środa, 1 marca 2017

Duchowe dziedzictwo cz. 2

Duchowe dziedzictwo cz. 2 

Ciekawe fakty dotyczące dziedzictwa duchowego dzieją się dalej w historii biblijnej. Wiemy, że Mojżesz miał dwóch synów. Informację o tym znajdujemy w 2. Księdze Mojżeszowej 18,2-4: „Jetro, teść Mojżesza, wziął Syporę, żonę Mojżesza, którą ten przedtem odprawił i dwóch jej synów, z których jeden nazywał się Gerszom, gdyż rzekł: Byłem gościem na obczyźnie, drugi zaś nazywał się Eliezer, gdyż rzekł: Bóg ojca mojego był pomocą moją i wyratował mnie od miecza faraona”. Z tego fragmentu można wywnioskować, że dziedzictwo duchowe po linii męskiej zostało zablokowane przez matkę. Sypora chyba nie uznawała Boga Izraela, a Mojżesz z kolei był prawdopodobnie zbyt tolerancyjny i nie obrzezał syna. Bóg jest konsekwentny w sprawie dziedzictwa duchowego i w tej sytuacji zdecydowanie interweniował. Czytamy o tym w 2. Księdze Mojżeszowej 4,24-26: „W czasie drogi, na noclegu, natarł na niego Pan i chciał go zabić. Wtedy Sypora wzięła ostry kamień, odcięła napletek syna swego i dotknęła nim sromu Mojżesza, i rzekła: Jesteś mi oblubieńcem krwi. I zaniechał go. Wtedy ona rzekła: Oblubieńcem krwi przez obrzezanie”. Pan Bóg bezwzględnie wymaga podporządkowania i pełnego posłuszeństwa. Interweniuje nawet w rodzinie, w której niekoniecznie oboje z małżonków są wierzący. Jednak każde nieposłuszeństwo ma konsekwencje w dziedziczeniu duchowym. Opór matki i decyzja oddalenia jej przez Mojżesza skutkowała tym, że synowie Gerszom i Eliezer zostali duchowo zablokowani. O synach Mojżesza nie ma już informacji w Biblii, ale o ich potomkach znajdujemy w 1. Księdze Kronik 26,23-26: „Do Amramitów, Jisharytów, Hebronitów i Uzzjelitów należeli: Szebuel, syn Gerszoma, syna Mojżesza, przełożony nad skarbcem; co dotyczy jego braci od strony Eliezera, to byli to: syn jego Rechabiasz, syn tegoż Izajasz, dalej jego syn Joram, potem jego syn Zikri oraz syn tegoż Szelomit. Ten to Szelomit był wraz ze swoimi braćmi postawiony nad całym skarbcem darów poświęconych, które ofiarował król Dawid, naczelnicy rodów, dowódcy nad tysiącami, setnicy i dowódcy oddziałów”. Nawet te "nudne rodowodowe fragmenty" w Biblii przynoszą nam zaskakująco dużo informacji. Z tej relacji jasno wynika, że Szebuel, syn Gerszoma był przełożonym nad skarbcem przy Namiocie Przymierza. Natomiast Szelomit, pra-pra-prawnuk Eliezera był przełożonym nad skarbcem króla Dawida. Przekaz dziedzictwa duchowego realizował się w dalszych pokoleniach w rodzinie Mojżesza na tyle, że relacjonuje to biblijny zapis. 

Jednak dalej w Biblii czytamy, że duchowym synem Mojżesza został niespokrewniony z nim Jozue. Ważne są tu trzy zasady dziedziczenia duchowego, niekoniecznie pokrywającego się z dziedziczeniem według ciała. 

1. Musi nam zależeć na dziedzictwie duchowym, tak jak Jozuemu zależało na duchowym dziedzictwie po Mojżeszu. Czytamy o tym w 2. Księdze Mojżeszowej 33,11: „I rozmawiał Pan z Mojżeszem twarzą w twarz, tak jak człowiek rozmawia ze swoim przyjacielem, po czym wracał Mojżesz do obozu, podczas gdy młody sługa jego, Jozue, syn Nuna, nie oddalał się z Namiotu”. 

2. Pan Bóg potwierdza dziedzictwo temu, który ma je przekazać. W tym przypadku Bóg potwierdził to Mojżeszowi w 5. Księdze Mojżeszowej 1,38: „Wejdzie tam natomiast Jozue, syn Nuna, który ci pomaga. Jego natchnij odwagą, gdyż on odda ją w posiadanie Izraelowi”. 

3. Dziedzictwo powinno zostać wyraźnie przekazane duchowemu synowi. W przypadku Jozuego czytamy o tym w 5. Księdze Mojżeszowej 34,9: „Jozue zaś, syn Nuna, był pełen ducha mądrości, gdyż Mojżesz włożył nań swoje ręce; słuchali go więc synowie izraelscy i postępowali zgodnie z tym, co Pan nakazał przez Mojżesza”. 

Jeżeli mniej, czy bardziej świadomie zaniedbamy przekazanie dziedzictwa duchowego, to Bóg zainterweniuje i podtrzyma ciągłość dziedzictwa, niekoniecznie według ciała. Tak, jak to miało miejsce w przypadku Mojżesza i Jozuego. 

Potem temat dziedzictwa duchowego w Biblii trzeba już śledzić bardzo uważnie. Jozue też przygotowywał dziedzica duchowego. Kto mógł nim być? Być może miał nim być Achan. W Księdze Jozuego 7,19 czytamy: „Wtedy Jozue rzekł do Achana: Synu mój, oddaj Panu, Bogu Izraela, chwałę i złóż mu wyznanie. Oznajmij mi to, co uczyniłeś, niczego przede mną nie ukrywaj!”. Dlaczego tak sądzę? To był okrzyk pełen bólu ze świadomością utraty syna duchowego. Określenie hebrajskie "synu mój" było użyte w znaczeniu "synu duchowy".

Z Biblii dowiadujemy się, że dziedzictwo duchowe niekoniecznie pokrywa się z dziedziczeniem według ciała. Przykładem jest król Saul, który być może nieświadomie, ale zgodnie z Bożą wolą ustanowił Dawida swoim synem duchowym. Informację o tym fakcie znajdujemy w 1. Księdze Samuela 26,25: „I rzekł Saul do Dawida: Błogosławionyś, synu mój, Dawidzie, wiele jeszcze zdziałasz i będziesz miał powodzenie. Potem ruszył Dawid w swoją stronę, a Saul powrócił na swoje miejsce”.

Przyjrzyjmy się kolejnym przykładom biblijnym. 

1. Dawid ostatecznie uznał dziedzictwo duchowe swojego syna Salomona. Jednak być może wcześniej miał swoje plany w kwestii synostwa duchowego w stosunku do Absaloma. Czytamy o tym w 2. Księdze Samuela 19,4: „Król zaś zasłonił swoją twarz i głośno krzyczał: Synu mój, Absalomie! Absalomie, synu mój, synu mój!”. W tym pełnym bólu zawołaniu po śmierci syna jest użyty zwrot w znaczeniu "synu duchowy". 

2. Eliasz i Elizeusz, to niemal kopia sytuacji Mojżesza i Jozuego. W relacji Elizeusza i Gehaziego, ten drugi utracił swoje dziedzictwo duchowe ulegając pokusie chciwości i manipulowania. 

3. Elizeusz i Joasz. W 2. Księdze Królewskiej 13,14 czytamy: „Gdy Elizeusz zapadł na chorobę, na którą miał umrzeć, udał się do niego Joasz, król izraelski, i płacząc nad nim, rzekł: Ojcze mój, ojcze mój, rydwanie Izraela i konnico jego!”. Z analogicznego powodu, co w przypadku Jozuego i Achana wnioskuję z tego fragmentu, że Joasz mógł być synem duchowym Elizeusza. 

4. Heli i Samuel. Synowie Heliego byli nieposłuszni, a ich ojciec był zbyt tolerancyjny wobec nich. Więc dziedzictwo duchowe przejął Samuel. Świadczyć może o tym fragment w 1. Księdze Samuela 3,16: „Heli zaś przywołał Samuela i rzekł: Samuelu, synu mój! A ten na to: Oto jestem”.

W ostatnich dwóch fragmentach użyte jest hebrajskie wyrażenie "synu mój" lub "ojcze mój" w znaczeniu "synu duchowy" lub "ojcze duchowy". 

Boży przeciwnik jest zainteresowany, by dziedzictwo duchowe zostało zaburzone. Widzimy to np. w przypadku Gehaziego, czy synów Heliego. Grzech pychy i nieposłuszeństwa może zniweczyć bezpośrednie przekazywanie dziedzictwa duchowego. Jednak Pan Bóg zawsze znajdzie sposób na jego kontynuację.

Kilka wniosków dla nas jako ojców duchowych, czy matek duchowych.

1. Powinniśmy mieć co przekazać, czyli tzw. "dorobek duchowy" naszego życia, cokolwiek to oznacza. Najlepszy duchowy dorobek, to widoczne dla innych owoce osobistej Bożej obecności w naszym życiu. Bez względu na to jak postrzegają je inni, to na pewno są dobre w Bożych oczach.

2. Musimy wyraźnie wiedzieć komu przekazać.

3. Powinno nam zależeć na przekazaniu duchowego dziedzictwa.

4. Musimy zadbać o to, by to dziedzictwo przekazać.

Kilka duchowych wniosków dla nas jako synów duchowych, czy córek duchowych.

1. Powinno nam zależeć na otrzymaniu dziedzictwa duchowego.

2. Musimy usilnie zabiegać o to, by je otrzymać.

3. Powinniśmy chcieć więcej niż nasz ojciec duchowy, w szczególności osobistego poznania Boga.

Te wnioski są szczególnie widoczne w przekazie dziedzictwa duchowego Eliasza dla Elizeusza. Eliasz dokładnie wiedział komu ma przekazać i zaaranżował warunki przekazania swojego dziedzictwa duchowego. Elizeuszowi bardzo zależało na otrzymaniu dziedzictwa duchowego i usilnie o nie zabiegał. Chciał otrzymać w dwójnasób (oryginał hebrajski mówi: "podwójnego ducha"). Ciekawą rzeczą jest to, że Elizeusz otrzymał dokładnie to, o co prosił. Pan Bóg mógł zrobić przez niego dwa razy więcej cudów, np. Eliasz – jedno wskrzeszenie, Elizeusz – dwa wskrzeszenia. Bóg zlecił Eliaszowi do wykonania trzy namaszczenia: swojego następcy duchowego Elizeusza, Jehu na króla Izraela oraz Chazaela na króla Aramu. Wykonał tylko to pierwsze, natomiast Elizeusz wykonał dwa pozostałe namaszczenia, czyli też dwa razy więcej. Elizeusz rozwijał ducha i kończył to, czego nie był w stanie zrobić Eliasz. 

Ojcostwo i synostwo duchowe nie musi mieć wiele wspólnego z wiekiem człowieka. Można być ojcem duchowym w młodym wieku oraz synem duchowym w starszym wieku. Może nawet dojść do takiej sytuacji, że ojciec duchowy jest młodszy wiekiem od duchowego syna. Może w tym momencie nieco naginam do sytuacji znaczenie Bożego Słowa, ale Pan Jezus powiedział w Ewangelii Mateusza 19,26: „U ludzi to rzecz niemożliwa, ale u Boga wszystko jest możliwe.

