czwartek, 17 marca 2016

Depresyjny gołąb cz. 2

Depresyjny gołąb cz. 2

W pierwszej części tego artykułu dowiedzieliśmy się, w jaki sposób Pan Bóg wykorzystał nieposłuszeństwo swojego proroka Jonasza. Słowo Boże skierowane do nas nie wraca do Niego puste, lecz wykonuje swoją pracę w nas. Pan Bóg potrzebuje naszego posłuszeństwa, ale do realizacji Jego woli może wykorzystać także nasze nieposłuszeństwo. Zachowanie Jonasza na statku, wynikające z nieposłuszeństwa i zagłuszania w sobie Słowa Bożego, spowodowały, że żeglarze nawrócili się do Boga. Ciekawą rzeczą jest to, że Pan Bóg tak pokierował rozwojem wydarzeń, że Jonasz do końca nie wiedział, iż jego nieposłuszeństwo przyczyniło się do cudownego nawrócenia ludzi na statku. Nie miał szans popaść w pychę. Bóg wziął całą chwałę dla siebie. Czy my będąc w różnych sytuacjach, oczekujemy natychmiastowej nagrody? No cóż, nie wiem jak ty, drogi czytelniku, ale ja lubię być pochwalony, czy nawet tylko usprawiedliwiony przez kogoś, jeśli coś nie poszło po mojej myśli. Tak, mamy oczekiwać nagrody. Pan Bóg obiecał to w Swoim Słowie. Pisze o tym apostoł Paweł w 1. Liście do Koryntian 15,58: „(…) Bądźcie stali, niewzruszeni, zawsze pełni zapału do pracy dla Pana, wiedząc, że trud wasz nie jest daremny w Panu”. Jednak tylko Pan Bóg jest godzien chwały. To, że czasami długo lub nawet wcale, nie widzimy efektów pracy w służbie dla Boga może wynikać z tego, iż On nie chce żebyśmy popadli w pychę. Pocieszeniem, a jednocześnie refleksją dla każdego z nas mogą być słowa z Księgi Kaznodziei Salomona 3,22: „Tak więc stwierdziłem, że nie ma nic lepszego nad to, że człowiek raduje się ze swoich dzieł, gdyż taki jest jego los; bo któż da mu oglądać to, co się po nim stanie?. Mamy łaskę, że możemy pracować w służbie Pana panów i Króla królów. Powinniśmy się cieszyć, także efektami naszej pracy. Bóg obiecał, że nie pozostanie to bez nagrody. 

Przeczytajmy uważnie fragment z Księgi Jonasza 2, 2-10. Jonasz próbował uciec przed Bogiem, lecz wreszcie dostał szansę powrotu do Niego w pokucie i modlitwie. Przyjrzyjmy się bliżej jego modlitwie. Można się dużo dowiedzieć o relacji człowieka z Panem Bogiem, słysząc jego modlitwę. Jonasz modlił się słowami, które pochodzą z Psalmów. Porównajmy modlitwę Jonasza zapisaną w ośmiu wersetach z odpowiadającymi im analogicznymi fragmentami Psalmów. 

1) 3. werset: „(…) Wzywałem Pana w mojej niedoli i odpowiedział mi, z głębi krainy umarłych wołałem o pomoc i wysłuchał mojego głosu”.

Psalm 120,1: „Do Pana wołałem w swej niedoli i wysłuchał mnie”.

Psalm 18,7: „W niedoli mojej wzywałem Pana i wołałem o pomoc do Boga mego, z przybytku swego usłyszał głos mój, a wołanie moje doszło uszu jego”. 

2) 4. werset: „Wrzucił mnie na głębię pośród morza i porwał mnie wir; wszystkie twoje bałwany i fale przeszły nade mną”. 

Psalm 42,8: „Głębina przyzywa głębinę w odgłosie wodospadów twoich; wszystkie nawałnice i fale twoje przeszły nade mną”.

3) 5. werset: „Już pomyślałem: Jestem wygnany sprzed twoich oczu, jakże będę mógł jeszcze spojrzeć na twój święty przybytek?”.

Psalm 31,23: „A ja rzekłem w niepokoju swoim: Zostałem odtrącony sprzed oczu twoich”. 

4) 6. werset: „Wody sięgały mi aż do gardła, ogarnęło mnie topielisko, sitowie wiło się koło mojej głowy”.

Psalm 69,2-3.16: „Wybaw mnie, Boże, bo wody grożą duszy mojej! Ugrzązłem w głębokim błocie i nie mam oparcia dla nóg, Dostałem się w głębokie wody, a nurt zalewa mnie. (…) Niech nie zaleją mnie fale, Niech nie pochłonie mnie głębina i czeluść niech nie zawrze nade mną swej paszczy!”. 

5) 7. werset: „Zstąpiłem do stóp gór, zawory ziemi na zawsze się za mną zamknęły. Lecz Ty wydobyłeś z przepaści moje życie, Panie, Boże mój”. 

Psalm 40,3: „Wyciągnął mnie z dołu zagłady, z błota grząskiego. Postawił na skale nogi moje. Umocnił kroki moje”. 

Psalm 103,4: „On ratuje od zguby życie twoje; On wieńczy cię łaską i litością”.

6) 8. werset: „Gdy ustawało we mnie życie, wspomniałem na Pana; i tak doszła moja modlitwa do ciebie, do twojego świętego przybytku”.

Psalm 18,7: „W niedoli mojej wzywałem Pana i wołałem o pomoc do Boga mego, z przybytku swego usłyszał głos mój, a wołanie moje doszło uszu jego”. 

7) 9. werset: „Ci, którzy trzymają się marnych bożyszczy, opuszczają swojego Miłościwego”.

Psalm 31,7: „Nienawidzisz tych, którzy czczą marne bałwany, ja jednak ufam Panu”. 

8) 10. werset: „Lecz ja pragnę ci złożyć ofiarę z głośnym dziękczynieniem, spełnię, co ślubowałem. U Pana jest wybawienie”. 

Psalm 50,14-15: „Ofiaruj Bogu dziękczynienie i spełnij Najwyższemu śluby swoje! I wzywaj mnie w dniu niedoli, wybawię cię, a ty mnie uwielbisz!”. 

Psalm 116,17-18: „Tobie złożę ofiarę dziękczynną i będę wzywał imienia Pana. Spełnię Panu śluby moje wobec całego ludu jego”.

Jak widać, nie są to dokładne cytaty z Psalmów, ale ich parafrazy. Jakie wnioski możemy wyciągnąć? Pierwszy wniosek, jaki mi się nasuwa jest taki, że Boże Słowo, w tym Psalmy musiały być Jonaszowi dobrze znane. Raczej trudno przypuszczać, że po wyrzuceniu go za burtę statku i połknięciu przez wielką rybę, miał przy sobie jakieś kaznodziejskie notatki. Dosyć trudno jest mi sobie wyobrazić Jonasza we wnętrzu wielkiej ryby, czytającego zwoje Pisma, o ile wtedy już były takowe. Stąd drugi wniosek, jaki mi się nasuwa to, że Jonasz przechowywał w swoim sercu Słowo Boże, które wypłynęło z niego w modlitwie. Nawet wtedy, gdy Jonasz był w tragicznym położeniu, to w jego sercu mieszkało Słowo Boże. Czy nie o tym mówi werset z Psalmu 119,11: „W sercu moim przechowuję słowo twoje, abym nie zgrzeszył przeciwko tobie”?
Czy my też przechowujemy Boże Słowo w swoim sercu? Czy z naszych modlitw można rozpoznać to, że dobrze znamy Słowo Boże? Jakiś czas temu w naszej lokalnej społeczności gościło przyjezdne małżeństwo. Siostra modliła się na zgromadzeniu, cytując z pamięci całe, bądź obszerne fragmenty Psalmów. Szczera modlitwa Słowem Bożym jest poruszająca. Czy może przyzwyczailiśmy się już do swoich ulubionych zwrotów modlitewnych? Czy mamy przekonanie, że nasza modlitwa wypływa z serca i podoba się Bogu? Modlitwa Jonasza podobała się Bogu. To wcale nie znaczy, że powinniśmy naśladować to, co robią inni. Pan Bóg patrzy na serce. Każda modlitwa powinna wynikać z potrzeby serca. Każda modlitwa jest inna, indywidualna dla każdego. Ja staram się stosować wskazówkę naszego Pana Jezusa Chrystusa, która jest w Ewangelii Mateusza 6,7 „A modląc się, nie bądźcie wielomówni jak poganie; albowiem oni mniemają, że dla swej wielomówności będą wysłuchani”. Zastanówmy się, czy to nie jest pora na zmianę czegoś w naszym życiu modlitewnym. Może częstsze czytanie Słowa Bożego przyczyni się do tego, że odnowimy lub pogłębimy swoją osobistą relację z Panem Bogiem, w szczególności w modlitwie.

Jonasz spał, zamiast modlić się na statku. Burza i napomnienie kapitana okrętu nie wystarczyły, by zmusić go do modlitwy. Musiał więc zainterweniować Pan Bóg. Jonasz przebudził się i zaczął się modlić dopiero we wnętrzu wielkiej ryby. Wszyscy powinniśmy mieć rozwinięte życie modlitewne. Czy jednak tak jest w naszym życiu chrześcijańskim? Nasza modlitwa nie jest potrzebna Bogu na tyle, na ile jest potrzebna przede wszystkim nam, by zbliżyć się do Pana Boga! Jakie doświadczenia musi nam zesłać Bóg, abyśmy się przebudzili? Może to właśnie jest dobra pora, abyśmy się obejrzeli, czy za naszym statkiem życia chrześcijańskiego, nie płynie już jakaś wielka ryba, przysłana przez Pana Boga. Jeżeli tak jest, to może oznaczać, że niedługo możemy zostać wyrzuceni za burtę naszego mniej lub bardziej wygodnego statku po to, by znaleźć się w miejscu odnowienia naszej relacji pełnego posłuszeństwa Bogu. Czy mamy swoją stałą porę modlitwy, w której wołamy do Boga? To ważne! Jeśli tak nie jest, to co Pan Bóg będzie musiał zrobić, żeby nas do tego zmobilizować. Bożą wolą przekazaną nam osobistym przykładem Pana Jezusa Chrystusa jest to, abyśmy mieli regularny czas przeznaczony tylko dla Niego.

Pan Bóg zesłał Jonasza do miejsca odosobnienia, by go skarcić i doprowadzić do pokuty. To nie była kara, ale karcenie. Kara zdecydowanie różni się od karcenia. Powinniśmy oczekiwać od Pana Boga, jako od naszego kochającego Ojca, że będzie nas karcił. Jako wierzący spodziewamy się karcenia. Bóg jest wierny i nie karałby nas za to samo, za co już wycierpiał za nas Chrystusa. Mamy tę pewność, która wynika z Bożego Słowa i osobistego potwierdzenia w sercu przez naszego Zbawiciela. Pan Bóg proroczo zapowiedział to w Księdze Izajasza 53,5: „Lecz on zraniony jest za występki nasze, starty za winy nasze. Ukarany został dla naszego zbawienia, a jego ranami jesteśmy uleczeni”. Tę obietnicę zbawienia wypełnił wobec każdego, kto wierzy w Chrystusie. Gdyby Pan Bóg nas nie karcił, gdy tego potrzebujemy, to byłoby to wyrazem braku Ojcowskiej miłości. Jonasz w swojej modlitwie opisał swoje doświadczenie Bożego karcenia jako pobyt w krainie umarłych. Nie wiedział, czy umrze, ani czy będzie żył. Z ludzkiego punktu widzenia był bezsilny. Czy nie doświadczamy podobnych sytuacji w naszym życiu? Nagłe i z Bożej ręki odosobnienie może zdecydowanie zmienić nasze osobiste życie modlitewne w relacji pełnego posłuszeństwa Bogu. Czy jednak musimy czekać na sytuacje, kiedy Bóg wymusi na nas dobre zmiany?

Jonasz wreszcie zaczął się modlić do Boga. Wreszcie rozpoznał fakt, że znalazł się w odosobnieniu w wyniku Bożej interwencji. Czy jesteśmy w stanie rozpoznać to, że Bóg chce nas doświadczyć, bo ma dla nas jakieś zadanie do wykonania? Czy też będziemy pielęgnować w sobie poczucie buntu i krzywdy? Jonasz próbował uciekać przed wolą Bożą. Ciekawe, że dążenie do izolacji od Boga, stało się elementem jego karcenia. Miał wyraźne poczucie, że Pan Bóg go opuścił. Jego fizyczne utrapienie we wnętrzu wielkiej ryby było niczym w porównaniu z uczuciem oddzielenia od Boga. Nie bez powodu Pan Jezus Chrystus odwoływał się do znaku Jonasza. W takim kontekście jakże dobitnej brzmi okrzyk Bożego Mesjasza na Krzyżu w Ewangelii Marka 15,34: „O godzinie dziewiątej zawołał Jezus donośnym głosem: Eloi, Eloi, lama sabachtani? Co się wykłada: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?”. Nawet w tym szczególnym odosobnieniu Bóg był obecny przy Jonaszu. Pan Bóg był gotowy dać mu kolejną szansę. Czy w naszym życiu nie ma teraz czegoś, co powoduje, iż wydaje nam się, że Bóg jest daleko od nas? Może już doświadczamy karcenia z tego powodu? Czy czujemy się oddzieleni od Boga? Boże karcenie może być tylko jednym z powodów poczucia stanu oddzielenia od Pana Boga. Czasami Bóg testuje w ten sposób naszą wiarę. W przypadku Jonasza, karcenie było decydującym czynnikiem dyscyplinującym jego życie zgodnie z Bożym powołaniem.

