czwartek, 9 marca 2017

Jezus w rodzinie cz. 2

Jezus w rodzinie cz. 2

Atmosfera duchowa w rodzinie Jezusa diametralnie zmieniła się po JEGO ZMARTWYCHWSTANIU. W pełni uwierzyła i nawróciła się do Chrystusa jego matka Maria, jej synowie i być może jej córki. Informację o tym znajdujemy w Dziejach Apostolskich 1,13-14: „A gdy tam przybyli, udali się na piętro, gdzie się zatrzymali Piotr i Jan, i Jakub, i Andrzej, Filip i Tomasz, Bartłomiej i Mateusz, Jakub Alfeuszowy i Szymon Zelota, i Juda Jakubowy. Ci wszyscy trwali jednomyślnie w modlitwie wraz z niewiastami i z Marią, matką Jezusa, i z braćmi Jego”. Nie znamy szczegółów nawrócenia Marii i jej dzieci. Wiemy, że brali udział w pierwszej konferencji chrześcijańskiej w "Górnej Izbie". Być może nawrócili się dopiero na tym zgromadzeniu. Nie ma wyraźnej wzmianki o córkach Marii. Możliwe, że też nawróciły się ''wraz z niewiastami'', a być może poszły w swoim życiu za inaczej wierzącymi mężami. Możliwe, że to synowie przyszli za swoją matką na to zgromadzenie chrześcijańskie. Jednak równie prawdopodobne jest, że to Maria przyszła za swoimi synami, co w ujęciu kulturowym tamtych czasów wcale nie byłoby takie dziwne. Najistotniejszy jest fakt, że tę najważniejszą decyzję w ich życiu, czyli nawrócenie do Chrystusa musieli podjąć indywidualnie, a nie zbiorowo.

W relacji biblijnej na temat rodzeństwa Jezusa czytamy o tym, że jeden z braci, Jakub został potem apostołem. Potwierdza to apostoł Paweł w Liście do Galacjan 1,19: „a innego z apostołów nie widziałem oprócz Jakuba, brata Pańskiego”. Jakub prawdopodobnie został liderem wśród apostołów. Jest prawdopodobne, że pod jego autorytetem byli inni apostołowie, w tym Piotr. Możemy wywnioskować, że Jakub zajmował stanowisko w istotnych sprawach wiary, jako starszy zboru w Jerozolimie lub nawet jako przewodniczący pierwszego synodu duchownych Kościoła Pana Jezusa Chrystusa. Świadczy o tym fragment w Dziejach Apostolskich 15,2-29: „Gdy zaś powstał zatarg i spór niemały między Pawłem i Barnabą a nimi, postanowiono, żeby Paweł i Barnaba oraz kilku innych spośród nich udało się w sprawie tego sporu do apostołów i starszych do Jerozolimy. (…) A gdy przybyli do Jerozolimy, zostali przyjęci przez zbór oraz apostołów i starszych, i opowiedzieli, jak wielkich rzeczy dokonał Bóg przez nich. (…) Zgromadzili się więc apostołowie i starsi, aby tę sprawę rozważyć. (…) A gdy ci umilkli, odezwał się Jakub, mówiąc: Mężowie bracia, posłuchajcie mnie! Szymon opowiedział, jak to Bóg pierwszy zatroszczył się o to, aby spomiędzy pogan wybrać lud dla imienia swego. (…) Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my, by nie nakładać na was żadnego innego ciężaru oprócz następujących rzeczy niezbędnych: Wstrzymywać się od mięsa ofiarowanego bałwanom, od krwi, od tego, co zadławione, i od nierządu; jeśli się tych rzeczy wystrzegać będziecie, dobrze uczynicie. Bywajcie zdrowi”.

Drugi z braci Jezusa, Juda też został aktywnym usługującym w Kościele Pana Jezusa Chrystusa. Świadczy o tym treść napisanego prawdopodobnie przez niego listu w kanonie Nowego Testamentu. W Liście Judy 1,1 czytamy: „Juda, sługa Jezusa Chrystusa, a brat Jakuba, do powołanych, w Bogu Ojcu umiłowanych, a dla Jezusa Chrystusa zachowanych”. Możliwe jest także, że jego chrześcijańskiej służby dotyczy wzmianka w Dziejach Apostolskich 15,32: „Juda zaś i Sylas, którzy sami byli prorokami, licznymi kazaniami napominali i umacniali braci”.

Analizując biblijną relację na temat ziemskiej rodziny Pana Jezusa widoczne jest to, że wiara w Chrystusa cementuje każdą poróżnioną ze względu na Niego rodzinę. Uwalnia też do czynnej służby dla Pana Boga. Jednak do tego nie dochodzi zbiorowo. Każdy z nas musi indywidualnie nawrócić się do Pana Jezusa Chrystusa. Biologiczna rodzina Jezusa stała się także duchową rodziną dopiero po indywidualnym nawróceniu. Chrystus nazywał swoją duchową rodziną tych, którzy byli jego uczniami i naśladowcami. Przynależność do Bożej rodziny jest decyzją indywidualną. Pan Jezus powiedział do każdego z nas, także do ciebie w Ewangelii Marka 3,35: „Ktokolwiek czyni wolę Bożą, ten jest moim bratem i siostrą, i matką”.

Czy należysz do Bożej rodziny zbawionych przez wiarę w Chrystusa? To nawet nie jest zbyt dobrze postawione pytanie. Zdecydowanie lepsza jest szczera i osobista odpowiedź na pytanie: czy jesteśmy członkami Bożej rodziny dzięki temu, że zaufaliśmy i uwierzyliśmy Chrystusowi? Decyzja przynależności do duchowej rodziny Pana Jezusa Chrystusa, to decyzja wiary z konsekwencjami na wieczność. Czytamy o tym w Ewangelii Marka 16,16: „Kto uwierzy i ochrzczony zostanie, będzie zbawiony, ale kto nie uwierzy, będzie potępiony”. Czy masz pewność zbawienia i przynależności do Bożej rodziny? Nie tylko ty o to pytasz, pytałem także wcześniej ja i wielu innych o to, co czytamy w Ewangelii Marka 10,26: „A oni tym bardziej się zdumiewali i mówili między sobą: Któż więc może być zbawiony?”. Uwierz w to, co Pan Bóg mówi w SWOIM SŁOWIE. Umiłowany uczeń Jezusa napisał w 1. Liście Jana 5,10: „Kto wierzy w Syna Bożego, ma świadectwo w sobie. Kto nie wierzy w Boga, uczynił go kłamcą, gdyż nie uwierzył świadectwu, które Bóg złożył o Synu swoim”. Apostoł Paweł przekazał Bożą obietnicę dla każdego w Liście do Rzymian 10,9: „Bo jeśli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg wzbudził go z martwych, zbawiony będziesz”.

Pan Jezus powiedział w Ewangelii Łukasza 14,26: „Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego i matki, i żony, i dzieci, i braci, i sióstr, a nawet i życia swego, nie może być uczniem moim”. W jednym z dynamicznych tłumaczeń znaczenie greckiego zwrotu "mieć w nienawiści" przetłumaczono jako "pragnąć innego życia", czyli nie godzić się na to, że tak samo duchowo źle ma być w moim życiu. Innymi słowy to wyrażenie ''mieć w nienawiści'' członków rodziny możemy rozumieć jako nienawiść do ducha przeciwnego Bogu, który kieruje życiem ludzi. Takie rozumienie tego fragmentu mnie uwolniło, ale nie zwolniło ze świadczenia całym moim osobistym chrześcijaństwem, także wobec członków mojej rodziny. W naturalnych relacjach, np. jako rodzice, dziadkowie jesteśmy odpowiedzialni w naszych rodzinach za różne sfery życia. Jednak nie jesteśmy odpowiedzialni za świadome wybory życiowe innych ludzi, nawet w najbliższej rodzinie. Nie jesteśmy odpowiedzialni za czyjeś zbawienie. Natomiast jesteśmy odpowiedzialni za prawdziwe świadectwo swojego życia, które może zmienić czyjeś życie. Bo tylko prawdziwe świadectwo naszego życia może wpłynąć na uwolnienie i nawrócenie do Chrystusa innych ludzi. Pan Jezus powiedział do tych, którzy uwierzyli w Niego w Ewangelii Jana 8,31-32: „Jeżeli wytrwacie w słowie moim, prawdziwie uczniami moimi będziecie i poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi.

Biblijna historia rodziny Marii i Józefa oraz ich dzieci poróżnionych ze względu na Jezusa, to praktyczny przykład dla naszego pouczenia. Nie czujmy się z tym źle, jeśli dzisiaj wygląda to nie najlepiej w naszej rodzinie. Pan Bóg zapowiedział, że tak może być. To Jezus powiedział w Ewangelii Łukasza 12,51-53: „Czy myślicie, że przyszedłem, by dać ziemi pokój? Bynajmniej, powiadam wam, raczej rozdwojenie. Odtąd bowiem pięciu w jednym domu będzie poróżnionych; trzej z dwoma, a dwaj z trzema; będą poróżnieni ojciec z synem, a syn z ojcem, matka z córką, a córka z matką, teściowa ze swą synową, a synowa z teściową. Jednocześnie jednak czytamy w Liście do Rzymian 12,18: „Jeśli można, o ile to od was zależy, ze wszystkimi ludźmi pokój miejcie. Brat Jezusa pisze w Liście Jakuba 2,18: „Lecz powie ktoś: Ty masz wiarę, a ja mam uczynki; pokaż mi wiarę swoją bez uczynków, a ja ci pokażę wiarę z uczynków moich. On nie napisał: "opowiedz mi o swojej wierze". Napisał: "pokaż mi swoją wiarę bez uczynków", ponieważ wiedział, że taka teoretyczna wiara nie ma mocy do zmiany życia. Napisał dalej: "ja ci pokażę wiarę z uczynków", czyli "praktyczną wiarę". To prawdziwe świadectwo mojego i twojego przemienionego życia wnosi prawdziwy pokój, także w naszych rodzinach.

Tak, jak napisałem w wstępie do 1. części tego artykułu o tym, że ukazuje się on niekoniecznie w świątecznym czasie oraz że każde ''święto kościelne'' powinno być szczególną okazją do osobistego i społecznego świętowania. Jednak pomimo tradycyjnie rodzinnego charakteru świętowania, to każde święto, w tym także Boże Narodzenie ma wymiar indywidualny. Pozwól Bogu na narodzenie Jezusa w twoim życiu każdego dnia. Pozwól Panu Bogu na pełne zamieszkanie Chrystusa w twoim życiu. Pielęgnuj w sobie ten cud nowo narodzenia.