Ciąg dalszy w części 3.

Bogdan Podlecki

Poprzednia część                                 Następna część

środa, 22 lutego 2017

Duchowe dziedzictwo cz. 1

Duchowe dziedzictwo cz. 1 

Jednym z tematów, który przewija się przez całą Biblię jest dziedzictwo duchowe. Niekoniecznie dziedziczenie według ciała, czyli rodzicielstwo, ale dziedziczenie według ducha, czyli ojcostwo duchowe. Apostoł Paweł wyraźnie mówi o jedynym źródle wszelkiego ojcostwa i dziedzictwa duchowego w Liście do Efezjan 3,14-15: „Dlatego zginam kolana moje przed Ojcem, od którego wszelkie ojcostwo na niebie i na ziemi bierze swoje imię”. W Polsce obserwujemy wypaczenie tego, o czym czytamy w powyższym wersecie Bożego Słowa. Punkt ciężkości biblijnego pojmowania ojcostwa przesunął się na kult macierzyństwa. Ten fakt ma swoje duchowe uzasadnienie, którym w tym artykule nie będę się zajmował. Jednak w naszym i nie tylko naszym kraju, a ogólniej w systemach religijnych nadużywane jest określenie "ojciec" w znaczeniu innym niż pokrewieństwo rodzinne. Co mówił na ten temat Pan Jezus Chrystus? Odpowiedź mamy w Ewangelii Mateusza 23,9: „Nikogo też na ziemi nie nazywajcie ojcem swoim; albowiem jeden jest Ojciec wasz, Ten w niebie”. Oczywiście kontekstem tego fragmentu jest konfrontacja z faryzeuszami i uczonymi w Piśmie. Więc tym bardziej ten fragment jest adekwatny w stosunku do ludzi, którzy nazywani są "ojcami" w Polsce. Osobiście nie rozumiem skąd takie oburzenie, gdy znani medialnie duchowni tytułowani są powszechnie przyjętym zwrotem grzecznościowym innym niż "ojciec" i to bez względu na motywacje, które za tym stoją. Na pewno ma to swoje duchowe uzasadnienie. Jednak nie tak mówił Pan Jezus Chrystus. Bez względu na to, czy robią tak inni, to człowiek ewangelicznie wierzący nie musi tego robić. Żadna religijna tradycja i zwyczaje nie są dla nas na tyle zobowiązujące. Owszem, w Biblii pewni ludzie byli nazywani "ojcami", ale w sensie "ojca duchowego". Elizeusz wołał do Eliasza w 2 Księdze Królewskiej 2,12: „Ojcze mój, ojcze mój, rydwanie Izraela i jego konnico!”. Ten fragment i całe przesłanie Biblii uczy nas tego, że nazywając kogoś "ojcem", przyznajemy mu tym samym prawo bycia naszym ojcem duchowym. 

JEDYNY PRAWDZIWY BÓG jest Bogiem dziedzictwa duchowego pokoleń. Czytamy o tym w wielu miejscach Biblii, np. w Dziejach Apostolskich 7,32: „Jam jest Bóg ojców twoich, Bóg Abrahama i Izaaka, i Jakuba”. Pokoleniowe dziedzictwo duchowe potwierdza Chrystus, akcentując kwestię świadomości tego, w jakim duchowym dziedzictwie funkcjonujemy. Nauczanie Pana Jezusa skupia naszą uwagę na świadomym wyborze. Czy jest to Boże dziedzictwo, czyli wybór życia w Bożym autorytecie. Czy też jest to podróbka Bożego przeciwnika, czyli mniej lub bardziej świadome przejście pod autorytet szatana. Tę kwestię formułuje Pan Jezus Chrystus w słowach skierowanych do ludzi religijnych w Ewangelii Jana 8,38 i 44: „Mówię to, co widziałem u Ojca, a wy także czynicie, co słyszeliście u ojca waszego. (…) Ojcem waszym jest diabeł i chcecie postępować według pożądliwości ojca waszego. On był mężobójcą od początku i w prawdzie nie wytrwał, bo w nim nie ma prawdy. Gdy mówi kłamstwo, mówi od siebie, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa. W oryginalnych językach biblijnych słowo "ojcostwo" jest w rodzaju nijakim, więc może oznaczać ojcostwo i macierzyństwo. W odróżnieniu od słowa "ojciec" w rodzaju męskim i słowa "matka", które jest w rodzaju żeńskim. Można więc powiedzieć, że ''ojcostwo duchowe'' jest niebiańskim wzorcem, do którego powinno dążyć ''rodzicielstwo'' Bożego stworzenia, czyli ludzi. 

Dziedziczenie począwszy od Abrahama przedstawiało się początkowo dosyć prosto. Z Biblii jasno wynika, że dziedzicem Abrahama według ciała i według ducha był Izaak. Pan Bóg zdecydowanie odrzucił dziedzictwo tylko według ciała, czyli Ismaela. Dziedzicem według ciała i według ducha Izaaka był Jakub, późniejszy Izrael. Pierworództwo brata Jakuba, Ezawa zostało odrzucone z powodu jego wyboru życia w niezależności od Boga. Problem rozpoczął się przy dziedziczeniu po Jakubie. Wybranką Jakuba była Rachela. Jednak pierwszą żoną Jakuba została jej starsza siostra Racheli, Lea w wyniku podstępu jej ojca Labana, który został przez niego wytłumaczony tradycją rodzinną. Dopiero drugą żoną Jakuba została Rachela. Historię narodzin trzynaściorga dzieci Jakuba (dwunastu synów i jednej córki) znajdujemy w 1. Księdze Mojżeszowej 29,32-30,24 i 35,16-18. Pierworodnym synem Jakuba z małżeństwa z Leą był Ruben i potem kolejno: Symeon, Lewi i Juda. W tym czasie Rachela nie mogła mieć dzieci. Jednak nie pogodziła się z sytuacją i "pomogła Bogu" zgodnie z rodzinną tradycją, podobnie jak w historii Ismaela, którego urodziła Hagar. Dała Jakubowi swoją służącą Bilhę, która urodziła mu kolejno Dana i potem Naftalego. Współzawodnictwo sióstr o względy wspólnego męża zaowocowało tym, że Lea dała również Jakubowi swoją służącą Zylpę, która urodziła kolejno Gada i Aszera. Zdrowe współzawodnictwo w rodzinie przynosi efekty i Lea rodzi jeszcze Jakubowi kolejnych dwóch synów: Issachara i Zabulona oraz córkę Dinę. Rachela była Bożym wyborem dla Jakuba przekazanym w wyraźnych instrukcjach jego ojca Izaaka. Nie wiemy, czy Bóg uszanował pierwszą miłość Jakuba, czy też widział w niej większy potencjał duchowy. W końcu Rachela urodziła Jakubowi Józefa i Beniamina. 

Wydawałoby się, że sprawa dziedzictwa Jakuba powinna być jasna – dziedzicem powinien być pierworodny Ruben, syn Lei i raczej tak było. Jednak Ruben z własnego wyboru utracił swoje prawa do pierwszeństwa dziedzictwa duchowego. O jego błędnych wyborach życiowych czytamy w 1. Księdze Mojżeszowej 35,22: „A gdy Izrael mieszkał w tym kraju, poszedł Ruben i spał z Bilhą, nałożnicą ojca swego. A Izrael dowiedział się o tym”. Można by zapytać na jakiej podstawie? Wtedy jeszcze nie było przekazane Boże Prawo. W Bożym zamyśle od początku było wypisane w sercu człowieka prawo duchowe i wynikające z niego prawo moralne. Jednak także to prawo nie jest przestrzegane mimo wyraźnego zapisania w Biblii. Czytamy o tym w 1. Liście do Koryntian 5,1: „Słyszy się powszechnie o wszeteczeństwie między wami i to takim wszeteczeństwie, jakiego nie ma nawet między poganami, mianowicie, że ktoś żyje z żoną ojca swego”. W czasach Noego przestępstwem był brak szacunku do ojca, przejawiający się np. patrzeniem na jego nagość. Informację o tym fakcie mamy w 1. Księdze Mojżeszowej 9,21-25: „Gdy potem napił się wina, upił się i leżał odkryty w namiocie swoim, a Cham, ojciec Kanaana, zobaczył nagość ojca swego i opowiedział o tym poza namiotem obu swoim braciom. Wtedy Sem i Jafet wzięli szatę, nałożyli ją sobie na ramiona i podeszli tyłem, i przykryli nagość ojca swego, a ponieważ oblicza ich były odwrócone, nie widzieli nagości ojca swego. A gdy Noe obudził się po upiciu się winem i dowiedział się, co mu uczynił jego najmłodszy syn, rzekł: Niech będzie przeklęty Kanaan, niech będzie najniższym sługą braci swoich!”. Ciekawa sytuacja. Upił się ojciec Noe, jego syn Cham spojrzał na jego nagość i nie przykrył jej, a przekleństwo spadło na syna Chama, Kanaana! Nie nam dyskutować z Bożymi standardami świętości, jednak przekazywanie dziedzictwa duchowego jest tu wyraźnie pokoleniowe i prorocze. Kanaan był prawdopodobnie protoplastą Kananejczyków, czyli narodu przeklętego za swoje odstępstwo od Boga. 

Jednak wróćmy do rodziny Jakuba. Ruben utracił swoje dziedzictwo duchowe po Jakubie. Kto je przejął? Prawo spadkowe wskazywałoby na kolejnego wiekiem syna, czyli Symeona z małżeństwa z Leą. Jednak Bóg patrzy na serce. Pomijamy synów urodzonych przez służące żon Jakuba, czyli Bilhę i Zylpę, którzy byli dziedzicami według ciała, tak jak Ismael. Biblia nie mówi nam wiele o losach pozostałych synów Jakuba i Lei, czyli Symeona, Lewiego, Issachara i Zebulona, poza ich udziałem wraz z pozostałymi braćmi w transakcji biznesowej z Ismaelitami polegającej na sprzedaży Józefa. Wyjątkiem jest Juda, znany z historii opisanej w 38. rozdziale 1. Księgi Mojżeszowej. Wydawałoby się, że to wyraźne odstępstwo powinno zdyskredytować Judę z objęcia dziedzictwa duchowego. Ciekawe, że w głównej, mesjańskiej linii rodowodu Pana Jezusa Chrystusa po linii męskiej jest właśnie Juda. Informację o tym znajdujemy w Ewangelii Łukasza 1,2-3. Czy to ze względu na sprawiedliwość dla Tamar? Jako ludzie nie wiemy. Jednak wyraźnie dziedzictwo duchowe zostało przekazane poprzez pokolenie Judy.

