niedziela, 16 lipca 2017

Bojaźń Boża cz. 6

Bojaźń Boża cz. 6

Apostoł Paweł pisze w Liście do Rzymian 8,33-34: „Któż będzie oskarżał wybranych Bożych? Przecież Bóg usprawiedliwia. Któż będzie potępiał? Jezus Chrystus, który umarł, więcej, zmartwychwstał, który jest po prawicy Boga, Ten przecież wstawia się za nami”. Tylko w Chrystusie jest prawdziwa moc modlitwy wstawienniczej, w tym o naszych najbliższych i innych jeszcze niezbawionych ludzi. Jednak ta modlitwa nie może wypływać z tego, że boimy się o nich, ale z tego, iż na gruncie bojaźni Bożej mamy zaufanie w JEGO obietnice w kwestii ich zbawienia. Jeżeli szczerze wierzymy, że Pan Jezus Chrystus jest na pierwszym miejscu w naszym życiu, to żyjmy w takiej rzeczywistości duchowej, że tak właśnie jest. Kiedy zdarzało nam się w szkole ściągać, to kogo się baliśmy? Nauczyciela, który może nas na tym przyłapać? Słusznie, on od tego jest, żebyśmy się bali w sytuacji, gdy robimy źle. Ściąganie jest oszustwem, które przynosi w konsekwencji tylko braki w naszej edukacji. Jednak jak rozsądnie pomyślimy, kogo i czego tak naprawdę mamy się bać, to przestaniemy się stresować takimi sytuacjami. Jeżeli motywacją jest dobrze rozumiana bojaźń Boża, to nie musimy bać się czegokolwiek innego. Najskuteczniejszym sposobem uczenia się jest przebywanie w bezpośredniej obecności i naśladownictwo nauczyciela. Łatwo jest zweryfikować dobrego nauczyciela. Nawet jeśli poprawnie naucza, to i tak stosujemy to, co widzimy w jego życiu. Jeżeli naucza tego, czego nie widzimy w świadectwie jego życia, to jego skuteczność jest osłabiona. Dokładnie te same zasady obowiązują w Bożej edukacji w stosunku do nas. ON sam mówi o tym do wszystkich, którzy chcą słuchać i wykonywać w Ewangelii Marka 8,34: „A przywoławszy lud wraz z uczniami swoimi, rzekł im: Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój i naśladuje mnie”. Potwierdza to także Paweł w swoim nauczaniu w Liście do Efezjan 5,1: „Bądźcie więc naśladowcami Boga jako dzieci umiłowane. Zdecydowaną motywacją do podporządkowania się Bożym regułom edukacji niech będzie dla nas fragment z 3. Listu Jana 1,11: „Umiłowany! Nie naśladuj tego, co złe, ale to, co dobre. Kto czyni dobrze, z Boga jest, kto czyni źle, nie widział Boga”.

Bez względu na to, jak postrzegamy bojaźń Pana, to jest ona darem od Boga, którego być może nie doceniamy w naszym osobistym i społecznym chrześcijaństwie. Postawmy sobie dzisiaj kilka pytań i odpowiedzmy na nie w pełnej szczerości przed samym sobą. Jak często nasze rozumowanie wykorzystane nie do poznania woli Bożej, ale dla własnej korzyści, doprowadziło nas do sytuacji, w której delikatnie mówiąc czuliśmy się mniej lub bardziej niezręcznie wobec Pana Boga? Jak często bojaźń Boża uratowała nas przed popełnieniem czegoś złego w oczach Boga? Szczere odpowiedzi na te pytania pozwolą nam na nowo odkryć znaczenie bojaźni Bożej w naszym osobistym i społecznym chrześcijaństwie. Pan Jezus Chrystus przekazał nam bardzo wyraźnie, że prawdziwa bojaźń Boża, to życie, które jest świadectwem wypełniania JEGO woli. Czytamy o tym w Ewangelii Mateusza 7,21: „Nie każdy, kto do mnie mówi: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios; lecz tylko ten, kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie”. Życie w Królestwie Niebios, czyli w wiecznej Bożej obecności jest kontynuacją życia w prawdziwej bojaźni Bożej na ziemi. Pan Bóg dał nam trzy podstawowe sposoby do budowania relacji z NIM oraz z innymi ludźmi. To nasze myśli, nasza mowa i nasze uczynki. Prawdziwą bojaźń Bożą okazujemy tylko wtedy, gdy te trzy sposoby są w szczerej jedności. Jeżeli mówimy, że kochamy Pana Boga, to nie tylko myśli i modlitwy kierujemy do NIEGO, ale też zrobimy dla NIEGO wszystko. Bać się Boga, to znaczy zgodnie myśleć, mówić i czynić. Brak zgodności choćby jednego z tych czynników powoduje, że w nasze życie wkrada się zwątpienie. W życiu duchowym nie może być strefy neutralnej. Jesteśmy albo pod Bożym autorytetem, albo mniej lub bardziej świadomie przechodzimy pod autorytet Bożego przeciwnika. Jeśli nie ma w nas PRAWDZIWEJ BOJAŹNI BOŻEJ, to jej miejsce w naszym życiu diabeł natychmiast wypełni innym, światowym strachem. Na zakończenie i już bez żadnego komentarza dwa biblijne fragmenty, które dobrze podsumowują temat bojaźni Bożej.

(1. Księga Samuela 12,24): „Tylko bójcie się Pana i służcie mu wiernie z całego swego serca, widząc, jak wielkich rzeczy dokonał z wami”.

