sobota, 3 czerwca 2017

Wrażliwość Samarytanina cz. 5

Wrażliwość Samarytanina cz. 5

Po usłyszeniu ''Przypowieści o miłosiernym Samarytaninie'' skoncentrowany na sobie uczony musiał odpowiedzieć na pytanie Chrystusa, które mamy w Ewangelii Łukasza 10,36: „Który z tych trzech, zdaniem twoim, był bliźnim temu, który wpadł w ręce zbójców?”. Istotne jest to, że nie odpowiedział krótko – Samarytanin, lecz dokonał pozytywnej oceny jego postawy. Odpowiedział słowami, które potwierdzały zmianę jego myślenia. Jego odpowiedź znajdujemy w 37. wersecie: Ten, który się ulitował nad nim”. Samarytanin nie był już dla niego pogardzanym odstępcą, lecz "tym, który się ulitował". Myślę, że uczony dostrzegł, iż tożsamość Samarytanina uległa zmianie i w wyniku tego wydarzenia stał się duchowym "dawcą". Stał się wykonawcą BOŻEGO PRAWA. Kapłan i Lewita nie zmienili swojej tożsamości, pozostali w postawie "duchowe JA". Pozostali znawcami, ale nie wykonawcami BOŻEGO PRAWA.

Każde pytanie i każda odpowiedź Pana Jezusa miały podtekst duchowy, zmuszający pytającego lub odpowiadającego do refleksji. Uczony chciał uzyskać odpowiedź na bardzo konkretne pytanie: "Nauczycielu, co mam czynić, aby dostąpić żywota wiecznego?''. Otrzymał nie tylko jednoznaczną odpowiedź, ale także dzięki temu, że samodzielnie wyciągnął wnioski, to zyskał motywację do jej zastosowania w swoim życiu. Odpowiedź Chrystusa znajdujemy w dalszej części 37. wersetu: Rzekł mu Jezus: Idź, i ty czyń podobnie”. Pan Jezus nakierował naszą uwagę na to, że uczynki są ważne, lecz są tylko konsekwencją tego, co Bóg włożył w serce każdego człowieka. Czytamy o tym także w Księdze Kaznodziei Salomona 3,9-11: „Jaki pożytek ma pracujący z tego, że się trudzi? Widziałem żmudne zadania, które Bóg zadał ludziom, aby się nimi trudzili. Wszystko pięknie uczynił w swoim czasie, nawet wieczność włożył w ich serca; a jednak człowiek nie może pojąć dzieła, którego dokonał Bóg od początku do końca”. Opowiedziana przez Jezusa ''Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie'' powinna zwrócić naszą uwagę na to, że szatan wykrada z serca człowieka to, co najcenniejsze, pozostawiając go obrabowanym duchowo. Zadaniem każdego wierzącego jest przyjść takiemu człowiekowi z pomocą. Głoszenie dobrej nowiny o ratunku, to bardzo ważny element służby chrześcijańskiej, lecz ponoszenie kosztów i zapewnienie opieki uratowanemu musi być jej dopełnieniem.

Byłem w Izraelu i widziałem z bliska odcinek tej wąskiej górskiej drogi, która wiedzie z Jerozolimy do Jerycha. Nie sposób nie zauważyć na niej, czy w jej pobliżu leżącego człowieka. Ciekawą rzeczą jest to, że wybudowano tam klasztor ''obrządku ormiańskiego'', który przegradza tę drogę. Żyją tam ludzie, którzy uważają się za Boże sługi. Być może jest to pewien symbol tego, że życie w izolacji nie spowoduje już wśród literalnych "następców kapłanów i Lewitów" zachowania opisanego w Ewangelii Łukasza 10,31-32: „Przypadkiem szedł tą drogą jakiś kapłan i zobaczywszy go, przeszedł mimo. Podobnie i Lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, przeszedł mimo”. Chwała Bogu za to, że powołał także duchowych następców kapłanów i jak czytamy w 2. Liście do Koryntian 3,6: „uzdolnił nas, abyśmy byli sługami nowego przymierza, nie litery, lecz ducha, bo litera zabija, duch zaś ożywia”. Ważną lekcją dla nas może być także to, że będziemy rozliczeni przed Bogiem z tego, co zrobiliśmy dla bliźniego, ale także z tego, czego dla niego nie zrobiliśmy. W Liście Jakuba 4,17 czytamy: „Kto więc umie dobrze czynić, a nie czyni, dopuszcza się grzechu”. Jeszcze wyraźniej wypowiedział tę zasadę Pan Jezus Chrystus w Ewangelii Łukasza 6,49: „Kto zaś słucha, a nie czyni, podobny jest do człowieka, który zbudował dom na ziemi bez fundamentu, i uderzyły weń wody, i wnet runął, a upadek domu owego był zupełny”. Nie chciałbym zakończyć tego rozważania takim zasmucającym akcentem, chociaż jest on jednocześnie zachęcający do dobrych zmian w naszym osobistym, czy społecznym chrześcijaństwie. Dlatego już bez żadnego komentarza zostawiam ciebie, drogi czytelniku z fragmentem z Listu Jakuba 2,13: „Nad tym, który nie okazał miłosierdzia, odbywa się sąd bez miłosierdzia, miłosierdzie góruje nad sądem”.