Jonasz zanurzony w głębinach stanął na krawędzi śmierci. Odbył podróż na dno morza, do stóp gór. W morzu są góry, w szczególności w Morzu Śródziemnym są głębiny dochodzące do kilkuset metrów i stanowią naturalne przedłużenie północnoafrykańskiego pasma górskiego Atlas. Jonasz musiał te okoliczności uznać za więzienie, lecz do końca nie stracił nadziei na wybawienie. Jego nieposłuszeństwo doprowadziło do tego, że upadł dosłownie bardzo nisko. Znalazł się w punkcie, w którym mógł już zawrócić tylko w jednym kierunku, czyli w górę do Boga. Czy my nie doświadczamy podobnych upadków? Nawet, jeżeli nasze osobiste dno nie jest tak widoczne jak u Jonasza, to Pan Bóg ma dla nas zawsze wybawienie i wysłucha nas, jeśli do niego szczerze zawołamy. Nasze posłuszeństwo Bogu też ma swoją cenę w naszym osobistym chrześcijaństwie. Jednak cena nieposłuszeństwa jest zawsze dużo wyższa niż cena posłuszeństwa. Kochać Pana Boga, to także znaczy być Mu w pełni posłusznym. Właśnie o tym mówi Bóg w fragmencie w Księdze Ozeasza 6,6: „Gdyż miłości chcę, a nie ofiary, i poznania Boga, nie całopaleń”. Jonasz był bardzo opornym przypadkiem, który potrzebował silnego karcenia, by go przywieść do pokuty. Nie pokutował aż do chwili, gdy zaczął tracić przytomność. Prawdopodobnie połknięte przez wielką rybę wodorosty okręciły mu się wokół głowy. Zaczęło uchodzić z niego życie. Zapewne nie wyglądało to tak, jak to można zobaczyć na niektórych religijnych obrazkach. Skupiony na modlitwie Jonasz w religijnej ekstazie, raczej nie pasuje do opisu jego warunków odosobnienia we wnętrzu wielkiej ryby. Wystarczy obejrzeć jakiś program przyrodniczy, np. o połowach wielorybów, by zorientować się w scenerii odosobnienia Jonasza. On sam w swojej modlitwie szczerze przyznaje w 8. wersecie: „gdy ustawało we mnie życie, wspomniałem na Pana”. Czy my też bywamy ciężkim przypadkiem? Zdecydowanie lepiej uczyć się na cudzych błędach, niż na własnych.

Bardzo interesujący jest fragment modlitwy Jonasza w 9. wersecie: „Ci, którzy trzymają się marnych bożyszczy, opuszczają swojego Miłościwego”. Nie pamiętam źródła, ale kiedyś zapisałem sobie w mojej Biblii ciekawe dynamiczne tłumaczenie tego wersetu: „Ci, którzy idą za swoimi własnymi, bezwartościowymi planami zapominają być wiernymi Bogu i opuszczają Go”. Potwierdza to przykład Jonasza z jego pierwszego etapu "nie będę posłuszny", gdy poszedł za własnymi, bezwartościowymi planami i zapomniał być wiernym Bogu. W następnym, 10. wersecie czytamy, że Jonasz wreszcie odwrócił się od swoich własnych planów i zwrócił się do Boga. Słowo "dziękczynienie" w języku hebrajskim ma to samo znaczenie, co "uwielbienie". Ciekawe jest to, że Jonasz nie zobowiązał się do ofiarowania Bogu tzw. ofiar starotestamentowych za grzech. Obiecał Bogu ofiarę z dziękczynienia i uwielbienia. Czy w tym osobistym czasie z Bogiem otrzymał pewność wybaczenia i wybawienia? Czy my potrafimy składać taką ofiarę? Bóg mówi o tym wyraźnie w Liście do Hebrajczyków 13,15: „Przez niego więc nieustannie składajmy Bogu ofiarę pochwalną, to jest owoc warg, które wyznają jego imię”. Czytamy o tym także w Księdze Ozeasza 14,2: „Weźcie ze sobą słowa skruchy i nawróćcie się do Pana! Mówcie do niego: Odpuść nam wszelką winę i przyjmij naszą prośbę, a my złożymy ci w ofierze owoce naszych warg!. 

W końcówce swojej modlitwy w 10. wersecie, Jonasz modli się słowami: „(...) spełnię, co ślubowałem (...)”. Interpretacja Bożego Słowa jest jednoznaczna w tym zakresie. Jeżeli przysięgasz dobrowolnie uczynić coś zgodnie z Jego wolą, to robisz to przed Bogiem, więc wypełnij to, co ślubujesz. Wyraźnie czytamy o tym w 5. Księdze Mojżeszowej 23,23-24: „Jeżeli zaś nie złożysz ślubu, to nie będziesz miał grzechu na sobie. Co wyszło z twoich ust, tego dotrzymaj i postąp tak, jak ślubowałeś Panu, Bogu twemu, dobrowolnie, jak powiedziałeś swoimi ustami”. Jednoznaczną radę w tej kwestii znajdujemy również w Księdze Kaznodziei Salomona 5,3: „Gdy złożysz Bogu ślub, nie zwlekaj z wypełnieniem go, bo mu się głupcy nie podobają. Co ślubowałeś, to wypełnij!. Jednak zdecydowanie ważniejsze od zapewniania wszem i wobec jest szczere i widoczne dla wszystkich świadectwo naszego przemienionego życia. Pisze o tym apostoł Jakub w swoim Liście 5,12: „A przede wszystkim, bracia moi, nie przysięgajcie ani na niebo, ani na ziemię, ani nie składajcie żadnej innej przysięgi; ale niech wasze "tak" będzie "tak", a wasze "nie" niech będzie "nie", abyście nie byli pociągnięci pod sąd”.

Jonasz wreszcie poddał się woli Bożej i zamierzał iść posłusznie głosić Słowo Boże w Niniwie. Ostatnie słowa modlitwy Jonasza w 10. wersecie, to: „(...) u Pana jest wybawienie (...)”. To był finał jego wyraźnego przyznania się, że wszystko, czego doświadczył, czyli kolejno: powołania misyjnego, nawałnicy, wyrzucenia za burtę statku i pobytu we wnętrzu wielkiej ryby, pochodziły od Pana Boga. Wreszcie przyznał, że wszelkie karcenie pochodzi od Pana. Na samym końcu Jonasz przyznał, że od Pana pochodzi też wybawienie. Co miał Jonasz na myśli? O jakie wybawienie mu chodziło? Czy mówił o wybawieniu fizycznym, czyli zachowaniu życia? Czy też o wybawieniu duchowym? Przecież mówiąc te słowa był jeszcze we wnętrzu wielkiej ryby. Czy stwierdza w ten sposób, że wierzy i jest pewny, iż Bóg ocali jego życie duchowe? Jonasz odczuł i wyraził to już na początku swojej modlitwy. Czytaliśmy jego słowa w 3. wersecie: „Wzywałem Pana w mojej niedoli i odpowiedział mi, z głębi krainy umarłych wołałem o pomoc i wysłuchał mojego głosu. Jeżeli była to modlitwa wiary, to miał pewność, że Bóg wyprowadzi go z przepaści duchowej. Czy wielbił Boga za to, że jest źródłem wszelkiego wybawienia? Jestem przekonany, że Jonasz stwierdza tu swoje wybawienie z duchowych konsekwencji swojego nieposłuszeństwa. Czuł się odrzucony sprzed Bożego oblicza i w końcu pokutował z tego. Jednak w dalszym ciągu nie mógł być pewien fizycznego uwolnienia z wnętrza wielkiej ryby. Najistotniejsze dla niego było to, że jego relacja z Bogiem została odnowiona. Jego duchowe wybawienie miało miejsce jeszcze wtedy, gdy był we wnętrzu wielkiej ryby. Uwolnienie duchowe było dla niego ważniejsze od fizycznej potrzeby wybawienia z doświadczeń. Był świadomy, że fizyczne okoliczności były tylko konsekwencją jego stanu duchowego. Okoliczności, czyli uwięzienie we wnętrzu wielkiej ryby nie zmieniły się, aż do chwili, gdy uległ zmianie się jego stan duchowy. Czy my nie czujemy się czasem zagubieni w tej kwestii? Czy zdarza się nam, że na zmianie okoliczności bardziej nam zależy, niż na naszym stanie duchowym? Jest wyraźna Boża odpowiedź w tej kwestii w Ewangelii Mateusza 6,33: „Ale szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane”.

Wreszcie ostatnie słowa drugiego rozdziału Księgi Jonasza w końcówce 10. wersetu: „(…) Wtedy Pan rozkazał rybie, a ta wypluła Jonasza na ląd”. Pan Bóg uwolnił Jonasza i mógł wrócić do pracy dla Niego. Może to, co przechodził Jonasz jest lekcją przeznaczoną dla mnie i dla ciebie? Czy nie powinniśmy przenieść naszej uwagi z tego, co fizyczne na to, co duchowe? Czy wręcz nie powinniśmy wołać do Boga i współdziałać z Nim w zmianie naszego stanu duchowego? Czy nie powinniśmy pokutować z tego powodu? Pan Bóg może nie zmienić naszych trudnych okoliczności, np. fizycznych dolegliwości, dopóki nie poddamy się naprawie naszego stanu duchowego w wyniku szczerej pokuty. Wielka ryba była narzędziem karcenia dla Jonasza. Pan Bóg sam wyznacza kogo lub czego chce użyć do naszego karcenia. Wszystkie duchowe siły muszą być posłuszne Bogu. Na jego rozkaz muszą uwolnić nawróconego do Pana Boga człowieka. Dla nas lekcją z drugiego rozdziału Księgi Jonasza jest to, że Bóg używa karcenia, by doprowadzić nas do pokuty. Jonasz próbował uciec przed Panem i otrzymał od Niego to, czego szukał, czyli czasowe oddzielenie od Boga. Pan Bóg skarcił go, doświadczył i doprowadził do pokuty.

Czy jakiś grzech zaburza naszą osobistą relację z Bogiem? Czy mamy poczucie oddzielenia od Jego obecności w naszym życiu? Czy czujemy, że nasze życie duchowe obniżyło poziom, a być może mamy już poczucie zbliżającego się dna? Wbrew pozorom, to może być bardzo dobry moment, żeby się od niego odbić w górę. Zwróćmy się z tym do Pana Boga, On czeka na nasze szczere zawołanie. Czytamy o tym w 1. Liście Jana 1,8-10: „Jeśli mówimy, że grzechu nie mamy, sami siebie zwodzimy, i prawdy w nas nie ma. Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości. Jeśli mówimy, że nie zgrzeszyliśmy, kłamcę z niego robimy i nie ma w nas Słowa jego”. Przestrogą, ale też motywacją niech będzie dla nas fragment Bożego Słowa z Księgi Przypowieści 28,13-14: „Kto ukrywa występki, nie ma powodzenia, lecz kto je wyznaje i porzuca, dostępuje miłosierdzia. Szczęśliwy jest człowiek, który stale trwa w bojaźni Bożej; lecz kto zatwardza serce, wpada w nieszczęście”. Nasz stan duchowy jest znacznie ważniejszy, niż nasze okoliczności życiowe. Szukajmy najpierw duchowego wybawienia, a wtedy, jeśli Bóg tak zechce, nastąpi również wybawienie fizyczne. Nasz Ojciec kocha nas miłością bezwarunkową i dlatego karci nas wtedy, gdy tego potrzebujemy. Wyraźnie pisze o tym autor Listu do Hebrajczyków w fragmencie 12,11-12: „Żadne karanie nie wydaje się chwilowo przyjemne, lecz bolesne, później jednak wydaje błogi owoc sprawiedliwości tym, którzy przez nie zostali wyćwiczeni. Dlatego opadłe ręce i omdlałe kolana znowu wyprostujcie”. 

Uczmy się na przykładzie Jonasza i nie stawiajmy Bogu warunków oraz nie wyznaczajmy Mu granic naszego posłuszeństwa. Jonasz w końcu znalazł się ponownie na lądzie z nową szansą od Pana Boga. Cierpienie Jonasza było spowodowane jego własnym grzechem. Jednak nie możemy tego uogólniać. Mogą też być inne powody widocznego dla nas cierpienia u innych. Nie możemy patrzyć na wszystkich, którzy cierpią z jakiegoś powodu, jak na wielkich grzeszników. Wszyscy jesteśmy byłymi grzesznikami. Przez doświadczanie, Pan Bóg może przygotowywać nas do innych, być może jeszcze nam nieznanych celów. Jednak zawsze jedynym lekarstwem na spowodowane grzechem cierpienie jest pokuta. Lecz nie zawsze, gdy pokutujemy, Bóg zabiera od nas cierpienie i natychmiast następuje zmiana okoliczności. Przykładem może być apostoł Paweł i jego tajemniczy cierń. Przeanalizujmy szczerze i w modlitwie swoje własne doświadczenia życiowe. Jeśli wyjaśnieniem naszego cierpienia jest grzech, to wyznajmy go, pokutujmy i odwróćmy się od niego, nie czekając na Boże karcenie. Jeżeli mamy świadomość tego, że uciekamy od woli Bożej, to uczmy się szybko na błędach Jonasza. Jeżeli nie mamy pokoju w tej sprawie, to wołajmy do Boga. Może Pan Bóg postawi koło nas jakiegoś "Jonasza", którego świadectwo wyjścia w Bożej mocy ze swoich doświadczeń, będzie dla nas wskazówką i zachętą. Wykonajmy ten krok wiary, a Pan Bóg na pewno da nam najlepsze rozwiązanie naszych problemów. Na koniec słowo zachęty dla każdego z nas z Ewangelii Mateusza 11,28: „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie”.