Bogdan Podlecki

środa, 8 marca 2017

Jezus w rodzinie cz. 1

Jezus w rodzinie cz. 1

Zasadniczym tematem tego biblijnego rozważania jest przedstawienie biologicznej rodziny Pana Jezusa Chrystusa, szczególnie w okresie Jego ziemskiego życia i służby. W wielkim skrócie można powiedzieć, że jest to artykuł o matce i rodzeństwie Jezusa, który JEST Chrystusem. Piszę też o ojczymie Jezusa, żeby było bardziej rodzinnie na chwałę JEDYNEGO OJCA, który jest w niebie. Jednak to zagadnienie rozważę w odniesieniu do indywidualnych i społecznych problemów wynikających z mniej lub bardziej uświadomionej tradycyjnej religijności, szczególnie w relacjach rodzinnych. Tu chodzi o wpływ Chrystusa na otoczenie, czyli relację, którą można określić mianem ''Jezus w rodzinie''. Co rozumiem pod pojęciem ''tradycyjna religijność''? To jest przeciwieństwo życia w wierze. Religijność, to nie jest dobra, czyli Boża duchowość, ani tym bardziej bogobojność. To jest życie często w zaprzeczeniu BOŻEJ ŁASKI, czyli wykonywanie uczynków w oparciu o ustalone przepisy kościelne, niekoniecznie wynikające z Bożego Słowa. W tym kontekście piszę także o świętowaniu najważniejszych URODZIN w dziejach ludzkości przez osobiste uświęcenie w każdym momencie naszego życia. Dlatego też treść tego rozważania jest zawsze aktualna, także w świątecznym czasie.

Każde święto poświęcone Panu Bogu powinno być szczególną okazją do świętowania Bożej obecności w naszym osobistym i społecznym chrześcijaństwie. Tak było od początku w dziejach Izraela w przypadku ŚWIĄT PANA, opisanych w Starym Testamencie, czyli Paschą, Świętem Tygodni i Świętem Szałasów. Kluczowe wydarzenia z życia Jezusa miały miejsce w czasie któregoś  z ustanowionych przez Boga świąt starotestamentowych. Te święta mają też duchowe znaczenie dla Kościoła Pana Jezusa Chrystusa. Sensem świętowania według Bożego nakazu jest oczyszczenie osobistego i wspólnotowego życia oraz okazywanie radości z powodu Bożej obecności. Analizując dokładnie Biblię można zauważyć, że grudniowy termin obchodzenia Bożego Narodzenia nie pokrywa się z żadnym ŚWIĘTEM PANA. Jednak na podstawie biblijnych relacji można wywnioskować, że narodziny Jezusa mogły mieć miejsce w czasie jednego z takich świąt – Święta Szałasów, czyli w okresie wczesnej jesieni.

W Polsce Boże Narodzenie jest powszechnie uznawane za najbardziej rodzinne święto. To dobrze, ponieważ okazji do szczerych i serdecznych relacji rodzinnych nigdy nie jest za wiele. To święto nie powinno być jednak tylko kolejną rocznicą ziemskich urodzin Jezusa obchodzoną w rodzinnym gronie. Główny solenizant, Jezus Chrystus jest ponad czasem jako Syn Człowieczy i w pełni Bóg. To powinna być kolejna świąteczna okazja, która przypomina nam o wydarzeniu, gdy Boża wieczność weszła w wymiar ludzkiego czasu i odmieniła go przez ŻYCIE, ŚMIERĆ i ZMARTWYCHWSTANIE Bożego Syna i Mesjasza – Pana Jezusa Chrystusa. Pan Bóg w osobistym przymierzu z człowiekiem przeniósł akcent ze "świętowania" na "uświęcenie" życia w Bożej obecności. Więc to także szczególna okazja do świętowania OSOBISTEGO NARODZENIA CHRYSTUSA w naszym życiu. Jednak przede wszystkim i z okazji każdych świąt życzmy sobie, by moc Zmartwychwstania Chrystusa przemieniała nasze życie na co dzień, a nie tylko "od święta". Cieszmy się Bożą obecnością codziennie, ale też szczególnie przeżywajmy ją świątecznie. Bez względu na czas możemy codziennie świętować wypełnienie Bożej obietnicy o przyjściu na świat ZBAWICIELA każdego człowieka, który osobiście przyjmie GO i podporządkuje MU swoje życie.

Pan Jezus Chrystus przyszedł na świat w bardzo szczególnych okolicznościach.

  • Urodził się w żydowskiej rodzinie o szczególnym rodowodzie. Będąc bardziej precyzyjnym, to Jezus urodził się w judejskiej rodzinie, czyli w pokoleniu Judy. Jako potomek Abrahama, który przez wiarę zobaczył moc Bożego Zmartwychwstania przy ofiarowaniu Izaaka i uznał dziedzictwo kapłaństwa Jezusa Chrystusa w osobie Melchisedeka. Jako potomek Dawida, który w wierze doświadczył mocy Zmartwychwstania Chrystusa ustanawiając Przybytek Dawida jako fizyczne i duchowe ''przedstawicielstwo'' Królestwa Bożego. Wreszcie jako potomek pogan, np. Moabitki Rut, która wykazała się szczerą wiarą w uczynkach.

  • Urodził się w szczególny sposób. Poprzez biologiczny i duchowy cud. Pan Bóg przekazał ten cud narodzenia Chrystusa jako duchowe dziedzictwo dla każdego wierzącego. Jest to cud nowo narodzenia, czyli Bożego narodzenia w nas. Jezus narodził się jako Ostatni Adam, którego Bóg wskrzesił jako Nowego Człowieka. Każdy nowo narodzony w Chrystusie staje się nowym człowiekiem.

  • Jezus urodził się dla szczególnych celów, by zbawić ludzkość od grzechu i ustanowić wieczne Boże Królestwo już tu i teraz. Królestwo Boże ma wymiar duchowy. Dlatego ma wpływ i przenika wszystkie inne ''królestwa''. Innymi słowy Pan Jezus ogłosił nadejście niewidzialnego KRÓLESTWA, które ma widzialny wpływ na wszelką rzeczywistość duchową. Królestwo Boże rozszerza się także poprzez wpływ ludzi, którzy przez wiarę, a właściwie dzięki uwierzeniu Chrystusowi są JEGO duchową i realną częścią.

Pan Jezus Chrystus przez ponad 30 lat swojego wcielenia był w pełni człowiekiem. Syn Człowieczy mieszkał, uczył się, pracował i pełnił swoją służbę wśród ludzi doświadczając pełni człowieczeństwa. Czytamy o tym w Liście do Hebrajczyków 4,15: „Nie mamy bowiem arcykapłana, który by nie mógł współczuć ze słabościami naszymi, lecz doświadczonego we wszystkim, podobnie jak my, z wyjątkiem grzechu”. Na temat doświadczenia pełni człowieczeństwa przez Boga mówi także fragment w Ewangelii Łukasza 19,10: „Przyszedł bowiem Syn Człowieczy, aby szukać i zbawić to, co zginęło”.

Jezus Chrystus większość swojego ziemskiego życia spędził w domu rodzinnym. Co Biblia mówi na temat rodziny Pana Jezusa? W Ewangelii Mateusza 1,18 czytamy: „A z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak: Gdy matka jego, Maria, została poślubiona Józefowi, okazało się, że, zanim się zeszli, była brzemienna z Ducha Świętego”. Według prawa żydowskiego Maria mogła być ukamienowana. Karą za cudzołóstwo, za które mogła być oskarżona była śmierć. Jednak Maria przyjęła i podporządkowała się Bożemu objawieniu. Potwierdza to relacja biblijna. Moment przekazania tego objawienia znajdujemy w Ewangelii Łukasza 1,30-31: „I rzekł jej anioł: Nie bój się, Mario, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. I oto poczniesz w łonie, i urodzisz syna, i nadasz mu imię Jezus”. Jej deklarację podporządkowania się Bożemu objawieniu mamy w Ewangelii Łukasza 1,38: „I rzekła Maria: Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego. I anioł odszedł od niej”. Maria jest dla nas biblijnym przykładem pokory i posłuszeństwa. Używając ''języka kościelnego'', lekcją dla każdego z nas jest to, żeby nie budować swojej wiary na Marii, ale jednak jej pokorną wiarą i posłuszeństwem powinniśmy być zbudowani.

Bardzo poważny problem miał też mąż Marii – Józef. Prawo i tradycja żydowska nakazywały mu oddalić żonę. Jednak także on otrzymał objawienie. Czytamy o tym w Ewangelii Mateusza 1,20: „I gdy nad tym rozmyślał, oto ukazał mu się we śnie anioł Pański i rzekł: Józefie, synu Dawidowy, nie lękaj się przyjąć Marii, żony swej, albowiem to, co się w niej poczęło, jest z Ducha Świętego”. Józef przyjął Boże objawienie i dalej wywiązywał się z obowiązków głowy rodziny. Informację o tym mamy w Ewangelii Mateusza 1,25: „Ale nie obcował z nią, dopóki nie powiła syna, i nadał mu imię Jezus”.

Tak, jak w większości tradycyjnych żydowskich rodzin po narodzeniu się pierworodnego syna, przychodziły na świat kolejne dzieci. Potwierdzili to ludzie, którzy znali Jezusa i jego rodzinę. Czytamy o tym w Ewangelii Mateusza 13,55: „A przyszedłszy w swoje ojczyste strony, nauczał w synagodze ich, tak iż się bardzo zdumiewali i mówili: Skąd ma tę mądrość i te cudowne moce? Czyż nie jest to syn cieśli? Czyż matce jego nie jest na imię Maria, a braciom jego Jakub, Józef, Szymon i Juda?”. Potwierdza to także relacja w Ewangelii Marka 3,31-32: „Wtedy przyszli matka i bracia jego, a stojąc przed domem, posłali po niego i kazali go zawołać. A wokół niego siedział lud. I powiedzieli mu: Oto matka twoja i bracia twoi, i siostry twoje są przed domem i poszukują cię”.

Pan Jezus miał więc co najmniej czterech rodzonych braci i pewną, nieokreśloną liczbę sióstr, zrodzonych z małżeństwa Józefa i Marii. Biblia mówi, że tylko jeden CZŁOWIEK – Jezus Chrystus narodził się z Ducha Świętego i z kobiety dziewicy. Apostoł Paweł pisze w bardzo zdecydowanych słowach w 1. Liście do Tymoteusza 2,5-6: „Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek Chrystus Jezus, który siebie samego złożył jako okup za wszystkich, aby o tym świadczono we właściwym czasie”. Pozostałe rodzeństwo Jezusa narodziło się w małżeństwie Józefa i Marii w naturalny sposób. To była tradycyjna rodzina żydowska. O dwóch z braci Jezusa, Jakubie i Judzie mówią jeszcze inne fragmenty w Biblii, a o pozostałym rodzeństwie nie ma już informacji w Nowym Testamencie, poza jedną – o ich nawróceniu do Pana Jezusa Chrystusa.