Bogdan Podlecki

piątek, 2 czerwca 2017

Wrażliwość Samarytanina cz. 4

Wrażliwość Samarytanina cz. 4

Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie mówi o sferze duchowej widocznej w postawach ludzkich. Człowiek może sprawiać wrażenie mocno stąpającego po ziemi, czyli pewnego siebie, lecz jego dusza woła o pomoc. W oczach leżącego, poranionego oraz obrabowanego duchowo, fizycznie i materialnie człowieka jest wołanie o pomoc, o uwolnienie i ożywienie jego ducha. Biblia w wielu miejscach mówi o "oczach serca" i "oczach duszy". W tej przypowieści mamy do czynienia z trzema duchowymi postawami wobec potrzebującego pomocy człowieka.

1. Postawa "zbójcy". Taki człowiek swoją postawą i uczynkami okrada innych, co nawet może doprowadzić do śmierci duchowej. Pan Jezus Chrystus powiedział w Ewangelii Jana 10,10: „Złodziej przychodzi tylko po to, by kraść, zarzynać i wytracać. Ja przyszedłem, aby miały życie i obfitowały”. Bóg włożył w serce człowieka wieczność, natomiast diabeł chce go z tego okraść i duchowo zabić. To może być duchowa postawa człowieka, którego diabeł używa, żeby zająć nasz umysł i odwieść od Bożej woli dla naszego życia. Jednak to może być także postawa człowieka, który ciągle ''leży'' i potrzebuje duchowej pomocy, ale nie leży w jego zamiarze poddać się Bogu. Okrada nas z czasu, który możemy lepiej spożytkować dla Bożego Królestwa.

2. Kapłan i Lewita reprezentują postawę – "duchowe JA". Jest to postawa religijności, która nie pozbawia duchowego wzroku. Oni zobaczyli leżącego i poszli dalej. Jest to postawa – "moje zbawienie". To może być także postawa – "od nabożeństwa do nabożeństwa", a po ich zakończeniu przechodzimy obok problemów duchowych innych ludzi, koncentrując się na własnych. W Biblii co prawda czytamy o tym, żeby każdy dbał o swoje zbawienie. Jednak dokładnie to apostoł Paweł napisał w Liście do Filipian 2,12-13: „Przeto, umiłowani moi, jak zawsze, nie tylko w mojej obecności, ale jeszcze bardziej teraz pod moją nieobecność byliście posłuszni; z bojaźnią i ze drżeniem zbawienie swoje sprawujcie. Albowiem Bóg to według upodobania sprawia w was i chcenie i wykonanie”. To sprawia w nas Bóg, kiedy MU jesteśmy posłuszni we wszystkim. Biblia także mówi o tym, że jesteśmy "królewskim kapłaństwem". Współuczestnicząc w takim kapłaństwie BOGA ŻYWEGO, jako wierzący i usługujący innym w każdej sytuacji nie możemy mieć postawy "co moje, to moje".

3. Samarytanin reprezentuje duchową postawę – "dawcy". To postawa dzielenia się BOŻĄ MIŁOŚCIĄ w praktyczny i bezwarunkowy sposób. Dwa denary, które wydał Samarytanin na zleconą opiekę nad poszkodowanym, to w tamtych czasach suma przewyższająca koszty utrzymania człowieka przez dwa dni. Denara płacono wtedy za "dniówkę" wykwalifikowanego robotnika. Samarytanin poświęcił swój czas i poniósł koszty pomocy. Tak, jak Pan Bóg podzielił się z człowiekiem dając mu zbawienie w Chrystusie do życia wiecznego.

Z takich duchowych postaw będziemy rozliczeni przed Panem Bogiem. Rozwój dojrzałości chrześcijańskiej zależy od naszej postawy duchowej. Diabeł zawsze dąży do tego byśmy przyjmowali postawę inną niż "dawca". Diabłu zależy na naszej śmierci duchowej. Będzie nas usiłował zniszczyć, czy zubożyć duchowo przez oddziaływanie na nas ludzi z postawą "zbójcy". Będzie także prowokował sytuacje, żebyśmy zamknęli się w postawie "duchowe JA". Obie postawy powodują zamknięcie się i koncentrację na sobie. Jednak przede wszystkim Bóg oczekuje od nas zmiany myślenia.

Kiedy uczony zapytał o to, kto jest jego bliźnim, to zapewne chciał określić zakres swoich prawnych zobowiązań. Chciał wiedzieć, co powinien zrobić, a czego robić nie musi. Jednocześnie samo pytanie stawiało go w centrum. W pytaniu zawarte jest założenie, że mamy już bliźnich i powinniśmy jedynie określić, kim oni są dla nas. Tymczasem odpowiedź Jezusa, której udziela poprzez opis postępowania Samarytanina, wprowadza go w nowy obszar – bliźnimi stali się Samarytanin, który działał w oparciu o miłosierdzie oraz człowiek potrzebujący pomocy. W tekście kluczowego dla tego rozważania fragmentu czytamy, że Samarytanin "ulitował się nad potrzebującym" i udzielił mu pierwszej pomocy, czyli opatrzył rany, zdezynfekował je oliwą i winem. Opiekował się nim i poniósł koszty opieki. Taka odpowiedź postawiła w centrum człowieka potrzebującego pomocy. Prawdziwe współczucie zmienia, a nieraz niweczy nasze plany i prowadzi nas w nieoczekiwane miejsca naszego chrześcijaństwa. Jeśli zdobędziemy się na odwagę dostrzeżenia potrzeby udzielenia pomocy, to nieraz możemy nie przewidzieć, jakie wynikną dla nas z tego konsekwencje. To są także koszty naszego osobistego i społecznego chrześcijaństwa.

Dalszy ciąg w części 5.