W historii dynastii Abrahama widoczne jest to, że Bóg potwierdza zawarte przymierze małżeńskie. Pierwsze przymierze Jakub zawarł z Leą. Mimo podstępu jej ojca Labana, jednak Jakub potwierdził swoje małżeństwo z Leą. Nie bez powodu mówi się o prawnym aspekcie "konsumpcji małżeństwa". Bóg jest wierny i wymaga wierności, więc ze względu na zawarte przymierze wyprowadził linię mesjańską przez Judę, syna Lei. Pan Bóg patrzy na serce i dostrzegł większy potencjał duchowy w Racheli i duchowe dziedzictwo przeszło także na jej pierworodnego – Józefa. Dlaczego? Bo w dalszej historii Jakub potwierdza to przeniesieniem błogosławieństwa na jego synów. Józef, zgodnie z Bożym planem rozwijał swoją karierę w Egipcie. Tam doczekał się dwóch synów, Manassesa i Efraima ze związku z kapłanką pogańską Asenat. Czy tak chciał Bóg? Czy był to cielesny wybór Józefa? Być może właśnie to było przyczyną pominięcia Józefa w nazewnictwie dwunastu pokoleń Izraela na rzecz jego synów. Nie wiemy! Bóg to wie. Jednak znowu z tajemniczych dla nas powodów dziedzictwo duchowe Józefa przeszło na młodszego z jego synów, czyli Efraima. Czytamy o tym w 1. Księdze Mojżeszowej 48,17-20. Pan Bóg widział w Efraimie większy potencjał duchowy i przekazał to w słowie proroczym ustami Jakuba. 

Po co tak szczegółowo omawiam przekazywanie dziedzictwa duchowego Jakuba? Dziedzictwo duchowe jest ważne! Trzeba o nie zabiegać i je strzec! Przekonał się o tym Ezaw. Zlekceważył dziedzictwo duchowe, zadowalając się dziedzictwem cielesnym. Dziedzictwo duchowe jest ważne nie tylko dla spadkobiercy, czyli dziedzica, ale także dla spadkodawcy, czyli ojca duchowego. Obowiązkiem każdego wierzącego jest być ojcem duchowym (matką duchową), niekoniecznie będąc ojcem (matką) według ciała. W oryginalnych językach biblijnych określenie "syn duchowy", czyli ''synostwo'' jest w rodzaju nijakim. W odróżnieniu od "syn według ciała" w rodzaju męskim i "córka według ciała" w rodzaju żeńskim.

Ciekawym nowotestamentowym przykładem jest Tymoteusz. Jego ojcem według ciała był Grek, a ojcem duchowym był apostoł Paweł. Wyraźnie czytamy o tym w 1. Liście do Tymoteusza 1,1-2: „Paweł, apostoł Chrystusa Jezusa z rozkazu Boga, Zbawiciela naszego, i Chrystusa Jezusa, nadziei naszej, do Tymoteusza, prawowitego syna w wierze: Łaska, miłosierdzie i pokój od Boga Ojca i Chrystusa Jezusa, Pana naszego”. Jednak dziedzictwo duchowe w rodzinie Tymoteusza przechodziło po linii żeńskiej. Pisze o tym apostoł Paweł w 2. Liście do Tymoteusza 1,5: „Przywodzę sobie na pamięć nieobłudną wiarę twoją, która była zadomowiona w babce twojej Loidzie i w matce twojej Eunice, a pewien jestem, że i w tobie żyje”.


Ciąg dalszy w części 2.

Bogdan Podlecki

czwartek, 4 sierpnia 2016

Ewangelista Szczepan cz. 2

Ewangelista Szczepan cz. 2


Zwiastowanie ewangelizacyjne Szczepana z 7. rozdziału Dziejów Apostolskich do wierzących w Boga Izraela Żydów, wśród których mogli też być nawróceni na judaizm poganie, różniło od innych kazań, które znajdujemy w Nowym Testamencie. Szczepan nawet nie wspomniał o "Chrystusie ukrzyżowanym". Nie wspomniał ani słowem o Bożej miłości, ani też o Bożej łasce. Czyżby nie miał takiego objawienia? Raczej nie. On nie łechtał swoich słuchaczy delikatnymi słowami w konkretnym celu. Chciał wymusić na nich podjęcie najważniejszej dla ich życia decyzji. Gdyby tak nie zrobił, to nie uraziłby ich dusz i pozostawiłby ich w swoich religijnych strefach bezpieczeństwa. Jedyną decyzją, jaką podjęli jego słuchacze było przelanie krwi kaznodziei. Czytamy o tym w dalszym fragmencie Dziejów Apostolskich 7,57-58: „Oni zaś podnieśli wielki krzyk, zatkali uszy swoje i razem rzucili się na niego. A wypchnąwszy go poza miasto, kamienowali. Świadkowie zaś złożyli szaty swoje u stóp młodzieńca, zwanego Saulem”. Odwaga Szczepana bardzo poruszyła jednego z bezpośrednich uczestników tych wydarzeń. Młodzieniec Saul, późniejszy wykształcony faryzeusz, a po nawróceniu – apostoł Paweł przyczynił się do zmiany biegu historii chrześcijaństwa. Był tak urażony tym, co słyszał i widział, że postanowił czynnie włączyć się w prześladowanie chrześcijan. Czytamy o tym w 1. i 3. wersecie 8. rozdziału Dziejów Apostolskich: „A Saul również zgadzał się z tym zabójstwem. (…) A Saul tępił zbór; wchodził do domów, wywlekał mężczyzn i niewiasty i wtrącał do więzienia”. Szczepan wybaczył swoim oprawcom i modlił się za nich, w tym także za Pawła, aby i on mógł się nawrócić do Pana Jezusa Chrystusa. Treść jego modlitwy znajdujemy w Dziejach Apostolskich 7,59-60: „I kamienowali Szczepana, który się modlił tymi słowy: Panie Jezu, przyjmij ducha mego. A padłszy na kolana, zawołał donośnym głosem: Panie, nie policz im grzechu tego. A gdy to powiedział, skonał”.


Szczepan poniósł wysoką cenę opuszczenia swojej strefy bezpieczeństwa. Jednak była to świadoma cena jego chrześcijaństwa. Modlitwa i przebaczenie uwalnia i rozwiązuje wszelkie więzy diabelskie. Także o uwolnieniu przez przebaczenie mówił Pan Jezus Chrystus w Ewangelii Mateusza 18,18: „Zaprawdę powiadam wam: Cokolwiek byście związali na ziemi, będzie związane i w niebie; i cokolwiek byście rozwiązali na ziemi, będzie rozwiązane i w niebie”. Kiedykolwiek otwieramy nasze usta dla Królestwa Bożego, to za każdym razem opuszczamy naszą osobistą strefę bezpieczeństwa. Przekraczamy linię frontu i uczestniczymy w bitwie, w której możemy ponieść cenę stoczonej walki. Jednak ryzykujemy przez wzgląd na Królestwo Boże. W poniższych fragmentach Słowo Boże wyraźnie zachęca nas do takiej postawy.

  • (Ewangelia Łukasza 12,4-5): „Powiadam zaś wam, przyjaciołom moim, nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nie mają już nic do zrobienia. Ale wskażę wam, kogo się bać macie! Bójcie się tego, który, gdy zabija, ma moc wrzucić do piekła. Zaiste, powiadam wam: Tego się bójcie!”.
  • (List do Rzymian 8,15): „Wszak nie wzięliście ducha niewoli, by znowu ulegać bojaźni, lecz wzięliście ducha synostwa, w którym wołamy: Abba, Ojcze!”.
  • (2. List do Tymoteusza 1,7): „Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, lecz mocy i miłości, i powściągliwości”.

Pan Bóg nie dał nam ducha strachu, więc nie powinniśmy bać się ludzi. Możemy z odwagą głosić przesłanie BOŻEJ EWANGELII ZBAWIENIA W CHRYSTUSIE, w tym szczególnie w kontekście Bożego Prawa. To wielka radość i satysfakcja być prawdziwym i wiernym świadkiem Pana Jezusa Chrystusa. Każdego dnia, gdy dajemy świadectwo swojego życia w Bożej obecności, to możemy przez wiarę doświadczać kibicującego nam Syna Człowieczego, stojącego po prawicy Bożej. To będzie zawsze dzień zwycięstwa dla Pana Boga i porażki dla diabła, ponieważ wtedy uwalniamy siebie z więzów strachu, a innym dajemy szansę wyjścia na wolność z więzienia grzechu.


Szczepan i inni kaznodzieje, tacy jak Paweł, czy Piotr, używali Bożego Prawa do ewangelizacji na wzór Pana Jezusa Chrystusa. Oni tak, jak Jezus, kochali grzeszników na tyle, by głosić im pełną prawdę o Bogu. Dlaczego my mielibyśmy postępować inaczej? Dlaczego w czasie osobistej ewangelizacji dopuszczamy do porównywania się z ludzkim prawem, często pod pretekstem głoszenia Bożej miłości? W ten sposób możemy utrudnić, czy wręcz zablokować konfrontację życia człowieka z Bożym Prawem. Każdy nasz sposób ewangelizowania powinien zawierać elementy Bożego Prawa. Podstawą takiej ewangelizacji powinno być Boże Prawo Wiary sformułowane przez apostoła Pawła w Liście do Rzymian 3,20-27: „Dlatego z uczynków zakonu nie będzie usprawiedliwiony przed Nim żaden człowiek, gdyż przez zakon jest poznanie grzechu. Ale teraz niezależnie od zakonu objawiona została sprawiedliwość Boża, o której świadczą zakon i prorocy, i to sprawiedliwość Boża przez wiarę w Jezusa Chrystusa dla wszystkich wierzących. Nie ma bowiem różnicy, gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej, i są usprawiedliwieni darmo, z łaski jego, przez odkupienie w Chrystusie Jezusie, którego Bóg ustanowił jako ofiarę przebłagalną przez krew jego, skuteczną przez wiarę, dla okazania sprawiedliwości swojej przez to, że w cierpliwości Bożej pobłażliwie odniósł się do przedtem popełnionych grzechów, dla okazania sprawiedliwości swojej w teraźniejszym czasie, aby On sam był sprawiedliwym i usprawiedliwiającym tego, który wierzy w Jezusa. Gdzież więc chluba twoja? Wykluczona! Przez jaki zakon? Uczynków? Bynajmniej, lecz przez zakon wiary”.


Większość ludzi nie jest lub nie chce być świadoma, a przez to i nie wierzy w to, że ma problem z grzechem. Większość religijnych ludzi zapewne powiedziałaby, że uważa, czy też ma nadzieję, iż pójdą po śmierci do nieba lub w najgorszym przypadku do jakiegoś "czyśćca", o którym zresztą Biblia nic nie wspomina. Diabeł utrzymuje ludzi w przekonaniu, że albo są "dobrzy", albo co najmniej nie są tacy "źli", jak ci inni, którzy mają na sumieniu naprawdę poważne grzechy. Istotą tego rodzaju myślenia jest to, że stawiamy się w roli sędziów własnych grzechów. Jako wierzący wiemy, że nie jest to prawdą i tak być nie może. Pan Bóg jest jedynym sędzią grzechu. Doskonale wiedzieli już o tym religijni Żydzi. Czytamy o tym w Ewangelii Łukasza 5,21: „Wtedy uczeni w Piśmie i faryzeusze zaczęli zastanawiać się i mówić: Któż to jest, co bluźni? Któż może grzechy odpuszczać, jeśli nie Bóg jedynie?”. Pan Bóg włożył do serca każdego człowieka SWOJE PRAWO. Nikt nie może mieć wymówki, że nie wie, iż wszyscy zgrzeszyliśmy i brak nam chwały Bożej. Jako chrześcijanie zbyt często ograniczamy sami siebie do mówienia niewierzącym tylko o Bożej miłości, miłosierdziu i łasce. To bardzo dobrze, że mówimy o tym! Jednak często zawodzimy w dzieleniu się na temat Bożego sądu i konfrontacji ludzkiego życia z Bożym Prawem, tak jak zrobił to Szczepan.