Ciąg dalszy w części 3.

Bogdan Podlecki

wtorek, 15 marca 2016

Depresyjny gołąb cz. 1

Depresyjny gołąb cz. 1 

Ten artykuł jest refleksją na temat Księgi Jonasza. Zachęcam do przeczytania tej liczącej tylko cztery rozdziały księgi Starego Testamentu przed lekturą tego tekstu. Księga opowiada o zbuntowanym proroku, który uciekał od Bożej woli. Niektórzy uważają, że zawarte jest w niej pesymistyczne przesłanie. Być może taka opinia wynika z rysującego się depresyjnego charakteru proroka Jonasza, ujawniającego się w nim w czasie opisanych w tej księdze wydarzeń. Myślę, że przesłanie tej księgi jest jednak optymistyczne. Jest jeszcze jednym dowodem na to, że Słowo Boże skierowane do człowieka nie wraca do Niego puste i wykonuje swoją pracę. Pan Bóg wyraźnie mówi o tym w Księdze Izajasza 55,11: „Tak jest z moim słowem, które wychodzi z moich ust: Nie wraca do mnie puste, lecz wykonuje moją wolę i spełnia pomyślnie to, z czym je wysłałem”. On zawsze zrealizuje swoje zamierzenia ku dobremu. Do wszystkich powołanych z Bożej woli, w tym także do Jonasza, odnosi się to, co czytamy w Liście do Rzymian 8,28: „A wiemy, że Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy Boga miłują, to jest z tymi, którzy według postanowienia jego są powołani”.

Jonasz był prorokiem Izraela, który jest wymieniony także w innym niż Księga Jonasza, fragmencie Starego Testamentu. Wzmiankę o nim znajdujemy w 2. Księdze Królewskiej 14,25: „Lecz przywrócił Izraelowi granice ciągnące się od wejścia do Chamat aż do Morza Stepowego, zgodnie ze słowem Pana, Boga izraelskiego, które wypowiedział przez swojego sługę Jonasza, syna Amittaja, proroka z Gat-Chefer”. Jednym ze znaczeń hebrajskiego imienia Jonasz jest "gołąb". Można powiedzieć, że w tej księdze opisany jest pewien wycinek czasu życia i służby Jonasza. Tytuł tego artykułu "Depresyjny gołąb" oddaje charakterystykę osobowości Jonasza. Pan Jezus Chrystus mówi o Jonaszu jako o proroku, który był znakiem dla ludzi z Niniwy, stolicy Asyrii. Potwierdzenie przez Chrystusa przesłania Księgi Jonasza kończy dyskusję nad jej wiarygodnością. Dla mnie Biblia, jako natchnione Boże Słowo jest w pełni wiarygodna. Gdyby nawet w tej historii z jakiś Bożych względów, to Jonasz miałby połknąć wielką rybę, to nie miałbym większego problemu z zaakceptowaniem, być może innego przesłania wynikającego z tej księgi. Pan Bóg daje nam łaskę do "przełknięcia" nieraz olbrzymich skutków naszego nieposłuszeństwa.

Zadajmy sobie pytanie: Czy przesłanie o znaku Jonasza, które znajdujemy w kilku miejscach Nowego Testamentu było skierowane tylko do ludzi z Niniwy? Pan Jezus Chrystus porównał swoje własne trzy dni i trzy noce spędzone w grobie w oczekiwaniu na manifestację mocy Zmartwychwstania do czasu spędzonego przez Jonasza we wnętrzu wielkiej ryby. Czytamy o tym w Ewangelii Mateusza 12,40: „Albowiem jak Jonasz był w brzuchu wieloryba trzy dni i trzy noce, tak i Syn Człowieczy będzie w łonie ziemi trzy dni i trzy noce”. Informację na ten temat znajdujemy także w Ewangelii Łukasza 11,29-32) „(...) Pokolenie to jest pokoleniem złym; znaku szuka, ale inny znak nie będzie mu dany, jak tylko znak Jonasza. Jak bowiem Jonasz stał się znakiem dla Niniwczyków, tak będzie i Syn Człowieczy dla tego pokolenia. Królowa z południa stanie na sądzie wraz z tym pokoleniem i spowoduje ich potępienie, gdyż przybyła z krańców ziemi, aby słuchać mądrości Salomona, a oto tutaj więcej niż Salomon. Mężowie z Niniwy staną na sądzie wraz z tym pokoleniem i spowodują jego potępienie, gdyż na skutek zwiastowania Jonasza pokutowali, a oto tutaj więcej niż Jonasz”. Spróbujmy odpowiedzieć jeszcze na pytanie: Czym jest "znak Jonasza"? Chrystus mówi o znaku widocznym dla ludzi. Więc to może być spędzenie określonego czasu, czyli trzech dni i trzech nocy, czekając w odosobnieniu i czynnej ufności na wypełnienie się Bożej woli w widoczny sposób. W przypadku mieszkańców Niniwy ten znak nie był im dany. Oni nie byli świadkami odosobnienia Jonasza oraz jego przemiany i powrotu do czynnego wypełniania Bożej woli. Mimo to upamiętali się na skutek jego zwiastowania. Żydzi otrzymali ten znak. Byli świadkami śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, a mimo to w większości nie uwierzyli. Proroczą zapowiedź na temat zbawienia przez wiarę znajdujemy w Psalmie 78,22: „Że nie uwierzyli Bogu i nie zaufali zbawieniu jego”. Jednak musimy najpierw usłyszeć dobrą nowinę. O konieczności misji zwiastujących dobrą nowinę, a więc także o misji proroka Jonasza wyraźnie mówi apostoł Paweł w Liście do Rzymian 10,14: „Ale jak mają wzywać tego, w którego nie uwierzyli? A jak mają uwierzyć w tego, o którym nie słyszeli? A jak usłyszeć, jeśli nie ma tego, który zwiastuje?. Dzisiaj wszyscy jesteśmy świadkami przez wiarę i Pan Jezus Chrystus kieruje do każdego z nas słowa z Ewangelii Jana 20,29: „(...) Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. 

Księga Jonasza ma dosyć wyraźny podział na cztery części. Jeśli miałbym zatytułować każdy z czterech rozdziałów, to nazwałbym je tak, jak poniżej.

1. "Nie będę posłuszny".

2. "Będę posłuszny".

3. "Już jestem posłuszny".

4. "Żałuję, że byłem posłuszny". 

Ten podział jednocześnie opisuje pewien schemat testowania posłuszeństwa, którego efektem może być dalszy rozwój duchowy lub jego zatrzymanie, nawet objawiające się depresją. Czy taki schemat jest nam obcy w naszym życiu, szczególnie chrześcijańskim? No cóż, pozostawię to pytanie bez odpowiedzi. Miałem pewne doświadczenia, które przebiegały według tego schematu, ale nie jestem prorokiem. Jednym z przesłań tej księgi jest to, że wyznaczanie granic naszego posłuszeństwa Bogu, nawet wynikających z naszej wiedzy, może doprowadzić do kryzysu wiary, często wyglądającego na depresję. Księga Jonasza jest pełna prawd, które są aktualne dzisiaj w naszym życiu. Pan Bóg na pewno wiedział, że Jonasz od początku nie będzie Mu posłuszny. Jednak Jego wolą było wykorzystanie także nieposłuszeństwa Jonasza. Zasadniczym Bożym celem misji proroka było przestrzeżenie mieszkańców przed zburzeniem miasta Niniwy, stolicy Asyrii. Biblijna zasada, że Bóg nie ma względu na osobę, dotyczy także wyboru ewangelisty do wykonania Bożej misji. Pan Bóg i tak użyje go, nawet w sytuacji wycofania, tak jak Jonasza na statku, przygotowując go przez to do właściwej misji ewangelizacyjnej w Niniwie. Księga Jonasza mówi o Bożym karceniu nieposłuszeństwa, ale przede wszystkim o kolejnych szansach, jakie daje Bóg po szczerym upamiętaniu i pokucie. Jest demonstracją Bożej miłości do nieposłusznego Jonasza, zagubionej załogi statku, na którym uciekał i zdemoralizowanych mieszkańców Niniwy.

Zastanawiające jest to, że Jonasz, jako prorok w czynnej służbie nie posłuchał Boga. Co mogło sprawić, że Jonasz uciekał od wykonania Bożej woli? Jednym z powodów mógł być strach. Pan Bóg mógł dać Jonaszowi wgląd w proroczą wizję korekty Izraela poprzez zbrojne ramię Asyryjczyków. Czy łatwo mu było podjąć się misji ratunkowej dla przyszłego najeźdźcy swojego kraju? Czy była to bojaźń Boża? Raczej nie. To był strach przed okazaniem całkowitego posłuszeństwa Bogu, który jest niestety oznaką pychy. Jonasz miał bardzo poważny problem, który zaprowadził go aż do zignorowania Słowa Bożego i okazania Mu nieposłuszeństwa. Może to być zaskakujące, ale dla Jonasza tym problemem mogła być zbytnio przetworzona przez niego znajomość Słowa Bożego. Zobaczymy to szerzej przy omawianiu drugiego rozdziału, gdzie modląc się, parafrazuje fragmenty z Psalmów.

Celem wyprawy misyjnej proroka była Niniwa. W czasach Jonasza to było duże miasto – państwo, które potem stało się stolicą Asyrii. Jako Boży prorok w służbie Jonasz znał fragment z 1. Księgi Mojżeszowej 10,8-12: „A Kusz zrodził Nimroda, który był pierwszym mocarzem na ziemi. Był on dzielnym myśliwym przed Panem. Dlatego mówi się: Dzielny myśliwy przed Panem jak Nimrod. A zaczątkiem jego królestwa był Babilon, Erech, Akkad i Kalne w kraju Synear. Z tego kraju wyruszył do Asyrii i zbudował Niniwę i Rechowot-Ir, i Kalach oraz Resen, wielkie miasto między Niniwą a Kalach”. Imię Nimrod, tłumaczy się jako ''buntownik''. Biblia nie wspomina o tym, żeby człowiekowi po jego upadku dana była moc od Boga. Nimrod jest przedstawiony jako pierwszy mocarz na ziemi, który założył i zbudował między innymi Niniwę. Ten fragment mówi o wykorzystaniu człowieka przez moce duchowe przeciwne Bogu do swoich celów. Niniwa wraz z innymi wymienionymi w tym fragmencie miastami stała się częścią ''religijnego systemu babilońskiego''. O ostatecznej konfrontacji tego zwodniczego ''antykościelnego'' systemu z PRAWDZIWYM KOŚCIOŁEM PANA JEZUSA CHRYSTUSA pisze apostoł Jan w Księdze Objawienia. Być może Jonasz miał prorocze objawienie faktu zniszczenia przez Boga tego systemu religijnego w ''czasach ostatecznych'', którego istotną duchową częścią była Niniwa. 

Jonasz zapewne znał także przekaz proroctwa z 5. Księgi Mojżeszowej 28,32-52: „Twoi synowie i twoi córki będą wydane innemu ludowi, a twoje oczy codziennie będą ich wyglądać i tęsknić za nimi, ale ty będziesz bezsilny. Plon twojej ziemi i cały twój dorobek spożyje lud, którego nie znałeś, i będziesz tylko uciskany i ciemiężony po wszystkie dni. (…) Będziesz służył twoim nieprzyjaciołom, których Pan ześle na ciebie, w głodzie, w pragnieniu, w nagości i w niedostatku wszystkiego i włoży żelazne jarzmo na twój kark, aż cię wytępi. Sprowadzi Pan na ciebie naród z daleka, z krańca ziemi, jakby orlim lotem, naród, którego języka nie słyszałeś, naród o srogim obliczu, który nie okaże względu starcowi i nad pacholęciem się nie zlituje. Ten pożre pogłowie twego bydła i plon twojej ziemi, aż będziesz wytępiony, i nie pozostawi ci ani zboża, ani moszczu, ani oliwy, ani rozpłodu twojego bydła, ani przychówku twojej trzody, aż cię zniszczy. Będzie cię oblegał we wszystkich twoich miastach, aż padną twoje wysokie i warowne mury, w których pokładałeś ufność w całej twojej ziemi. Będzie cię oblegał we wszystkich twoich miastach w całej ziemi, którą dał ci Pan, Bóg twój”. To proroctwo częściowo wypełniło się, gdy Asyria podbiła Izrael rozpoczynając okres niewoli narodu wybranego. Jonasz mógł wiedzieć, że jego misja ewangelizacyjna do Niniwy może zachować wykonawcę kary dla Izraela. Jednak Boże Słowo zawsze się wypełnia. Asyria wypełniła rolę "Bożego bicza", a Niniwa i tak została potem zdobyta i zrównana z ziemią przez Medów i Persów tak, jak zapowiedzieli to inni prorocy starotestamentowi. Jonasz był jednak przede wszystkim Bożym narzędziem, więc skupmy się na Bożych przyczynach jego nieposłuszeństwa. Pan Bóg chciał w pierwszej kolejności wykorzystać jego nieposłuszeństwo, przywodząc do upamiętania ludzi, którzy byli z Jonaszem na statku. W drugiej kolejności potrzebował już jego posłuszeństwa do wykonania misji w Niniwie.

W dalszej części tego artykułu będziemy szczegółowo omawiać kolejne rozdziały Księgi Jonasza. Może to jest dobra okazja dla każdego z nas, żeby zobaczyć siebie w miejscu Jonasza i szukać odpowiedzi na kilka pytań. Na jakim etapie jesteśmy teraz? Czy jest to pierwszy etap"nie będę posłuszny"? Czy może drugi – "będę posłuszny"? Dobrze, jeśli to jest trzeci etap – "już jestem posłuszny". A może przeżywamy aktualnie czwarty etap – "żałuję, że byłem posłuszny"? Te etapy mogą występować naprzemiennie. Powiem szczerze, że widzę siebie obecnie na trzecim etapie. Ale wiem, że byłem wcześniej na pierwszym i drugim etapie. Nie chciałbym być obrażonym na Pana Boga Jonaszem z czwartego etapu, chociaż takie chwile już przeżywałem.