Bogdan Podlecki

Poprzednia część                                 Następna część

Wrażliwość Samarytanina cz. 3

Wrażliwość Samarytanina cz. 3

Każdego Izraelitę, w tym także kapłana i Lewitę obowiązywało prawo oczyszczenia zapisane w 4. Księdze Mojżeszowej 19,11-13: „Kto dotknie jakiegokolwiek zmarłego człowieka, będzie nieczysty przez siedem dni. Powinien on oczyścić się wodą oczyszczenia trzeciego dnia i siódmego dnia i wtedy będzie czysty. A jeżeli się nie oczyści trzeciego i siódmego dnia, nie będzie czysty. Każdy, kto dotknie umarłego, to jest człowieka, który umarł, a nie oczyści się, ten skala przybytek Pana. Taki człowiek będzie wytracony z Izraela. Ponieważ nie został skropiony wodą oczyszczenia, jest nieczysty i jego nieczystość pozostaje na stałe na nim”. Pan Bóg zawsze wymagał uświęcenia, ale też dawał możliwość oczyszczenia się. W "Nowym Przymierzu" też obowiązuje swoista zasada oczyszczenia zapisana w 1. Liście Jana 1,9: „Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości”.

Literalne i wybiórcze przestrzeganie zasad prawa może stać się usprawiedliwieniem dla każdego ludzkiego postępowania. Kapłan i Lewita chcieli uniknąć zanieczyszczenia uznając leżącego człowieka za nieżyjącego bez sprawdzenia tego faktu. Nie chcę, żeby brzmiało to jako ocena ich zachowania w stosunku do potrzebującego pomocy człowieka. Bóg wydzielił z Izraela Lewitów, a z nich kapłaństwo. Ustanowił dla nich szczególne przepisy świętości. Jednak nie przepisy miały być celem, lecz ich przestrzeganie w bezpośredniej służbie w Bożej obecności. Oni mieli możliwość oczyszczenia się, nawet gdyby okazało się, że dotknęli zwłok. Odległość pomiędzy Jerozolimą i Jerychem, to ok. 30 kilometrów i można było ją pokonać w ciągu jednego dnia nawet pieszo. W takim razie możliwe było dotrzymanie wszystkich wskazanych przez ''prawo'' terminów oczyszczenia.

Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie jest odpowiedzią na pytanie: kto jest moim bliźnim? Szczera odpowiedź na to pytanie jest jednoznaczna – każdy, kto potrzebuje pomocy. Historia opowiada o podróży z Jerozolimy do Jerycha. Ciekawą rzeczą jest to, że greckie słowo użyte w odniesieniu do podróży jest tym samym słowem, którego używa się w Nowym Testamencie w odniesieniu do osobistego chrześcijaństwa, jako drogi. Przypowieść jest więc opowiadaniem o drodze, która przemienia nasze pojmowanie Boga i człowieka. Użyte przez Jezusa określenia w stosunku do występujących w przypowieści postaci, czyli "pewien" lub "jakiś" sugerują, że nie należy przywiązywać zbytniej wagi do ich aktualnej roli w tym opowiadaniu. Każdy z nas może być tym, który potrzebuje pomocy. Tym, który tej pomocy udzieli lub tym, który nie udzieli pomocy potrzebującemu. Ta przypowieść dotyczy duchowych postaw ludzi. Samarytanin jest przykładem duchowej postawy człowieka, dla którego "prawo" nie stało się barierą w udzieleniu pomocy innemu człowiekowi. W przeciwieństwie do duchowej postawy kapłana i Lewity, którzy zaistniałą sytuację postrzegali tylko jako powód do zanieczyszczenia. Ktoś, gdzieś, kiedyś sparafrazował znany fragment z Listu Jakuba 1,27: "prawdziwą pobożnością jest przyjść z pomocą, a nie pozostawać niesplamionym zasłaniając się niemocą". 

Raczej nie doszukiwałbym się alegorycznych interpretacji postaci z tej przypowieści. Także nie utożsamiałbym postaci z konkretnymi osobami. W tym szczególnie postaci Samarytanina z osobą Pana Jezusa. Chrystus zawsze kończył SWOJE dzieła na Bożą chwałę. Gdy do zmarłych mówił wstań, to od razu powstawali do życia. Gdy uzdrawiał chorych, to od razu wstawali i szli za NIM, np. teściowa Szymona po uzdrowieniu od razu usługiwała MU. W historii opisanej w Ewangelii Łukasza 17,12-19 Chrystus uzdrowił dziesięciu trędowatych. Nawet wtedy JEGO dzieło było skończone. Przyjęcie uzdrowienia i oddanie Bogu chwały zależało już tylko od ich wiary, a nie od tego, że coś było niedokończone w ich uzdrowieniu. Na marginesie, wykorzystał swoją szansę i oddał chwałę Bogu tylko jeden z dziesięciu i był to Samarytanin. Może jednak ta dziesięcina, czyli 10% jest jakąś ilustracją statystyki w Królestwie Bożym? Może ta biblijna ''wąska" i "szeroka" droga, czy brama pozostają w "duchowej proporcji" 1 : 9?

