''. To słowo jest użyte w przytoczonym wcześniej fragmencie z Ewangelii Jana 7,24 w dosłownym tłumaczeniu: ''sądźcie [krinete] sprawiedliwie sądem [krisin]''. W większości biblijnych fragmentów kontekstem użycia tego słowa jest doświadczenie człowieka zakończone jakąś osądzającą decyzją, czy wyrokiem. Wreszcie trzecie greckie słowo tłumaczone jako ''sądzić'', to ''krima'', w znaczeniu ''uchwała'', ''skazanie'', ''wyrok'', a nawet ''potępienie''. Występuje ono w znanym fragmencie dotyczącym Bożego sądu nad wierzącymi w 1. Liście Piotra 4,17: „Nadszedł bowiem czas, aby się rozpoczął sąd [krima] od domu Bożego; a jeśli zaczyna się od nas, to jakiż koniec czeka tych, którzy nie wierzą Ewangelii Bożej?”. W Biblii to słowo występuje przede wszystkim w kontekście wydania ostatecznej decyzji. Myślę, że z całego nauczania Biblii na temat ''sądu'' może wynikać pewnego rodzaju gradacja w kolejności: ''krinein'' – ''krisin'' – ''krima'' pod względem narastających konsekwencji Bożego sądu. Można powiedzieć, że najpierw Pan Bóg przychodzi do życia człowieka z rozsądzającym i oddzielającym sądem ''krinein''. Potem następuje postępowanie sądowe ''krisin''. W każdym momencie jest możliwość zakończenia sprawy poprzez szczerą pokutę i wejście pod pełną Bożą zależność. Jednak w końcu jest ostateczny uniewinniający lub potępiający wyrok sądowy ''krima''.

Dalszy ciąg w części 2.

Bogdan Podlecki