(Psalm 34,10): „Bójcie się Pana, święci jego! Bo niczego nie brak tym, którzy się go boją”.


Bogdan Podlecki

Bojaźń Boża cz. 5

Bojaźń Boża cz. 5

Ludzie patrzą na problemy z punktu widzenia, który wynika z ich własnego lub cudzego poznania. Współczesny świat w różny sposób patrzy na problemy. Homoseksualizm widzi, np. jako chorobę, czy naturalną skłonność. Depresję postrzega jako chorobową reakcję na stres. Jednak jest tylko jedno – BOŻE ŚWIATŁO, które jednoznacznie oświetla każdy problem. Homoseksualizm jest grzechem. Depresja jest chorobą duszy, ale może być też reakcją na próbę naszej osobistej relacji z Bogiem, która może prowadzić do jej czasowego zerwania. Pan Bóg kocha wszystkich grzeszników. Kocha też homoseksualistów, ale nienawidzi ducha wszeteczeństwa, który stoi za homoseksualizmem. Kocha wszystkich, którzy przechodzą depresję, ale nie chce, żeby z naszego wyboru przerodziła się ona w trwały stan oddzielenia od NIEGO. Bóg ma zawsze dla nas wyjście. To szczere nawrócenie lub szczery powrót do społeczności z NIM. Jednak w każdym przypadku musi to nastąpić na JEGO warunkach, czyli na gruncie bojaźni Bożej. Możemy być zaakceptowani, jeżeli zapytani przez kogoś o te problemy, odpowiemy, że to duchowa choroba. Jednak wyróżnimy się na gruncie bojaźni Bożej, jeśli dodamy, że jedynym skutecznym lekarstwem na nią jest osobiste poznanie lub odnowienie relacji z Panem Jezusem Chrystusem. Natomiast kompromisem będzie, jeżeli uznamy, że te problemy bezpośrednio nas nie dotyczą. Motywacyjnym ostrzeżeniem niech będzie fragment z Księgi Jeremiasza 5,22-24: „Czy nie ma u was bojaźni przede mną? - mówi Pan - i nie drżycie przed moim obliczem? Ja wytyczyłem morzu jako granicę piasek nadbrzeżny, wieczystą zaporę, której przebyć nie może, i choć się burzy, jednak jej nie przemoże, choć szumią jego fale, jednak jej nie mogą przekroczyć. Lecz ten lud ma serce krnąbrne i przekorne; odstąpili i odeszli. I nie pomyśleli w swoim sercu: Bójmy się Pana, naszego Boga, który daje w czasie właściwym zarówno deszcz wczesny, jak i późny, który nam zapewnia ustalone tygodnie żniwa”. Żyjemy w ''czasach ostatecznych'', w których Pan Bóg wyraźnie upomina się o respektowanie bojaźni Bożej w naszym życiu. Oprócz innych zapowiedzianych w Biblii znaków, także morza przekraczają swoje granice. Pokazują to niedawne wydarzenia, np. tsunami w Indonezji, czy Japonii.

Twierdzenie, że Bóg jest tylko MIŁOŚCIĄ, którego nie trzeba się bać jest współczesnym zwiedzeniem. To tak, jakby powiedzieć, że rozpalając ogień mamy tylko ciepło i nie możemy się poparzyć. Ludzie nie boją się Pana Boga, bo nie mają prawdziwej społeczności z NIM. Dopiero, gdy mamy osobistą społeczność na gruncie bojaźni Bożej, to wtedy Pan Bóg mówi do każdego z nas: ''nie bój się''. Możesz się zdziwić, ile wersetów znajdzie wyszukiwarka biblijna, gdy wpiszesz to wyrażenie. W tłumaczeniu Biblii Warszawskiej ''wyskakuje'' 58 wersetów z frazą ''nie bój się''. Poniżej tylko cztery z nich.

(Księga Jeremiasza 1,8): „Nie bój się ich, bo Ja jestem z tobą, aby cię ratować! - mówi Pan”.

(Księga Izajasza 41,10): „Nie bój się, bom Ja z tobą, nie lękaj się, bom Ja Bogiem twoim! Wzmocnię cię, a dam ci pomoc, podeprę cię prawicą sprawiedliwości swojej”.

(Ewangelia Marka 5,36): „Ale Jezus, usłyszawszy, co mówili, rzekł do przełożonego synagogi: Nie bój się, tylko wierz!”.

(Ewangelia Łukasza 12,32: „Nie bój się, maleńka trzódko! Gdyż upodobało się Ojcu waszemu dać wam Królestwo”.