Jeśli już doszukujemy się postaci Pana Jezusa Chrystusa w tej przypowieści, to widziałbym ją w leżącym człowieku. Tym bardziej, że ON sam powiedział w Ewangelii Mateusza 25,31-46: „A gdy przyjdzie Syn Człowieczy w chwale swojej (…), wtedy zasiądzie na tronie swej chwały. I będą zgromadzone przed nim wszystkie narody, i odłączy jedne od drugich, jak pasterz odłącza owce od kozłów. I ustawi owce po swojej prawicy, a kozły po lewicy. Wtedy powie król tym po swojej prawicy: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mego, odziedziczcie Królestwo, przygotowane dla was od założenia świata. Albowiem łaknąłem, a daliście mi jeść, pragnąłem, a daliście mi pić, byłem przychodniem, a przyjęliście mnie, byłem nagi, a przyodzialiście mnie, byłem chory, a odwiedzaliście mnie, byłem w więzieniu, a przychodziliście do mnie. (…) A król, odpowiadając, powie im: Zaprawdę powiadam wam, cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych moich braci, mnie uczyniliście. (…) Wtedy powie i tym po lewicy: Idźcie precz ode mnie, przeklęci, w ogień wieczny, zgotowany diabłu i jego aniołom. Albowiem łaknąłem, a nie daliście mi jeść, pragnąłem, a nie daliście mi pić. Byłem przychodniem, a nie przyjęliście mnie, nagim, a nie przyodzialiście mnie, chorym i w więzieniu i nie odwiedziliście mnie. (…) Wtedy im odpowie tymi słowy: Zaprawdę powiadam wam, czegokolwiek nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, i mnie nie uczyniliście. I odejdą ci na kaźń wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego”. Jeżeli zestawimy te ważne słowa Pana Jezusa z ''Przypowieścią o miłosiernym Samarytaninie'', to widzimy wyraźnie, że jej pierwotnym znaczeniem jest po prostu okazywanie miłosierdzia wobec potrzebującego pomocy człowieka i jest to ''śmiertelnie ważna'' duchowa zasada.

Dalszy ciąg w części 4.

Bogdan Podlecki

Poprzednia część                                 Następna część

czwartek, 1 czerwca 2017

Wrażliwość Samarytanina cz. 2

Wrażliwość Samarytanina cz. 2

Lekcją pokory dla nas jest ''Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie'', którą znajdujemy w Ewangelii Łukasza 10,25-37. W tym fragmencie Łukasz relacjonuje pewną sytuację, w której cytuje słowa Pana Jezusa i pewnego uczonego w zakonie. Chrystus zareagował tą przypowieścią w odpowiedzi na prowokacyjne pytanie uczonego. To pytanie mamy w 25. wersecie tego fragmentu: „A oto pewien uczony w zakonie wystąpił i wystawiając go na próbę, rzekł: Nauczycielu, co mam czynić, aby dostąpić żywota wiecznego?”. Pan Jezus zmotywował go do samodzielnego poszukiwania odpowiedzi stawiając mu pytanie, które jest w następnym 26. wersecie: „Co napisano w zakonie? Jak czytasz?”. Uczony odpowiedział na swoje pytanie znanymi mu dwoma fragmentami Tory. Pierwszy z 5. Księgi Mojżeszowej 6,5: „Będziesz tedy miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej siły swojej”. Drugi fragment jest z 3. Księgi Mojżeszowej 19,18: „będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. Jam jest Pan!”. On doskonale znał te słowa i wiedział, że były one Bożym nakazem i jednocześnie streszczeniem DEKALOGU. Pan Jezus potwierdził jego znajomość litery prawa. Czytamy o tym w Ewangelii Łukasza 10,28: „Rzekł mu więc: Dobrze odpowiedziałeś”. Wskazał jednak wyraźnie na dające życie wykonywanie BOŻEGO SŁOWA w dalszej części tego wersetu: „czyń to, a będziesz żył”. W Bożym zamyśle była znajomość i wykonywanie PRAWA. Wyraźnie czytamy o tym w 5. Księdze Mojżeszowej 6,6: „Niechaj słowa te, które Ja ci dziś nakazuję, będą w twoim sercu”.

Pan Jezus kierował uwagę tego uczonego na praktyczną wartość PRAWA MIŁOŚCI, które bez uczynków miłosierdzia staje się martwe. Warto zwrócić uwagę na to, że Chrystus odniósł się od razu do Pisma, pytając: "jak czytasz?", a nie do tradycji żydowskiej, czy też innych źródeł wiedzy. Jakie może być zastosowanie dla nas? Szukając odpowiedzi na pytania dotyczące naszego życia, nawet te najtrudniejsze, zawsze najpierw sięgajmy do żywego SŁOWA BOŻEGO zawartego w Biblii, a nie do jakiś utartych tradycji kościelnych. Próbą usprawiedliwienia się uczonego było kolejne prowokacyjne pytanie, które znajdujemy w Ewangelii Łukasza 10,29: „A kto jest bliźnim moim?”. Odpowiedź na poprzednie pytanie była dla niego zbyt prosta. Jako uczony w żądał prawnej odpowiedzi. Dosłowne znaczenie wyrazu "bliźni" oznacza kogoś, kto jest blisko. Interpretacja prawna sugeruje, że im jesteśmy "bliżej" człowieka, tym więcej mamy wobec niego zobowiązań. Skoro tak, to niektórzy ludzie mogą być od nas tak bardzo "oddaleni", że przestajemy już ich postrzegać jako naszych bliźnich.

Zamieszanie spowodowane koncentrowaniem się na literze PRAWA powodowało rażące odstępstwa od Bożej intencji nawet w zakresie więzi rodzinnych. Wyraźnie mówił o tym Pan Jezus Chrystus w Ewangelii Mateusza 15,4-6: „Wszak Bóg powiedział: Czcij ojca i matkę, oraz: Kto złorzeczy ojcu lub matce, niech poniesie śmierć. A wy powiadacie: Ktokolwiek by rzekł ojcu lub matce: To, co się ode mnie jako pomoc należy, jest darem na ofiarę, nie musi czcić ani ojca swego, ani matki swojej; tak to unieważniliście słowo Boże przez naukę swoją”. Takie prawne rozumowanie skutkowało jednak przede wszystkim relacjami Żydów w stosunku do ludzi z innych narodów, np. Samarytan. Nie pozostawiającą niedomówień odpowiedzią Pana Jezusa na "praktykę ludzką" była ''Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie''. Dała nowe światło na pojęcie "bliskości" i "bliźniego" bez względu na ich ludzkie pojmowanie, np. jako miarę ''blisko – daleko'' w relacjach rodzinnych, czy społecznych.