Przeczytajmy uważnie fragment z Księgi Jonasza 1,1-2,1. W 2. wierszu Pan Bóg dał Jonaszowi jasne polecenia: „Wstań, idź do Niniwy, tego wielkiego miasta, i mów głośno przeciwko niej, gdyż jej nieprawość doszła do mnie”. Jonasz wiedział dokładnie, czego Bóg od niego oczekuje. Boże polecenia były wyraźne: "wstań", "idź" i "mów". Miał mówić głośno przeciwko Niniwie. Czy nie przypomina nam to, jak Pan Jezus Chrystus mówił przeciwko niektórym miastom? W Ewangelii Łukasza 10,13 czytamy: „Biada tobie, Chorazynie, biada tobie, Betsaido; bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się te cuda, które u was się stały, dawno by w worze i popiele siedząc, pokutowały”. Zadaniem Jonasza było przestrzec mieszkańców Niniwy przed Bożym gniewem. Czy nie przypomina nam to historii o Sodomie i Gomorze? W 1. Księdze Mojżeszowej 18,20 czytamy: „Potem rzekł Pan: Wielki rozlega się krzyk przeciwko Sodomie i Gomorze, że grzech ich jest bardzo ciężki”. Czy mieszkańcy Niniwy byli dużo bardziej nieprawi, niż mieszkańcy współczesnych miast, miasteczek i wsi, którzy też potrzebują Jezusa? Jonasz wstał, ale nie poszedł do Niniwy, lecz wypłynął w morze. Nie poszedł na wschód, ale wypłynął z zamiarem udania się na zachód. To była zaplanowana ucieczka. Udał się do portu morskiego w Jafie. Wszedł na pokład statku, żeby popłynąć do Tarszyszu, prawdopodobnie miasta Tartessos, obecnie w Hiszpanii. Popełnił jednak wielki błąd. Podjął próbę ucieczki przed Bogiem. Nie wiedział jednak, że nie mógł uciec od Bożej obecności.

Czy doświadczyliśmy w naszym życiu próby ucieczki od Bożej obecności? Nie uciekniemy dalej i nie schowamy się lepiej niż Jonasz. Mówi o tym bardzo wyraźnie Boże Słowo w Księdze Jeremiasza 23,24: „Czy zdoła się kto ukryć w kryjówkach, abym go Ja nie widział? - mówi Pan. Czy to nie Ja wypełniam niebo i ziemię? – mówi Pan”. Wielu z nas dzisiaj myśli, że próba ucieczki przed Bogiem, to głupie rozwiązanie. Pewnie tak. Czy my jednak nie robimy podobnie? Czy nie zachowujemy się czasami tak, jakbyśmy myśleli, że Bóg nas nie widzi? Czy nie popełniamy błędów, których nie popełnilibyśmy w obecności innego wierzącego? Czy nie zachowujemy się tak, jakbyśmy myśleli, że Bóg nie widzi, co robimy? Czy czasem bardziej lub mniej świadomie "w tajemnicy przed Bogiem" nie robimy czegoś, co akurat mamy przekonanie, że powinniśmy zrobić? Czy nie udaje nam się wmówić sobie, że nie znajdujemy się w obecności Wszechobecnego Boga? Jeżeli w odpowiedzi na powyższe pytania nie możemy zdecydowanie zaprzeczyć, to mamy duże szanse na powtórzenie błędu Jonasza w naszym życiu. Żeglarze na statku w obliczu zagrożenia uznali postępowanie Jonasza za nieracjonalne. Czytamy o tym w 10. wersecie: „Wtedy ci mężowie bardzo się zlękli i dowiedziawszy się, że ucieka sprzed oblicza Pana, bo im to był powiedział, rzekli do niego: Dlaczego to uczyniłeś?. Czy dzisiaj jest inaczej? Hipokryzja wierzącego człowieka, polegająca na ucieczce od Bożych zasad, wydaje się niewłaściwa nawet komuś, kto nie jest zbawiony. Ludzie oceniają nas według wyższych standardów, niż samych siebie. To raczej normalne zachowanie. Czy my czasem nie postępujemy podobnie w stosunku do innych, w tym także wierzących? Niezaprzeczalnym faktem jest to, że Jonasz próbował uciec przed Bogiem. Taka strategia nigdy nie działa. Ja mniej lub bardziej świadomie uciekałem przed Bogiem ponad 25 lat i zdarza mi się to do dzisiaj. Może nie było w moim życiu fizycznego morza i wielkiej ryby, ale były w zastępstwie duże doświadczenia. Jak zaufałem Panu Bogu i pokutowałem, to zawsze następowało wybawienie.

Po czynnym wypowiedzeniu posłuszeństwa Panu Bogu, następuje etap karcenia Jonasza w celu sprowadzenia go na drogę posłuszeństwa. Najpierw Bóg zesłał na morze wielki sztorm. Statek, którym podróżował Jonasz, to nie był współczesny transatlantyk pasażerski, więc musiało to być przerażające doświadczenie. Załogę na statku stanowili zapewne doświadczeni żeglarze. Oni też się bali. Wyrzucili za burtę cały osprzęt, aby statek stał się lżejszy. Zrobili wszystko, co było w ich mocy, aby uratować siebie i statek. Modlili się też do swoich bogów. Sztorm stawał się jednak coraz większy. Wszyscy walczyli o życie, za wyjątkiem Jonasza. Co robił Boży prorok, ewangelista? Czy klęczał i modlił się? Czy pokutował i wyznawał swój grzech? Jego zachowanie opisuje 5. werset: „(…) Jonasz zaś zszedł na sam dół okrętu i zasnął twardym snem”. Zachowanie bez sensu? A może jednak pełnia wiary w Bożą opatrzność? Czy nie jest tak, że tchórzostwo kogoś innego wygląda dla nas głupiej niż nasze własne? Czy ucieczka od problemu nigdy nie była naszą reakcją na nagłe doświadczenia? Czy pamiętamy jak zareagował mąż Boży, Eliasz w obliczu wielkiej presji wywartej na niego przez warownię ducha religijnego działającego w osobie Jezebel? Czytamy o tym w 1. Księdze Królewskiej 19,4-5: „Sam zaś poszedł na pustynię o jeden dzień drogi, a doszedłszy tam, usiadł pod krzakiem jałowca i życzył sobie śmierci, mówiąc: Dosyć już, Panie, weź życie moje, gdyż nie jestem lepszy niż moi ojcowie. Potem położył się i zasnął pod krzakiem jałowca. (...)”. W moim życiu bywało podobnie. Uciekałem od poważnych problemów. Jak dochodziło do burzy, to odchodziłem w ustronne miejsce, by przespać moją osobistą nawałnicę. Bardzo dobrze jeśli odchodzimy do komory, by walczyć w modlitwie. Jonasz tego nie zrobił. Kapitan statku obudził Jonasza i zapytał, dlaczego nie modli się do swojego Boga. Jonasz był bierny, nie odpowiedział lub może zasłonił się jakąś wymówką. Może czuł się tak, jak Eliasz? Żeglarze postanowili, że rzucą losy, aby stwierdzić, kto jest powodem tej nawałnicy. Nie sądzę, że żeglarze znali, ale Jonasz mógł znać werset z Księgi Przysłów 16,33: „Losem potrząsa się w zanadrzu, lecz jego rozstrzygniecie zależy od Pana”. Dlatego szybko zaakceptował wynik. Los padł na Jonasza i żeglarze zażądali od niego wyjaśnień. Wreszcie Jonasz określił się i złożył wyznanie wiary w Boga. Czytamy o tym w 9. wersecie: „(…) Jestem Hebrajczykiem, czczę Pana, Boga niebios, który stworzył morze i ląd”. Jego wyznanie zrobiło wrażenie na załodze statku. Powiedział im jednak, że próbuje uciec od Bożej woli. Żeglarze nie rozumieli tego. Czy my to możemy zrozumieć?

Czy musimy czekać na burzę, żeby ujawnić się w naszym otoczeniu? Czy nie brzmi nam znajomo to, co zrobił Jonasz? Zignorował Boże Słowo. Nie był posłuszny Bogu. Nie pokutował i nie modlił się. Nie mówił innym ludziom pełnej prawdy o sobie i nie składał świadectwa o Bogu. Łatwo jest powiedzieć, co powinien zrobić Jonasz. Powinien pokutować za swój grzech i wyznać go Bogu. Powinien znaleźć najkrótszą drogę do Niniwy. Co zrobił Jonasz? Powiedział żeglarzom, aby go wyrzucili za burtę. Chciał umrzeć i w jego mniemaniu mieć tę beznadziejną sytuację za sobą. Może jednak to wyznanie uwolniło w nim nadnaturalne zaufanie w Boży ratunek? Widać jednak, że to był raczej kolejny etap ucieczki Jonasza. Nie czytamy w tym fragmencie, że próbował poprosić Boga o wybawienie z tej sytuacji.

Czy w trudnych sytuacjach nie przychodzą nam do głowy podobne myśli? Nasza podróż, czyli realizacja osobistej Bożej woli, zaplanowanej dla każdego z nas, powinna trwać tyle czasu, ile przeznaczył na to Pan Bóg. Droga do zbawienia jest prosta, czyli z definicji najkrótsza. Więc wszelkie próby skracania tej drogi, to nic innego jak jej wydłużanie. A wszelkie próby ucieczki, czyli świadomego wydłużania, powodują Bożą ingerencję, tak jak to było w przypadku Jonasza. Zastanawiające jest to, dlaczego Jonasz sam wystąpił z propozycją wyrzucenia go "za burtę wydarzeń". Raczej jego myślenie szło w kierunku tego, że popełnienie kolejnego grzechu spowoduje zmniejszenie skutków poprzednich grzechów. Czy nie zdarzyło nam się zrobić podobnie, czyli ukrywać jeden grzech pod płaszczykiem drugiego grzechu, a może potem kolejnych? Raczej na tym właśnie polegał błąd Jonasza i każdego, kto nie uczy się na cudzych błędach. Wyznanie i pokuta są zawsze właściwą drogą reakcji na grzech. Wyraźnie pisze o tym apostoł Jan w swoim 1. Liście 1,9: „Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości”. Kolejny grzech nigdy nie usunie skutków spowodowanych przez inne grzechy. Na początku może nam się wydawać, że poddanie się i zgoda na usunięcie siebie z nurtu wydarzeń przykryje nasze poprzednie błędy. Jednak bez poddania się Bogu, odczujemy skumulowane skutki wszystkich kolejnych grzechów. Wtedy jest to tylko kwestią czasu, kiedy Bóg przyśle do nas "wielką rybę", we wnętrzu której będziemy mieli szansę na odnowienie relacji z Bogiem i powrotu do pełnego posłuszeństwa Bożej woli dla naszego życia.

Załoga statku zrobiła wszystko, co było w ludzkich możliwościach, aby uratować siebie, Jonasza i statek. Sztorm jednak przybierał na sile, co stało się dla ludzi znakiem, że ich fałszywi bogowie zawiedli. Kiedy nie pozostało im już żadne inne wyjście, to zaczęli modlić się do prawdziwego Boga, o którym powiedział im także nie mający innego wyjścia Jonasz. Realizowało się to, co tak jasno dla nas sformułował apostoł Paweł w Liście do Rzymian 10,12-15: „Nie masz bowiem różnicy między Żydem a Grekiem, gdyż jeden jest Pan wszystkich, bogaty dla wszystkich, którzy go wzywają. Każdy bowiem, kto wzywa imienia Pańskiego, zbawiony będzie. Ale jak mają wzywać tego, w którego nie uwierzyli? A jak mają uwierzyć w tego, o którym nie słyszeli? A jak usłyszeć, jeśli nie ma tego, który zwiastuje? A jak mają zwiastować, jeżeli nie zostali posłani? Jak napisano: O jak piękne są nogi tych, którzy zwiastują dobre nowiny!”. Żeglarze wzywali tego Boga, o którym powiedział im Jonasz. Jednak nie stało się to w wyniku zwiastowania proroka i ewangelisty. Po czym wyrzucili Jonasza za burtę statku, nie wiedząc, że ten sam Bóg wyznaczył wielką rybę, jako wybawienie dla Jonasza.