Dzisiaj świat dostarcza nam wielu powodów, żeby się bać. Jednak, jeżeli boimy się tylko Pana Boga, to nie musimy się bać nikogo i niczego innego. Człowiek jest powołany do pełnej zależności od Boga. Czyli tylko w osobistej relacji z NIM możliwe jest życie bez jakiegokolwiek lęku. Jedyne prawdziwe poczucie bezpieczeństwa jest w Chrystusie. W pełnym podporządkowaniu naszego życia pod Bożą zależność nie będzie miejsca na inny strach. Tylko w Panu Jezusie Chrystusie, który objawił nam Ojca i bojaźń Bożą mamy wszelką moc, by przeciwstawić się oszustwom diabelskim. Apostoł Chrystusa pisze w Liście Jakuba 4,7: „Przeto poddajcie się Bogu, przeciwstawcie się diabłu, a ucieknie od was”. Czytamy o tym też w 1. Liście Piotra 5,6-11: „Ukórzcie się więc pod mocną rękę Bożą, aby was wywyższył czasu swego. Wszelką troskę swoją złóżcie na niego, gdyż On ma o was staranie. Bądźcie trzeźwi, czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, chodzi wokoło jak lew ryczący, szukając kogo by pochłonąć. Przeciwstawcie mu się, mocni w wierze, wiedząc, że te same cierpienia są udziałem braci waszych w świecie. A Bóg wszelkiej łaski, który was powołał do wiecznej swej chwały w Chrystusie, po krótkotrwałych cierpieniach waszych, sam was do niej przysposobi, utwierdzi, umocni, na trwałym postawi gruncie. Jego jest moc na wieki wieków. Amen!”.

Dalszy ciąg w części 6.

Bogdan Podlecki

Poprzednia część                                 Następna część

sobota, 15 lipca 2017

Bojaźń Boża cz. 4

Bojaźń Boża cz. 4

Jedynym ''pozytywnym strachem'', jaki powinniśmy odczuwać jest bojaźń Boża. W takim rozumieniu w człowieku wierzącym, który całkowicie poddał swoje życie pod Bożą zależność nie powinno być żadnego innego strachu. Bojaźń Boża, to jest ''dobry strach'' przed ŚWIĘTOŚCIĄ BOGA, motywujący nas do współdziałania w wypełnianiu Bożej woli dla naszego życia. Pan Jezus Chrystus wskazał przykładem SWOJEGO życia na ziemi na to, że BOJAŹŃ w połączeniu z ŁASKĄ jest MOCĄ BOŻĄ do rozpoczęcia życia wiecznego już TERAZ. Zmanipulowany przez Bożego przeciwnika świat nie odróżnia dobrego i złego strachu. Jeżeli chcemy być odróżnialni dla świata, to ludzie powinni widzieć nas jako ''szalonych'' i bezkompromisowych dla Boga. Nasze życie powinno być świadectwem dobrze rozumianej ortodoksyjności chrześcijańskiej, która nie daje miejsca na kompromisy w przestrzeganiu BOŻEGO PRAWA ŁASKI.

Czy nowo narodzony człowiek może żyć bez bojaźni Bożej? Zdecydowanie nie, ponieważ jest ona drogowskazem do coraz głębszego poznania Pana Boga. Czytamy o tym w Księdze Przypowieści Salomona 2,5: „Wtedy zrozumiesz bojaźń Pana i uzyskasz poznanie Boga”. Bojaźń Boża jest mocą do życia w świętości. Potwierdzenie tego mamy już w 2. Księdze Mojżeszowej 20,20: „Wtedy rzekł Mojżesz do ludu: Nie bójcie się, bo Bóg przyszedł, aby was doświadczyć i aby bojaźń przed Nim była w was, byście nie grzeszyli”. Jest nieodłącznym elementem osobistego przymierza z Bogiem. Pisał o tym Boży prorok w Księdze Jeremiasza 32,40: „I zawrę z nimi wieczne przymierze, że się od nich nie odwrócę i nie przestanę im dobrze czynić; a w ich serce włożę bojaźń przede Mną, aby ode mnie nie odstąpili”. Dopiero, gdy dzięki BOŻEJ ŁASCE będziemy doskonali w miłości, czyli będziemy w stanie kochać miłością bezwarunkową, to wtedy bojaźń zostanie zastąpiona WIECZNĄ BOŻĄ OBECNOŚCIĄ w naszym życiu. Pisze o tym Boży apostoł w 1. Liście Jana 4,18: „W miłości nie ma bojaźni, wszak doskonała miłość usuwa bojaźń, gdyż bojaźń drży przed karą; kto się więc boi, nie jest doskonały w miłości”. Można więc powiedzieć, że bojaźń Boża jest początkiem mądrości prowadzącej do poznania Boga. Natomiast końcem bojaźni jest doskonała miłość w Bożej obecności.

Diabeł zna SŁOWO BOŻE i wie, że bojaźń Boża jest doskonałym orężem chrześcijanina. On zrobi wszystko, żeby tę broń osłabić. Diabelski atak skierowany jest na zwiedzenie wierzących. W Ewangelii Marka 13,22 czytamy: „Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i czynić będą znaki i cuda, aby o ile można, zwieść wybranych”. Jeżeli człowiek wierzący mający poznanie, świadomie wybiera niczym ''nieograniczoną wolność'', to wpada w duchową pułapkę. Nasza wolność jest ograniczona BOŻYM PRAWEM. Granicą naszej wolności jest naruszenie wolności innego człowieka w Chrystusie, czyli w ramach Bożych zasad. Nie jest możliwe osiągnięcie przez człowieka takiego stanu niezależności, który pozwala na zignorowanie bojaźni Bożej. Pisze o tym Paweł w Liście do Galacjan 5,13: „Bo wy do wolności powołani zostaliście, bracia; tylko pod pozorem tej wolności nie pobłażajcie ciału, ale służcie jedni drugim w miłości”. Zostaliśmy powołani do pełnej zależności od Pana Boga, a nie do niezależności. Jesteśmy albo pod Bożym autorytetem, albo pod autorytetem Bożego przeciwnika. Wybór niezależności jest mniej lub bardziej świadomą decyzją podporządkowania się diabłu. Życie w ''totalnej wolności duchowej'' jest zwiedzeniem. Dotyczy to także ludzi deklarujących się jako wierzący. Człowiek, który sądzi, że nie boi się ani Pana Boga, ani diabła jest w takim zwiedzeniu. Boga się nie boi, bo uważa, że bez względu na to, co zrobi, to Pan Bóg będzie po jego stronie. Diabła się nie boi, bo wie, że tak naprawdę diabeł niewiele może mu zrobić bez zgody Boga. Rzeczywiście, diabeł może tylko to, na co pozwoli mu Pan Bóg. Jednak Bóg dał nam wolną wolę w wyborze. Świadomy wybór niezależności oddziela nas od Boga i daje przystęp diabłu do naszego umysłu. Właśnie na tym polega ta duchowa pułapka. Poprzez niedocenianie, czy wręcz odrzucenie bojaźni Bożej, dajemy przystęp diabłu. Brak bojaźni Bożej w życiu jest pułapką duchową, którą diabeł wykorzystuje na każdym etapie naszego osobistego, czy też społecznego chrześcijaństwa.