Kapłani i Lewici byli sprawującymi służbę świątynną w Jerozolimie. Nie wszyscy z nich mieszkali w Jerozolimie. Np. kapłan Zachariasz mieszkał w innym mieście w górach Judy. Informację o tym znajdujemy w Ewangelii Łukasza 1,39. Źródła historyczne podają, że wielu kapłanów mieszkało w Jerychu. To może być ważnym kontekstem, ponieważ według "zakonu" służba kapłańska była skoncentrowana na kulcie świątynnym. Czytamy o tym w 4. Księdze Mojżeszowej 18,5-7: „Wy będziecie wykonywali służbę w świątyni i służbę przy ołtarzu, aby nie było już gniewu na synów izraelskich. A oto Ja wybrałem spośród synów izraelskich waszych braci Lewitów. Oni są wam oddani jako dar dla Pana, aby pełnili służbę przy Namiocie Zgromadzenia. Ty zaś ze swoimi synami będziecie pilnowali waszego kapłaństwa w każdej sprawie dotyczącej ołtarza i tego, co jest poza zasłoną. Przy tym będziecie usługiwali. Służbę waszego kapłaństwa daję wam jako wolny dar. Obcy zaś, który się zbliży, poniesie śmierć”. Pan Jezus opowiada, że kapłan i Lewita byli w drodze z Jerozolimy do Jerycha, więc nie byli bezpośrednio w służbie świątynnej. Nie twierdzę, że kapłanem było się tylko w świątyni, ale Biblia mówi, że przepisy dotyczące kapłaństwa obowiązywały w służbie świątynnej. Powszechne kapłaństwo "Nowego Przymierza" także dotyczy służby w świątyni BOGA ŻYWEGO, jednak zupełnie inaczej rozumianej. Pisze o tym apostoł Chrystusa w 1. Liście Piotra 2,5: „I wy sami jako kamienie żywe budujcie się w dom duchowy, w kapłaństwo święte, aby składać duchowe ofiary przyjemne Bogu przez Jezusa Chrystusa”. Czytamy o tym także w 1. Liście do Koryntian 6,19: „Albo czy nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który jest w was i którego macie od Boga, i że nie należycie też do siebie samych?”.

Kapłan i Lewita przeszli obok leżącego i prawdopodobnie nie dającego oznak życia człowieka. Przepisy zakonu zakazywały zanieczyszczania się przy zwłokach. Potwierdza to zapis w 3. Księdze Mojżeszowej 21,1-2: „I rzekł Pan do Mojżesza: Przemów do kapłanów, synów Aarona, i powiedz im: Niechaj się nikt z nich nie zanieczyści z powodu zmarłego z jego ludu, a tylko z powodu swojego najbliższego krewnego”. ''Kapłani w urzędzie'', czyli arcykapłani, jako przełożeni pełniący bezpośrednio służbę świątynną mieli jeszcze bardziej zaostrzone prawo. Czytamy o tym w 10. - 12. wierszu tego samego rozdziału: „A kapłan w gronie swoich braci najwyższy godnością, na którego głowę została wylana oliwa namaszczenia i którego ręce zostały upoważnione przez włożenie na niego świętych szat, nie będzie rozwichrzał włosów głowy swojej ani swoich szat rozdzierał. Nie przystąpi do zwłok żadnego zmarłego (…) Nie wyjdzie ze świątyni, by nie zbezcześcić świątyni swego Boga, gdyż jest poświęcony oliwą namaszczenia swego Boga”. Jednak nie czytamy w tej przypowieści o tym, że kapłan i Lewita sprawdzili czy leżący człowiek żyje.


Dalszy ciąg w części 3.

Bogdan Podlecki

Poprzednia część                                 Następna część

środa, 31 maja 2017

Wrażliwość Samarytanina cz. 1

Wrażliwość Samarytanina cz. 1

Nie wiem ile tekstów czytałeś drogi czytelniku, czy ile kazań wysłuchałeś na temat ''Przypowieści o miłosiernym Samarytaninie''. Mimo, że to bardzo znany fragment biblijny, to jednak zachęcam do przypomnienia sobie tego tekstu z Ewangelii Łukasza 10,25-37 przed dalszą lekturą tego artykułu, ponieważ to będzie jeszcze jedno rozważanie na temat tej znanej historii biblijnej. W Liście Jakuba 2,8-9 czytamy: „Jeśli jednak wypełniacie zgodnie z Pismem królewskie przykazanie: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego, dobrze czynicie. Lecz jeśli czynicie różnicę między osobami, popełniacie grzech i jesteście uznani przez zakon za przestępców”. Jest to królewskie przykazanie, w którym jest streszczenie całego BOŻEGO PRAWA w relacjach międzyludzkich. Kontekstem tego fragmentu jest troszczenie się nie tylko o problemy materialne, ale także, a może nawet przede wszystkim o potrzeby duchowe. Jeżeli mamy kochać bliźniego jak siebie samego, to najpierw musimy uporządkować sprawy akceptacji samego siebie przed Bogiem. Dla wielu problemem jest zaakceptowanie siebie samego, czyli życie w nieprzebaczeniu wobec swojej osoby. Wbrew pozorom jest to przejawem pychy duchowej spowodowanej także przez uleganie wpływowi ducha ubóstwa na życie człowieka. Ta warownia duchowa w umyśle ludzkim nie ma nic wspólnego z dobrze rozumianym ubóstwem w duchu, które powinno cechować nasze osobiste, czy społeczne chrześcijaństwo. Więcej na ten temat napisałem w cyklu artykułów pt. "Duch ubóstwa, a ubóstwo w duchu", który można znaleźć na moim blogu.