Nawet najbliższej rodzinie trudno było zaakceptować Jezusa jako Bożego Syna. Czytamy o tym w Ewangelii Jana 7,3-5: „Rzekli więc do niego bracia jego: Odejdź stąd i idź do Judei, żeby i uczniowie twoi widzieli dzieła, które czynisz. Nikt bowiem nic w skrytości nie czyni, jeśli chce być znany. Skoro takie rzeczy czynisz, daj się poznać światu. Bo nawet bracia jego nie wierzyli w niego”. Dla nas lekcja jest taka, że jeżeli w pełni nie będzie przyjęte osobiste objawienie Jezusa Chrystusa, to presja otoczenia w kierunku przestrzegania religijnej tradycji może poróżnić każdą rodzinę. Jednak to tylko rzeczywiste świadectwo przemienionego życia z Bogiem wnosi prawdziwy pokój w naszym otoczeniu, także w rodzinie.

Na przykładzie rodziny Jezusa widać absurdalność ludowego powiedzenia, że "wiarę wysysa się z mlekiem matki". Objawienie o tym, kim dla nas jest Pan Jezus Chrystus jest zawsze osobiste – indywidualne, a nie zbiorowe – rodzinne. Nie możemy powiedzieć, że jesteśmy wierzącymi tylko dlatego, że pochodzimy z rodziny wierzącej. Maria i Józef na początku przyjęli Boże objawienie, jednak ich dzieci już nie wierzyły w Jezusa, jako Syna Bożego. Z czasem jednak także wiara matki i ojczyma osłabła, a o Józefie nie znajdujemy już więcej informacji w biblijnej relacji. W Biblii czytamy także o tym, że rodzina Jezusa regularnie udawała się do świątyni w Jerozolimie i zapewne uczęszczała do synagogi w swoim rodzinnym mieście Nazaret. Nie możemy twierdzić, że jesteśmy wierzącymi tylko z tego powodu, że chodzimy na jakieś zgromadzenia kościelne.

O wierze Marii i jego braci wyraził się sam Pan Jezus w Ewangelii Mateusza 12,47-49: „I rzekł mu ktoś: Oto matka twoja i bracia twoi stoją na dworze i chcą z tobą mówić. A On, odpowiadając, rzekł temu, co mu to powiedział: Któż jest moją matką? I kto to bracia moi? I wyciągnąwszy rękę ku uczniom swoim, rzekł: Oto matka moja i bracia moi!”. Jezus wyraźnie powiedział, że jego rodzina stała na zewnątrz, a nie stała przy Nim. Ta rodzina była poróżniona ze względu na Jezusa i trwała w swojej tradycji religijnej. Pan Jezus Chrystus wyraźnie wskazał na rozróżnienie między cielesną, a duchową rodziną. Nawet Maria, matka Jezusa została przez Niego oddana pod KRZYŻEM pod opiekę apostoła Jana. Zamiast powierzyć matkę któremuś z rodzeństwa, Pan Jezus oddał ją pod opiekę swojego duchowego brata. Czytamy o tym w Ewangelii Jana 19,27: „Potem rzekł do ucznia: Oto matka twoja! I od owej godziny wziął ją ów uczeń do siebie”. Jego biologicznego rodzeństwa nie było jeszcze wtedy wśród wierzących, ponieważ jeszcze nie nawrócili się do Chrystusa.

Ciąg dalszy w części 2.

Bogdan Podlecki

sobota, 4 marca 2017

Duchowe dziedzictwo cz. 3

Duchowe dziedzictwo cz. 3 

W Biblii znajdujemy zarówno pozytywne przykłady przekazywania dziedzictwa duchowego, np. Eliasz i Elizeusz, jak i negatywne, np. Elizeusz i Gehazi. Te biblijne świadectwa są po to, byśmy się na nich uczyli. Najbezpieczniej i najmniej boleśnie jest uczyć się na cudzych błędach. Jako ojcowie duchowi (matki duchowe) oraz synowie duchowi (córki duchowe) wyciągnijmy najlepsze dla nas wnioski z poniższych przykładów ze Słowa Bożego. Przeanalizujmy po trzy przykłady ze Starego i Nowego Testamentu. 

I. W 2. Księdze Mojżeszowej 18,2-4 czytamy: „Jetro, teść Mojżesza, wziął Syporę, żonę Mojżesza, którą ten przedtem odprawił, i dwóch jej synów, z których jeden nazywał się Gerszom, gdyż rzekł: Byłem gościem na obczyźnie, drugi zaś nazywał się Eliezer, gdyż rzekł: Bóg ojca mojego był pomocą moją i wyratował mnie od miecza faraona. (…) i kazał Mojżeszowi powiedzieć: Ja, Jetro, twój teść, przybyłem do ciebie z żoną twoją i z obu jej synami”. Wygląda na to, że w ocenie Jetra, odprawiona Sypora pozostała żoną Mojżesza. Jednak synowie pozostali pod tylko pod jej wpływem. Małżeństwo jest nierozerwalnym przymierzem zawartym wobec Boga i świadectwem respektowania BOŻEGO PRAWA wobec wierzących i niewierzących. Mojżesz wycofał się z duchowego dziedzictwa dla swoich synów. Pewne wytłumaczenie tego faktu można znaleźć w 2. Księdze Mojżeszowej 4,24-26. Do nieprzejęcia dziedzictwa duchowego po ojcu przez Gerszoma i Eliezera mogła przyczynić się ich matka. Na taki stan mógł też mieć wpływ ich dziadek, Jetro. Być może ostatecznym powodem były późniejsze samodzielne wybory życiowe biologicznych synów Mojżesza. Jednak czy sprzeciw niewierzącej żony, niewierzącego męża, czy innych członków rodziny musi być dostatecznym powodem zablokowania dziedzictwa duchowego w rodzinie?

II. W 1. Księdze Samuela 2,12-34 czytamy: „Ale synowie Heliego byli nikczemni i nie znali Pana. Nie trzymali się też prawa obowiązującego kapłanów i lud. (…) I bardzo wielki był grzech tych młodzieńców przed obliczem Pana, gdyż ludzie lekceważyli składanie Panu ofiar. (…) A gdy Heli zestarzał się bardzo i dowiedział się o wszystkim (…) mawiał do nich: Czemu dopuszczacie się tych rzeczy, o których słyszę jako o waszych złych uczynkach od całego tego ludu? (…) Lecz nie usłuchali głosu swego ojca, gdyż Pan postanowił ich zgubić. (…) I przyszedł pewien mąż Boży do Heliego i rzekł do niego: Tak mówi Pan: (…) Dlatego taki jest wyrok Pana, Boga izraelskiego: Mówiłem wprawdzie o twoim domu i o domu twego ojca, że po wieczne czasy chodzić będziecie przed moim obliczem, lecz teraz taki jest wyrok Pana: Nie będzie tak! Gdyż tych, którzy mnie czczą, i ja uczczę, a którzy mną gardzą, będą wzgardzeni. (…) A to będzie ci znakiem, który się pojawi co do obu twoich synów, Chofniego i Pinechasa: Obaj w jednym dniu zginą. Warto dokładnie przeczytać tę historię i wyciągnąć dla siebie wnioski. Jakie mogły być błędy ojca? 

1. Być może nie był dla synów przekonującym przykładem w osobistym poznaniu Pana. 

2. Niedostatecznie interesował się postępowaniem synów i w odpowiednim czasie nie konfrontował opinii innych ludzi na ich temat. 

3. Nie był stanowczy w napominaniu i karceniu swoich synów.

Jakie były błędy synów? 

1. Nikczemność i ignorancja – będąc w służbie Bogu nie przykładali wagi do JEGO osobistego poznania. 

2. Świadomie deprawowali innych ludzi będąc złym świadectwem dla nich. 

3. Lekceważyli swojego ojca.

Błędy w przekazywaniu i przyjęciu dziedzictwa duchowego w przypadku Heliego oraz jego synów Chofniego i Pinechasa pokazują to, że ich konsekwencje mogą być śmiertelnie poważne! Pogardzanie rodzicami i w konsekwencji Bogiem może spowodować cofnięcie Bożych obietnic i błogosławieństwa dla całej rodziny. Skutkiem może być przeniesienie duchowego dziedzictwa na innego syna duchowego, którym był Samuel. 

III. W 1. Księdze Samuela 8,1-5 czytamy: „A gdy się Samuel zestarzał, ustanowił swoich synów sędziami nad Izraelem. Starszemu jego synowi było na imię Joel, młodszemu zaś Abiasz. Byli oni sędziami w Beer-Szebie. Lecz jego synowie nie chodzili jego drogami, gonili raczej za zyskiem, brali datki i naginali prawo. Zebrali się tedy wszyscy starsi izraelscy, przyszli do Samuela do Ramy i rzekli do niego: Oto zestarzałeś się, a twoi synowie nie chodzą twoimi drogami, ustanów więc nad nami króla, aby nas sądził, jak to jest u wszystkich ludów. Sytuacja podobna do poprzedniego przykładu ze względu na błędy ojca i synów. Jednak widoczny jest tu fakt polegający na tym, że umiłowanie zysków ze służby dla Boga może prowadzić do wielkiego zniechęcenia wierzących i odwrócenie się do innych, być może lepiej wyglądających wzorców, niekoniecznie bazujących na Bożym Słowie.

IV. W 2. Liście do Tymoteusza 4,10 apostoł Paweł pisze: „Albowiem Demas mnie opuścił, umiłowawszy świat doczesny, i odszedł do Tesaloniki. Demas jest wymieniany wśród najbliższych współpracowników apostoła Pawła. Czytamy o nim w Liście do Kolosan 4,14 i w Liście do Filemona 1,24. Był też prawdopodobnie synem duchowym apostoła. Nie znamy bezpośrednich przyczyn jego decyzji o opuszczeniu Pawła. Być może to było wypalenie w pracy misyjnej. Odejście ze służby i powrót do starego życia, to bardzo poważne konsekwencje błędów w dziedziczeniu duchowym. Zarówno dla ojców, jak i dla synów duchowych jest to dobra lekcja, żeby zrobić wszystko, by nie dopuścić do takiej sytuacji. Zawsze najlepszym rozwiązaniem jest realizacja osobistej woli Bożej dla naszego życia w dobrych relacjach z niekwestionowanymi duchowymi autorytetami, które Bóg stawia na naszej drodze.