Jeżeli jako chrześcijanie nie będziemy wyróżniać się prawdziwą bojaźnią Bożą, to nie damy szansy ludziom na skonfrontowanie ich życia z BOŻYM PRAWEM. Musimy być zdecydowani i nie możemy dopuszczać do porównywania ich "duchowego" życia z ludzkim prawem, bo to prowadzi do kompromisów. Nasze niezdecydowanie może powodować to, że będziemy odbierani w świecie nawet jako ''szaleńcy dla Jezusa'', ale bez jasnego dla nich powodu. To jest tak, jak z oddziaływaniem świadectwa naszego życia w relacjach z innymi ludźmi. Jeżeli przekażemy komuś pewną prawdę, a nie będzie ona poparta widocznym świadectwem naszego życia, to zapewne pozostanie ona jedną z wielu nieożywionych prawd w jego życiu. Jednak, jeżeli ta sama prawda jest poparta dobrym świadectwem naszego życia, to może ona wpłynąć na przemianę życia tego człowieka. To oczywiście robi Bóg, a nie my. Jednak dzieje się tak, dzięki widocznemu świadectwu naszego życia w PRAWDZIWEJ BOJAŹNI BOŻEJ. Możemy się do tego przyznawać lub nie, ale każdemu z nas zależy na akceptacji tego, co robimy, co mówimy, czy co myślimy. Jednak nasze osobiste chrześcijaństwo nie może polegać na ''akceptacji dla samej akceptacji'', która może prowadzić do kompromisów wiary. Prawdziwa bojaźń Boża pozwala na patrzenie na problemy, z którymi spotykamy się w życiu nie tylko z ludzkiej, ale przede wszystkim z Bożej perspektywy. Pozwala też na rozwiązywanie ich w zgodzie z BOŻYM PRAWEM.


Dalszy ciąg w części 5.

Bogdan Podlecki

Poprzednia część                                 Następna część

Bojaźń Boża cz. 3

Bojaźń Boża cz. 3

Współczesna psychologia większość przejawów strachu tłumaczy stresem, z którego można znaleźć wyjście wchłaniając kolejne lekcje pozytywnego myślenia. Dzisiaj także zestresowani wierzący są kierowani do niekoniecznie wierzących psychiatrów, czy psychologów. Dzieje się tak, ponieważ bojaźń Boża niekoniecznie jest już podstawą właściwej terapii duchowej. Diabeł zrobi wszystko, by ludzie nie odróżniali złego strachu od bojaźni Bożej. Dba o to, by dostarczyć ludziom mnóstwa powodów do ''złego strachu'', wynikającego z niewiary lub braku wiary. Diabeł dąży do tego, żeby ludzie utożsamili demoniczny strach z bojaźnią Bożą. Celem tych dążeń jest zablokowanie w ludziach PRAWDZIWEJ BOJAŹNI BOŻEJ. Ma też sprawdzone strategie w stosunku do wierzących. Podsuwa im z pozoru pozytywne myśli: ''Bóg jest dobry i nic złego nie może nas spotkać z JEGO strony''. Rzeczywiście, Bóg jest DOBRY, ale co rozumiemy przez to, że ''nic złego'' nie może nas spotkać z JEGO strony. Na pewno nie spotka nas nic złego z punktu widzenia Pana Boga. Jednak może nas spotkać doświadczenie, które my możemy uznać za złe. Diabeł wytwarza w nas złudne poczucie bezpieczeństwa, byśmy mieli dobre samopoczucie w swoim gronie w budynkach kościelnych. Podczas gdy Pan Bóg pragnie, by bojaźń Boża motywowała nas do usługiwania świadectwem swojego przemienionego życia na zewnątrz. Pan Bóg chce zwrócić naszą uwagę na to, że nie zawsze możemy być dla NIEGO partnerem. Owszem, możemy być dla Boga pomocnym współpracownikiem, ale tylko wtedy, gdy szczerze pragniemy się z NIM osobiście spotkać na gruncie bojaźni Bożej.