Spójrzmy teraz na opisywaną sytuację z perspektywy załogi statku. Przyjęli na pokład pasażera, o którym nie wiedzieli, że jest nieposłusznym prorokiem nieznanego im Boga. Wykonywali swoje obowiązki zawodowe i oczekiwali, że statek przewiezie ludzi i ładunek do Tarszyszu. Nie mieli pojęcia, że staną się ofiarami skutków grzechu Jonasza. Pomimo ryzyka zawodowego, nie przypuszczali, że będą tak blisko śmierci. Nie wiedzieli, że podczas sztormu zawiodą ich fałszywi bogowie i poznają Jedynego Prawdziwego Boga. Nie było im dane wiedzieć, że doświadczą wybawienia. Po tym, jak wyrzucili Jonasza za burtę statku, sztorm skończył się w nagły i cudowny sposób. Przeanalizujmy ich reakcje w tych trudnych okolicznościach w wersetach 14-16: „Wtedy wzywali Pana, mówiąc: O Panie! Nie dopuść, abyśmy zginęli z powodu tego człowieka, i nie obarczaj nas winą przelania krwi niewinnej, bo Ty, o Panie, czynisz, co chcesz. Wzięli więc Jonasza i wrzucili do morza; wtedy morze przestało się burzyć. A ci mężowie bardzo się zlękli Pana; złożyli więc Panu ofiarę i uczynili śluby. Czy na podstawie tego fragmentu można wywnioskować, że żeglarze nawrócili się do prawdziwego Boga? Myślę, że tak! Dlaczego? Wzywali imienia Pana i ich wołanie było szczere i bezwarunkowe. Nie próbowali w czasie nawałnicy negocjować z Bogiem jakiegoś porozumienia tylko po to, by uratować się. Ich pokuta nastąpiła już po cudownym zakończeniu burzy na morzu, czyli była dobrowolna i szczera z wdzięczności za wybawienie. Doświadczyli cudu i trwali w bojaźni Bożej. Pan Bóg użył nieposłusznego proroka, aby przyprowadzić żeglarzy do nawrócenia. Jest to także lekcją dla nas, że powodzenie misji nie jest potwierdzeniem naszego obdarowania, czy doboru właściwych metod i programów ewangelizacyjnych. Bóg i tak wypełni swoją wolę, nawet wbrew naszym planom. Żeglarze upamiętali się i stali się wyznawcami prawdziwego Boga. Z ludzkiego punktu widzenia te doświadczenia, to była ich porażka. Stracili pasażera i wyposażenie statku. Jednak to była najważniejsza podróż w ich życiu. W nawałnicy wydarzeń było ich prawdziwe wybawienie. 

Wróćmy jeszcze do Jonasza. Przed wyrzuceniem za burtę, musiał słyszeć wołanie i modlitwy żeglarzy do Boga, którego im nie zwiastował. Znam świadectwa ludzi, którzy byli wieloletnimi pracownikami w jednym zakładzie pracy lub sąsiadami na jednym piętrze w bloku mieszkalnym i nie mając ze sobą relacji, pewnego dnia spotykali się w społeczności, jako wierzący. No cóż, Pan Bóg działa kiedy chce i jak chce. Może jednak Bóg chciał wcześniejszej relacji między nimi? W dramatycznym dla wszystkich momencie wyrzucenia proroka za burtę statku, ani żeglarze, ani Jonasz nie wiedzieli, że wielka ryba jest znakiem wybawienia dla nich wszystkich. Jonasz raczej nie wiedział, że ryba, która go połknęła okaże się jego wybawieniem. Żeglarze mieli nadzieję, ale nie mieli świadomości, że izolacja Jonasza jest początkiem ich wybawienia. Czy w naszym życiu chrześcijańskim doświadczyliśmy tego, że od początku zakładamy, iż to co przysyła nam Bóg, nie może być naszym wybawieniem? Często, coś co jest niezgodne z naszymi oczekiwaniami, jest właśnie Bożym wybawieniem dla nas. Jednak z drugiej strony, coś co wygląda w naszych oczach na wybawienie, może okazać się jego podróbką. Bez osobistej relacji z Panem Jezusem Chrystusem możemy nie rozpoznać prawdziwego Bożego wybawienia. Lekcją dla nas jest także to, żebyśmy nie zakładali z góry, że jesteśmy dla Boga niezbędnym narzędziem. Reakcja Jonasza wbrew pozorom mogła być egocentryczna. Mógł mieć myślenie skoncentrowane na sobie: "Jak ja ucieknę, to Bóg nie oszczędzi przyszłych wrogów Izraela, czyli mieszkańców Niniwy". Pan Bóg zawsze zrealizuje swoje zamierzenia ku dobremu. Bóg chce, żebyśmy byli dla niego użyteczni i zrobi wszystko byśmy realizowali Jego wolę według swojego planu. 

Uważam, że w pierwszym rozdziale, który szczegółowo analizowaliśmy, jak i w całym przesłaniu Księgi Jonasza jest dużo optymizmu. To jest jeszcze jeden dowód na to, że Słowo Boże skierowane do człowieka nie wraca do Niego puste. Wykonuje swoją pracę, np. lecząc z nieposłuszeństwa, czy powodując nawrócenia wśród uczestników wydarzeń. Pan Bóg ma wspaniałe rzeczy dla nas. Tylko czy my chcemy je od Niego przyjąć? Czy chcemy być użyteczni w realizacji Jego woli bez wyznaczania naszych granic posłuszeństwa? Także o tym mówi poniższy fragment Bożego Słowa w 1. Liście Jana 2,17: „I świat przemija wraz z pożądliwością swoją; ale kto pełni wolę Bożą, trwa na wieki”.

Ciąg dalszy w części 2.

Bogdan Podlecki

środa, 9 marca 2016

Szymon Piotr, czyli trzcina i kamień

Szymon Piotr, czyli trzcina i kamień

Fundamentem Kościoła Pana Jezusa Chrystusa jest Boża obecność pośród swojego ludu. Apostoł Piotr był wyróżniającym się uczniem Chrystusa. Od początku wyróżniał go charakter. Jego imię – Szymon, w języku hebrajskim jest słowem, tłumaczonym jako "Bóg wysłuchał". Jednak można znaleźć także inne znaczenia tego słowa, np. "kamień", w sensie "pojedynczy kamyk". Jednym ze znaczeń aramejskiego słowa, przetłumaczonego jako "Szymon" może być "trzcina". To może symbolizować chwiejność jego charakteru w trudnych momentach jego życia. Znaczenie aramejskiego słowa, przetłumaczonego jako "Piotr", to "kamień". To może oznaczać już pewną stabilność w jego charakterze. Jednak w obecności Pana Jezusa, Piotr poddawał się przemianie swojego charakteru. Możemy ten proces obserwować we wszystkich czterech Ewangeliach znajdujących się w Piśmie Świętym. Sam Chrystus skierował do Piotra słowa, które zapowiadały przesiewanie jego charakteru przez próby i dopiero potem jego pełne nawrócenie oraz powołanie do służby w Kościele Pana Jezusa Chrystusa. Czytamy o tym w Ewangelii Łukasza 22,31-32: „Szymonie, Szymonie, oto szatan wyprosił sobie, aby was przesiać jak pszenicę. Ja zaś prosiłem za tobą, aby nie ustała wiara twoja, a ty, gdy się kiedyś nawrócisz, utwierdzaj braci swoich”. Dopiero po szczerym nawróceniu do Pana Jezusa Chrystusa i wypróbowaniu jego wiary możliwe było pełne powołanie go do służby w zaplanowanym przez Boga czasie i miejscu.

"Piotr", z greki: "petros", tłumaczy się jako "kamień", w znaczeniu odłamek skalny, który można ociosać i użyć do budowy. W odróżnieniu od słowa "opoka", z greki: "petra", oznaczającego "skałę", na której można wznosić budowlę. Pan Bóg mówi o tym wyraźnie w wielu fragmentach Pisma Świętego, np. w Księdze Izajasza 28,16: „Dlatego tak mówi Wszechmocny, Pan: Oto Ja kładę na Syjonie kamień, kamień wypróbowany, kosztowny kamień węgielny, mocno ugruntowany: Kto wierzy, ten się nie zachwieje”. W Ewangelii Mateusza 21,42 czytamy: „Rzecze im Jezus: Czy nie czytaliście nigdy w Pismach: Kamień, który odrzucili budowniczowie, stał się kamieniem węgielnym; Pan to sprawił i to jest cudowne w oczach naszych?”. Pan Jezus Chrystus nie mówił tych słów o Piotrze, ale o SOBIE, jako o najważniejszym KAMIENIU fundamentu Bożej budowli. W kazaniu apostoła Piotra w Dziejach Apostolskich 4,11 czytamy: „On to jest owym kamieniem odrzuconym przez was, budujących, On stał się kamieniem węgielnym”. Piotr także nie mówił tych słów o sobie, ale o swoim Panu, Chrystusie Jezusie. Piotr, to "petros", czyli kamień, który oparty na SKALE, czyli Chrystusie, współtworzy z innymi wierzącymi w NIEGO Bożą budowlę – Kościół Pana Jezusa Chrystusa. Wyraźnie pisze o tym apostoł Paweł w 1. Liście do Koryntian 3,9: „Albowiem współpracownikami Bożymi jesteśmy; wy rolą Bożą, budowlą Bożą jesteście”. 

Szczególne postrzeganie Piotra, zwłaszcza przez teologię katolicką, opiera się głównie na trzech fragmentach Bożego Słowa: Ewangelia Mateusza 16,15-18 i 16,19 oraz Ewangelia Jana 21,14-17. W tym artykule przeanalizujemy dokładnie te trzy fragmenty. Pierwszy z fragmentów sugerujący przodującą rolę Piotra nad innymi apostołami mamy w Ewangelii Mateusza 16,15-18: „On im mówi: A wy za kogo mnie uważacie? A odpowiadając Szymon Piotr rzekł: Tyś jest Chrystus, Syn Boga żywego. A Jezus odpowiadając, rzekł mu: Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jonasza, bo nie ciało i krew objawiły ci to, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. A ja ci powiadam, że ty jesteś Piotr, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go”. Jeden z teologów katolickich, kardynał James Gibbons napisał: "Jezus, nasz Pan, założył Kościół, który spodobało Mu się zbudować na Piotrze. Dlatego każdy kościół, który nie uznaje Piotra za swój fundament, nie jest Kościołem Chrystusa i nie może się ostać, gdyż nie jest dziełem Boga"(1). To stwierdzenie opiera się na powyższym fragmencie, w którym Chrystus rzekomo uczynił Piotra skałą Kościoła Bożego. Fakty są jednak takie, że w przekładzie katolickim tego fragmentu zostały dodane słowa "czyli skała" i brzmią: „Tyś jest Piotr [czyli skała]". Redakcyjny wstęp do Biblii Tysiąclecia informuje, że wyrazów umieszczonych w nawiasie kwadratowym nie ma w tekście oryginalnym. Dodali je tłumacze, aby "wspomóc" interpretację tekstu. Tak więc główny "biblijny" argument mający wykazać, że Piotr, to "opoka" nie pochodzi z oryginalnych pism Nowego Testamentu. 

Pan Jezus Chrystus buduje Swój Kościół na objawionym przez OJCA wyznaniu Piotra o Mesjaszu, Synu Bożym. Przez wiarę jest to także wyznanie każdego człowieka nawróconego do Chrystusa. Ten fakt Pan Bóg zapowiadał przez swoich proroków, a potem apostołów. Czytamy o tym między innymi w Księdze Izajasza 44,8: „Nie trwóżcie się i nie lękajcie się! Czy wam tego już dawno nie opowiedziałem i nie zwiastowałem? I wy jesteście moimi świadkami. Czy jest bóg oprócz Mnie? Nie, nie ma innej opoki, nie znam żadnej”. Potwierdza to także apostoł Paweł w 1. Liście do Koryntian 10,4: ,,I wszyscy ten sam napój duchowy pili; pili bowiem z duchowej skały, która im towarzyszyła, a skałą tą był Chrystus”. Kontekst fragmentu z Ewangelii Mateusza 16,15-18 dotyczy Jezusa jako Mesjasza. Tak przy okazji, zdajmy sobie sprawę z tego, że znaczenie słowa "Chrystus", to "namaszczony", czyli Mesjasz. Wcześniej Pan Jezus rozpoczyna ten temat pytaniem, które znajdujemy w 13. wersecie: „A gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał uczniów swoich, mówiąc: Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?”. Byłem w Cezarei Filipowej i widziałem z bliska to miejsce, w którym prawdopodobnie doszło do tego wyznania Piotra o Chrystusie. Było to w miejscu kultu bożków pogańskich, w tym szczególnie greckiego bożka "Pan". Będąc w tej scenerii skalistego, religijnego sanktuarium fałszywych bożków, łatwiej jest mi wyobrazić sobie znaczenie tego Bożego objawienia dla Piotra, ukazującego Jezusa Chrystusa jako Syna Bożego i Prawdziwego Boga. W czasach kiedy był tam Chrystus ze swoimi uczniami stał tam także posąg jednego z cesarzy rzymskich, któremu oddawano boską cześć. Więc sensem pytania Pana Jezusa mogło też być: "Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego? Za człowieka - władcę, czy za Bożego Mesjasza?". Kulminacją tego tematu jest natchniona wypowiedź Piotra w 16. wersecie: „A odpowiadając Szymon Piotr rzekł: Tyś jest Chrystus, Syn Boga żywego”. To pytanie i ta odpowiedź są dzisiaj aktualne dla każdego z nas. Komu oddajemy chwałę? Człowiekowi, czy Panu Bogu? Szymon Piotr złożył dobre wyznanie o Jezusie, jako Mesjaszu, Synu Bożym. Jednak miał jeszcze rozdwojoną duszę w czasie tego objawionego przecież przez Boga Ojca wyznania wiary w Chrystusa.