Jeżeli nasza ewangelizacja nie wskazuje jednoznacznie na Boże wymagania w przestrzeganiu "Prawa Wiary", to możliwe jest spłycenie wagi dzieła Jedynego Bożego Syna, Jezusa Chrystusa, dokonanego na Krzyżu Golgoty. Czytelne świadectwo naszego osobistego chrześcijaństwa jest najlepszą formą ewangelizacji. Jednak jako ewangeliści zbyt często odgrywamy rolę pośrednika ubezpieczeniowego sprzedającego promocyjne "polisy przed piekłem" za cenę jednej, krótkiej modlitwy grzesznika. Czy też pełnimy rolę doradcy medycznego próbującego uświadamiać ludziom ich "grzeszną chorobę", jednocześnie wskazując na uniwersalne i szybko działające "lekarstwo modlitewne". Trudno jest leczyć człowieka, który nie wie lub nie chce wiedzieć, że jest chory. Dlatego też takie usługiwanie ewangelizacyjne może nie mieć wpływu lub też może mieć tylko powierzchowne znaczenie dla duchowego zdrowia takiego człowieka. Kiedy przy indywidualnej, czy też publicznej usłudze dzielimy się Bożym Prawem ludzie mają szansę sami zauważyć, że są chorzy, czyli złamali BOŻE ZASADY. Sami mogą dostrzec, że niezbędne jest im jedyne i skuteczne ubezpieczenie przed słusznym gniewem Świętego Boga, czyli pokuta, nowo narodzenie i życie w uświęceniu. Musimy dać szansę słuchaczom naszego "kazania ewangelizacyjnego" zdania sobie sprawy z tego, że są winni złamania Bożego Prawa. W wyniku usługi ewangelizacyjnej, w tym szczególnie przez rzeczywiste i czytelne świadectwo naszego życia w wierze ludzie powinni uświadomić sobie fakt, że będą uznani winnymi w dzień sądu. Wyraźnie czytamy o tym w Liście do Hebrajczyków 10,26-27: „Bo jeśli otrzymawszy poznanie prawdy, rozmyślnie grzeszymy, nie ma już dla nas ofiary za grzechy, lecz tylko straszliwe oczekiwanie sądu i żar ognia, który strawi przeciwników”. Po usłyszeniu i skonfrontowaniu się z Bożym Prawem ludzie otworzą się na słuchanie o "lekarstwie" i "polisie ubezpieczeniowej", czyli zbawieniu przez Pana Jezusa Chrystusa. Dopiero wtedy Duch Święty będzie pracował w ich sercach. Niewierzący zobaczą swoją duchową chorobę i będą skłonni zrobić wszystko, by spotkać się z JEDYNYM LEKARZEM i JEDYNYM POŚREDNIKIEM, który może im pomóc.


Uświadomienie człowiekowi konieczności zbawienia powoduje, że z radością akceptuje przesłanie EWANGELII i potrzebę ZBAWICIELA. To oczywiście jest praca Ducha Świętego współdziałająca z naszą indywidualną, czy publiczną usługą ewangelizacyjną. Konfrontacja z Bożym Prawem powoduje, że ludzie przyjmują Pana Jezusa Chrystusa jako ich jedyną NADZIEJĘ, która przeradza się w PEWNOŚĆ ZBAWIENIA. Jednak musimy mieć świadomość tego, że ludzie mogą mieć zamknięte uszy i serca na Boże Słowo. Religijni ludzie mogą wręcz być nastawieni negatywnie tak, jak to miało miejsce w przypadku usługi ewangelizacyjnej Szczepana. Takich ludzi możemy zachęcać do zmiany swojego myślenia, prowadząc rozmowy umożliwiające konfrontację ich życia z Bożym Prawem. To może być jedyny sposób na zwrócenie uwagi na fakty łamania tego prawa w ich życiu. Sposób argumentacji w takiej rozmowie jest prosty. Jeżeli skłamaliśmy, to jesteśmy kłamcami. Jeżeli cokolwiek ukradliśmy, to jesteśmy złodziejami. Jeżeli nadużywamy BOŻEGO IMIENIA, to jesteśmy bluźniercami. Jeżeli spoglądamy pożądliwie na kobietę, to jesteśmy w sercu cudzołożnikami. Przy takiej argumentacji nie ma miejsca na porównywanie się z ludzkim prawem, które daje możliwość samousprawiedliwienia.


W czasie indywidualnej rozmowy, czy też publicznej usługi mamy możliwość doprowadzenia do konfrontacji człowieka z BOŻYM PRAWEM i wskazania na to, że Pan Jezus Chrystus cierpiał na KRZYŻU za każde nasze złamanie tego PRAWA. On wziął na siebie karę, którą my powinniśmy ponieść. Jedyne, co musimy zrobić to pokutować, zaufać MU i przyjąć przez wiarę BOŻE PRZEBACZENIE i USPRAWIEDLIWIENIE. To właśnie o tym fakcie Bóg mówi w Księdze Habakuka 2,4: „Oto człowiek niesprawiedliwy nie zazna spokoju duszy, ale sprawiedliwy z wiary żyć będzie”. Potwierdza to apostoł Paweł w Liście do Rzymian 1,17: „bo usprawiedliwienie Boże w niej bywa objawione, z wiary w wiarę, jak napisano: A sprawiedliwy z wiary żyć będzie”. Pokuta to coś więcej niż wyznanie swoich grzechów Panu Bogu. Oznacza ona odwrócenie się od grzechu, czyli zaprzestanie grzeszenia. Wyraźnie pisze o tym apostoł w 1. Liście Piotra 1,14-16: „Jako dzieci posłuszne nie kierujcie się pożądliwościami, jakie poprzednio wami władały w czasie nieświadomości waszej, lecz za przykładem świętego, który was powołał, sami też bądźcie świętymi we wszelkim postępowaniu waszym, ponieważ napisano: Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty”. Upamiętanie oznacza natychmiastowy koniec z kłamaniem, kradzieżą, bluźnierstwem, czy pożądliwością i dzieje się tak nie dzięki swoim własnym wysiłkom, ale przez przyjęcie w pełnym zaufaniu Bożej łaski do zmiany myślenia i czynienia. Każdy z nas zastanawiał się kiedyś jak przestać grzeszyć. Każdy z nas miał świadomość, że grzeszność jest częścią nas, naszych potrzeb życiowych. Prawdziwa pokuta, to zmiana myślenia. To jest odwrócenie się od grzechu, a nie tylko czasowe zaniechanie. Przez porównanie z możliwymi opcjami cywilnego rozwiązania kryzysu w małżeństwie - szczere upamiętanie jest rozwodem z grzechem, a nie tylko separacją.


Pan Bóg dzięki SWOJEJ ŁASCE zmienia także nasze potrzeby życiowe. Nasze pragnienia stają się coraz bardziej podobne do Bożych pragnień. Nasze przekonania stają się Bożymi przekonaniami. To są zmiany, których dokonuje Pan Bóg w naszym życiu. Jednak te zmiany muszą być radykalne. Naturalne narodziny odbywają się w radykalny sposób. Nie można tylko trochę się narodzić. Pan Jezus tłumaczył to Nikodemowi w Ewangelii Jana 3,3-7: „Odpowiadając Jezus, rzekł mu: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego. Rzekł mu Nikodem: Jakże się może człowiek narodzić, gdy jest stary? Czyż może powtórnie wejść do łona matki swojej i urodzić się? Odpowiedział Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do Królestwa Bożego. Co się narodziło z ciała, ciałem jest, a co się narodziło z Ducha, duchem jest. Nie dziw się, że ci powiedziałem: Musicie się na nowo narodzić”. Dzięki BOŻEJ ŁASCE grzeszne dziedziny naszego życia muszą się narodzić do nowego BOŻEGO ŻYCIA w nas. To także na tym polega przemiana naszego charakteru na Chrystusowy.


Biblia mówi, że nasze życie w ciele jest Świątynią Ducha Świętego. O jakie ciało tutaj chodzi? W poszukiwaniu odpowiedzi, przeczytajmy uważnie wykład na ten temat apostoła Pawła w 1. Liście do Koryntian 15,42-44: „Tak też jest ze zmartwychwstaniem. Co się sieje jako skażone, bywa wzbudzone nieskażone; sieje się w niesławie, bywa wzbudzone w chwale; sieje się w słabości, bywa wzbudzone w mocy; sieje się ciało cielesne, bywa wzbudzone ciało duchowe. Jeżeli jest ciało cielesne, to jest także ciało duchowe”. Nie wiem drogi czytelniku jak jest w twoim życiu w ciele, ale ja wiem, że moje ciało jest słabe. Jednak Biblia mówi, że jest też ciało duchowe. Pan Bóg buduje SWOJE KRÓLESTWO przemieniając nasze życie w ciele przez MOC ZMARTWYCHWSTANIA CHRYSTUSA w ciało duchowe. Innymi słowy, każda uśmiercona dziedzina naszego życia, czyli nasza cielesność poddana pod Bożą zależność, czyli wyrwana z naszej niezależności jest wskrzeszana w MOCY ZMARTWYCHWSTANIA do życia w ciele duchowym. Tak ja rozumiem przemianę naszego charakteru na Chrystusowy. Tak też rozumiem nasze nowe życie w Królestwie Bożym już tu i teraz, a nie tylko kiedyś i gdzieś tam.


Kiedy rodzimy się na nowo, to jest to radykalna zmiana w naszym życiu. Tak samo do radykalnych decyzji może doprowadzić nasze usługiwanie ewangelizacyjne konfrontujące życie człowieka z Bożym Prawem. Dajemy przez to ludziom możliwość podjęcia decyzji o poddaniu całego życia pod Bożą zależność. Jednak nie kończmy na tym etapie naszego usługiwania Bożym Prawem. Zachęcajmy człowieka, któremu usłużyliśmy, utwierdzając go w słuszności decyzji, którą właśnie podjął. Głównym argumentem niech będzie to, że ta decyzja ma wpływ na całą jego wieczność, a nie tylko przyniesie doraźne zmiany w jego życiu. Zaoferujmy mu swoją pomoc w jego nowej relacji z Panem Jezusem Chrystusem. Jeżeli jednak zobowiązujemy się do pomocy w jego duchowym wzroście, to zawsze dotrzymujmy obietnicy. Nie ograniczajmy się jedynie do podania adresu lokalnego kościoła spodziewając się, że jako nowo narodzone Boże dziecko, samo znajdzie drogę do społeczności z innymi wierzącymi w Kościele Pana Jezusa Chrystusa. Niemowlęta nie są w stanie karmić się same i nie będą raczej umiały zatroszczyć się o samych siebie. Pan Jezus przykazał nam, abyśmy czynili uczniami, a nie tylko głosili JEGO EWANGELIĘ.