Tym, co odróżnia czynnego w wierze człowieka od innych ludzi jest PRAWDZIWA BOJAŹŃ BOŻA. Dlatego najlepszym sposobem na wyjście z zamieszania do właściwego poznania i życia w bojaźni Bożej jest wpływ na zmianę postrzegania przez innych ludzi prawdziwego, czyli niereligijnego chrześcijaństwa z dobrze pojętym ''szaleństwem dla Boga''. Prawdziwy chrześcijanin to człowiek, który zrobi wszystko dla Pana Boga w ramach BOŻEGO PRAWA. Dzisiaj ''fundamentalizm religijny'' źle nam się kojarzy. Jednak dobrze rozumiany niereligijny ''chrześcijański fundamentalista'' jest człowiekiem, który w oczach świata nie boi się niczego, ponieważ ma za sobą JEDYNEGO WSZECHMOGĄCEGO BOGA. Biblia dostarcza nam wielu przykładów takich ''szaleńców dla Boga'', czyli ludzi robiących ''szalone rzeczy'' na polecenie Pana Boga. Jednym z nich jest Hiskiasz. Pamiętamy, że Mojżesz jako mąż Boży miał namaszczenie do rozwiązania problemu z grzechem nieposłuszeństwa Izraela poprzez zrobienie i osadzenie na drzewcu miedzianego węża nazywanego Nechusztanem. Natomiast Hiskiasz, jako Boży reformator miał namaszczenie do przewodzenia wielkim przebudzeniem duchowym w Judzie poprzez zniszczenie tego węża. Chodzenie w aktualnym namaszczeniu i pełne posłuszeństwo Bogu może prowadzić do pozornie sprzecznych zachować, które mogą być odbieranych przez innych jako szalone. Hiskiasz zniszczył to, co zrobił na polecenie Boga mąż Boży Izraela – Mojżesz. Ten przykład wskazuje na to, że w Królestwie Bożym nie ma ustalonych schematów i Pan Bóg akceptuje takich ''szaleńców''. Jan Chrzciciel nie bał się Heroda, wytykając mu wszeteczeństwo. Z punktu widzenia świata był szaleńcem, bo głosił upamiętanie, narażając się wszystkim wokół. Jednak jego posłuszeństwo i bojaźń Boża sprawiły, że świat poznał, iż stał za nim Syn Boży, Jezus Chrystus. Szczepan zwiastował z odwagą SŁOWO BOŻE wbrew swoim prześladowcom. Nie pozostał w swojej ''strefie bezpieczeństwa'', jako usługujący diakon, ale szybko stał się skutecznym ewangelistą, którego działalność przyczyniła się do ekspansji Kościoła Pana Jezusa Chrystusa na cały świat.

Dzisiaj, żeby odróżniać się od innych prawdziwą bojaźnią Bożą, też trzeba być ''szaleńcem dla Boga''. Szczere nawrócenie, to też jest swojego rodzaju szaleństwo wobec naszego najbliższego otoczenia. Prawdziwa pokuta powoduje, że bojaźń Boża jednoczy się w nas z Bożą miłością. Wyraźnie pisze o tym apostoł Paweł w 1. Liście do Koryntian 6,17: „Kto zaś łączy się z Panem, jest z nim jednym duchem”. W wyniku tej jedności jest w nas BOŻA MOC, która pozwala nam poddać całe nasze życie pod pełną Bożą zależność. Innymi słowy przepływające BOŻE ŻYCIE w nas sprawia, że możemy żyć w BOŻYM WIECZNYM TERAZ. W duchu, czyli w Duchu Chrystusowym możemy żyć już TERAZ w Bożej obecności. Przyjmijmy to Boże objawienie z JEGO SŁOWA, które możemy znaleźć w bardzo wielu fragmentach biblijnych, np. w 1. Liście Jana 5,11-21: „A takie jest to świadectwo, że żywot wieczny dał nam Bóg, a żywot ten jest w Synu Jego. Kto ma Syna, ma żywot; kto nie ma Syna Bożego, nie ma żywota. To napisałem wam, którzy wierzycie w imię Syna Bożego, abyście wiedzieli, że macie żywot wieczny. (...) Wiemy też, że Syn Boży przyszedł i dał nam rozum, abyśmy poznali tego, który jest prawdziwy. My jesteśmy w tym, który jest prawdziwy, w Synu jego, Jezusie Chrystusie. On jest tym prawdziwym Bogiem i życiem wiecznym. Dzieci, wystrzegajcie się fałszywych bogów”.

Dalszy ciąg w części 4.