V. W 2. Liście do Tymoteusza 4,14-15 czytamy: „Aleksander, kotlarz, wyrządził mi wiele złego; odda mu Pan według uczynków jego; jego i ty się strzeż; albowiem bardzo się sprzeciwił słowom naszym”. Prawdopodobnie o tym samym Aleksandrze pisał apostoł Paweł w 1. Liście do Tymoteusza 1,18-20: „Ten nakaz daję ci, synu Tymoteuszu, abyś według dawnych głoszonych o tobie przepowiedni staczał zgodnie z nimi dobry bój, zachowując wiarę i dobre sumienie, które pewni ludzie odrzucili i stali się rozbitkami w wierze; do nich należą Himeneusz i Aleksander, których oddałem szatanowi, aby zostali pouczeni, że nie wolno bluźnić”. Mamy jeszcze co najmniej dwa fragmenty, w których wymieniany jest Aleksander (Dzieje Apostolskie 4,6 i 19,33). Jeżeli jest w nich mowa o tej samej osobie, to możemy wywnioskować, że był to zaprawiony w boju duchowym współpracownik apostoła Pawła. Jednak musiało dojść do sytuacji konfliktowej, w wyniku której Aleksander sprzeciwił się i wyszedł spod autorytetu Pawła. Ich rozstanie musiało mieć charakter rozłamu w kościele. Zarzut bluźnierstwa i określenie "rozbitek w wierze" wskazują na pychę i wybór niezależności przez Aleksandra. Z dwóch opcji: szczere wyjaśnienie rozbieżności i pozostanie pod Bożym autorytetem lub aroganckie przeciwstawienie się i wyjście spod Bożego autorytetu, ta druga przynosi najwięcej spustoszenia w Kościele Pana Jezusa Chrystusa.

VI. W Dziejach Apostolskich 15,37-40 czytamy: „Ale Barnaba chciał zabrać z sobą również Jana, zwanego Markiem. Paweł natomiast uważał za słuszne nie zabierać z sobą tego, który odstąpił od nich w Pamfilii i nie brał udziału wraz z nimi w pracy. Powstało nieporozumienie, tak iż się rozstali, Barnaba, zabrawszy Marka, odpłynął na Cypr, Paweł zaś poruczony łasce Pańskiej przez braci, obrał sobie Sylasa i udał się w drogę”. Wygląda na to, że Paweł i Barnaba posiłkowani przez Jana Marka, siostrzeńca Barnaby stanowili misyjny zespół apostolski. Ten fakt potwierdza fragment w Dziejach Apostolskich 12,25: „Barnaba zaś i Saul, spełniwszy posłannictwo, powrócili z Jerozolimy, zabrawszy z sobą Jana, zwanego Markiem”. Czytamy o tym także w Dziejach Apostolskich 13,5: „a gdy przybyli do Salaminy, zwiastowali Słowo Boże w synagogach żydowskich; mieli też z sobą i Jana jako pomocnika”. Jednak musiało dojść do nieporozumień. Czy Jan Marek był synem duchowym Pawła? Raczej nie. Ojcem duchowym mógł być jego wuj Barnaba. Być może był nim apostoł Piotr, o czym możemy przeczytać w 1. Liście Piotra 5,13. Dokładna analiza tej historii może upoważniać do wyciągnięcia wniosku, że powołaniem Jana Marka była praca misyjna pod autorytetem apostoła Pawła. Wybór lojalności wobec autorytetu rodzinnego mógł spowodować dezercję Jana Marka z wyprawy misyjnej. Może o tym świadczyć fragment w Dziejach Apostolskich 13,13: „A Paweł i jego towarzysze, odpłynąwszy z Pafos, przybyli do Perge w Pamfilii; Jan zaś, odłączywszy się od nich, wrócił do Jerozolimy”. Jednak wiele wskazuje na to, iż nieporozumienie zostało wyjaśnione i Jan Marek wrócił do swojego właściwego powołania i służby. Możemy to wywnioskować z Listu Pawła do Kolosan 4,10: „Pozdrawia was Arystarch, współwięzień mój, i Marek, siostrzeniec Barnaby, o którym otrzymaliście polecenie, abyście go przyjęli, jeśli do was przyjdzie”.

Z tych omówionych i innych biblijnych przykładów lekcją dla nas, zarówno jako duchowych ojców (matek), jak i synów (córek) duchowych są słowa Pana Jezusa Chrystusa w Ewangelii Łukasza 14,26: „Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego i matki, i żony, i dzieci, i braci, i sióstr, a nawet i życia swego, nie może być uczniem moim”. W jednym z dynamicznych tłumaczeń znaczenie greckiego zwrotu "mieć w nienawiści" przetłumaczono jako "pragnąć innego życia", czyli nie godzić się na to, że tak samo duchowo źle ma być w moim życiu. Innymi słowy to wyrażenie ''mieć w nienawiści'' członków rodziny możemy rozumieć jako nienawiść do ducha przeciwnego Bogu, który kieruje życiem ludzi. Jednak najistotniejszą dla nas lekcją jest to, żeby nawet z negatywnych przykładów wyciągnąć naukę dla naszego osobistego duchowego ojcostwa lub synostwa.

Przekazywanie dziedzictwa duchowego jest elementem niezmiennego Bożego planu dziedziczenia obietnicy zbawienia, której początkiem był Abraham. Tak naprawdę, to Bóg zobowiązał się do zbawienia człowieka już w ogrodzie Eden. Nieprzypadkowo ewangelista Łukasz wywodzi linię mesjańską od ''Pierwszego Adama'' do ''Ostatniego Adama'', którym jest Pan Jezus Chrystus. Świadkiem tej obietnicy był ojciec wszelkiego kłamstwa, który od początku jest oponentem Bożego planu zbawienia. Pan Bóg zapowiedział, że duchowe dziedzictwo będzie skutecznie przekazywane bez względu na opozycję. Czytamy o tym w 1. Księdze Mojżeszowej 3,15: „I ustanowię nieprzyjaźń między tobą a kobietą, między twoim potomstwem a jej potomstwem; ono zdepcze ci głowę, a ty ukąsisz je w piętę”. Ten zdemaskowany przez Pana Boga handlarz kłamliwej informacji starał się od początku sprzedawać swoje kłamstwa, by zakłócić pokoleniowy przekaz duchowego dziedzictwa. ''Sprzedaż kłamstw'' wbrew pozorom jest tu właściwym określeniem, ponieważ ich ''kupienie'' może bardzo drogo kosztować w naszym duchowym życiu. Pisze o tym Boży prorok w Księdze Ezechiela 28,12-19: „Synu człowieczy, zanuć pieśń żałobną na królem Tyru i powiedz mu: Tak mówi Wszechmocny Pan: Ty, który byłeś odbiciem doskonałości, pełnym mądrości i skończonego piękna, byłeś w Edenie, ogrodzie Bożym. (…) Przy rozległym swoim handlu napełniłeś swoje wnętrze gwałtem i zgrzeszyłeś. (…) Zniweczyłeś swoją mądrość skutkiem swojej świetności. (...) Zbezcześciłeś moją świątynię z powodu mnóstwa swoich win, przy niegodziwym swoim handlu. Dlatego wywiodłem z ciebie ogień i ten cię strawił; (...) stałeś się odstraszającym przykładem, przepadłeś na wieki”. Te zafałszowane informacje, często w formie pięknie opakowanych półprawd, które jednak nie są prawdą zostają przenoszone tak, jak wirusy biologiczne, czy komputerowe przez niewierzących i wierzących. Jednak główna, mesjańska linia obietnicy mimo diabelskich prób jej zatrzymania przenosiła się zgodnie z Bożym planem z jednego plemienia izraelskiego na drugie, z domu na dom, by znaleźć wypełnienie w Panu Jezusie Chrystusie, który przekazał dziedzictwo duchowe SWOJEMU KOŚCIOŁOWI. Czytamy o tym w Ewangelii Mateusza 16,18: ,,A ja ci powiadam, że ty jesteś Piotr, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go”. Także dzisiaj atrakcyjnie opakowane kłamstwa i podróbki diabelskie są w wyrafinowany sposób sprzedawane wierzącym, by zakłócić przekazywanie dziedzictwa duchowego w Kościele Pana Jezusa Chrystusa. Wyraźną Bożą przestrogę znajdujemy w Ewangelii Mateusza 24,24: „Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i czynić będą wielkie znaki i cuda, aby, o ile można, zwieść i wybranych”.

Na zakończenie jeszcze jedna uwaga i jednocześnie słowo zachęty dla każdego (każdej) z nas. W Liście do Rzymian 8,28 apostoł Paweł pisze: „A wiemy, że Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy Boga miłują, to jest z tymi, którzy według postanowienia jego są powołani”. Jestem przekonany, że ten jakże znany nam werset także odnosi się do przekazywania dziedzictwa duchowego. Jesteśmy powołani do ojcostwa i synostwa duchowego. To jest Boża obietnica dla tych wszystkich, którzy Boga miłują.

Bogdan Podlecki

środa, 1 marca 2017

Duchowe dziedzictwo cz. 2

Duchowe dziedzictwo cz. 2 

Ciekawe fakty dotyczące dziedzictwa duchowego dzieją się dalej w historii biblijnej. Wiemy, że Mojżesz miał dwóch synów. Informację o tym znajdujemy w 2. Księdze Mojżeszowej 18,2-4: „Jetro, teść Mojżesza, wziął Syporę, żonę Mojżesza, którą ten przedtem odprawił i dwóch jej synów, z których jeden nazywał się Gerszom, gdyż rzekł: Byłem gościem na obczyźnie, drugi zaś nazywał się Eliezer, gdyż rzekł: Bóg ojca mojego był pomocą moją i wyratował mnie od miecza faraona”. Z tego fragmentu można wywnioskować, że dziedzictwo duchowe po linii męskiej zostało zablokowane przez matkę. Sypora chyba nie uznawała Boga Izraela, a Mojżesz z kolei był prawdopodobnie zbyt tolerancyjny i nie obrzezał syna. Bóg jest konsekwentny w sprawie dziedzictwa duchowego i w tej sytuacji zdecydowanie interweniował. Czytamy o tym w 2. Księdze Mojżeszowej 4,24-26: „W czasie drogi, na noclegu, natarł na niego Pan i chciał go zabić. Wtedy Sypora wzięła ostry kamień, odcięła napletek syna swego i dotknęła nim sromu Mojżesza, i rzekła: Jesteś mi oblubieńcem krwi. I zaniechał go. Wtedy ona rzekła: Oblubieńcem krwi przez obrzezanie”. Pan Bóg bezwzględnie wymaga podporządkowania i pełnego posłuszeństwa. Interweniuje nawet w rodzinie, w której niekoniecznie oboje z małżonków są wierzący. Jednak każde nieposłuszeństwo ma konsekwencje w dziedziczeniu duchowym. Opór matki i decyzja oddalenia jej przez Mojżesza skutkowała tym, że synowie Gerszom i Eliezer zostali duchowo zablokowani. O synach Mojżesza nie ma już informacji w Biblii, ale o ich potomkach znajdujemy w 1. Księdze Kronik 26,23-26: „Do Amramitów, Jisharytów, Hebronitów i Uzzjelitów należeli: Szebuel, syn Gerszoma, syna Mojżesza, przełożony nad skarbcem; co dotyczy jego braci od strony Eliezera, to byli to: syn jego Rechabiasz, syn tegoż Izajasz, dalej jego syn Joram, potem jego syn Zikri oraz syn tegoż Szelomit. Ten to Szelomit był wraz ze swoimi braćmi postawiony nad całym skarbcem darów poświęconych, które ofiarował król Dawid, naczelnicy rodów, dowódcy nad tysiącami, setnicy i dowódcy oddziałów”. Nawet te "nudne rodowodowe fragmenty" w Biblii przynoszą nam zaskakująco dużo informacji. Z tej relacji jasno wynika, że Szebuel, syn Gerszoma był przełożonym nad skarbcem przy Namiocie Przymierza. Natomiast Szelomit, pra-pra-prawnuk Eliezera był przełożonym nad skarbcem króla Dawida. Przekaz dziedzictwa duchowego realizował się w dalszych pokoleniach w rodzinie Mojżesza na tyle, że relacjonuje to biblijny zapis. 