To oczywiście prawda, że to Pan Bóg zbawia, a my jesteśmy jedynie Jego narzędziami. Jednak bądźmy Bożymi narzędziami, takimi jak Szczepan, które wychodzą ze swojej strefy bezpieczeństwa. Przykład Szczepana pokazuje, że determinacja i posłuszeństwo Bożej woli dla naszego życia może uwolnić w każdym z nas powołanie diakona, który jest jednocześnie skutecznie usługującym Bożym Prawem ewangelistą. Jednak warunkiem koniecznym musi być gotowość na opuszczenie duchowej strefy bezpieczeństwa, bez względu na cenę oraz czas i miejsce, w którym aktualnie jesteśmy w naszym osobistym chrześcijaństwie.

Bogdan Podlecki

wtorek, 26 lipca 2016

Ewangelista Szczepan cz. 1

Ewangelista Szczepan cz. 1


Obszerną relację biblijną na temat Szczepana znajdujemy w Dziejach Apostolskich począwszy od 1. wersetu 6. rozdziału, aż do 2. wersetu 8. rozdziału. Wydarzenia odnoszące się bezpośrednio do osoby Szczepana opisane są w siedemdziesięciu siedmiu wersetach. Biorąc pod uwagę tylko aspekt ilości poświęconego miejsca w relacji biblijnej, można powiedzieć, że to jest trzecia postać po apostołach Pawle i Piotrze, wyróżniona pod tym względem w Nowym Testamencie. U Szczepana i innych sześciu uczniów rozpoznano duchowe obdarowanie do pełnienia służby diakona. Przeczytajmy opis powołania i biblijnej narracji dotyczącej jego służby w Dziejach Apostolskich 6,1-12: „A w owym czasie, gdy liczba uczniów wzrastała, wszczęło się szemranie hellenistów przeciwko Żydom, że zaniedbywano ich wdowy przy codziennym usługiwaniu. Wtedy dwunastu, zwoławszy wszystkich uczniów, rzekło: Nie jest rzeczą słuszną, żebyśmy zaniedbali słowo Boże, a usługiwali przy stołach. Upatrzcie tedy, bracia, spośród siebie siedmiu mężów, cieszących się zaufaniem, pełnych Ducha Świętego i mądrości, a ustanowimy ich, aby się zajęli tą sprawą; my zaś pilnować będziemy modlitwy i służby Słowa. I podobał się ten wniosek całemu zgromadzeniu, i wybrali Szczepana, męża pełnego wiary i Ducha Świętego, i Filipa, i Prochora, i Nikanora, i Tymona, i Parmena, i Mikołaja, prozelitę z Antiochii; tych stawili przed apostołami, którzy pomodlili się i włożyli na nich ręce. A Słowo Boże rosło i poczet uczniów w Jerozolimie bardzo się pomnażał, także znaczna liczba kapłanów przyjmowała wiarę. A Szczepan, pełen łaski i mocy, czynił cuda i znaki wielkie wśród ludu. Niektórzy zaś z synagogi, zwanej libertyńską, oraz z synagog Cyrenejczyków i Aleksandryjczyków, a również z Cylicji i Azji, wystąpili, rozprawiając ze Szczepanem. Lecz nie mogli sprostać mądrości i Duchowi, z którego natchnienia przemawiał. Wtedy podstawili mężów, którzy utrzymywali: Słyszeliśmy, jak mówił bluźniercze słowa przeciwko Mojżeszowi i Bogu; tak podburzyli lud oraz starszych i uczonych w Piśmie, a powstawszy, porwali go i przywiedli przed Radę Najwyższą”.


Apostołowie zdecydowali, że nie będą usługiwać przy stołach, ponieważ nie chcą zaniedbywać modlitwy i służby Słowa Bożego. Czytając o tym, że wybrańcy Chrystusa usługiwali przy stołach, byłem nieco zdziwiony, iż w ogóle to robili. Jednak oni dosłownie i poważnie wzięli do serca nakaz Pana Jezusa, zapisany między innymi w Ewangelii Mateusza 23,11: „Kto zaś jest największy pośród was, niech będzie sługą waszym”. W tym czasie kiedy zbór jerozolimski powiększał się, koniecznością stała się zmiana priorytetów organizacyjnych. Jednak zasadniczym powodem zmian mogły być praktyczne przygotowania do realizacji nakazu misyjnego Chrystusa, który znajdujemy w Ewangelii Mateusza 28,19: „Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”. Apostołowie postanowili wyodrębnić służby w zborze. Czytamy, że wyodrębniono: służbę modlitwy (wstawienniczą), służbę Słowa (nauczanie i ewangelizację) oraz służbę usługiwania przy stołach (diakonat).


Helleniści, o których czytamy w 1. wersecie 6. rozdziału Dziejów Apostolskich byli prawdopodobnie nawróconymi poganami narodowości greckiej, którzy dołączyli do grona uczniów. Ich zarzut dotyczył zaniedbywania w zaopatrzeniu socjalnym dla będących w potrzebie wdów. Dlatego też wybrano siedmiu mężów i powołano ich do służby usługiwania przy stołach. Jednym z nich był Szczepan. Sposób powołania Szczepana i pozostałych diakonów wskazywał na to, że koniecznością było rozpoznanie u nich odpowiedniego obdarowania duchowego i zapewne predyspozycji do wykonywania obowiązków diakona. Biblia mówi, że Szczepan był napełniony Duchem Świętym i posiadał dar mądrości. Był szanowany i miał dobrą opinię wśród wierzących oraz zapewne wśród niewierzących. Diakon Szczepan mógł pozostać w bezpiecznym miejscu swojej służby w cieniu bardziej znanych i usługujących BOŻYM SŁOWEM apostołów. Mógł być w pełni usatysfakcjonowany usługiwaniem przy stołach, ale najwyraźniej nie był. Zapewne niekoniecznie dlatego, że taka służba nie przynosi satysfakcji, ale dlatego, iż potraktował to jako pewien etap na swojej drodze chrześcijańskiego rozwoju. Szczepan jest dla nas przykładem człowieka wierzącego w służbie, który wyłamał się ze swojej strefy bezpieczeństwa, w której w dalszym ciągu mógł funkcjonować i to zgodnie ze swoim powołaniem.


Moim zdaniem Szczepan musiał przeżyć coś bardzo znaczącego w momencie powoływania go do tej służby, gdy apostołowie modlili się i włożyli na niego ręce. Siedmiu diakonów zostało w tym samym momencie i w ten sam sposób wyznaczonych do posługi przy stołach. Jednak jak czytamy dalej, w przypadku Szczepana ujawniło obdarowanie ewangelisty, które natychmiast zaczął praktykować. To Pan Jezus Chrystus ustanawia służby w SWOIM KOŚCIELE. Wyraźnie czytamy o tym w Liście do Efezjan 4,11: „I On ustanowił jednych apostołami, drugich prorokami, innych ewangelistami, a innych pasterzami i nauczycielami”. Apostołowie ustanowieni przez Pana Jezusa Chrystusa zapewne mieli także inne obdarowania konieczne do sprawowania służby apostolskiej, w tym szczególnie prorocze, ewangelizacyjne, czy pasterskie i nauczycielskie. Szczepan miał pragnienie otrzymać coś więcej i przyjął przez wiarę także namaszczenie do posługi ewangelizacyjnej. W gronie apostołów w czasie tego aktu udzielenia mógł być także Piotr, który był czołowym mówcą ewangelizacyjnym. Wydaje się, że Szczepan mógł po prostu "wyssać" z niego to namaszczenie i co najważniejsze, od razu zaczął go używać. Diakon Szczepan bardzo szybko stał się ewangelistą. Czytamy w początkowym fragmencie 6. rozdziału Dziejów Apostolskich, że poczet uczniów bardzo się pomnażał. Działo się tak dlatego, że uczniowie tacy jak Szczepan nie ograniczyli swojej służby do usługiwania przy stołach. On głosił Ewangelię Zbawienia w Chrystusie, a Pan Bóg przyznawał się do jego służby i potwierdzał to znakami i cudami.


Kiedy uczonym w zakonie, religijnym Żydom, czy też prozelitom, czyli poganom nawróconym na judaizm zabrakło argumentów w dyskusji, wtedy wypaczyli jego słowa i oskarżyli go o bluźnierstwo. Ich wyuczona mądrość nie była w stanie sprostać Bożej mądrości, z którą głosił Szczepan. Realizowało się to, co zostało zapowiedziane w Bożym Słowie. Na temat mądrości ludzkiej czytamy w Liście Jakuba 3,15: „Nie jest to mądrość, która z góry zstępuje, lecz przyziemna, zmysłowa, demoniczna”. Natomiast mądrość z jaką usługiwał Szczepan została zapowiedziana przez Pana Jezusa Chrystusa w Ewangelii Łukasza 21,15: „Ja bowiem dam wam usta i mądrość, której nie będą mogli się oprzeć, ani jej odeprzeć wszyscy wasi przeciwnicy”. Szczepan nie pobłażał Bożemu przeciwnikowi, ale też diabeł nie pozostawał onieśmielony i bezczynny. Czytamy w 10. wersecie 6. rozdziału Dziejów Apostolskich, że religijni Żydzi nie mogli sprostać mądrości i Duchowi, z którego natchnienia przemawiał”. Potem w 12. wersecie: Tak podburzyli lud oraz starszych i uczonych w Piśmie, a powstawszy, porwali go i przywiedli przed Radę Najwyższą”.


Kiedy zaczynamy mówić komuś o tym, że grzech oddziela go od Pana Boga, to niemal natychmiast mamy wokół siebie duchową opozycję, która może manifestować się w konfrontacyjnych postawach ludzi. W kolejnym 15. wersecie tego fragmentu czytamy, że wydarzyło się coś, co przykuło uwagę słuchaczy Szczepana: „A gdy wszyscy, którzy zasiadali w Radzie Najwyższej, utkwili w nim wzrok, ujrzeli jego oblicze niby oblicze anielskie”. To wydarzenie, co prawda miało miejsce przed tym, co znajdujemy w Dziejach Apostolskich 11,26: „W Antiochii też nazwano po raz pierwszy uczniów chrześcijanami”. Jednak w tym momencie w Szczepanie dostrzeżono coś, co go szczególnie wyróżniało. Jedno z dynamicznych tłumaczeń z oryginału greckiego ostatniego fragmentu mówi, że uczniów nazwano „małymi Chrystusami”. Najwyraźniej w obliczu Szczepana rozpoznano manifestujący się charakter Chrystusa. Chrześcijaństwo jest postrzegane przez innych ludzi przez pryzmat tego, jacy są poszczególni, najbliżsi tym ludziom chrześcijanie. Zasadą dla nas wynikającą z tego fragmentu jest to, że musimy być uczniami i naśladowcami Chrystusa, żeby nazwano nas chrześcijanami. Nie jest istotne, że nazywasz siebie chrześcijaninem lub tak nazywają cię inni chrześcijanie. Istotne jest to, że powinieneś zostać nazwany chrześcijaninem przez kogoś, kto nim nie jest. Powinniśmy być rozpoznani jako podobni do Chrystusa. Musi być coś w naszym życiu, co odróżnia nas jako chrześcijan. Nawet jeśli to coś w oczach oceniającego jest negatywne, bo odstajemy od innych, odmawiając zrobić coś, co robi większość lub przeciwnie robimy coś, czego inni nie robią. W innym miejscu Nowego Testamentu jest bardzo mocny fragment potwierdzający obserwację ludzi z Antiochii w stosunku do uczniów – chrześcijan oraz Żydów obserwujących jaśniejące oblicze Szczepana. Znajdujemy je w Ewangelii Jana 10,34: „Odpowiedział im Jezus: Czyż w zakonie waszym nie jest napisane: Ja rzekłem: Bogami jesteście?”. Werset, na który powołuje się Chrystus, pochodzi z Psalmu 82,6: „Rzekłem: Wyście bogami i wy wszyscy jesteście synami Najwyższego”. To bardzo mocne słowa. Jednak, czy pozostaną w naszym życiu tylko słowami Najwyższego?