Bogdan Podlecki

Poprzednia część                                Następna część

Bojaźń Boża cz. 2

Bojaźń Boża cz. 2

Dzisiaj bojaźń Boża kojarzy się raczej z zabobonem. Czymś, z czego można się pośmiać. Pamiętam, że jako dziecko obserwowałem kiedyś, jak moja przybrana babcia na wsi, gdy za oknem grzmiało i błyskało, to szybko chwytała za ''paciorki'' i nerwowo nimi przebierała. Wtedy myślałem, że to jest bojaźń Boża. Jak się głębiej zastanowić i odrzucić te koraliki z tego wspomnienia, to tak naprawdę nie ma się z czego śmiać! Taka bojaźń może mieć uzasadnienie. Wystarczy sięgnąć do Księgi Apokalipsy. Jest tam wiele opisów, które gdy będą się wypełniać, to ludzie będą okazywać strach i reagować w różny sposób. Czytamy o tym w Księdze Objawienia 14,7: „Bójcie się Boga i oddajcie mu chwałę, gdyż nadeszła godzina sądu jego, i oddajcie pokłon temu, który stworzył niebo i ziemię, i morze, i źródła wód”. Ludzie, w tym także wierzący mają różne poznanie. Niektórzy mają przekonanie, że Jedyny Bóg Starego Testamentu jest tylko srogi i mściwy. W odróżnieniu od miłosiernego Boga Nowego Testamentu. Często my sami, jako wierzący przyczyniamy się do takiej opinii, przedstawiając Pana Boga wyłącznie w pozycji ''DOBREGO TATUSIA''. Pomniejszanie, czy wręcz pomijanie aspektu bojaźni Bożej w ewangelizacji z użyciem BOŻEGO PRAWA powoduje, że nie mówimy ludziom pełnej prawdy o Bogu. W 1. Liście Piotra 2,15-17 czytamy: „Albowiem taka jest wola Boża, abyście dobrze czyniąc, zamykali usta niewiedzy ludzi głupich, jako wolni, a nie jako ci, którzy wolności używają za osłonę zła, lecz jako słudzy Boga. Wszystkich szanujcie, braci miłujcie, Boga się bójcie, króla czcijcie”. Pan Bóg nie zmienił się. Zmienia się jedynie nasze poznanie i to na tyle, na ile Bóg daje się nam poznać. Apostoł Paweł pisze w Liście do Galacjan 4,8-10: „Lecz dawniej, gdy nie znaliście Boga, służyliście tym, którzy z natury bogami nie są; teraz jednak, kiedy poznaliście Boga, a raczej, kiedy zostaliście przez Boga poznani, czemuż znowu zawracacie do słabych i nędznych żywiołów, którym ponownie, jak dawniej służyć chcecie? Zachowujecie dni i miesiące, i pory roku, i lata!”. Czy dzisiaj jest inaczej, np. w kwestii ''zachowywania'' swoich własnych poglądów na życie duchowe, czyli po prostu religijności, nawet wśród wierzących, czy ''inaczej wierzących''?

Pryzmat jest prostym przyrządem optycznym, dzięki któremu możemy widzieć rozszczepioną wielobarwną wiązkę światła. Obraz postrzegany przez pryzmat jest inny, niż obraz widziany bez tego przyrządu optycznego. Ważne jest również to, jak postrzegamy Pana Boga. Czy patrzymy na duchową rzeczywistość przez pryzmat bojaźni Bożej? Bóg w czasach Starego Testamentu patrzył na ludzi przez pryzmat przestrzegania zakonu, który wskazywał na Chrystusa. W obecnym ''czasie łaski'', Pan Bóg patrzy na nas przez pryzmat Chrystusa, który jako JEDYNY wypełnił ten zakon. Dostrzegalny ''poziom dobra'' jest wynikiem tego, na ile Bóg może w nas dostrzec z charakteru Chrystusa. Czytamy o tym w 1. Liście Piotra 1,13-19: „Dlatego okiełzajcie umysły wasze i trzeźwymi będąc, połóżcie całkowicie nadzieję waszą w łasce, która wam jest dana w objawieniu się Jezusa Chrystusa. Jako dzieci posłuszne nie kierujcie się pożądliwościami, jakie poprzednio wami władały w czasie nieświadomości waszej, lecz za przykładem świętego, który was powołał, sami też bądźcie świętymi we wszelkim postępowaniu waszym, ponieważ napisano: Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty. A jeśli wzywacie jako Ojca tego, który bez względu na osobę sądzi każdego według uczynków jego, żyjcie w bojaźni przez czas pielgrzymowania waszego, wiedząc, że nie rzeczami znikomymi, srebrem albo złotem, zostaliście wykupieni z marnego postępowania waszego, przez ojców wam przekazanego, lecz drogą krwią Chrystusa, jako baranka niewinnego i nieskalanego”. Wszystko, co w naszym życiu szczerze podporządkowaliśmy pod Bożą zależność jest bezpieczne w Chrystusie. We wszystkim, czego świadomie nie oddaliśmy pod korektę Ducha Bożego jesteśmy narażeni na gniew Boży. Pan Bóg patrzy na człowieka przez pryzmat doskonałej ofiary Jezusa Chrystusa, którą poniósł na KRZYŻU za każdego z nas. Jeżeli stajemy przed NIM szczerze w każdej sprawie, to jesteśmy pod Bożym autorytetem. Jednak jeżeli nie jesteśmy szczerzy przed Bogiem, to wychodzimy spod JEGO autorytetu. Nie ma neutralnej strefy bezpieczeństwa. Wyjście spod Bożej zależności jest równoznaczne z mniej lub bardziej świadomym poddaniem się pod autorytet diabła. Powinniśmy obawiać się Bożego gniewu w tych dziedzinach naszego życia, których jeszcze nie podporządkowaliśmy Chrystusowi. Czytamy o tym w Liście do Hebrajczyków 10,31: „Straszna to rzecz wpaść w ręce Boga żywego”.


Dalszy ciąg w części 3.

Bogdan Podlecki

Poprzednia część                                 Następna część

piątek, 14 lipca 2017

Bojaźń Boża cz. 1

Bojaźń Boża cz. 1

To rozważanie jest próbą biblijnego odróżnienia ''bojaźni'' i ''strachu''. Przeczytajmy uważnie dwa fragmenty, w których wspólnym wątkiem jest zdecydowana zachęta do życia w bojaźni Bożej.

(Księga Przypowieści Salomona 3,7): „Zaufaj Panu z całego swojego serca i nie polegaj na własnym rozumie! Pamiętaj o Nim na wszystkich swoich drogach, a On prostować będzie twoje ścieżki! Nie uważaj się sam za mądrego, bój się Pana i unikaj złego!”.