Jednak dalej w Biblii czytamy, że duchowym synem Mojżesza został niespokrewniony z nim Jozue. Ważne są tu trzy zasady dziedziczenia duchowego, niekoniecznie pokrywającego się z dziedziczeniem według ciała. 

1. Musi nam zależeć na dziedzictwie duchowym, tak jak Jozuemu zależało na duchowym dziedzictwie po Mojżeszu. Czytamy o tym w 2. Księdze Mojżeszowej 33,11: „I rozmawiał Pan z Mojżeszem twarzą w twarz, tak jak człowiek rozmawia ze swoim przyjacielem, po czym wracał Mojżesz do obozu, podczas gdy młody sługa jego, Jozue, syn Nuna, nie oddalał się z Namiotu”. 

2. Pan Bóg potwierdza dziedzictwo temu, który ma je przekazać. W tym przypadku Bóg potwierdził to Mojżeszowi w 5. Księdze Mojżeszowej 1,38: „Wejdzie tam natomiast Jozue, syn Nuna, który ci pomaga. Jego natchnij odwagą, gdyż on odda ją w posiadanie Izraelowi”. 

3. Dziedzictwo powinno zostać wyraźnie przekazane duchowemu synowi. W przypadku Jozuego czytamy o tym w 5. Księdze Mojżeszowej 34,9: „Jozue zaś, syn Nuna, był pełen ducha mądrości, gdyż Mojżesz włożył nań swoje ręce; słuchali go więc synowie izraelscy i postępowali zgodnie z tym, co Pan nakazał przez Mojżesza”. 

Jeżeli mniej, czy bardziej świadomie zaniedbamy przekazanie dziedzictwa duchowego, to Bóg zainterweniuje i podtrzyma ciągłość dziedzictwa, niekoniecznie według ciała. Tak, jak to miało miejsce w przypadku Mojżesza i Jozuego. 

Potem temat dziedzictwa duchowego w Biblii trzeba już śledzić bardzo uważnie. Jozue też przygotowywał dziedzica duchowego. Kto mógł nim być? Być może miał nim być Achan. W Księdze Jozuego 7,19 czytamy: „Wtedy Jozue rzekł do Achana: Synu mój, oddaj Panu, Bogu Izraela, chwałę i złóż mu wyznanie. Oznajmij mi to, co uczyniłeś, niczego przede mną nie ukrywaj!”. Dlaczego tak sądzę? To był okrzyk pełen bólu ze świadomością utraty syna duchowego. Określenie hebrajskie "synu mój" było użyte w znaczeniu "synu duchowy".

Z Biblii dowiadujemy się, że dziedzictwo duchowe niekoniecznie pokrywa się z dziedziczeniem według ciała. Przykładem jest król Saul, który być może nieświadomie, ale zgodnie z Bożą wolą ustanowił Dawida swoim synem duchowym. Informację o tym fakcie znajdujemy w 1. Księdze Samuela 26,25: „I rzekł Saul do Dawida: Błogosławionyś, synu mój, Dawidzie, wiele jeszcze zdziałasz i będziesz miał powodzenie. Potem ruszył Dawid w swoją stronę, a Saul powrócił na swoje miejsce”.

Przyjrzyjmy się kolejnym przykładom biblijnym. 

1. Dawid ostatecznie uznał dziedzictwo duchowe swojego syna Salomona. Jednak być może wcześniej miał swoje plany w kwestii synostwa duchowego w stosunku do Absaloma. Czytamy o tym w 2. Księdze Samuela 19,4: „Król zaś zasłonił swoją twarz i głośno krzyczał: Synu mój, Absalomie! Absalomie, synu mój, synu mój!”. W tym pełnym bólu zawołaniu po śmierci syna jest użyty zwrot w znaczeniu "synu duchowy". 

2. Eliasz i Elizeusz, to niemal kopia sytuacji Mojżesza i Jozuego. W relacji Elizeusza i Gehaziego, ten drugi utracił swoje dziedzictwo duchowe ulegając pokusie chciwości i manipulowania. 

3. Elizeusz i Joasz. W 2. Księdze Królewskiej 13,14 czytamy: „Gdy Elizeusz zapadł na chorobę, na którą miał umrzeć, udał się do niego Joasz, król izraelski, i płacząc nad nim, rzekł: Ojcze mój, ojcze mój, rydwanie Izraela i konnico jego!”. Z analogicznego powodu, co w przypadku Jozuego i Achana wnioskuję z tego fragmentu, że Joasz mógł być synem duchowym Elizeusza. 

4. Heli i Samuel. Synowie Heliego byli nieposłuszni, a ich ojciec był zbyt tolerancyjny wobec nich. Więc dziedzictwo duchowe przejął Samuel. Świadczyć może o tym fragment w 1. Księdze Samuela 3,16: „Heli zaś przywołał Samuela i rzekł: Samuelu, synu mój! A ten na to: Oto jestem”.

W ostatnich dwóch fragmentach użyte jest hebrajskie wyrażenie "synu mój" lub "ojcze mój" w znaczeniu "synu duchowy" lub "ojcze duchowy". 

Boży przeciwnik jest zainteresowany, by dziedzictwo duchowe zostało zaburzone. Widzimy to np. w przypadku Gehaziego, czy synów Heliego. Grzech pychy i nieposłuszeństwa może zniweczyć bezpośrednie przekazywanie dziedzictwa duchowego. Jednak Pan Bóg zawsze znajdzie sposób na jego kontynuację.

Kilka wniosków dla nas jako ojców duchowych, czy matek duchowych.

1. Powinniśmy mieć co przekazać, czyli tzw. "dorobek duchowy" naszego życia, cokolwiek to oznacza. Najlepszy duchowy dorobek, to widoczne dla innych owoce osobistej Bożej obecności w naszym życiu. Bez względu na to jak postrzegają je inni, to na pewno są dobre w Bożych oczach.

2. Musimy wyraźnie wiedzieć komu przekazać.

3. Powinno nam zależeć na przekazaniu duchowego dziedzictwa.

4. Musimy zadbać o to, by to dziedzictwo przekazać.

Kilka duchowych wniosków dla nas jako synów duchowych, czy córek duchowych.

1. Powinno nam zależeć na otrzymaniu dziedzictwa duchowego.

2. Musimy usilnie zabiegać o to, by je otrzymać.

3. Powinniśmy chcieć więcej niż nasz ojciec duchowy, w szczególności osobistego poznania Boga.

Te wnioski są szczególnie widoczne w przekazie dziedzictwa duchowego Eliasza dla Elizeusza. Eliasz dokładnie wiedział komu ma przekazać i zaaranżował warunki przekazania swojego dziedzictwa duchowego. Elizeuszowi bardzo zależało na otrzymaniu dziedzictwa duchowego i usilnie o nie zabiegał. Chciał otrzymać w dwójnasób (oryginał hebrajski mówi: "podwójnego ducha"). Ciekawą rzeczą jest to, że Elizeusz otrzymał dokładnie to, o co prosił. Pan Bóg mógł zrobić przez niego dwa razy więcej cudów, np. Eliasz – jedno wskrzeszenie, Elizeusz – dwa wskrzeszenia. Bóg zlecił Eliaszowi do wykonania trzy namaszczenia: swojego następcy duchowego Elizeusza, Jehu na króla Izraela oraz Chazaela na króla Aramu. Wykonał tylko to pierwsze, natomiast Elizeusz wykonał dwa pozostałe namaszczenia, czyli też dwa razy więcej. Elizeusz rozwijał ducha i kończył to, czego nie był w stanie zrobić Eliasz. 

Ojcostwo i synostwo duchowe nie musi mieć wiele wspólnego z wiekiem człowieka. Można być ojcem duchowym w młodym wieku oraz synem duchowym w starszym wieku. Może nawet dojść do takiej sytuacji, że ojciec duchowy jest młodszy wiekiem od duchowego syna. Może w tym momencie nieco naginam do sytuacji znaczenie Bożego Słowa, ale Pan Jezus powiedział w Ewangelii Mateusza 19,26: „U ludzi to rzecz niemożliwa, ale u Boga wszystko jest możliwe.

Ciąg dalszy w części 3.

Bogdan Podlecki

Poprzednia część                                 Następna część

środa, 22 lutego 2017

Duchowe dziedzictwo cz. 1

Duchowe dziedzictwo cz. 1 

Jednym z tematów, który przewija się przez całą Biblię jest dziedzictwo duchowe. Niekoniecznie dziedziczenie według ciała, czyli rodzicielstwo, ale dziedziczenie według ducha, czyli ojcostwo duchowe. Apostoł Paweł wyraźnie mówi o jedynym źródle wszelkiego ojcostwa i dziedzictwa duchowego w Liście do Efezjan 3,14-15: „Dlatego zginam kolana moje przed Ojcem, od którego wszelkie ojcostwo na niebie i na ziemi bierze swoje imię”. W Polsce obserwujemy wypaczenie tego, o czym czytamy w powyższym wersecie Bożego Słowa. Punkt ciężkości biblijnego pojmowania ojcostwa przesunął się na kult macierzyństwa. Ten fakt ma swoje duchowe uzasadnienie, którym w tym artykule nie będę się zajmował. Jednak w naszym i nie tylko naszym kraju, a ogólniej w systemach religijnych nadużywane jest określenie "ojciec" w znaczeniu innym niż pokrewieństwo rodzinne. Co mówił na ten temat Pan Jezus Chrystus? Odpowiedź mamy w Ewangelii Mateusza 23,9: „Nikogo też na ziemi nie nazywajcie ojcem swoim; albowiem jeden jest Ojciec wasz, Ten w niebie”. Oczywiście kontekstem tego fragmentu jest konfrontacja z faryzeuszami i uczonymi w Piśmie. Więc tym bardziej ten fragment jest adekwatny w stosunku do ludzi, którzy nazywani są "ojcami" w Polsce. Osobiście nie rozumiem skąd takie oburzenie, gdy znani medialnie duchowni tytułowani są powszechnie przyjętym zwrotem grzecznościowym innym niż "ojciec" i to bez względu na motywacje, które za tym stoją. Na pewno ma to swoje duchowe uzasadnienie. Jednak nie tak mówił Pan Jezus Chrystus. Bez względu na to, czy robią tak inni, to człowiek ewangelicznie wierzący nie musi tego robić. Żadna religijna tradycja i zwyczaje nie są dla nas na tyle zobowiązujące. Owszem, w Biblii pewni ludzie byli nazywani "ojcami", ale w sensie "ojca duchowego". Elizeusz wołał do Eliasza w 2 Księdze Królewskiej 2,12: „Ojcze mój, ojcze mój, rydwanie Izraela i jego konnico!”. Ten fragment i całe przesłanie Biblii uczy nas tego, że nazywając kogoś "ojcem", przyznajemy mu tym samym prawo bycia naszym ojcem duchowym. 