Szczepan stanął przed religijnym sądem. Wystarczyło jedno pytanie skierowane do niego: „Czy tak się mają te rzeczy?”, żeby ewangelista Szczepan rozpoczął swoją posługę. Każde pytanie skierowane do nas, może i powinno uruchomić w nas ewangelistę. Niedawno zaczepiły mnie na deptaku w Polanicy Zdroju dwie kobiety. Wręczając mi ulotkę, jedna z nich zapytała: Czy chcę porozmawiać o jedynym Bogu Yehowie? Odpowiedziałem im, że Jedyny Prawdziwy Bóg nic nie czyni w moim życiu bez znajomości – bez mojej osobistej znajomości z Panem Jezusem Chrystusem. No cóż, te panie jeszcze nie były gotowe na ciąg dalszy mojej usługi, bo nagle zaczęły bardzo śpieszyć się. Jednak mnie utwierdziło to tylko w przekonaniu, że to ja mam być zawsze gotowy. Wyraźnie mówi o tym apostoł Piotr w swoim 1. Liście 3,15-16: „Lecz Chrystusa Pana poświęcajcie w sercach waszych, zawsze gotowi do obrony przed każdym, domagającym się od was wytłumaczenia się z nadziei waszej, lecz czyńcie to z łagodnością i szacunkiem”.


Wróćmy jednak do Szczepana. To pytanie skierowane do niego było bezpośrednim powodem do rozpoczęcia zwiastowania. Szczepan opowiedział historię Izraela, począwszy od Abrahama aż do momentu budowy świątyni Salomona. Czytając tekst jego kazania ewangelizacyjnego w obszernym fragmencie Dziejów Apostolskich 7,2-47, możemy dostrzec bardzo przemyślaną konstrukcję tego przesłania. Do pewnego momentu Szczepan przypominał słuchaczom dobrze znaną im historię narodu izraelskiego, nie odnosząc jej bezpośrednio do słuchających. Jednak w treści przesłania akcentował dobre momenty, gdy Izrael był posłuszny Bogu oraz zwracał szczególną uwagę na złe konsekwencje, gdy zabrakło posłuszeństwa, skutkującego brakiem Bożej obecności. Dobrze nam się słucha o błędach popełnionych przez innych, szczególnie w poprzednich pokoleniach. Jednak często zaczynamy czuć się niewygodnie, gdy ktoś nam uświadamia, że te same błędy popełniamy teraz. Kulminacją części historycznej jest fragment, w którym Szczepan zwraca uwagę swoich słuchaczy, że w budowli świątynnej, z której Żydzi byli tak dumni, nie ma Bożej obecności. Czytamy o tym w Dziejach Apostolskich 7,48-50: „Ale Najwyższy nie mieszka w budowlach rękami uczynionych, jak mówi prorok: Niebo jest tronem moim, a ziemia podnóżkiem stóp moich; Jaki dom zbudujecie mi, mówi Pan, albo jakie jest miejsce odpocznienia mego? Czy nie ręka moja uczyniła to wszystko?. Jednak ten fragment był tylko wstępem do zasadniczej części jego przesłania.


Jak przystało na dobrego kaznodzieję ewangelizacyjnego, Szczepan na koniec zostawił zastosowanie głoszonego przesłania, czyli część odnoszącą się bezpośrednio do słuchaczy. Znajdujemy ją w trzech kolejnych wersetach 7. rozdziału: „Ludzie twardego karku i opornych serc i uszu, wy zawsze sprzeciwiacie się Duchowi Świętemu, jak ojcowie wasi, tak i wy! Któregoż z proroków nie prześladowali ojcowie wasi? Pozabijali też tych, którzy przepowiedzieli przyjście Sprawiedliwego, którego wy teraz staliście się zdrajcami i mordercami, wy, którzy otrzymaliście zakon, jak wam go dali aniołowie, a nie przestrzegaliście go”. Podstawowym zarzutem sformułowanym przez Szczepana wobec słuchaczy i ich przodków była zatwardziałość i opór wobec Bożej obecności. Ewangelista wytknął im, że chlubili się Bożym Zakonem, którego od pokoleń nie przestrzegali. Trwanie w pokoleniowym buncie i duchowym zamknięciu na Ducha Bożego doprowadziło ich do morderstw proroków, którzy zapowiadali przyjście Bożego Mesjasza oraz w konsekwencji zdradę i zabicie nierozpoznanego Chrystusa. Specyfika zwiastowania Szczepana polegała na konfrontowaniu życia słuchaczy z Bożym Prawem. Tym samym Szczepan stracił szansę na zdobycie nagrody w plebiscycie na "najpopularniejszego kaznodzieję roku". Na zakończenie swojego kazania nie musiał już robić wywołania ewangelizacyjnego, bo jego słuchacze sami wystąpili, by go uciszyć. Czytamy o tym w fragmencie Dziejów Apostolskich 7,54;57-58: „A słuchając tego, wpadli we wściekłość i zgrzytali na niego zębami. (…) Oni zaś podnieśli wielki krzyk, zatkali uszy swoje i razem rzucili się na niego. A wypchnąwszy go poza miasto, kamienowali”.


Kilkaset lat wcześniej w Niniwie usługiwał kaznodzieja ewangelizacyjny Jonasz. On także zwiastował Boży sąd dla ludzi rażąco łamiących Boże Prawo w mieście. Jego przesłanie było zdecydowanie krótsze. Jednak istotniejsze było to, że serca mieszkańców Niniwy były otwarte i gotowe na przyjęcie Bożego Słowa. W odróżnieniu od zwiastującego kaznodziei Jonasza, który stał się po Bożej korekcie posłuszny tylko ustami, ale nie sercem. Teraz sytuacja była odwrotna. Ewangelista Szczepan był posłuszny sercem i ustami, natomiast zebrani wokół niego Żydzi mieli zamknięte serca na przyjęcie Bożego Słowa. Za to byli przygotowani przez diabła do uciszenia ewangelisty za pomocą ludzkiego wykorzystania Bożego Prawa, którego sami nie przestrzegali. Realizowało się to, o czym pisał apostoł Paweł w 2. Liście do Koryntian 4,3-4: „A jeśli nawet ewangelia nasza jest zasłonięta, zasłonięta jest dla tych, którzy giną, w których bóg świata tego zaślepił umysły niewierzących, aby im nie świeciło światło ewangelii o chwale Chrystusa, który jest obrazem Boga”. My też musimy liczyć się z tym, że napotkamy ludzi gotowych na przyjęcie Słowa, ale też możemy mówić do "duchowo głuchych". Żydzi byli dumni ze swojej interpretacji i przepisów przestrzegania Prawa. Szczepan pobudził ich złe serca, zarzucając im podporządkowanie się ludzkiej interpretacji, czyli po prostu złamanie Bożego Prawa. O takiej sytuacji, czyli pokoleniowym buncie i zatwardzaniu serc, czytamy w Liście do Hebrajczyków 3,7-13: „Dlatego, jak mówi Duch Święty: Dziś, jeśli głos jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych, jak podczas buntu, w dniu kuszenia na pustyni, gdzie kusili mnie ojcowie wasi i wystawiali na próbę, chociaż oglądali dzieła moje przez czterdzieści lat. Dlatego miałem wstręt do tego pokolenia i powiedziałem: Zawsze ich zwodzi serce; nie poznali też oni dróg moich, tak iż przysiągłem w gniewie moim: Nie wejdą do odpocznienia mego. Baczcie, bracia, żeby nie było czasem w kimś z was złego, niewierzącego serca, które by odpadło od Boga żywego, ale napominajcie jedni drugich każdego dnia, dopóki trwa to, co się nazywa "dzisiaj", aby nikt z was nie popadł w zatwardziałość przez oszustwo grzechu”.


Szczepan osiągnął punkt kulminacyjny w swoim kazaniu mówiąc o tym, że Żydzi otrzymali BOŻY ZAKON, ale nie przestrzegali go. Myślę, że większość z nas też jest przekonana, że przestrzega reguł swojego wyznania. Jednak Szczepan wskazał na przestrzeganie BOŻEGO PRAWA według JEGO zasad, aby pokazać swoim słuchaczom, że są nieuczciwi wobec Pana Boga i siebie, chlubiąc się przestrzeganiem PRAWA według swoich zasad. Jakie jest nasze osobiste chrześcijaństwo? Czy my jesteśmy uczciwi wobec siebie w przestrzeganiu BOŻYCH ZASAD w naszym życiu? Czy też raczej stosujemy swoje zasady nazywając je tylko Bożymi? Jeżeli nie możemy sobie w pełni szczerze odpowiedzieć na te pytania, to być może żyjemy według swojej interpretacji "zakonu chrześcijańskiego".


Reakcja Żydów na głębokie zranienie skierowanymi do nich słowami nie wydawała się martwić Szczepana. Czytamy w dalszej części Dziejów Apostolskich 7,55-56: „On zaś, będąc pełen Ducha Świętego, utkwiwszy wzrok w niebo, ujrzał chwałę Bożą i Jezusa stojącego po prawicy Bożej i rzekł: Oto widzę niebiosa otwarte i Syna Człowieczego stojącego po prawicy Bożej”. To jest jedyny fragment w Biblii, w którym o Panu Jezusie Chrystusie czytamy, że stoi po prawicy Bożej. Szczepan dostrzegł w swojej wizji, że Jezusowi szczególnie zależało na tym wydarzeniu. Można powiedzieć, że Chrystus osobiście zaangażował się w motywacyjne dopingowanie Szczepana w tym ważnym dla niego momencie, w którym ponosił cenę swojego chrześcijaństwa. Podobnie jak kiedyś Mojżesz, Szczepan stanął na swojej osobistej ziemi świętej. Fizyczne i jednocześnie duchowe miejsce, w które doprowadziło go jego chrześcijaństwo zostało uświęcone dostrzegalną Bożą obecnością. W realizacji Bożego planu dla naszego życia ważny jest moment, kiedy ponosimy cenę swojego osobistego chrześcijaństwa. To jest moment próby wierności Bożym obietnicom i istotny etap w dochodzeniu do pełnej dojrzałości chrześcijańskiej. To było wydarzenie, którego owoce miały być odczuwalne w Kościele Pana Jezusa Chrystusa w tamtym czasie. Pierwszemu zborowi chrześcijańskiemu w Jerozolimie była potrzebna szczególna mobilizacja do działania. Powołany przez Pana Jezusa Kościół został zobowiązany nakazem misyjnym, który znajdujemy w Dziejach Apostolskich 1,8: „Ale weźmiecie moc Ducha Świętego, kiedy zstąpi na was, i będziecie mi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi”. Realizacja tego nakazu, jak dotąd ograniczała się tylko do Jerozolimy. Bożym sposobem na wymuszenie posłuszeństwa i wyjście z Ewangelią Chrystusową poza Jerozolimę były prześladowania. Szczepan był pierwszym, który poniósł tak wysoką cenę swojego chrześcijaństwa. W wyniku tego i kolejnych prześladowań zbór jerozolimski przeszedł do etapu "Bożej ekspansji" na cały świat. Czytamy o tym w 1. i 4. wersecie 8. rozdziału Dziejów Apostolskich: „W owym czasie rozpoczęło się wielkie prześladowanie zboru w Jerozolimie i wszyscy, z wyjątkiem apostołów, rozproszyli się po okręgach wiejskich Judei i Samarii. (…) Wszakże ci, którzy się rozproszyli, szli z miejsca na miejsce i zwiastowali dobrą nowinę”.