Dojrzały chrześcijanin jest wrażliwy na problemy innych ludzi i troszczy się nie tylko o siebie, o swoje zbawienie, czy własne potrzeby. Czy mamy w sercu troskę o potrzeby duchowe ludzi? Apostoł Chrystusa motywuje nas do udzielenia samym sobie odpowiedzi na to pytanie w Liście Jakuba 2,1-6: „Bracia moi, nie czyńcie różnicy między osobami przy wyznawaniu wiary w Jezusa Chrystusa, naszego Pana chwały. Bo gdyby na wasze zgromadzenie przyszedł człowiek ze złotymi pierścieniami na palcach i we wspaniałej szacie, a przyszedłby też ubogi w nędznej szacie, a wy zwrócilibyście oczy na tego, który nosi wspaniałą szatę i powiedzielibyście: Ty usiądź tu wygodnie, a ubogiemu powiedzielibyście: Ty stań sobie tam lub usiądź u podnóżka mego, to czyż nie uczyniliście różnicy między sobą i nie staliście się sędziami, którzy fałszywie rozumują? Posłuchajcie, bracia moi umiłowani! Czyż to nie Bóg wybrał ubogich w oczach świata, aby byli bogatymi w wierze i dziedzicami Królestwa, obiecanego tym, którzy go miłują? Wy zaś wzgardziliście ubogim. Czyż nie bogacze ciemiężą was i nie oni ciągną was do sądów?”.

Apostoł Piotr gościł kiedyś w domu Szymona garbarza w Joppie nad morzem. Biblia mówi, że pewnego razu rankiem modlił się na dachu domu. Czy ten zwyczaj modlitwy na dachu był wtedy powszechny, bo to było bliżej nieba? Odpowiedź może być bardzo prosta. W tym domu bardzo śmierdziało. W garbarniach wyprawiano skóry zwierzęce. Mieszkańcy tego domu pewnie też nie najlepiej pachnieli. Można by zadać pytanie. Czy gdyby Piotr ze względu na wrażliwość zapachową wybrał inny dom na gościnę, to czy Bóg tak szybko użyłby go do objawienia, które w konsekwencji zmieniło stanowisko chrześcijan Żydów do pogan, a w dalszej konsekwencji do nas?

Taka sobie historia. Nie wiem czy to autentyczne, czy tylko "nauczające" zdarzenie. W jednym ze zborów chrześcijańskich w USA pewien pastor miał usługiwać na nabożeństwie dla młodzieży z okolicznych zborów. Rozpoczęło się nabożeństwo. Było wspaniałe i głośne młodzieżowe uwielbienie. W pewnym momencie wszedł na salę człowiek w obdartym ubraniu. Był brudny i niezbyt pachnący. Zajął miejsce w jednym z pierwszych rzędów. Uczestnicy, którzy siedzieli obok niego zaczęli się odsuwać i wskazywać go palcami. Skończyło się uwielbienie i zaczęto rozglądać się za mającym usługiwać pastorem. Nagle wstał ów zaniedbany człowiek i podszedł do kazalnicy. Na oczach wszystkich zaczął zdejmować zniszczone ubranie i zmazywać makijaż, który tak zmienił jego twarz. Okazało się, że był przebranym usługującym pastorem. Kazanie rozpoczął od znanego i cytowanego już na początku tego artykułu fragmentu z Listu Jakuba 2,8-9. Dla uczestników tego nabożeństwa, to była wspaniała lekcja pokory. 

Nie wszyscy jednakowo ładnie pachniemy. Jednak Bóg wszystkich nas kocha i chce zbawić. Pan Bóg pragnie, żeby wszyscy, którzy chcą przyjść do NIEGO znaleźli miejsce w JEGO KOŚCIELE. Dojrzały chrześcijanin nie osądza ludzi po wyglądzie, czy zapachu. Istotne jest to, żebyśmy stawiali sobie i szczerze odpowiadali nieraz na trudne pytania. Na ile kochamy innych ludzi? Na ile postrzegamy siebie oraz innych tak, jak wybrał i zaakceptował nas Bóg? Czy patrzymy na potrzeby innych ludzi z Bożego punktu widzenia, czyli z perspektywy BOŻEJ MIŁOŚCI? Apostoł Paweł pisał o tym w 1. Liście do Koryntian 13,1-3: „Choćbym mówił językami ludzkimi i anielskimi, a miłości bym nie miał, byłbym miedzią dźwięczącą lub cymbałem brzmiącym. I choćbym miał dar prorokowania, i znał wszystkie tajemnice, i posiadał całą wiedzę, i choćbym miał pełnię wiary, tak żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I choćbym rozdał całe mienie swoje, i choćbym ciało swoje wydał na spalenie, a miłości bym nie miał, nic mi to nie pomoże”.

Dalszy ciąg w części 2.