JEDYNY PRAWDZIWY BÓG jest Bogiem dziedzictwa duchowego pokoleń. Czytamy o tym w wielu miejscach Biblii, np. w Dziejach Apostolskich 7,32: „Jam jest Bóg ojców twoich, Bóg Abrahama i Izaaka, i Jakuba”. Pokoleniowe dziedzictwo duchowe potwierdza Chrystus, akcentując kwestię świadomości tego, w jakim duchowym dziedzictwie funkcjonujemy. Nauczanie Pana Jezusa skupia naszą uwagę na świadomym wyborze. Czy jest to Boże dziedzictwo, czyli wybór życia w Bożym autorytecie. Czy też jest to podróbka Bożego przeciwnika, czyli mniej lub bardziej świadome przejście pod autorytet szatana. Tę kwestię formułuje Pan Jezus Chrystus w słowach skierowanych do ludzi religijnych w Ewangelii Jana 8,38 i 44: „Mówię to, co widziałem u Ojca, a wy także czynicie, co słyszeliście u ojca waszego. (…) Ojcem waszym jest diabeł i chcecie postępować według pożądliwości ojca waszego. On był mężobójcą od początku i w prawdzie nie wytrwał, bo w nim nie ma prawdy. Gdy mówi kłamstwo, mówi od siebie, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa. W oryginalnych językach biblijnych słowo "ojcostwo" jest w rodzaju nijakim, więc może oznaczać ojcostwo i macierzyństwo. W odróżnieniu od słowa "ojciec" w rodzaju męskim i słowa "matka", które jest w rodzaju żeńskim. Można więc powiedzieć, że ''ojcostwo duchowe'' jest niebiańskim wzorcem, do którego powinno dążyć ''rodzicielstwo'' Bożego stworzenia, czyli ludzi. 

Dziedziczenie począwszy od Abrahama przedstawiało się początkowo dosyć prosto. Z Biblii jasno wynika, że dziedzicem Abrahama według ciała i według ducha był Izaak. Pan Bóg zdecydowanie odrzucił dziedzictwo tylko według ciała, czyli Ismaela. Dziedzicem według ciała i według ducha Izaaka był Jakub, późniejszy Izrael. Pierworództwo brata Jakuba, Ezawa zostało odrzucone z powodu jego wyboru życia w niezależności od Boga. Problem rozpoczął się przy dziedziczeniu po Jakubie. Wybranką Jakuba była Rachela. Jednak pierwszą żoną Jakuba została jej starsza siostra Racheli, Lea w wyniku podstępu jej ojca Labana, który został przez niego wytłumaczony tradycją rodzinną. Dopiero drugą żoną Jakuba została Rachela. Historię narodzin trzynaściorga dzieci Jakuba (dwunastu synów i jednej córki) znajdujemy w 1. Księdze Mojżeszowej 29,32-30,24 i 35,16-18. Pierworodnym synem Jakuba z małżeństwa z Leą był Ruben i potem kolejno: Symeon, Lewi i Juda. W tym czasie Rachela nie mogła mieć dzieci. Jednak nie pogodziła się z sytuacją i "pomogła Bogu" zgodnie z rodzinną tradycją, podobnie jak w historii Ismaela, którego urodziła Hagar. Dała Jakubowi swoją służącą Bilhę, która urodziła mu kolejno Dana i potem Naftalego. Współzawodnictwo sióstr o względy wspólnego męża zaowocowało tym, że Lea dała również Jakubowi swoją służącą Zylpę, która urodziła kolejno Gada i Aszera. Zdrowe współzawodnictwo w rodzinie przynosi efekty i Lea rodzi jeszcze Jakubowi kolejnych dwóch synów: Issachara i Zabulona oraz córkę Dinę. Rachela była Bożym wyborem dla Jakuba przekazanym w wyraźnych instrukcjach jego ojca Izaaka. Nie wiemy, czy Bóg uszanował pierwszą miłość Jakuba, czy też widział w niej większy potencjał duchowy. W końcu Rachela urodziła Jakubowi Józefa i Beniamina. 

Wydawałoby się, że sprawa dziedzictwa Jakuba powinna być jasna – dziedzicem powinien być pierworodny Ruben, syn Lei i raczej tak było. Jednak Ruben z własnego wyboru utracił swoje prawa do pierwszeństwa dziedzictwa duchowego. O jego błędnych wyborach życiowych czytamy w 1. Księdze Mojżeszowej 35,22: „A gdy Izrael mieszkał w tym kraju, poszedł Ruben i spał z Bilhą, nałożnicą ojca swego. A Izrael dowiedział się o tym”. Można by zapytać na jakiej podstawie? Wtedy jeszcze nie było przekazane Boże Prawo. W Bożym zamyśle od początku było wypisane w sercu człowieka prawo duchowe i wynikające z niego prawo moralne. Jednak także to prawo nie jest przestrzegane mimo wyraźnego zapisania w Biblii. Czytamy o tym w 1. Liście do Koryntian 5,1: „Słyszy się powszechnie o wszeteczeństwie między wami i to takim wszeteczeństwie, jakiego nie ma nawet między poganami, mianowicie, że ktoś żyje z żoną ojca swego”. W czasach Noego przestępstwem był brak szacunku do ojca, przejawiający się np. patrzeniem na jego nagość. Informację o tym fakcie mamy w 1. Księdze Mojżeszowej 9,21-25: „Gdy potem napił się wina, upił się i leżał odkryty w namiocie swoim, a Cham, ojciec Kanaana, zobaczył nagość ojca swego i opowiedział o tym poza namiotem obu swoim braciom. Wtedy Sem i Jafet wzięli szatę, nałożyli ją sobie na ramiona i podeszli tyłem, i przykryli nagość ojca swego, a ponieważ oblicza ich były odwrócone, nie widzieli nagości ojca swego. A gdy Noe obudził się po upiciu się winem i dowiedział się, co mu uczynił jego najmłodszy syn, rzekł: Niech będzie przeklęty Kanaan, niech będzie najniższym sługą braci swoich!”. Ciekawa sytuacja. Upił się ojciec Noe, jego syn Cham spojrzał na jego nagość i nie przykrył jej, a przekleństwo spadło na syna Chama, Kanaana! Nie nam dyskutować z Bożymi standardami świętości, jednak przekazywanie dziedzictwa duchowego jest tu wyraźnie pokoleniowe i prorocze. Kanaan był prawdopodobnie protoplastą Kananejczyków, czyli narodu przeklętego za swoje odstępstwo od Boga. 

Jednak wróćmy do rodziny Jakuba. Ruben utracił swoje dziedzictwo duchowe po Jakubie. Kto je przejął? Prawo spadkowe wskazywałoby na kolejnego wiekiem syna, czyli Symeona z małżeństwa z Leą. Jednak Bóg patrzy na serce. Pomijamy synów urodzonych przez służące żon Jakuba, czyli Bilhę i Zylpę, którzy byli dziedzicami według ciała, tak jak Ismael. Biblia nie mówi nam wiele o losach pozostałych synów Jakuba i Lei, czyli Symeona, Lewiego, Issachara i Zebulona, poza ich udziałem wraz z pozostałymi braćmi w transakcji biznesowej z Ismaelitami polegającej na sprzedaży Józefa. Wyjątkiem jest Juda, znany z historii opisanej w 38. rozdziale 1. Księgi Mojżeszowej. Wydawałoby się, że to wyraźne odstępstwo powinno zdyskredytować Judę z objęcia dziedzictwa duchowego. Ciekawe, że w głównej, mesjańskiej linii rodowodu Pana Jezusa Chrystusa po linii męskiej jest właśnie Juda. Informację o tym znajdujemy w Ewangelii Łukasza 1,2-3. Czy to ze względu na sprawiedliwość dla Tamar? Jako ludzie nie wiemy. Jednak wyraźnie dziedzictwo duchowe zostało przekazane poprzez pokolenie Judy.

W historii dynastii Abrahama widoczne jest to, że Bóg potwierdza zawarte przymierze małżeńskie. Pierwsze przymierze Jakub zawarł z Leą. Mimo podstępu jej ojca Labana, jednak Jakub potwierdził swoje małżeństwo z Leą. Nie bez powodu mówi się o prawnym aspekcie "konsumpcji małżeństwa". Bóg jest wierny i wymaga wierności, więc ze względu na zawarte przymierze wyprowadził linię mesjańską przez Judę, syna Lei. Pan Bóg patrzy na serce i dostrzegł większy potencjał duchowy w Racheli i duchowe dziedzictwo przeszło także na jej pierworodnego – Józefa. Dlaczego? Bo w dalszej historii Jakub potwierdza to przeniesieniem błogosławieństwa na jego synów. Józef, zgodnie z Bożym planem rozwijał swoją karierę w Egipcie. Tam doczekał się dwóch synów, Manassesa i Efraima ze związku z kapłanką pogańską Asenat. Czy tak chciał Bóg? Czy był to cielesny wybór Józefa? Być może właśnie to było przyczyną pominięcia Józefa w nazewnictwie dwunastu pokoleń Izraela na rzecz jego synów. Nie wiemy! Bóg to wie. Jednak znowu z tajemniczych dla nas powodów dziedzictwo duchowe Józefa przeszło na młodszego z jego synów, czyli Efraima. Czytamy o tym w 1. Księdze Mojżeszowej 48,17-20. Pan Bóg widział w Efraimie większy potencjał duchowy i przekazał to w słowie proroczym ustami Jakuba. 