Apostoł Piotr potwierdził to, że wierzący w Pana Jezusa są kamieniami, z których powstaje Boża budowla na SKALE, którą jest Chrystus. Znajdujemy to w 1. Liście Piotra 2,3-8: „Gdyżeście zakosztowali, iż dobrotliwy jest Pan. Przystąpcie do niego, do kamienia żywego, przez ludzi wprawdzie odrzuconego, lecz przez Boga wybranego jako kosztowny. I wy sami jako kamienie żywe budujcie się w dom duchowy, w kapłaństwo święte, aby składać duchowe ofiary przyjemne Bogu przez Jezusa Chrystusa. Dlatego to powiedziane jest w Piśmie: Oto kładę na Syjonie kamień węgielny, wybrany, kosztowny, a kto weń wierzy, nie zawiedzie się. Dla was, którzy wierzycie, jest on rzeczą cenną; dla niewierzących zaś kamień ten, którym wzgardzili budowniczowie, pozostał kamieniem węgielnym, ale też kamieniem, o który się potkną, i skałą zgorszenia; ci, którzy nie wierzą Słowu, potykają się oń, na co zresztą są przeznaczeni”. Ten fakt potwierdził potem apostoł Paweł w 1. Liście do Koryntian 3,11: „Albowiem fundamentu innego nikt nie może założyć oprócz tego, który jest założony, a którym jest Jezus Chrystus”. Czytamy o tym również w Liście do Efezjan 2,20-22: „Zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, którego kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus, na którym cała budowa mocno spojona rośnie w przybytek święty w Panu, na którym i wy się wespół budujecie na mieszkanie Boże w Duchu”. Słowo Boże bardzo wyraźnie mówi, że tylko Pan Bóg jest SKAŁĄ, np. w Psalmie 18,31-32: „Droga Boża jest doskonała, Słowo Pańskie jest wypróbowane. Jest tarczą wszystkim, którzy w nim ufają. Któż bowiem jest Bogiem oprócz Pana? Kto jest skałą prócz Boga naszego?”.

Kościół zbudowany na "kamieniu" (Piotrze), który nawet w momencie objawionego wyznania o Chrystusie był jeszcze "trzciną" (Szymonem), nie ostałby się długo. Natomiast Kościół zbudowany na wyznaniu Piotra o tym, że Jezus jest Synem Bożym i zapowiadanym przez Boga Mesjaszem jest niezniszczalny i bramy piekielne nie przemogą go. Już niedługo po wyznaniu Piotra miało miejsce dosyć mało budujące dla niego zdarzenie. Czytamy o tym w Ewangelii Mateusza 16,21-23: „Od tej pory zaczął Jezus Chrystus tłumaczyć uczniom swoim, że musi pójść do Jerozolimy, wiele wycierpieć od starszych arcykapłanów i uczonych w Piśmie, że musi być zabity i trzeciego dnia wzbudzony z martwych. A Piotr, wziąwszy go na stronę, począł go upominać, mówiąc: Miej litość nad sobą, Panie! Nie przyjdzie to na ciebie. A On, obróciwszy się, rzekł Piotrowi: Idź precz ode mnie, szatanie! Jesteś mi zgorszeniem, bo nie myślisz o tym, co Boskie, lecz o tym, co ludzkie”. Jak widać, bramy piekielne przemogły Piotra już niedługo po jego wyznaniu, a potem jeszcze przynajmniej trzykrotnie, gdy zaparł się Jezusa. Szymon Piotr stał fizycznie tuż obok Chrystusa, Syna Boga Żywego, ale mimo to jego serce było jeszcze zbyt daleko od Niego. Można powiedzieć, że "Piotr" był już w Chrystusie, ale "Szymon" tylko stał obok Niego. W tym kluczowym momencie diabeł miał dostęp do Piotra przez niestabilność charakteru Szymona. Nie był w stanie przeciwstawić się diabłu i musiał to zrobić za niego Pan Jezus. Ten ostatni fragment możemy rozumieć tak, że tylko w Chrystusie, a nie obok Chrystusa możemy przeciwstawić się diabłu i jego demonom. Możemy być dobrze przygotowani na każde duchowe starcie, gdy trwamy w bliskiej społeczności z Panem Jezusem Chrystusem. Jednak bliska więź oznacza bycie w Chrystusie, a nie tylko obok Niego. Piotr ostatecznie dokonał właściwego wyboru, mimo jeszcze późniejszych złych decyzji Szymona, w tym i zaparcia się Chrystusa. W jego życiu dokonało się to, co zapowiedział prorok Izajasz i zostało to potwierdzone w Ewangelii Mateusza 12,20: Trzciny nadłamanej nie dołamie, a lnu tlejącego nie zagasi, dopóki nie doprowadzi do zwycięstwa sprawiedliwości. To jest także nasza walka, a właściwie duchowa walka o nas. Nasze zwycięstwo jest tylko w Chrystusie. Jesteśmy sprawiedliwi i bezpieczni tylko w Chrystusie. Jakie jest dzisiaj twoje poczucie bezpieczeństwa? To jest ważne pytanie, na które musisz szczerze odpowiedzieć Bogu i sobie.

Dogmatycy katoliccy sugerują, że to Piotr jako pierwszy wyznał, że Jezus jest Synem Bożym, co stawia go nad resztą uczniów, a przez to biskupów Rzymu czyni następcami Chrystusa na ziemi. Jednak chronologicznie, tak nie musiało być. Pierwszy takie wyznanie złożył Natanael, też późniejszy uczeń Jezusa. Możemy o tym przeczytać w Ewangelii Jana 1,49: „Odpowiedział mu Natanael: Mistrzu! Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś królem Izraela”. Potem takie wyznanie uczynili inni uczniowie Pana Jezusa, kiedy Piotr wpadł w tarapaty z powodu swojej niewiary. Opis tego wydarzenia znajdujemy w Ewangelii Mateusza 14,30-33: „A widząc wichurę, zląkł się i, gdy zaczął tonąć, zawołał, mówiąc: Panie, ratuj mnie. A Jezus zaraz wyciągnął rękę, uchwycił go i rzekł mu: O małowierny, czemu zwątpiłeś? A gdy weszli do łodzi, wiatr ustał. A ci, którzy byli w łodzi, złożyli mu pokłon, mówiąc: Zaprawdę, Ty jesteś Synem Bożym”. Ciekawostką jest to, że niektórzy katoliccy teolodzy poddają w wątpliwość doktrynę o "prymacie Piotra". Thomas Bokenkotter napisał o Piotrze: "Jego szczególny autorytet ponad Dwunastoma nie znajduje potwierdzenia biblijnego. Przeciwnie, ukazany jest jako zasięgający rady apostołów, a nawet posyłany przez nich do wykonania misji, czy posługi"(2). Powołał się przy tym na fragment z Dziejów Apostolskich 8,14-15: „A gdy apostołowie w Jerozolimie usłyszeli, że Samaria przyjęła Słowo Boże, wysłali do nich Piotra i Jana, którzy przybywszy tam, modlili się za nimi, aby otrzymali Ducha Świętego. To nie Piotr, ale Jakub, prawdopodobnie brat Jezusa, który nawrócił się wraz z Marią i pozostałym rodzeństwem po Jego Zmartwychwstaniu, przewodniczył pierwszemu synodowi przywódców Kościoła Pana Jezusa Chrystusa w Jerozolimie. Możemy o tym przeczytać w Dziejach Apostolskich 15,13-19. Apostoł Paweł musiał pewnego razu nawet zganić Piotra za obłudę w jego postępowaniu, o czym możemy przeczytać w Liście do Galacjan 2,11-14.

Ciekawą informacją jest to, że ani jeden z tzw. "ojców kościoła", których wypowiedzi stanowią podstawę rzymskokatolickiej tradycji nie interpretował omawianego przez nas fragmentu o Piotrze, jako o "skale", w taki sposób, jak to czynią współcześni teolodzy katoliccy. Ta doktryna stała się powszechna po tym, jak powstało Państwo Watykańskie i szukano "biblijnego" uzasadnienia tego faktu. Historyk katolicki Peter de Rosa napisał w swojej książce: "Słowa te można interpretować inaczej, z czego sprawę zdaje sobie niewielu katolików. Możliwe, że będzie to dla nich szokiem, ale Ojcowie Kościoła nie widzieli żadnego związku pomiędzy tekstem na ścianach bazyliki, a urzędem papieskim. Do żadnego z papieży nie stosują słowa "Tyś jest Piotr". Tekst analizowali wszyscy: Cyprian, Orygenes, Cyryl, Hilary, Hieronim, Ambroży, Augustyn. Z pewnością nie byli protestantami, a jednak żaden z nich nie nazywa biskupa rzymskiego Skałą. Według Ojców Kościoła, nie Piotr, lecz jego wiara – czyli Pan, w którego Piotr wierzył – jest Skałą. Wszystkie sobory kościoła od Nicei w IV w. po Konstancję w XV w. są zgodne, że to Chrystus jest jedynym fundamentem kościoła, czyli, że to On jest Skałą na której Bóg zbudował swój kościół. Wczesny kościół nie widział w Piotrze biskupa Rzymu, i dlatego nie uważał żadnego biskupa rzymskiego za sukcesora Piotra"(3).

Przejdźmy do drugiego z kluczowych fragmentów o rzekomej, dominującej roli apostoła Piotra, który znajdujemy w Ewangelii Mateusza 16,19: „I dam ci klucze Królestwa Niebios; i cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane i w niebie, a cokolwiek rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane i w niebie”. Za kolejny argument na rzecz wywyższenia Piotra uważa się przekazanie mu przez Pana Jezusa Chrystusa "kluczy" do Królestwa Niebios. Jednak klucze do Królestwa Bożego mogą symbolizować znajomość i pełną akceptację żywego Słowa Bożego. Mogą je posiadać wszyscy wierzący, którzy w pełni przyjęli objawienie Słowa Bożego dla swojego życia. Potwierdza to Pan Jezus Chrystus w stosunku do faryzeuszy i uczonych w zakonie w Ewangelii Łukasza 11,52: „Biada wam, zakonoznawcy, że pochwyciliście klucz poznania; sami nie weszliście, a tym, którzy chcieliby wejść, zabroniliście”. Piotr nie był więc jedynym, który otrzymał "klucze" Królestwa Bożego. Duchowo reprezentował każdego wierzącego, który przyjął objawienie i stosuje w swoim życiu przesłanie Ewangelii Zbawienia w Panu Jezusie Chrystusie. Kolejne słowa Pana Jezusa z omawianego fragmentu „i cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane i w niebie, a cokolwiek rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane i w niebie”, oczywiście nadają duchowy autorytet Piotrowi. Jednak Chrystus nadaje ten sam autorytet także każdemu wierzącemu w Pana Jezusa do związywania, czyli wyganiania sił przeciwnych Ewangelii Chrystusowej oraz rozwiązywania, czyli uwalniania zniewolonych przez grzech. Potwierdza to Pan Jezus Chrystus w Ewangelii Mateusza 12,28-29: „A jeśli Ja wyganiam demony Duchem Bożym, tedy nadeszło do was Królestwo Boże. Albo jak może kto wejść do domu mocarza i jego sprzęty zagrabić, jeśli pierwej nie zwiąże mocarza; wtedy dopiero dom jego ograbi?”. Podobnych słów Jezus użył uzdrawiając związaną chorobą kobietę w Ewangelii Łukasza 13,16: „A czy tej córki Abrahama, którą szatan związał już od osiemnastu lat, nie należało rozwiązać od tych pęt w dniu sabatu?”. Wielu chrześcijan, w tym także apostoł Piotr, korzystało i nadal korzysta z tego autorytetu uzdrawiając chorych i opętanych w imieniu Pana Jezusa Chrystusa. Jeżeli jednak brakuje nam takiego autorytetu, to bramy piekielne mogą nas przemóc, jak to miało miejsce w historii o egzorcystach – synach Scewy (Dzieje Apostolskie 19,13-16). Ten sam autorytet otrzymała każda społeczność ludzi wierzących, aby umacniać jedność Kościoła Pana Jezusa Chrystusa. Wyraźnie czytamy o tym w Ewangelii Mateusza 18,15-18: „A jeśliby zgrzeszył brat twój, idź, upomnij go sam na sam; jeśliby cię usłuchał, pozyskałeś brata swego. Jeśliby zaś nie usłuchał, weź z sobą jeszcze jednego lub dwóch, aby na oświadczeniu dwu lub trzech świadków była oparta każda sprawa. A jeśliby ich nie usłuchał, powiedz zborowi; a jeśliby zboru nie usłuchał, niech będzie dla ciebie jak poganin i celnik. Zaprawdę powiadam wam: Cokolwiek byście związali na ziemi, będzie związane i w niebie; i cokolwiek byście rozwiązali na ziemi, będzie rozwiązane i w niebie”.