Dalszy ciąg niebawem w drugiej części tego artykułu.

Bogdan Podlecki

sobota, 16 lipca 2016

Boże przesiewanie cz. 2

Boże przesiewanie cz. 2


Często żyjemy własnymi wyobrażeniami o Panu Bogu, zastępując tym żywą relację z Jezusem w Duchu Chrystusowym. Życie własnymi wyobrażeniami Boga, to nie to samo, co życie z Bogiem. Bez osobistej relacji z Panem Jezusem Chrystusem, nasze wyobrażenia są niczym więcej jak tylko własną religią. Podobne wyobrażenia wielu ludzi, to już pewien system religijny. Każda religia jest fałszywa, bo opiera się na wyobrażeniach ludzi. Każdy fałszywy system religijny opiera się na pewności siebie ludzi, którzy mniej lub bardziej świadomie są posłuszni podszeptom diabelskim, w tym szczególnie duchowi religijności. Nie bądźmy zbyt pewni siebie. Nasza pewność jest w Bogu i JEGO ŁASCE. Pewność siebie osłabia naszą zdolność do przygotowania się na wstrząsy Bożego przesiewania. Także o tym w formie wyraźnej przestrogi możemy przeczytać w Psalmie 49,14: „Taka to jest droga tych, którzy żyją w błędnej pewności siebie, i taki koniec tych, którym własna mowa się podoba. Pędzą jak owce do otchłani, śmierć jest pasterzem ich. Ale prawi panować będą nad nimi z poranku. Zamysły ich będą unicestwione; otchłań będzie ich mieszkaniem”.


Jaką drogą my dzisiaj kroczymy? To bardzo istotne pytanie. Odpowiedzi na nie szukajmy w żywym Słowie Bożym, np. w Księdze Przypowieści Salomona 16,17-20: „Droga prawych to unikanie złego. Kto pilnuje swojej drogi, zachowuje życie. Pycha chodzi przed upadkiem, a wyniosłość ducha przed ruiną. Lepiej być pokornym z ubogimi, niż dzielić łupy z pyszałkami. Kto zważa na słowo, znajduje szczęście, a kto ufa Panu, jest szczęśliwy. Czy pilnujemy swojej drogi w naszym życiu z Bogiem? Pan Jezus Chrystus daje wyraźną wskazówkę, w jaki sposób możemy to robić. Znajdujemy ją w Ewangelii Łukasza 22,46: „Módlcie się, abyście nie popadli w pokuszenie”. Czy uczniowie Jezusa okazali posłuszeństwo i modlili się? Raczej nie. W istotnym momencie ucięli sobie drzemkę. Wcześniej i potem raczej stosowali zasadę: "dużo działań, niewiele modlitwy i pewność siebie". Takie było życie uczniów tuż przed ich przesiewaniem. Trzy lata spędzili w bezpośredniej obecności Chrystusa ucząc się i słuchając Bożego Słowa. Byli świadkami cudów i sami doświadczyli Bożej mocy w działaniu misyjnym. Jednak kiedy wszyscy znaleźli się na Bożym przetaku i doświadczyli wstrząsających wydarzeń, to jeden odpadł i zdradził, a pozostali uciekli w popłochu i zostawili swojego Mistrza. Gdyby nie wstawiennicza modlitwa Pana Jezusa, to żaden z nich by nie zachował wiary. Ta wiara nie ustała i tliła się w ich sercach. Nie było to jednak ich zasługą, lecz Bożą odpowiedzią na modlitwę Pana Jezusa Chrystusa.


Jak to jest w naszym życiu? Czy uważamy, że jesteśmy bardziej duchowi niż uczniowie Jezusa? Czy możemy zakładać, że zachowamy się inaczej niż oni, gdy znajdziemy się na Bożym przetaku? Nie zrozum mnie źle drogi czytelniku. Nie namawiam do zaprzestania dobrych działań. Zwracam uwagę na to, że istotna jest nasza pewność w Bogu w czasie działań na rzecz Bożego Królestwa. Czy to, że w nas jest Duch Święty, którego wtedy uczniowie jeszcze nie mieli jest wystarczającym powodem do naszej pewności siebie? Tak, działanie Ducha Świętego w nas, to poważny atut. Tylko, czy chcemy być zawsze posłuszni Bożemu Duchowi? W naszym kluczowym w tym artykule fragmencie Bożego Słowa z Ewangelii Łukasza 22,31-32, czytamy, że szatan wyprosił sobie, aby was przesiać”. Jednak Pan Jezus mówi dalej, że Ja zaś prosiłem za tobą, aby nie ustała wiara twoja”. Prawdziwa wiara poddana przesiewaniu nie ustanie, gdyż Pan ma moc, aby ją zachować. I to jest dobra nowina dla każdego z nas.


Co, w tym kontekście oznacza "mieć prawdziwą wiarę"? Przyjrzyjmy się praktycznemu, biblijnemu przykładowi w 1. Księdze Mojżeszowej 6,8-9: „Ale Noe znalazł łaskę w oczach Pana. (...) Noe był mężem sprawiedliwym, nieskazitelnym wśród swojego pokolenia. Noe chodził z Bogiem”. Noe szukał Boga i przebywał z Nim w bliskiej relacji. Potwierdzał swoją wiarę posłuszeństwem i dlatego Pan Bóg wystawił mu świadectwo w Liście do Hebrajczyków 11,7: „Przez wiarę zbudował Noe, ostrzeżony cudownie o tym, czego jeszcze nie można było widzieć, pełen bojaźni, arkę dla ocalenia rodziny swojej; przez nią wydał wyrok na świat i odziedziczył usprawiedliwienie, które jest z wiary”. Dokładnie tak samo jest w naszym życiu. Możemy powiedzieć, że tak, jak czytamy w Liście do Hebrajczyków 12,2: „patrząc na Jezusa, sprawcę i dokończyciela wiary” i trwając w społeczności z Nim zyskujemy wiarę jako Boży dar na wieczność. To właśnie znaczy mieć prawdziwą, czyli Bożą wiarę. Znaczenie słowa "wierzyć" dosłownie znaczy "chodzić z Bogiem". Czasem jednak to, co nazywamy naszą wiarą może być tylko imitacją Bożej wiary, często połączoną z podróbką relacji z Panem Jezusem Chrystusem. Dla przykładu, przymierze małżeńskie powinniśmy rozpatrywać w kontekście wierności. Dzisiaj zawierane są małżeństwa, także wśród ludzi deklarujących się jako wierzący, których celem jest osiągnięcie określonych korzyści. Zgodnie z Bożym Prawem, nadrzędnym nad prawem cywilnym, małżeństwo to przymierze wierności mężczyzny i kobiety zawarte przed Bogiem. Każdy inny związek, to tylko imitacja przymierza. W kontekście Bożej wiary w nas, każda imitacja będzie przesiana na przetaku i zdmuchnięta. Wiara bez relacji z Bogiem jest bezwartościową podróbką, czyli jakąś formą religijności.


Biblia mówi, że w czasach ostatecznych będą odstępstwa od wiary. Czytamy o tym w 1. Liście do Tymoteusza 4,1: „A Duch wyraźnie mówi, że w późniejszych czasach odstąpią niektórzy od wiary i przystaną do duchów zwodniczych i będą słuchać nauk szatańskich”. Apostoł Paweł kieruje ostrzeżenie do swojego duchowego syna w 1. Liście do Tymoteusza 6,20-21: „Strzeż tego, co ci powierzono, unikaj pospolitej, pustej mowy i sprzecznych twierdzeń, błędnej, rzekomej nauki, do której niejeden przystał i od wiary odpadł”. Jednak jest ono także skierowane do wszystkich, szczególnie tych deklarujących się jako wierzący. To jednak wcale nie oznacza, że ci sami ludzie odstąpią od społeczności wierzących, czy nawet od ogólnie uznawanych zasad moralnych i społecznych. Można żyć jakąś podróbką wiary i być nawet członkiem jakiegoś zboru. Boże przesiewanie ujawni różnicę między prawdziwą wiarą, czyli ziarnem, a imitacją wiary, czyli plewami.


Judasz wraz z pozostałymi uczniami też był poddany Bożemu przesiewaniu. Jedenastu z nich wycofało się na jakiś czas w obliczu wielkiego zagrożenia i prześladowań. Próba Judasza była związana z zyskiem i ewentualnym uzyskaniem prestiżu u władz religijnych. Co prawda zwrócił pieniądze, lecz jego serce było już zbyt zatwardzone, aby przyjść do Boga po wybaczenie tak, jak zrobił to Piotr. Chrystus rozpoznał stan serca Judasza wcześniej. W 13. rozdziale Ewangelii Jana czytamy, że Pan Jezus Chrystus wytłumaczył swoim uczniom prawdziwy sens umycia im nóg. Jedenastu z nich prawdopodobnie najpierw zaakceptowało, a potem po Zmartwychwstaniu przyjęło to Boże objawienie. W tym szczególnie Piotr, który zrozumiał, że jego początkowy opór nie wynikał z pokory, ale tak naprawdę z pychy. Potem jednak czytamy dosyć tajemniczy werset w Ewangelii Jana 13,21: „Po tych słowach Jezus, wstrząśnięty do głębi, oświadczył, mówiąc: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: jeden z was mnie wyda”. Chrystus wcześniej wypowiedział wiele słów. Czy któreś z nich były aż tak wstrząsające dla Jezusa? Czy Pan Jezus był wstrząśnięty faktem, że Judasz Go wyda? Przecież jako Bóg, doskonale o tym wiedział. Ten fragment możemy rozumieć tak, że aby umyć komuś nogi trzeba się co najmniej nachylić lub nawet przyklęknąć. Każdy z nich zobaczył klęczącego Syna Bożego przed pysznym człowiekiem. To musiało być wstrząsające przesiewanie pychy z serca każdego z nich. Jednak to nie uczniowie, ale Jezus był wstrząśnięty do głębi! Czym? Tym, że pokora Boga nie była w stanie przesiać z pychy serca Judasza. Wcześniej czytamy, że Judasz był poddany pokusie diabelskiej w 2. wersecie: „A podczas wieczerzy, gdy diabeł wzbudził w sercu Judasza, syna Szymona Iskarioty, zamysł wydania go”. Dopiero po jego osobistej decyzji wejścia w stan zatwardziałości serca, czytamy dalej w 27. wersecie: „A zaraz potem wszedł w niego szatan. Rzekł więc do niego Jezus: Czyń zaraz, co masz czynić”. To była dobrowolna decyzja Judasza. Pan Bóg zawsze uszanuje naszą wolną wolę. Pan Jezus Chrystus dzisiaj też jest wstrząśnięty do głębi dobrowolnymi decyzjami ludzi. Słowo Boże mówi do każdego z nas w Liście do Hebrajczyków 4,7: „Dziś, jeśli głos Jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych”. Judasz fizycznie słyszał Jezusa, jednak ten głos nie trafiał już do jego serca. Pan Jezus może być sprzedany z naszego życia, np. za doraźne korzyści finansowe, czy jakiekolwiek uznanie u władz świeckich, a nawet religijnych. Jednak takie transakcje handlowe podlegają Bożemu przesiewaniu. To wcale, przynajmniej na początku, nie musi boleć. To może nawet wyglądać bardzo obiecująco. Jednak po dłuższym lub krótszym czasie, ból rozłączenia z Panem Jezusem Chrystusem oraz niczym nie dająca się wypełnić pustka w naszym życiu w końcu nas dopadnie.