(Księga Kaznodziei Salomona 12,13): „Poza tym: Synu mój, przyjmij przestrogę! Pisaniu wielu ksiąg nie ma końca, a nadmierne rozmyślanie męczy ciało. Wysłuchaj końcowej nauki całości: Bój się Boga i przestrzegaj jego przykazań, bo to jest obowiązek każdego człowieka. Bóg bowiem odbędzie sąd nad każdym czynem, nad każdą rzeczą tajną - czy dobrą, czy złą”.

Bojaźń Boża jest ''dobrym strachem'' przed ŚWIĘTYM i WSZECHMOCNYM BOGIEM, który motywuje do przemiany i podporządkowania życia człowieka pod Bożą zależność. Można powiedzieć, że ''prawdziwa bojaźń'' jest obawą przed niewykonaniem tego, czego chce od nas Pan Bóg lub przed zrobieniem czegoś, co jest wbrew Bożej woli. Czyli innymi słowy, to jest ''dobry strach'' przed znieważeniem MIŁOŚCI BOGA.

Jeżeli bojaźń Boża jest ''dobrym strachem'', to możemy także mówić o złym, czyli destrukcyjnym strachu. Przeanalizujmy dokładnie fragment z Ewangelii Marka 4,37-41: „I zerwała się gwałtowna burza, a fale wdzierały się do łodzi, tak iż łódź już się wypełniała. A on był w tylnej części łodzi i spał na wezgłowiu. Budzą go więc i mówią do niego: Nauczycielu, nic cię to nie obchodzi, że giniemy? I obudziwszy się, zgromił wicher i rzekł do morza: Umilknij! Ucisz się! I ustał wicher i nastała wielka cisza. I rzekł do nich: Czemu jesteście tacy bojaźliwi? Jakże to, jeszcze wiary nie macie? I zdjął ich strach wielki i mówili jeden do drugiego: Kim więc jest Ten, że i wiatr, i morze są mu posłuszne?”. W pierwszych czterech wersetach tego fragmentu opisany jest strach, którego widoczne źródło jest w okolicznościach. Pan Jezus zgromił duchową przyczynę tych okoliczności i zdemaskował ''zły strach'' wynikający z ''niewiary'', która jest duchem przeciwnym Bogu. Niewiara, to nie jest to samo, co brak wiary. Wiara jest Bożym darem. Jednak mimo przyjęcia go od Pana Boga, można w wyniku trudnych okoliczności ulec ''duchowi niewiary''. Dopiero w ostatnim wersecie tego fragmentu pojawia się ''dobry strach'', wynikający z bojaźni Bożej. Zły strach musi być zdemaskowany i zgromiony. Jeżeli tak się nie stanie, to może być powodem naszej porażki. Duchowa zasada jest prosta. Poddanie się ''złemu strachowi'' może prowadzić nawet do destrukcji w naszym osobistym, czy społecznym chrześcijaństwie.

PRAWDZIWA BOJAŹŃ BOŻA zawsze prowadzi do dobrych zmian w naszym życiu. Łatwo jest doradzać komuś na temat konieczności odrzucenia strachu. Nie bój się, co powiedzą o tobie inni. Nie bój się, co zrobią ci inni ludzie. Jednak bardzo wyraźnie tego chce od nas Pan Bóg. Wszystko, co robimy, w tym także przeciwstawianie się ''złemu strachowi'', robimy na Bożą chwałę. Wyraźne odróżnienie dobrego i złego strachu znajdujemy w fragmencie z Księgi Izajasza 8,12-13: „Nie nazywajcie sprzysiężeniem wszystkiego, co ten lud nazywa sprzysiężeniem, i nie bójcie się tego, czego on się boi, ani się nie trwóżcie! Tylko Pana Zastępów miejcie za Świętego, niech On będzie waszą bojaźnią i On waszym lękiem!”.

Przeanalizujmy dwie paralelne wypowiedzi Pana Jezusa Chrystusa.

(Ewangelia Łukasza 12,4-5): „Powiadam zaś wam, przyjaciołom moim, nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nie mają już nic do zrobienia. Ale wskażę wam, kogo się bać macie! Bójcie się tego, który, gdy zabija, ma moc wrzucić do piekła. Zaiste, powiadam wam: Tego się bójcie!”.

(Ewangelia Mateusza 10,28): „I nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, ale duszy zabić nie mogą; bójcie się raczej tego, który może i duszę i ciało zniszczyć w piekle”. Zestawmy te słowa z fragmentem z Listu Jakuba 4,12: „Jeden jest zakonodawca i sędzia, Ten, który może zbawić i zatracić. Ty zaś kim jesteś, że osądzasz bliźniego?”.

Pan Bóg jasno precyzuje w SWOIM SŁOWIE, że tylko JEGO należy się bać. ON jest Bogiem zazdrosnym o SWOJĄ CHWAŁĘ. Tylko taki strach przed ŚWIĘTYM BOGIEM jest prawdziwą bojaźnią Bożą ku życiu. Każdy inny strach wynikający z niewiary nie jest z Boga i ''zatwardziałe'' uleganie mu może prowadzić do trudnych doświadczeń wiary. Pisze o tym Paweł w 2. Liście do Tymoteusza 1,7: „Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, lecz mocy i miłości, i powściągliwości”.

Dalszy ciąg w części 2.