Po co tak szczegółowo omawiam przekazywanie dziedzictwa duchowego Jakuba? Dziedzictwo duchowe jest ważne! Trzeba o nie zabiegać i je strzec! Przekonał się o tym Ezaw. Zlekceważył dziedzictwo duchowe, zadowalając się dziedzictwem cielesnym. Dziedzictwo duchowe jest ważne nie tylko dla spadkobiercy, czyli dziedzica, ale także dla spadkodawcy, czyli ojca duchowego. Obowiązkiem każdego wierzącego jest być ojcem duchowym (matką duchową), niekoniecznie będąc ojcem (matką) według ciała. W oryginalnych językach biblijnych określenie "syn duchowy", czyli ''synostwo'' jest w rodzaju nijakim. W odróżnieniu od "syn według ciała" w rodzaju męskim i "córka według ciała" w rodzaju żeńskim.

Ciekawym nowotestamentowym przykładem jest Tymoteusz. Jego ojcem według ciała był Grek, a ojcem duchowym był apostoł Paweł. Wyraźnie czytamy o tym w 1. Liście do Tymoteusza 1,1-2: „Paweł, apostoł Chrystusa Jezusa z rozkazu Boga, Zbawiciela naszego, i Chrystusa Jezusa, nadziei naszej, do Tymoteusza, prawowitego syna w wierze: Łaska, miłosierdzie i pokój od Boga Ojca i Chrystusa Jezusa, Pana naszego”. Jednak dziedzictwo duchowe w rodzinie Tymoteusza przechodziło po linii żeńskiej. Pisze o tym apostoł Paweł w 2. Liście do Tymoteusza 1,5: „Przywodzę sobie na pamięć nieobłudną wiarę twoją, która była zadomowiona w babce twojej Loidzie i w matce twojej Eunice, a pewien jestem, że i w tobie żyje”.


Ciąg dalszy w części 2.

Bogdan Podlecki

czwartek, 4 sierpnia 2016

Ewangelista Szczepan cz. 2

Ewangelista Szczepan cz. 2


Zwiastowanie ewangelizacyjne Szczepana z 7. rozdziału Dziejów Apostolskich do wierzących w Boga Izraela Żydów, wśród których mogli też być nawróceni na judaizm poganie, różniło od innych kazań, które znajdujemy w Nowym Testamencie. Szczepan nawet nie wspomniał o "Chrystusie ukrzyżowanym". Nie wspomniał ani słowem o Bożej miłości, ani też o Bożej łasce. Czyżby nie miał takiego objawienia? Raczej nie. On nie łechtał swoich słuchaczy delikatnymi słowami w konkretnym celu. Chciał wymusić na nich podjęcie najważniejszej dla ich życia decyzji. Gdyby tak nie zrobił, to nie uraziłby ich dusz i pozostawiłby ich w swoich religijnych strefach bezpieczeństwa. Jedyną decyzją, jaką podjęli jego słuchacze było przelanie krwi kaznodziei. Czytamy o tym w dalszym fragmencie Dziejów Apostolskich 7,57-58: „Oni zaś podnieśli wielki krzyk, zatkali uszy swoje i razem rzucili się na niego. A wypchnąwszy go poza miasto, kamienowali. Świadkowie zaś złożyli szaty swoje u stóp młodzieńca, zwanego Saulem”. Odwaga Szczepana bardzo poruszyła jednego z bezpośrednich uczestników tych wydarzeń. Młodzieniec Saul, późniejszy wykształcony faryzeusz, a po nawróceniu – apostoł Paweł przyczynił się do zmiany biegu historii chrześcijaństwa. Był tak urażony tym, co słyszał i widział, że postanowił czynnie włączyć się w prześladowanie chrześcijan. Czytamy o tym w 1. i 3. wersecie 8. rozdziału Dziejów Apostolskich: „A Saul również zgadzał się z tym zabójstwem. (…) A Saul tępił zbór; wchodził do domów, wywlekał mężczyzn i niewiasty i wtrącał do więzienia”. Szczepan wybaczył swoim oprawcom i modlił się za nich, w tym także za Pawła, aby i on mógł się nawrócić do Pana Jezusa Chrystusa. Treść jego modlitwy znajdujemy w Dziejach Apostolskich 7,59-60: „I kamienowali Szczepana, który się modlił tymi słowy: Panie Jezu, przyjmij ducha mego. A padłszy na kolana, zawołał donośnym głosem: Panie, nie policz im grzechu tego. A gdy to powiedział, skonał”.


Szczepan poniósł wysoką cenę opuszczenia swojej strefy bezpieczeństwa. Jednak była to świadoma cena jego chrześcijaństwa. Modlitwa i przebaczenie uwalnia i rozwiązuje wszelkie więzy diabelskie. Także o uwolnieniu przez przebaczenie mówił Pan Jezus Chrystus w Ewangelii Mateusza 18,18: „Zaprawdę powiadam wam: Cokolwiek byście związali na ziemi, będzie związane i w niebie; i cokolwiek byście rozwiązali na ziemi, będzie rozwiązane i w niebie”. Kiedykolwiek otwieramy nasze usta dla Królestwa Bożego, to za każdym razem opuszczamy naszą osobistą strefę bezpieczeństwa. Przekraczamy linię frontu i uczestniczymy w bitwie, w której możemy ponieść cenę stoczonej walki. Jednak ryzykujemy przez wzgląd na Królestwo Boże. W poniższych fragmentach Słowo Boże wyraźnie zachęca nas do takiej postawy.

  • (Ewangelia Łukasza 12,4-5): „Powiadam zaś wam, przyjaciołom moim, nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nie mają już nic do zrobienia. Ale wskażę wam, kogo się bać macie! Bójcie się tego, który, gdy zabija, ma moc wrzucić do piekła. Zaiste, powiadam wam: Tego się bójcie!”.
  • (List do Rzymian 8,15): „Wszak nie wzięliście ducha niewoli, by znowu ulegać bojaźni, lecz wzięliście ducha synostwa, w którym wołamy: Abba, Ojcze!”.
  • (2. List do Tymoteusza 1,7): „Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, lecz mocy i miłości, i powściągliwości”.

Pan Bóg nie dał nam ducha strachu, więc nie powinniśmy bać się ludzi. Możemy z odwagą głosić przesłanie BOŻEJ EWANGELII ZBAWIENIA W CHRYSTUSIE, w tym szczególnie w kontekście Bożego Prawa. To wielka radość i satysfakcja być prawdziwym i wiernym świadkiem Pana Jezusa Chrystusa. Każdego dnia, gdy dajemy świadectwo swojego życia w Bożej obecności, to możemy przez wiarę doświadczać kibicującego nam Syna Człowieczego, stojącego po prawicy Bożej. To będzie zawsze dzień zwycięstwa dla Pana Boga i porażki dla diabła, ponieważ wtedy uwalniamy siebie z więzów strachu, a innym dajemy szansę wyjścia na wolność z więzienia grzechu.


Szczepan i inni kaznodzieje, tacy jak Paweł, czy Piotr, używali Bożego Prawa do ewangelizacji na wzór Pana Jezusa Chrystusa. Oni tak, jak Jezus, kochali grzeszników na tyle, by głosić im pełną prawdę o Bogu. Dlaczego my mielibyśmy postępować inaczej? Dlaczego w czasie osobistej ewangelizacji dopuszczamy do porównywania się z ludzkim prawem, często pod pretekstem głoszenia Bożej miłości? W ten sposób możemy utrudnić, czy wręcz zablokować konfrontację życia człowieka z Bożym Prawem. Każdy nasz sposób ewangelizowania powinien zawierać elementy Bożego Prawa. Podstawą takiej ewangelizacji powinno być Boże Prawo Wiary sformułowane przez apostoła Pawła w Liście do Rzymian 3,20-27: „Dlatego z uczynków zakonu nie będzie usprawiedliwiony przed Nim żaden człowiek, gdyż przez zakon jest poznanie grzechu. Ale teraz niezależnie od zakonu objawiona została sprawiedliwość Boża, o której świadczą zakon i prorocy, i to sprawiedliwość Boża przez wiarę w Jezusa Chrystusa dla wszystkich wierzących. Nie ma bowiem różnicy, gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej, i są usprawiedliwieni darmo, z łaski jego, przez odkupienie w Chrystusie Jezusie, którego Bóg ustanowił jako ofiarę przebłagalną przez krew jego, skuteczną przez wiarę, dla okazania sprawiedliwości swojej przez to, że w cierpliwości Bożej pobłażliwie odniósł się do przedtem popełnionych grzechów, dla okazania sprawiedliwości swojej w teraźniejszym czasie, aby On sam był sprawiedliwym i usprawiedliwiającym tego, który wierzy w Jezusa. Gdzież więc chluba twoja? Wykluczona! Przez jaki zakon? Uczynków? Bynajmniej, lecz przez zakon wiary”.


Większość ludzi nie jest lub nie chce być świadoma, a przez to i nie wierzy w to, że ma problem z grzechem. Większość religijnych ludzi zapewne powiedziałaby, że uważa, czy też ma nadzieję, iż pójdą po śmierci do nieba lub w najgorszym przypadku do jakiegoś "czyśćca", o którym zresztą Biblia nic nie wspomina. Diabeł utrzymuje ludzi w przekonaniu, że albo są "dobrzy", albo co najmniej nie są tacy "źli", jak ci inni, którzy mają na sumieniu naprawdę poważne grzechy. Istotą tego rodzaju myślenia jest to, że stawiamy się w roli sędziów własnych grzechów. Jako wierzący wiemy, że nie jest to prawdą i tak być nie może. Pan Bóg jest jedynym sędzią grzechu. Doskonale wiedzieli już o tym religijni Żydzi. Czytamy o tym w Ewangelii Łukasza 5,21: „Wtedy uczeni w Piśmie i faryzeusze zaczęli zastanawiać się i mówić: Któż to jest, co bluźni? Któż może grzechy odpuszczać, jeśli nie Bóg jedynie?”. Pan Bóg włożył do serca każdego człowieka SWOJE PRAWO. Nikt nie może mieć wymówki, że nie wie, iż wszyscy zgrzeszyliśmy i brak nam chwały Bożej. Jako chrześcijanie zbyt często ograniczamy sami siebie do mówienia niewierzącym tylko o Bożej miłości, miłosierdziu i łasce. To bardzo dobrze, że mówimy o tym! Jednak często zawodzimy w dzieleniu się na temat Bożego sądu i konfrontacji ludzkiego życia z Bożym Prawem, tak jak zrobił to Szczepan.