Bogdan Podlecki

czwartek, 25 maja 2017

Pustynny czas cz. 7

Pustynny czas cz. 7 

Job trzymał się Bożego Słowa mimo bardzo niesprzyjających okoliczności i poczucia braku Bożej obecności. Jego wyznanie wiary znajdujemy w Księdze Joba 23,12-13: „Od przykazań jego warg nie odstępowałem, zachowywałem w sercu słowa pochodzące z jego ust. Lecz On jest zawsze ten sam, któż go odmieni? Czego On pragnie, to czyni”. Zachował wiarę mimo, że jego cierpienia były coraz większe. Zaufanie i zawierzenie Bożemu Słowu umocniły wiarę Joba mimo, że sytuacja wydawała się być beznadziejna, a nawet chwilami bezsensowna. Wydaje się, że w jego przypadku ''stan krytyczny'' zostaje osiągnięty w 15. wersecie 13. rozdziału: „Tak czy owak On mnie zabije, już nie mam nadziei; jednak swojej sprawy będę przed nim bronił”. Jedno z dynamicznych tłumaczeń z języka angielskiego tego wersetu brzmi: „Bóg może mnie zabić, ale nadal będę Mu ufał”. Kiedy mamy poczucie, że Pan Bóg nas opuścił, ale nadal MU ufamy i nie bazujemy przy tym tylko na swoich uczuciach i emocjach, to taka postawa może być najlepszą formą uwielbienia Boga oraz może wprowadzić nas w kolejny, wyższy etap dojrzałości chrześcijańskiej.

Wreszcie ostatnia z proponowanych przez mnie lekcji przechodzenia swojego osobistego ''pustynnego czasu''. Pamiętajmy zawsze, co Bóg już do tej pory uczynił dla nas. Nawet gdyby Pan Bóg od tej chwili już nic dla nas nie zrobił, to i tak tylko ON jest godzien czci i chwały. SYN BOŻY umarł za nas na KRZYŻU. Święty BÓG OJCIEC musiał odwrócić SWOJE OBLICZE nawet od JEZUSA na KRZYŻU z powodu grzechu świata, jaki wziął na SIEBIE. Pan Jezus zrezygnował ze wszystkiego, abyśmy my mogli mieć wszystko, czyli zbawienie do życia wiecznego. Jezus przeżył dobrowolne oddalenie od Boga mimo, że ON sam był bez grzechu po to, żebyśmy my mogli żyć wiecznie. Czy jeszcze będziemy mieć problem z określeniem za co możemy być wdzięczni Panu Bogu mimo doświadczeń i trudności? Pewnie tak. Ja miałem i dalej zdarza mi się mieć do Boga wiele pytań, mimo, że wydawało mi się, iż już ich nie będę miał. Pan Bóg oczekuje od nas szczerości.

Popatrzmy na przykład Joba, on widział powody uwielbienia Boga, mimo swojego tragicznego położenia. Przypomnę kilka podsumowujących to rozważanie myśli wynikających z Księgi Joba i pomocnych w naszym osobistym ''pustynnym czasie".

1. Bóg jest wszechmocny i nie ma dla NIEGO rzeczy niemożliwych.

2. Pan Bóg ma nad wszystkim władzę i tylko od NIEGO zależy nasze życie.

3. Bóg jest pełen miłości dla nas i tylko JEGO opieka daje nam bezpieczeństwo.

4. Pan Bóg jest niezmienny i ma zawsze najlepszy plan dla naszego życia.

5. Boga interesuje każdy szczegół naszego życia i zależy MU na tym, by każdy nasz krok zbliżał nas do NIEGO.

SŁOWO BOŻE daje wskazówki, jak możemy postępować w trudnym, pustynnym czasie naszego życia.

1. Wylej przed Bogiem swoje serce i powiedz MU dokładnie co czujesz.

2. Wyrzuć z siebie wszelkie emocje i nie obawiaj się, że możesz tym obciążyć Boga. ON oczekuje szczerości od ciebie.

3. Bardziej poszukuj samego Boga, czyli żywej relacji z Panem Jezusem Chrystusem, a w mniejszym stopniu duchowych doznań.

4. Nie koncentruj się na problemach, ale na niezmiennej naturze Boga.

5. Ufaj w to, że Pan Bóg spełni obietnice, które ci dał, jednak niekoniecznie w formie i czasie zgodnym z twoimi oczekiwaniami.

6. Zawsze pamiętaj i bądź wdzięczny za to, co Bóg do tej pory uczynił dla ciebie.

Na koniec i już bez żadnego komentarza słowa zachęty i jednocześnie przypomnienie Bożych obietnic dla wszystkich JEGO dzieci. 

(5. Księga Mojżeszowa 31,8):Pan sam pójdzie przed tobą i będzie z tobą. Nie zawiedzie i nie opuści cię; nie bój się więc i nie trwóż się!”.

(Psalm 125,1): „Ci, którzy ufają Panu, są jak góra Syjon, która się nie chwieje, lecz trwa wiecznie”.

Bogdan Podlecki

Pustynny czas cz. 6

Pustynny czas cz. 6 

Dawid mówił w Psalmie 116,10: „Wierzę nawet wtedy, gdy mówię: Jestem bardzo utrapiony”. To może być zbyt odważnym stwierdzeniem, ale czasem szczere przyznanie się, że straciliśmy nadzieję w jakiejś sprawie może być wspaniałym wyznaniem wiary w Boga. Postawa Dawida jest dobrym przykładem dla dojrzałego chrześcijanina mimo, że może się nam wydawać, iż zwątpienie jest w sprzeczności z wiarą. Dawid był szczery i jego szczerość jest potwierdzeniem głębi jego wiary. Z jego wyznania jasno wynika, że wierzył Bogu i w to, iż ON wysłucha jego modlitwy. Wreszcie wierzył także, że Bóg pozwala mu wypowiedzieć to, co w tym momencie myśli, a mimo to nadal będzie go akceptował.