Bogdan Podlecki

wtorek, 11 lipca 2017

Autorytet sługi Bożego cz. 4

Autorytet sługi Bożego cz. 4 

Pan Jezus Chrystus wyposażył nas w niezbędne narzędzia do pełnienia skutecznej służby chrześcijańskiej. Wyraźnie pisze o tym Paweł w 2. Liście do Koryntian 3,6: „który też uzdolnił nas, abyśmy byli sługami nowego przymierza, nie litery, lecz ducha, bo litera zabija, duch zaś ożywia”. ''Nowe Przymierze'' jednoznacznie określiło standardy każdej służby chrześcijańskiej, np. w Ewangelii Mateusza 20,26-27: „Nie tak ma być między wami; ale ktokolwiek by chciał między wami być wielki, niech będzie sługą waszym. I ktokolwiek by chciał być między wami pierwszy, niech będzie sługą waszym”. Zróżnicowanie oczekiwań wobec sług Bożych sformułował Pan Jezus Chrystus w Ewangelii Łukasza 12,37-48: „Błogosławieni owi słudzy, których pan, gdy przyjdzie, zastanie czuwających. Zaprawdę, powiadam wam, iż się przepasze i posadzi ich przy stole, i przystąpiwszy, będzie im usługiwał. (…) Ten zaś sługa, który znał wolę pana swego, a nic nie przygotował i nie postąpił według jego woli, odbierze wiele razów. Lecz ten, który nie znał, choć popełnił coś karygodnego, odbierze niewiele razów. Komu wiele dano, od tego wiele będzie się żądać, a komu wiele powierzono, od tego więcej będzie się wymagać”. 

Pan Bóg powierzył duży autorytet SWOIM sługom wobec ludzi. Czytamy o tym w 1. Liście do Koryntian 4,1: „Tak niechaj każdy myśli o nas jako o sługach Chrystusowych i o szafarzach tajemnic Bożych”. To jest wielka odpowiedzialność być ''dysponentem tajemnic Bożych''. Jednak osobisty przykład Pana Jezusa powinien przestrzec nas przed pokusami stawiania swojej osoby w służbie na pierwszym planie. Chrystus wyraźnie mówi o tym w Ewangelii Jana 13,16: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Sługa nie jest większy nad pana swego ani poseł nie jest większy od tego, który go posłał”. Autorytetu Bożego sługi nie można umacniać bazując tylko na ludzkich opiniach, w tym szczególnie na pochlebstwach. Wymowną ilustracją jest tu epizod z życia i służby apostoła Pawła, który wymagał od niego wykorzystania daru rozróżniania duchów. Czytamy o tym w Dziejach Apostolskich 16,17-18: „Ta, idąc za Pawłem i za nami, wołała mówiąc: Ci ludzie są sługami Boga Najwyższego i zwiastują wam drogę zbawienia. A to czyniła przez wiele dni. Wreszcie Paweł znękany, zwrócił się do ducha i rzekł: Rozkazuję ci w imieniu Jezusa Chrystusa, żebyś z niej wyszedł. I w tej chwili wyszedł”. Pan Jezus Chrystus dał nam zdolność do rozpoznawania tego, co może się przyczynić do umocnienia autorytetu sługi Bożego oraz tego, co może go zniszczyć. Diabeł zawsze będzie się starał wyrwać nas z miejsca naszego powołania do służby. Jednak mamy wspaniałą Bożą obietnicę w 1. Liście Jana 4,4: „Wy z Boga jesteście, dzieci, i wy ich zwyciężyliście, gdyż Ten, który jest w was, większy jest, aniżeli ten, który jest na świecie”. 

Im bardziej Bogu podoba się nasza służba, tym więcej będziemy odrzucani przez ten świat. Zawsze jako wierzący będziemy wyrzutem sumienia dla świata. Jednak Pan Bóg przyznaje się i błogosławi służbę, którą cechuje pobożne życie, głoszenie zdrowej nauki oraz dobre świadectwo życia. Dany przez Boga autorytet musimy rozwijać i umacniać. Od nas zależy, czy będziemy mogli kiedyś o sobie powiedzieć tak, jak apostoł Paweł w 2. Liście do Tymoteusza 4,7-8: „Dobry bój bojowałem, biegu dokonałem, wiarę zachowałem, a teraz oczekuje mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu da Pan, sędzia sprawiedliwy, a nie tylko mnie, lecz i wszystkim, którzy umiłowali przyjście Jego”. Dzięki BOŻEJ ŁASCE także od nas zależy, co usłyszymy jako słudzy Pana Jezusa Chrystusa. Czy będą to słowa z Ewangelii Mateusza 25,23: „Dobrze, sługo dobry i wierny! Nad tym, co małe, byłeś wierny, wiele ci powierzę; wejdź do radości pana swego.? Czy też z 26. i 30. wersetu tego samego rozdziału: „Sługo zły i leniwy! Wiedziałeś, że żnę, gdzie nie siałem, i zbieram, gdzie nie rozsypywałem. (…) A nieużytecznego sługę wrzućcie w ciemności zewnętrzne; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.? Jednak Pan Jezus Chrystus zostawił świadomym i szczerym sługom Bożym wspaniałą obietnicę, która dla wielu już się wypełniła. Znajdujemy ją w Ewangelii Jana 15,15: „Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego; lecz nazwałem was przyjaciółmi, bo wszystko, co słyszałem od Ojca mojego, oznajmiłem wam”.

Bogdan Podlecki