Wreszcie trzeci z fragmentów traktujący o szczególnej roli Piotra znajdujemy w Ewangelii Jana 21,14-17: „Trzeci to już raz ukazał się Jezus uczniom swoim po wzbudzeniu z martwych. Gdy więc spożyli śniadanie, rzekł Jezus do Szymona Piotra: Szymonie, synu Jana, miłujesz mnie więcej niż ci? Rzekł mu: Tak, Panie! Ty wiesz, że cię miłuję. Rzecze mu: Paś owieczki moje. Rzecze mu znowu po raz drugi: Szymonie, synu Jana, miłujesz mnie? Rzecze mu: Tak, Panie! Ty wiesz, że cię miłuję. Rzekł mu: Paś owieczki moje. Rzecze mu po raz trzeci: Szymonie, synu Jana, miłujesz mnie? Zasmucił się Piotr, że mu po raz trzeci powiedział: Miłujesz mnie? I odpowiedział mu: Panie! Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że cię miłuję. Rzecze mu Jezus: Paś owieczki moje”. Jezus powiedział tylko do Piotra trzykrotnie: „Paś owieczki moje. Dlaczego? Otóż Piotr jako jedyny z uczniów zaparł się Go, właśnie trzykrotnie. Kiedy Piotr nawrócił się i wyznał swoje grzechy, Jezus zrehabilitował go w obecności innych apostołów. Chrystus symbolicznie, trzykrotnie zaprosił Piotra ponownie do pracy ewangelizacyjnej w Bożym Królestwie. Jednak sięgnijmy do oryginału greckiego tego fragmentu. W tym dialogu Pana Jezusa z Piotrem na tłumaczenie zwrotu "miłujesz" w trzech pytaniach Chrystusa oraz zwrotu "miłuję" w trzech odpowiedziach Piotra, użyte są dwa różne greckie słowa: "agape" i "fileo". Słowo "agape" oznacza miłość bezwarunkową, czyli Bożą miłość, a słowo "fileo" oznacza miłość międzyludzką, przyjacielską. Za pierwszym razem Pan Jezus pyta Piotra: Czy kochasz Mnie miłością "agape", więcej niż ci, którzy są obok nas i pewnie to słyszą? Na to Piotr odpowiedział: Wiesz Panie, że kocham Ciebie miłością "fileo". Piotr był zawstydzony, może nie czuł się godny kochać Pana Bożą miłością. Być może uznał, że obok są godniejsi od niego. Mimo to, Pan Jezus zachęca go do dalszej szczerej rozmowy, wypowiadając zaproszenie do współpracy. Za drugim razem Pan Jezus ponawia pytanie: Czy kochasz Mnie miłością "agape"? Nie pyta już o wymiar miłości Piotra w porównaniu z innymi osobami. Chrystus zawsze pyta o nasz osobisty wymiar miłości do Niego. Można wywnioskować, że Pan Jezus komunikuje Piotrowi, iż pyta go o miłość bezwarunkową, a nie o przyjaźń. Piotr odpowiada tak samo, jak za pierwszym razem. Upiera się przy przyjaźni z Bogiem. Ta odpowiedź Piotra także nie zadowala Chrystusa, mimo to dalej zachęca go propozycją współpracy. Zadając to pytanie po raz trzeci, Chrystus zmienia jego sens: Czy kochasz Mnie miłością "fileo"? Może Piotr zasmucił się myśląc, że Pan Jezus kwestionował jego szczerość? Możliwe, że Chrystus pytał go tym razem w sensie: Czy ty naprawdę jesteś moim przyjacielem? Odpowiedź Piotra była konsekwentna i szczera do bólu: Kocham Cię miłością "fileo". Pozostał przy przyjaźni z Bogiem. Wiedział, że tylko Bóg może kochać bezwarunkową miłością "agape". Pozostał człowiekiem w Bożej służbie, a nie zastępcą Boga na ziemi. Ciekawe jest także to, że trzy zachęty Pana Jezusa dla Piotra, które w tłumaczeniu Biblii Warszawskiej brzmią jednakowo: "paś owieczki Moje", w grece za każdym razem były nieco inne. Za pierwszym razem dosłowne tłumaczenie, to: "paś moje baranki". Za drugim razem: "bądź pasterzem moich owiec". Za trzecim razem Pan Jezus powiedział: "paś moje owce". Być może nie ma to specjalnego znaczenia, ale można wnioskować, że Chrystus trzykrotnie potwierdził Piotrowi powołanie do służby pasterskiej w Swoim Kościele. Możliwe, że pierwsze powołanie było do wierzących Żydów. Jednak za drugim i trzecim razem to powołanie jest wyraźniejsze i dotyczy już także nawróconych pogan. Można także powiedzieć, że przy tym powołaniu Pan Jezus Chrystus nie tyle zważał na słowa Piotra, co na postawę jego uniżonego serca.

Piotr nie uważał się za kogoś ważniejszego od innych apostołów. Zrozumiał to w czasie ostatniej wieczerzy przed Golgotą, kiedy Pan Jezus umył mu nogi. Słowa naszego Pana w Ewangelii Jana 13,16-17: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Sługa nie jest większy nad pana swego ani poseł nie jest większy od tego, który go posłał. Jeśli to wiecie, błogosławieni jesteście, gdy zgodnie z tym postępować będziecie”, były skierowane nie tyko do Piotra. Powinny być wyznaniem każdego wierzącego w Kościele Pana Jezusa Chrystusa. W Biblii nie znajdujemy żadnego fragmentu świadczącego o tym, że Piotr pełnił jakieś szczególne stanowiska, które mógłby przekazać swoim następcom. Nie ma też przekonujących dowodów na to, że apostoł Piotr był kiedykolwiek biskupem Rzymu. Prawdopodobnie pierwszy biskup Rzymu nazywał się Linus. Także inni historycy wczesnochrześcijańskiego kościoła nie wspominają o tym, że Piotr sprawował funkcję biskupa Rzymu. Katolicki historyk Thomas Bokenkotter napisał: "Jak doszło do tego, że biskup Rzymu zaczął być traktowany jako następca Piotra w przewodzeniu nad światowym kościołem? Nie ma żadnego wiarygodnego historycznego dowodu na to, żeby biskup Rzymu w ogóle rościł sobie takie prawo, przynajmniej do połowy trzeciego wieku. Wydaje się, że w czasie synodu w Nicei (325 roku n.e) doktryna o supremacji papieża nie była jeszcze znana kościołowi chrześcijańskiemu"(4). Nawet z punktu widzenia ciągłości historycznej nie sposób mówić o sukcesji kolejnych papieży. Historycy, nawet na bazie archiwów watykańskich nie podają pełnej, zweryfikowanej listy papieży. Encyklopedia Katolicka podaje: "Musimy otwarcie przyznać, że uprzedzenia i niedostatek źródeł uniemożliwia w pewnych przypadkach rozpoznanie czy kandydaci byli papieżami czy antypapieżami"(5). Słowa te brzmią ciekawie w zestawieniu z informacją z Biblii, że duch antychrysta jest już na świecie i w każdym okresie dziejów ludzkości działa jakiś wyróżniający się przeciwnik naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Przeczytajmy jeszcze jeden fragment, który nie dotyczy bezpośrednio tylko apostoła Piotra w Ewangelii Jana 20,21-23: „I znowu rzekł do nich Jezus: Pokój wam! Jak Ojciec mnie posłał, tak i Ja was posyłam. A to rzekłszy, tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego. Którymkolwiek grzechy odpuścicie, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są zatrzymane”. Tylko Pan Bóg ma moc odpuszczać grzechy. Jednak ten fragment powinniśmy także rozumieć w kontekście Bożego wyposażenia dla wszystkich wierzących w służbie Króla królów i Pana panów. Odpuszczanie i zatrzymywanie grzechów, to ogłaszanie przebaczenia i uwolnienia w imieniu Pana Jezusa Chrystusa. Tę dobrą nowinę można przyjąć (odpuszczenie) lub odrzucić (zatrzymanie). Nie mam wątpliwości, że apostołowie mają szczególne miejsce w Bożym planie zbawienia. Czytamy o tym w Ewangelii Mateusza 19,28: „A Jezus rzekł im: Zaprawdę powiadam wam, że wy, którzy poszliście za mną, przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na tronie chwały swojej, zasiądziecie i wy na dwunastu tronach i będziecie sądzić dwanaście pokoleń izraelskich”. Jednak Bóg może użyć kogo chce i kiedy chce, ale zawsze w imieniu Pana Jezusa Chrystusa. Wyraźnie mówi o tym w Ewangelii Jana 14:12: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto wierzy we mnie, ten także dokonywać będzie uczynków, które Ja czynię, i większe nad te czynić będzie; bo Ja idę do Ojca”.

W życiu Piotra, często naprzemiennie, występowały chwiejne etapy "trzciny" oraz po nawróceniu, w wyniku przyjęcia Bożej łaski i objawienia, mocniejsze etapy "kamienia". Jak jest w twoim życiu? O tym na pewno wie Bóg i być może ty sam(a). Jestem przekonany, że bez względu na aktualny etap naszego życia, Pan Bóg oczekuje od nas pełnej szczerości przed Nim. Do każdego z nas indywidualnie Pan Jezus Chrystus kieruje słowa z Ewangelii Mateusza 11,28: „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie”.

Bogdan Podlecki

Przypisy:
1 James Cardinal Gibbons, The Faith of Our Fathers, Rockford, Illinois: TAN, 1980, s. 82.
2 Thomas Bokenkotter, Dynamic Catholicism: A Historical Catechism, New York: Image Books, Doubleday, 1992, s. 107.
3 Peter de Rosa, Vicars of Christ: The Dark Side of Papacy, Crown Publishers, 1988, s. 24-25.
4 Thomas Bokenkotter, Dynamic Catholicism: A Historical Catechism, New York: Image Books, Doubleday, 1992, s. 109-110.
5 New Catholic Encyclopedia, s. v. "Antipopes" Catholic University of America, 1967, t. 1, s. 632.

środa, 2 marca 2016

Moc przebaczenia

Moc przebaczenia


Jedynym źródłem wiedzy do napisania tego artykułu jest Pismo Święte. Dlatego zachęcam cię, drogi czytelniku do przeczytania fragmentów, na które powołuję się w tekście tego artykułu w swojej Biblii.

Przebaczenie objawia i uwalnia przemieniającą i oczyszczającą moc Bożą. Jest to moc nowego życia, nowej nadziei i nowej radości. Przebaczenie jest też korzeniem i istotą przebudzenia duchowego, zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i w społecznościach. W momencie szczerego przebaczenia w okręgach niebieskich następuje wyraźne uwolnienie Bożego życia skierowanego przeciwko mocy śmierci. Pan Jezus Chrystus swoim przebaczeniem uwolnił wspaniałą dla każdego z nas zbawczą moc Zmartwychwstania. Czytamy o tym w Ewangelii Łukasza 23,33-45: „A gdy przyszli na miejsce, zwane Trupią Czaszką, ukrzyżowali go tam, także i złoczyńców, jednego po prawicy, a drugiego po lewicy. A Jezus rzekł: Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią. (…) A była już mniej więcej godzina szósta i ciemność zaległa całą ziemię aż do godziny dziewiątej, gdy zaćmiło się słońce; i rozdarła się zasłona świątyni na dwoje”. Jeszcze szczegółowiej to największe wydarzenie w historii świata przedstawione jest w Ewangelii Mateusza 27,51-53: „I oto zasłona świątyni rozdarła się na dwoje, od góry do dołu, i ziemia się zatrzęsła, i skały popękały, i groby się otworzyły, i wiele ciał świętych, którzy zasnęli, zostało wzbudzonych; i wyszli z grobów po jego zmartwychwstaniu, i weszli do świętego miasta, i ukazali się wielu”.

W tym samym momencie kiedy Chrystus przebaczył zostały rozbrojone wszelkie demoniczne moce i zwierzchności, które kontrolowały oddzielenie człowieka od Boga. To wybór niezależności od Pana Boga spowodowany pokusą diabelską był i jest największym problemem człowieka. Grzech jest tylko konsekwencją tego wyboru. Trudno jest nam zrozumieć Boży plan. Pan Bóg mógł zniszczyć diabła wraz z innymi upadłymi aniołami, ale Boża sprawiedliwość musiałaby spowodować także zniszczenie człowieka, jako jednakowo winnego świadomego wyboru niezależności od Boga. Dlatego w Bożym planie było uwolnienie Bożego życia w człowieku dzięki mocy przebaczenia Bożego Syna. Moc Zmartwychwstania uwolniona dzięki przebaczeniu jest filarem Ewangelii Zbawienia w Chrystusie. Czytamy o tym, np. w Liście apostoła Pawła do Kolosan 2,12-15: „Wraz z nim zostaliście pogrzebani w chrzcie, w którym też zostaliście wespół wzbudzeni przez wiarę w moc Boga, który go wzbudził z martwych. I was, którzy umarliście w grzechach i w nieobrzezanym ciele waszym, wespół z nim ożywił, odpuściwszy nam wszystkie grzechy; wymazał obciążający nas list dłużny, który się zwracał przeciwko nam ze swoimi wymaganiami, i usunął go, przybiwszy go do krzyża; rozbroił nadziemskie władze i zwierzchności, i wystawił je na pokaz, odniósłszy w nim triumf nad nimi”. Tak, jak przebaczenie Chrystusa rozbroiło diabła w sferze niebiańskich relacji człowieka z Bogiem. Tak nasze przebaczenie komuś rozbraja diabła w sferze ziemskich wzajemnych relacji. Kiedy my przebaczamy, to następuje anulowanie "duchowych długów" i rozbrojenie nieprzyjaciela. Fundamentalną duchową zasadą jest to, że tak, jak w Chrystusie otrzymaliśmy przebaczenie naszych grzechów. Tak ze względu na Chrystusa mamy przebaczać sobie wzajemnie.

Biblijnym przykładem działania mocy przebaczenia jest historia Gibeonitów. Według wcześniejszego Bożego nakazu, zakomunikowanego Mojżeszowi, Giebeonici mieli być wytępieni przez naród wybrany pod wodzą Jozuego, jako potomkowie Amalekitów. W 9. rozdziale Księgi Jozuego czytamy, że Gibeonici powodowani strachem podstępnie wyłudzili przymierze z Izraelem, które zostało potwierdzone przysięgą. Gibeonici doznali łaski wybaczenia, mimo swojego podstępu. Bóg zaakceptował tę sytuację ze względu na swoje przymierze z Izraelem, prawdopodobnie uznając motywacje Gibeonitów, czyli ich strach przed Bogiem Izraela. Na marginesie, zwróćmy uwagę na to, że występuje tu pewna analogia do historii Jakuba. Pan Bóg także pozwolił na oszustwo Jakuba ze względu na jego dobre motywacje i realizację Bożego planu dziedzictwa duchowego. Nie oznacza to jednak, że Pan Bóg zaakceptuje grzech w naszym życiu pod pretekstem dobrych motywacji. W 10. rozdziale Księgi Jozuego czytamy, że Izrael pod dowództwem Jozuego wywiązał się ze złożonej przysięgi i obronił Gibeonitów przed wojskami królów amorejskich. W 21. rozdziale 2. Ksiegi Samuela czytamy, że król Saul złamał warunki przymierza i zrobił zamach na Gibeonitów zabijając większość z nich. Została naruszona duchowa zasada mocy Bożego wybaczenia i Bóg upomniał się o to przymierze wybaczenia wobec Gibeonitów zsyłając klęskę głodu na Izraela. Król Dawid pytając Boga o przyczynę klęski, otrzymał jednoznaczną odpowiedź – złamanie przymierza wobec Gibeonitów przez Saula. Święta Boża konsekwencja spowodowała, że Dawid musiał szukać rozwiązania, by mogła zadziałać moc Bożego wybaczenia, bo Boże miłosierdzie góruje nad Bożym sądem. Gibeonici w ramach zadośćuczynienia zażądali śmierci siedmiu mężczyzn z rodziny Saula. Nie skorzystali z możliwości przebaczenia i zrewanżowania się tym samym, wobec doznania wcześniej Bożej łaski. Ta historia świadczy o wielkiej wadze, jaką Pan Bóg przywiązuje do konsekwentnego uwolnienia skutków przymierza i przebaczenia. Warunki Gibeonitów musiały być wykonane, żeby została uwolniona moc Bożego błogosławieństwa. Jednak oni wyznaczyli wysoką cenę, by uwolnić moc Bożego wybaczenia. Mimo, że mieli możliwość wybaczenia bezwarunkowego.