Jeżeli nasza ewangelizacja nie wskazuje jednoznacznie na Boże wymagania w przestrzeganiu "Prawa Wiary", to możliwe jest spłycenie wagi dzieła Jedynego Bożego Syna, Jezusa Chrystusa, dokonanego na Krzyżu Golgoty. Czytelne świadectwo naszego osobistego chrześcijaństwa jest najlepszą formą ewangelizacji. Jednak jako ewangeliści zbyt często odgrywamy rolę pośrednika ubezpieczeniowego sprzedającego promocyjne "polisy przed piekłem" za cenę jednej, krótkiej modlitwy grzesznika. Czy też pełnimy rolę doradcy medycznego próbującego uświadamiać ludziom ich "grzeszną chorobę", jednocześnie wskazując na uniwersalne i szybko działające "lekarstwo modlitewne". Trudno jest leczyć człowieka, który nie wie lub nie chce wiedzieć, że jest chory. Dlatego też takie usługiwanie ewangelizacyjne może nie mieć wpływu lub też może mieć tylko powierzchowne znaczenie dla duchowego zdrowia takiego człowieka. Kiedy przy indywidualnej, czy też publicznej usłudze dzielimy się Bożym Prawem ludzie mają szansę sami zauważyć, że są chorzy, czyli złamali BOŻE ZASADY. Sami mogą dostrzec, że niezbędne jest im jedyne i skuteczne ubezpieczenie przed słusznym gniewem Świętego Boga, czyli pokuta, nowo narodzenie i życie w uświęceniu. Musimy dać szansę słuchaczom naszego "kazania ewangelizacyjnego" zdania sobie sprawy z tego, że są winni złamania Bożego Prawa. W wyniku usługi ewangelizacyjnej, w tym szczególnie przez rzeczywiste i czytelne świadectwo naszego życia w wierze ludzie powinni uświadomić sobie fakt, że będą uznani winnymi w dzień sądu. Wyraźnie czytamy o tym w Liście do Hebrajczyków 10,26-27: „Bo jeśli otrzymawszy poznanie prawdy, rozmyślnie grzeszymy, nie ma już dla nas ofiary za grzechy, lecz tylko straszliwe oczekiwanie sądu i żar ognia, który strawi przeciwników”. Po usłyszeniu i skonfrontowaniu się z Bożym Prawem ludzie otworzą się na słuchanie o "lekarstwie" i "polisie ubezpieczeniowej", czyli zbawieniu przez Pana Jezusa Chrystusa. Dopiero wtedy Duch Święty będzie pracował w ich sercach. Niewierzący zobaczą swoją duchową chorobę i będą skłonni zrobić wszystko, by spotkać się z JEDYNYM LEKARZEM i JEDYNYM POŚREDNIKIEM, który może im pomóc.


Uświadomienie człowiekowi konieczności zbawienia powoduje, że z radością akceptuje przesłanie EWANGELII i potrzebę ZBAWICIELA. To oczywiście jest praca Ducha Świętego współdziałająca z naszą indywidualną, czy publiczną usługą ewangelizacyjną. Konfrontacja z Bożym Prawem powoduje, że ludzie przyjmują Pana Jezusa Chrystusa jako ich jedyną NADZIEJĘ, która przeradza się w PEWNOŚĆ ZBAWIENIA. Jednak musimy mieć świadomość tego, że ludzie mogą mieć zamknięte uszy i serca na Boże Słowo. Religijni ludzie mogą wręcz być nastawieni negatywnie tak, jak to miało miejsce w przypadku usługi ewangelizacyjnej Szczepana. Takich ludzi możemy zachęcać do zmiany swojego myślenia, prowadząc rozmowy umożliwiające konfrontację ich życia z Bożym Prawem. To może być jedyny sposób na zwrócenie uwagi na fakty łamania tego prawa w ich życiu. Sposób argumentacji w takiej rozmowie jest prosty. Jeżeli skłamaliśmy, to jesteśmy kłamcami. Jeżeli cokolwiek ukradliśmy, to jesteśmy złodziejami. Jeżeli nadużywamy BOŻEGO IMIENIA, to jesteśmy bluźniercami. Jeżeli spoglądamy pożądliwie na kobietę, to jesteśmy w sercu cudzołożnikami. Przy takiej argumentacji nie ma miejsca na porównywanie się z ludzkim prawem, które daje możliwość samousprawiedliwienia.


W czasie indywidualnej rozmowy, czy też publicznej usługi mamy możliwość doprowadzenia do konfrontacji człowieka z BOŻYM PRAWEM i wskazania na to, że Pan Jezus Chrystus cierpiał na KRZYŻU za każde nasze złamanie tego PRAWA. On wziął na siebie karę, którą my powinniśmy ponieść. Jedyne, co musimy zrobić to pokutować, zaufać MU i przyjąć przez wiarę BOŻE PRZEBACZENIE i USPRAWIEDLIWIENIE. To właśnie o tym fakcie Bóg mówi w Księdze Habakuka 2,4: „Oto człowiek niesprawiedliwy nie zazna spokoju duszy, ale sprawiedliwy z wiary żyć będzie”. Potwierdza to apostoł Paweł w Liście do Rzymian 1,17: „bo usprawiedliwienie Boże w niej bywa objawione, z wiary w wiarę, jak napisano: A sprawiedliwy z wiary żyć będzie”. Pokuta to coś więcej niż wyznanie swoich grzechów Panu Bogu. Oznacza ona odwrócenie się od grzechu, czyli zaprzestanie grzeszenia. Wyraźnie pisze o tym apostoł w 1. Liście Piotra 1,14-16: „Jako dzieci posłuszne nie kierujcie się pożądliwościami, jakie poprzednio wami władały w czasie nieświadomości waszej, lecz za przykładem świętego, który was powołał, sami też bądźcie świętymi we wszelkim postępowaniu waszym, ponieważ napisano: Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty”. Upamiętanie oznacza natychmiastowy koniec z kłamaniem, kradzieżą, bluźnierstwem, czy pożądliwością i dzieje się tak nie dzięki swoim własnym wysiłkom, ale przez przyjęcie w pełnym zaufaniu Bożej łaski do zmiany myślenia i czynienia. Każdy z nas zastanawiał się kiedyś jak przestać grzeszyć. Każdy z nas miał świadomość, że grzeszność jest częścią nas, naszych potrzeb życiowych. Prawdziwa pokuta, to zmiana myślenia. To jest odwrócenie się od grzechu, a nie tylko czasowe zaniechanie. Przez porównanie z możliwymi opcjami cywilnego rozwiązania kryzysu w małżeństwie - szczere upamiętanie jest rozwodem z grzechem, a nie tylko separacją.


Pan Bóg dzięki SWOJEJ ŁASCE zmienia także nasze potrzeby życiowe. Nasze pragnienia stają się coraz bardziej podobne do Bożych pragnień. Nasze przekonania stają się Bożymi przekonaniami. To są zmiany, których dokonuje Pan Bóg w naszym życiu. Jednak te zmiany muszą być radykalne. Naturalne narodziny odbywają się w radykalny sposób. Nie można tylko trochę się narodzić. Pan Jezus tłumaczył to Nikodemowi w Ewangelii Jana 3,3-7: „Odpowiadając Jezus, rzekł mu: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego. Rzekł mu Nikodem: Jakże się może człowiek narodzić, gdy jest stary? Czyż może powtórnie wejść do łona matki swojej i urodzić się? Odpowiedział Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do Królestwa Bożego. Co się narodziło z ciała, ciałem jest, a co się narodziło z Ducha, duchem jest. Nie dziw się, że ci powiedziałem: Musicie się na nowo narodzić”. Dzięki BOŻEJ ŁASCE grzeszne dziedziny naszego życia muszą się narodzić do nowego BOŻEGO ŻYCIA w nas. To także na tym polega przemiana naszego charakteru na Chrystusowy.


Biblia mówi, że nasze życie w ciele jest Świątynią Ducha Świętego. O jakie ciało tutaj chodzi? W poszukiwaniu odpowiedzi, przeczytajmy uważnie wykład na ten temat apostoła Pawła w 1. Liście do Koryntian 15,42-44: „Tak też jest ze zmartwychwstaniem. Co się sieje jako skażone, bywa wzbudzone nieskażone; sieje się w niesławie, bywa wzbudzone w chwale; sieje się w słabości, bywa wzbudzone w mocy; sieje się ciało cielesne, bywa wzbudzone ciało duchowe. Jeżeli jest ciało cielesne, to jest także ciało duchowe”. Nie wiem drogi czytelniku jak jest w twoim życiu w ciele, ale ja wiem, że moje ciało jest słabe. Jednak Biblia mówi, że jest też ciało duchowe. Pan Bóg buduje SWOJE KRÓLESTWO przemieniając nasze życie w ciele przez MOC ZMARTWYCHWSTANIA CHRYSTUSA w ciało duchowe. Innymi słowy, każda uśmiercona dziedzina naszego życia, czyli nasza cielesność poddana pod Bożą zależność, czyli wyrwana z naszej niezależności jest wskrzeszana w MOCY ZMARTWYCHWSTANIA do życia w ciele duchowym. Tak ja rozumiem przemianę naszego charakteru na Chrystusowy. Tak też rozumiem nasze nowe życie w Królestwie Bożym już tu i teraz, a nie tylko kiedyś i gdzieś tam.


Kiedy rodzimy się na nowo, to jest to radykalna zmiana w naszym życiu. Tak samo do radykalnych decyzji może doprowadzić nasze usługiwanie ewangelizacyjne konfrontujące życie człowieka z Bożym Prawem. Dajemy przez to ludziom możliwość podjęcia decyzji o poddaniu całego życia pod Bożą zależność. Jednak nie kończmy na tym etapie naszego usługiwania Bożym Prawem. Zachęcajmy człowieka, któremu usłużyliśmy, utwierdzając go w słuszności decyzji, którą właśnie podjął. Głównym argumentem niech będzie to, że ta decyzja ma wpływ na całą jego wieczność, a nie tylko przyniesie doraźne zmiany w jego życiu. Zaoferujmy mu swoją pomoc w jego nowej relacji z Panem Jezusem Chrystusem. Jeżeli jednak zobowiązujemy się do pomocy w jego duchowym wzroście, to zawsze dotrzymujmy obietnicy. Nie ograniczajmy się jedynie do podania adresu lokalnego kościoła spodziewając się, że jako nowo narodzone Boże dziecko, samo znajdzie drogę do społeczności z innymi wierzącymi w Kościele Pana Jezusa Chrystusa. Niemowlęta nie są w stanie karmić się same i nie będą raczej umiały zatroszczyć się o samych siebie. Pan Jezus przykazał nam, abyśmy czynili uczniami, a nie tylko głosili JEGO EWANGELIĘ.


To oczywiście prawda, że to Pan Bóg zbawia, a my jesteśmy jedynie Jego narzędziami. Jednak bądźmy Bożymi narzędziami, takimi jak Szczepan, które wychodzą ze swojej strefy bezpieczeństwa. Przykład Szczepana pokazuje, że determinacja i posłuszeństwo Bożej woli dla naszego życia może uwolnić w każdym z nas powołanie diakona, który jest jednocześnie skutecznie usługującym Bożym Prawem ewangelistą. Jednak warunkiem koniecznym musi być gotowość na opuszczenie duchowej strefy bezpieczeństwa, bez względu na cenę oraz czas i miejsce, w którym aktualnie jesteśmy w naszym osobistym chrześcijaństwie.

Bogdan Podlecki