Przejdźmy do kolejnej biblijnej wskazówki w kwestii przechodzenia ''pustynnego czasu'' w naszym osobistym chrześcijaństwie. Nie koncentrujmy się na problemach, ale na niezmiennej naturze Boga, bo tylko taka wiara pozwala na zwycięstwa w naszych problemach. Pan Bóg ma zawsze doskonały plan dla naszego życia. Niezależnie od okoliczności polegajmy na niezmiennym charakterze Boga. On zawsze wie o naszych problemach. Jednak to my nie zawsze wiemy, że ich pokonanie lub nieraz ich cierpliwe przeczekanie, służy umocnieniu wiary i zaufania do NIEGO. Trafnie ujął to pisarz chrześcijański Raymond Edman: ''W ciemności nigdy nie wątp w to, co Bóg powiedział ci, gdy było jasno''. 

Księga Joba jest dobrym źródłem wskazówek potwierdzających tezę, żeby koncentrować się na rzeczach, za które powinniśmy uwielbiać Boga mimo, że w danym momencie mamy poczucie braku JEGO obecności w naszym życiu. Poniżej kilka lekcji dla wszystkich, którzy uważają się za wierzących i obecnie są lub będą w swoim osobistym ''pustynnym czasie''.

1. Bóg jest wszechmocny i nie ma dla NIEGO rzeczy niemożliwych.
(Księga Joba 42,2): Wiem, że Ty możesz wszystko i że żaden twój zamysł nie jest dla ciebie niewykonalny”.

2. Pan Bóg ma nad wszystkim władzę i tylko od NIEGO zależy nasze życie.
(Księga Joba 34,12-16):Bo to jest pewne, że Bóg nie popełnia bezprawia i Najwyższy nie łamie prawa. Któż mu poruczył ziemię i kto założył cały okrąg świata? Gdyby wziął z powrotem do siebie swojego ducha i ściągnął w siebie swoje tchnienie, to by od razu zginęło wszelkie ciało i człowiek wróciłby do prochu. Jeżeli więc to rozumiesz, słuchaj tego i przysłuchuj się uważnie moim słowom”.

3. Bóg jest pełen miłości dla nas i tylko JEGO opieka daje nam bezpieczeństwo.
(Księga Joba 10,12): „Życiem i łaską obdarzyłeś mnie, a twoja opieka strzegła mego ducha”.

4. Pan Bóg jest niezmienny i ma zawsze najlepszy plan dla naszego życia.
(Księga Joba 23,13-14): „Lecz On jest zawsze ten sam, któż go odmieni? Czego On pragnie, to czyni. On też wykona, co mi jest przeznaczone; a takich przeznaczeń jest u niego wiele”.

5. Boga interesuje każdy szczegół naszego życia i zależy MU na tym, by każdy nasz krok zbliżał nas do NIEGO.
(Księga Joba 23,10):Zna bowiem drogę, którą postępuję; gdyby mnie wypróbował, wyszedłbym czysty jak złoto”.
(Księga Joba 31,4): Czyż On nie widzi moich dróg i nie liczy wszystkich moich kroków?”.

6. Pan Bóg chce nas zbawić na zawsze od problemów, czyli uwolnić od "doczesności" do wieczności.
(Księga Joba 19,25-26): Lecz ja wiem, że Odkupiciel mój żyje i że jako ostatni nad prochem stanie! Że potem, chociaż moja skóra jest tak poszarpana, uwolniony od swego ciała będę oglądał Boga”. 

Następna biblijna lekcja wiary w czasie ''osobistej pustyni''. Ufajmy w to, że Bóg spełni obietnice, które nam dał, jednak niekoniecznie w czasie zgodnym z naszymi oczekiwaniami. W Biblii mamy wiele przykładów Bożego czasu wypełnienia się obietnicy. Przykładami mogą być historie życia Abrahama, czy Dawida. Jednak w każdym przypadku Boże obietnice były wypełnione. Abraham próbował zastosować swój ''własny czas'' i przekonał się jakie są konsekwencje pójścia na skróty w próbie ''pomocy'' w realizacji Bożych obietnic. W czasie duchowej pustyni nie powinniśmy polegać na emocjach i uczuciach, ale cierpliwie czekać na wypełnienie Bożych obietnic. Jednak cierpliwe czekanie powinno być połączone z czynną wiarą, a nie z rezygnacją. W relacjach międzyludzkich przyjaźń oparta tylko na emocjach i uczuciach okazuje się zbyt płytka, by przetrwać próbę czasu. Doświadczanie przyjaźni przez oddalenie może być testem jej szczerości i może ją umocnić. Cierpliwość i zaufanie w pustynnym czasie, to ważny test, który musimy zaliczyć, aby przejść na wyższy poziom dojrzałości chrześcijańskiej. Wskazówki typu: ''nie patrz na problemy i nie martw się kłopotami'' przestają być sloganami wobec Bożych obietnic dla naszego życia. Okoliczności nie są w stanie zmienić Bożego charakteru. BOŻA ŁASKA zawsze w pełni działa w naszym życiu i Pan Bóg opowiada się po naszej stronie, nawet wtedy, gdy tego w danej chwili nie odczuwamy.

Dalszy ciąg w części 7.

Bogdan Podlecki

Poprzednia część                                 Następna część