Pan Jezus podkreślił zasadę bezwarunkowego wybaczenia w przypowieści o dłużnikach, którą znajdujemy w Ewangelii Mateusza 18,23-35. Ten, któremu darowano wiele, miał problem i stawiał ostre warunki swojemu dłużnikowi, który był mu winien nieporównywalnie mniej. Ta przypowieść kończy się sentencją Pana Jezusa w 35. wersecie tego fragmentu: „Tak i Ojciec mój niebieski uczyni wam, jeśli każdy nie odpuści z serca swego bratu swemu. Jeśli my nie radzimy sobie z wybaczeniem komuś, to w takich przypadkach musi interweniować Pan Bóg. Wobec mocy Bożego wybaczenia, nie ma takiej sprawy, którą byśmy mogli komuś nie wybaczyć. Czy w naszym życiu nie było lub nie ma takich sytuacji, że chcemy przebaczyć, ale stawiamy warunki przebaczenia, czyli nie robimy tego bezwarunkowo? Przez stawianie warunków możemy opóźniać, a nawet blokować uwolnienie Bożej mocy w naszym życiu. Myślę, że każdy z nas może złożyć świadectwo, iż w momencie szczerego przebaczenia, zostaje uwolniona olbrzymia Boża moc odnawiająca zarówno życie przebaczającego, jak i tego, któremu przebaczono. Czy mamy osobiste świadectwo mocy Bożego przebaczenia? Czy doświadczyliśmy uwolnienia w wyniku naszego przebaczenia?

Kilka biblijnych przykładów uwolnienia Bożej mocy w wyniku przebaczenia. Kiedy Szczepan przebaczył swoim mordercom, wtedy została uwolniona w widoczny sposób Boża moc. Czytamy o tym w Dziejach Apostolskich 7,59-60: „I kamienowali Szczepana, który się modlił tymi słowy: Panie Jezu, przyjmij ducha mego. A padłszy na kolana, zawołał donośnym głosem: Panie, nie policz im grzechu tego. A gdy to powiedział, skonał”. W efekcie ofiary z życia i przebaczenia Szczepana, czytamy w 7,56: „i rzekł: Oto widzę niebiosa otwarte i Syna Człowieczego stojącego po prawicy Bożej”. Został otwarty kanał Bożej mocy, dzięki której w późniejszym czasie Saul z Tarsu, prześladowca chrześcijan, przyjął Boże objawienie i stał się Pawłem, apostołem Pana Jezusa Chrystusa.

Ezaw znany był jako zatwardziały, zgorzkniały człowiek, który zlekceważył i pozbył się swojego pierworództwa, czyli szczególnego ojcowskiego błogosławieństwa. Jakub, po wielkich doświadczeniach, ze świadomością popełnionego oszustwa, prosząc o przebaczenie ukorzył się przed Ezawem. Szczere przebaczenie uwolniło ich obu. Jakuba ze strachu, a Ezawa ze zgorzknienia. Czytamy o tym w 1. Księdze Mojżeszowej 33,3-4: „Sam natomiast poszedł przed nimi i pokłonił się siedem razy aż do ziemi, zanim zbliżył się do brata swego. Ezaw wybiegł naprzeciw niego, objął go, rzucił mu się na szyję i ucałował go; i rozpłakali się”.

Józef nie tylko wybaczył swoim braciom, ale też prosił ich o to, żeby nie obciążali się poczuciem winy. Jego słowa znajdujemy w 1. Księdze Mojżeszowej 45,5: „Lecz teraz nie trapcie się ani nie róbcie sobie wyrzutów, żeście mnie tu sprzedali, gdyż Bóg wysłał mnie przed wami, aby was zachować przy życiu”. Jego wybaczenie nie poprzedziły słowa goryczy, czy złośliwości. To uwolniło Józefa i jego braci.

Powyższe historie obrazują bezwarunkowe Boże przebaczenie przez ofiarę Pana Jezusa Chrystusa wobec wszystkich skruszonych grzeszników. Kiedy przebaczamy szczerze i bezwarunkowo, to uwalniamy siebie i tego, któremu przebaczamy. W Bożym prawie jest wyraźny nakaz uwalniania dłużników. Czytamy o tym, np. w 25. rozdziale 3. Księgi Mojżeszowej na temat roku jubileuszowego. Jest to duchowa zasada, która mówi o tym, że nie udzielając przebaczenia ''dłużnikowi naszego serca'' czynimy go tym samym niewolnikiem naszego nieprzebaczenia.

W 34. rozdziale Księgi Jeremiasza jest pewien schemat uwalniania Bożej mocy w wyniku przebaczenia.

1. Sytuacja zagrożenia: Judejczycy nie uwalniali swoich dłużników, jak nakazywało im to prawo. Dlatego interweniował Pan Bóg, o czym czytamy w 1. i 2. wersecie: „Słowo, które doszło Jeremiasza od Pana, gdy Nebukadnesar, król babiloński, i całe jego wojsko, i wszystkie królestwa ziemi jemu podległe i wszystkie ludy walczyły przeciwko Jeruzalemowi i wszystkim jego miastom. Tak mówi Pan, Bóg Izraela: Idź i przemów do Sedekiasza, króla judzkiego, i tak mu powiedz: Tak mówi Pan: Oto Ja wydaję to miasto w ręce króla babilońskiego, a on je spali”.

2. Boże wyjście z sytuacji: Judejczycy darowali długi i uwolnili swoich dłużników. Informację o tym mamy w 15. wersecie: „I nawróciliście się dzisiaj, i uczyniliście to, co słuszne w moich oczach, ogłaszając wyzwolenie, każdy swojemu bratu, i zawarliście przede mną przymierze w domu, który jest nazwany moim imieniem”.

3. Wynik: Boże uwolnienie. Czytamy o tym w 21. wersecie: „(…) wojska króla babilońskiego, które się od was wycofało”.

4. Złamanie przymierza wybaczenia: Judejczycy wycofali się z uwolnienia dłużników. Wzmiankę o tym mamy w 16. wersecie: „Lecz zmieniliście postanowienie i znieważyliście moje imię; każdy bowiem ściągnął z powrotem swojego niewolnika i swoją niewolnicę, których wypuściliście na wolność według ich życzenia, i zmusiliście ich do służby jako waszych niewolników i niewolnice”.

5. Boża konsekwencja: Powrót wojsk babilońskich i zburzenie Jerozolimy. Czytamy o tym w 22. wersecie: „Oto Ja wydam rozkaz, mówi Pan, i sprowadzę je z powrotem na to miasto, i będą walczyły przeciwko niemu, zdobędą je i spalą ogniem; a miasta judzkie obrócę w pustynię, gdzie nikt nie mieszka”.

Czy tak nie jest w naszym osobistym, czy społecznym chrześcijaństwie? W momencie wybaczenia uwalniana jest Bożą moc. Lecz kiedy się wycofujemy, to diabeł szybko odzyskuje utracone pozycje w naszym życiu. Nie możemy się oszukiwać, że istnieje duchowa pustka. Jesteśmy albo niewolnikami nieprzebaczenia, czyli pod autorytetem diabła, albo żyjemy pod Bożym autorytetem w mocy wybaczenia. Jesteśmy dzisiaj jak Judejczycy w czasach Jeremiasza. Diabeł zaatakował nasze życie, nasze społeczności i nasze miejscowości alkoholizmem, narkomanią, niszczeniem życia małżeńskiego, czy rodzinnego. Potrzebujemy Bożej mocy przebaczenia, przekonania o grzechu i uwolnienia. Pan Bóg zawsze daje wyjście – okażcie miłosierdzie, czyli przebaczcie sobie nawzajem. Pisze o tym apostoł Jakub w swoim Liście 2,13: „Nad tym, który nie okazał miłosierdzia, odbywa się sąd bez miłosierdzia, miłosierdzie góruje nad sądem”. Wtedy będzie zwycięstwo – uwolnienie Bożej mocy przebaczenia i w konsekwencji duchowe przebudzenie w nas, w naszych społecznościach i w naszych miejscowościach. Zawsze znajdą się tacy "miłosierni wierzący", którzy powiedzą, że dla naszych miejscowości nie ma już ratunku, że to już Sodoma. To jest argumentacja ludzi, których miłość do zgubionych ludzi już oziębła. Współczesny Jeremiaszowi, prorok Ezechiel wskazał na przyczynę upadku Sodomy. Czytamy o tym w Księdze Ezechiela 16,49: „Oto winą Sodomy, twojej siostry, było to: wzbiła się w pychę, miała dostatek chleba i beztroski spokój wraz ze swoimi córkami, lecz nie wspomagała ubogiego i biednego”. To nie tylko grzech, który jest konsekwencją wyboru niezależności od Boga, ale często brak miłosierdzia jest powodem tego, że ludzie w społecznościach zatwardzają serca i otwierają się na wpływ mocy demonicznych. Pan Bóg wzywa byśmy powrócili do miłości i przebaczenia. Miłosierdzie i przebaczenie mogło zmienić los Sodomy oraz Judei w czasach Jeremiasza. Może też zmienić sytuację w naszych miejscowościach.

Boży plan jest prosty i przejrzysty dla każdego, kto pragnie uwolnienia. To zawarcie przymierza pojednania i przebaczenia w naszych rodzinach, społecznościach, miejscowościach, w kraju. Jeśli z naszych wzajemnych relacji znika miłość, to momentalnie wzmaga się aktywność demoniczna. Kiedy Judejczycy okazali miłosierdzie i uwolnili dłużników, wtedy Boża moc przebaczenia uwolniła ich miasta od wroga. Powrót do niewolnictwa, czyli grzechu, spowodował, że nieprzyjaciel wracał na utracone pozycje. Wielu z nas doznaje uwolnienia w wyniku przebaczenia, ale gdy się wycofujemy, to wraca presja demoniczna w naszym życiu. Wtedy wracamy do ulegania pokusom, a w konsekwencji grzech związany z nieprzebaczeniem zaczyna panować nad nami. Również tego aspektu dotyczy znany nam fragment Bożego Słowa w Ewangelii Łukasza 11,24: „A gdy duch nieczysty wyjdzie z człowieka, wędruje po miejscach bezwodnych, szukając ukojenia, a gdy nie znajdzie, mówi: Wrócę do domu swego, skąd wyszedłem. Tam gdzie jest moc wzajemnego wybaczenia, tam warownie diabelskie upadają.

Uwolnienie Bożej mocy zależy od naszej gotowości do szczerego i wzajemnego przebaczania. Jednak musimy wytrwać w postawie przebaczenia, wtedy uwolnienie Bożej mocy będzie trwałe i skuteczne w naszym życiu. Nie może być tak, że kiedy dzieje się źle, to przebaczamy, a kiedy jest już dobrze, to zatwardzamy serce. Kiedy szczerze wybaczymy sobie wzajemnie, to Pan Bóg uwalnia serca ludzi. Także uwolnienia mocy wybaczenia dotyczy Boża obietnica w Ewangelii Mateusza 18,18: „Zaprawdę powiadam wam: Cokolwiek byście związali na ziemi, będzie związane i w niebie; i cokolwiek byście rozwiązali na ziemi, będzie rozwiązane i w niebie”. Nieprzebaczenie, to związanie, a przebaczenie jest rozwiązaniem skutecznym w BOŻYM WIECZNYM TERAZ. Uwolnienie Bożej mocy zależy także od naszego życia w postawie wybaczenia. Czy żyjemy w postawie przebaczenia? To jest jedyna postawa, która podoba się Bogu. Przebaczenie jest elementem życia w wierze i to nie są tylko słowa i przyjazne gesty. Przebaczenie jest mocą do pełni duchowego życia. Nie wystarczy mówić, czy nawet wmówić sobie, że wybaczyliśmy i głęboko ukrywać urazy. Nie można udawać życia w przebaczeniu i izolować się od problemów wynikających z niezałatwienia spraw z przeszłości. Nieprzebaczenie jest świadomym wejściem w stan niewoli. Gdy człowiek zdecyduje się przebaczyć odzyskuje prawdziwą wolność duszy. Musimy żyć w postawie szczerego przebaczania. Wtedy następuje pełne uwolnienie Bożej mocy w naszym życiu, w małżeństwie, w naszej rodzinie, naszej społeczności, w naszym mieście, w naszym kraju. W reklamie telewizyjnej w kwestii zarządzania finansami słyszymy: ''moje zmienia wszystko''. Prawdą jest to, także w kwestii przebaczenia, że ''moje w Bogu zmienia wszystko”.

Bogdan Podlecki