Spróbujmy sobie zadać i sami szczerze odpowiedzieć na pytanie: Co stałoby się z naszą wiarą, gdyby Pan Bóg włożył nas dzisiaj na przetak do przesiewania? Możemy być przygotowani na taką próbę, ale też możemy uznać, że ten problem nas nie dotyczy. To, co liczy się przed, w takcie i po takiej próbie, to wiara potwierdzona żywą relacją z Panem Jezusem Chrystusem. Ta osobista więź pozwoli Panu Bogu zachować nas nawet w najgorszych doświadczeniach. Kto z nas wytrzymałby próbę Joba? Kto by przeszedł doświadczenie Piotra, które polegało na wyjściu z sytuacji zaparcia się Jezusa. Obaj wytrzymali, bo zachował ich Bóg. Co dało im tak niesamowitą zdolność ostania się w trakcie tego potężnego przesiewania? To było szukanie bliskiej relacji z Panem Bogiem. Job przyznał w końcu szczerze w Księdze Joba 42,5: „Tylko ze słyszenia wiedziałem o Tobie, lecz teraz moje oko ujrzało Cię”. Piotr też w szczerości i konsekwentnie trzykrotnie przyznał, że jest w stanie kochać Jezusa miłością "fileo", czyli przyjacielską miłością. Potwierdził tym samym, że miłość "agape" jest bezwarunkową miłością, którą tylko Bóg jest w stanie nas kochać.


Nasza próba może być pokusą wygodnego życia. Możemy, a nawet powinniśmy cieszyć się że mamy dobrą pracę i godne za nią pieniądze. Jednak zawsze powinniśmy być ostrożni i sprawdzać swoje serce, czy czasem nasza praca lub nasze pieniądze nie mają nad nami kontroli. Także w kontekście Bożego przesiewania możemy czytać dwa poniższe fragmenty Bożego Słowa.

  • (1. List do Tesaloniczan 5,21-22): „Wszystkiego doświadczajcie, co dobre, tego się trzymajcie. Od wszelkiego rodzaju zła z dala się trzymajcie”.
  • (1. List do Tymoteusza 6,10: „Albowiem korzeniem wszelkiego zła jest miłość pieniędzy; niektórzy, ulegając jej, zboczyli z drogi wiary i uwikłali się sami w przeróżne cierpienia”.

Diabeł jest oskarżycielem przed Bogiem On może powiedzieć o nas: Czy za darmo jest ci wierny? Zabierz mu to co ma, a zobaczysz jak odstąpi od Ciebie. Jest sprytniejszy niż myślimy. Może też powiedzieć: Czy nie dlatego jest ci wierny, bo niewiele ma? Daj mu więcej, a zobaczysz jak go to pochłonie i odciągnie od Ciebie.


Pan Jezus powiedział do wszystkich potencjalnych kandydatów do Bożego przesiewania w Ewangelii Mateusza 26,41: „Czuwajcie i módlcie się, abyście nie popadli w pokuszenie; duch wprawdzie jest ochotny, ale ciało mdłe”. Jeśli mało się modlimy, to nie jesteśmy odporni na pokuszenia. Granice naszej pobożności mogą być ruchome. Niektórzy z nas dosyć swobodnie interpretują biblijna zasadę sformułowaną przez apostoła Pawła w 2. Liście do Koryntian 3,17: „A Pan jest Duchem; gdzie zaś Duch Pański, tam wolność”. Ta zasada wyraźnie mówi, że wolność jest tam, gdzie jest Duch Boży. Jeśli Duch Chrystusowy jest w nas, czyli jesteśmy ukryci i bezpieczni w Chrystusie, to także w Nim mamy wolność. Często nie doczytujemy do końca kontekstu z innych wersetów z Bożego Słowa.

  • (List do Galacjan 5,13): „Bo wy do wolności powołani zostaliście, bracia; tylko pod pozorem tej wolności nie pobłażajcie ciału, ale służcie jedni drugim w miłości”.
  • (1. List do Koryntian 6,12): „Wszystko mi wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne. Wszystko mi wolno, lecz ja nie dam się niczym zniewolić”.
  • (1. List do Koryntian 8,9): „Baczcie jednak, aby ta wolność wasza nie stała się zgorszeniem dla słabych”.
  • (1. List do Koryntian 10,23): „Wszystko wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne; wszystko wolno, ale nie wszystko buduje”.

Także jako wierzący mamy tendencję do interpretowania Bożego Słowa tylko na własną korzyść. Taka zasada funkcjonuje we współczesnych systemach prawnych w stosunku oskarżonego. Czyżby postępując tak czujemy się oskarżani? Tak naprawdę tylko osobista relacja z Panem Jezusem Chrystusem ma moc ochronić i zachować nas w czasie próby przesiewania. Diabeł czuje respekt jedynie przed Panem Bogiem. Dlatego czytamy w Liście Jakuba 4,7-8: „Przeto poddajcie się Bogu, przeciwstawcie się diabłu, a ucieknie od was. Zbliżcie się do Boga, a zbliży się do was. Obmyjcie ręce, grzesznicy, i oczyśćcie serca, ludzie o rozdwojonej duszy”.


Piotr, wtedy jeszcze Szymon, złożył wyznanie o Jezusie, jako Mesjaszu, Synu Bożym. Znajdujemy je w Ewangelii Mateusza 16,16: „A odpowiadając Szymon Piotr rzekł: Tyś jest Chrystus, Syn Boga żywego”. W czasie tego objawionego przecież przez Boga Ojca wyznania, Szymon Piotr miał jeszcze rozdwojoną duszę. Stał fizycznie obok Boga, ale jego serce było jeszcze zbyt daleko od Niego i przez to szatan miał do niego dostęp. Czytamy dalej, że nie był on w stanie przeciwstawić się diabłu i musiał to zrobić za niego Chrystus. Relację z tego momentu mamy w Ewangelii Mateusza 16,23: „A On, obróciwszy się, rzekł Piotrowi: Idź precz ode mnie, szatanie! Jesteś mi zgorszeniem, bo nie myślisz o tym, co Boskie, lecz o tym, co ludzkie”. Zdaję sobie sprawę z tego, że obie wypowiedzi mogły być rozdzielone w czasie. Jednak łączy je obecność Chrystusa obok Piotra. Życie obok Boga, to nie to samo, co życie z Bogiem. Powyższe fragmenty możemy rozumieć tak, że tylko w Chrystusie, a nie obok Chrystusa możemy przeciwstawić się diabłu. Nie możemy też lekceważyć Bożego przeciwnika. Wyraźnie przestrzega nas przed tym apostoł Piotr w swoim 1. Liście 5,8: „Bądźcie trzeźwi, czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, chodzi wokoło jak lew ryczący, szukając kogo by pochłonąć”. Możemy być przygotowani na Boże przesiewanie i ostać się tylko będąc w Chrystusie. Jest to możliwe wtedy, gdy trwamy w bliskiej społeczności z Panem Jezusem Chrystusem.


Pan Jezus powiedział do Szymona prorocze słowa w Ewangelii Mateusza 16,18: „A ja ci powiadam, że ty jesteś Piotr, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go”. Opoką [greckie słowo "petra"], czyli skałą jest oczywiście Pan Jezus Chrystus. Kamieniami [greckie słowo "petros"] są wszyscy wierzący, którzy tak jak Piotr wyznają, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym oraz ich rzeczywistym Panem i Zbawicielem. Kościół Pana Jezusa Chrystusa jest budowany z kamieni ociosanych, czyli ukształtowanych Bożą ręką. Czytamy o tym w 1. Liście Piotra 2,5: „I wy sami jako kamienie żywe budujcie się w dom duchowy, w kapłaństwo święte, aby składać duchowe ofiary przyjemne Bogu przez Jezusa Chrystusa”. Pan Bóg się nie zmienia i nie zmienia SWOICH ZASAD. Dzisiaj mówi do SWOJEGO KOŚCIOŁA w 1. Liście Piotra 1,16: „Świętymi bądźcie, bo JA JESTEM ŚWIĘTY.


Boże przesiewanie może boleć, ale jest konieczne w naszym osobistym i społecznym chrześcijaństwie. Pan Bóg dysponuje skutecznym narzędziem do obróbki i kształtowania. Czytamy o tym w Księdze Jeremiasza 23,29: „Czy moje słowo nie jest jak ogień - mówi Pan - i jak młot, który kruszy skałę?”. Także cel Bożego przesiewania jest jasno i wyraźnie sprecyzowany w Liście do Efezjan 5,27: „Aby sam sobie przysposobić Kościół pełen chwały, bez zmazy lub skazy lub czegoś w tym rodzaju, ale żeby był święty i niepokalany”. Dzięki BOŻEJ ŁASCE możemy być w bliskiej relacji z Panem Jezusem Chrystusem. Żywa wiara w Boże obietnice poparta osobistym i społecznym życiem modlitewnym może być gwarancją tego, że w każdym przesiewaniu Pan Bóg zachowa nas jako cenne ziarno. Pamiętajmy jednak o tym, że wszystkie plewy muszą być usunięte z naszego życia i z życia naszych lokalnych społeczności. Temu właśnie służy Boże przesiewanie. Pan Jezus Chrystus sam dokonuje oczyszczenia, by Jego Kościół był święty i niepokalany. Święty, czyli oddzielony dla Niego. Niepokalany, czyli nieskazitelnie czysty. Tak, jak oblubienica opisana w Księdze Objawienia 19,7-8: „Weselmy się i radujmy się, i oddajmy mu chwałę, gdyż nastało wesele Baranka, i oblubienica jego przygotowała się i dano jej przyoblec się w czysty, lśniący bisior, a bisior oznacza sprawiedliwe uczynki świętych”.

Bogdan Podlecki